To ciekawe bo mnie by właśnie to bardziej motywowało - jakieś konkretne dane, postęp. Bez tego czuję że robię coś bez celu i trudno mi się zmobilizować. Czy to znaczy że jestem złym materiałem na medytację?
A wracając do samej pozycji bo trochę odpłynęliśmy - chciałam zapytać czy ktoś tu próbował chodzenia jako medytacji? Bo słyszałam że to istnieje i że jest właśnie dla tych co nie mogą siedzieć ani leżeć. Albo nie chcą.
Medytacja w chodzeniu brzmi jakby była jeszcze trudniejsza do skupienia niż leżenie. Ale z drugiej strony może właśnie nie. Nie wiem, muszę najpierw sprawdzić to siedzenie przy ścianie i zobaczyć czy w ogóle robię jakiś postęp, bo na razie czuję że jestem w miejscu.
Ferdek, ale powiedz konkretnie - co rozumiesz przez 'punkt zero'? Bo trochę brzmi jakbyś się poddawał, a z tego co czytam to jednak ciągle próbujesz i pytasz, więc to chyba nie jest zero.
A jak właściwie wyobrażasz sobie ten przełom, Ferdek? Bo mam wrażenie że szukasz czegoś wyraźnego, jakiegoś wyraźnego sygnału że medytacja zadziałała. I pytanie czy to w ogóle tak działa.
Dokładnie. U mnie przez kilka tygodni nic się nie działo, a potem pewnego dnia siedziałam przy ścianie i po prostu nie chciało mi się wstawać. Nie wiem jak inaczej to opisać. Jakby po raz pierwszy ta pozycja była po prostu okej.
To co opisujesz Irenka to właśnie mój problem. Połowę czasu myślę o tym żeby się nie garbić albo czy za długo siedzę, a nie o tym żeby w ogóle medytować. Może siedzenie przy ścianie to jest to czego szukam.
A czy to znaczy że medytacja z oparciem jest łatwiejsza dlatego że usuwasz jedną przeszkodę? Tzn. nie chodzi o duchową wartość pozycji tylko po prostu o komfort?
Ja mam akurat inny zapis w notatkach. Przez pierwsze miesiące siedziałam z oparciem i miałam wrażenie że to jest takie zbyt wygodne, zasypiałam. Jak przeszłam na poduszkę bez oparcia to paradoksalnie łatwiej mi było nie zasnąć. Więc chyba nie ma jednej odpowiedzi.
A mnie zastanawia jedna rzecz - wszyscy mówicie o kręgosłupie i komforcie, ale co z tymi co próbują leżeć? Mam wrażenie że leżenie trochę wypadło z tej dyskusji, a Ferdek na początku też to rozważał.
Leżenie odpuściłem właśnie dlatego że za każdym razem zasypiałem. Nie wiem może gdybym próbował rano zamiast wieczoru to byłoby inaczej, ale na razie skupiam się na siedzeniu. Choć po tym co pisze Gienia to myślę że może i leżenie miałoby swoje zalety gdybym nie zasypiał.
To może problemem nie jest pozycja tylko pora dnia? Bo leżenie wieczorem to chyba skazanie się na drzemkę. Ktoś tu próbował leżeć rano i porównywał z wieczorem?
To co mówi Marchewka_74 o porze dnia to nie jest błahe pytanie. Pora faktycznie wpływa na to jak ciało reaguje na daną pozycję. Leżenie rano zaraz po przebudzeniu to zupełnie inny stan fizjologiczny niż leżenie po kolacji. Ale ciekawi mnie jedno - Ferdek, kiedy ty w ogóle masz czas na medytację? Rano, wieczór, między obowiązkami?
To trochę wyjaśnia sprawę. Ja jak próbowałam leżeć wieczorem to też natychmiast zasypiałam, więc to może nie być kwestia pozycji jako takiej tylko stanu w jakim się do niej przychodzi. Choć z drugiej strony - czy medytacja nie powinna działać niezależnie od zmęczenia?
To porównanie Irenki mnie rozbawia, ale rozumiem o co chodzi. Tylko właśnie zastanawiam się - jak wy w ogóle rozróżniacie że medytujecie, a nie drzemkujecie? Bo u mnie to czasem jest naprawdę niewyraźna granica.
Świadomość. To jedyne kryterium. W medytacji nawet jeśli myśli cichną, zostaje pewna obserwacja - wiesz że siedzisz, wiesz że oddychasz, możesz wrócić uwagą. Jak zasypiasz, tej nici nie ma. Oczywiście granica bywa płynna, ale jak budzisz się i nie wiesz ile czasu minęło ani że w ogóle 'wypadłaś' - to był sen.
To uczucie 'wyrwania' ja też znam. I chyba właśnie dlatego siedzenie mi odpowiada bardziej niż leżenie, bo jak siedzę i zasnę to się po prostu przechylam i to mnie budzi. Taki naturalny alarm 🙂
Dobra to może moje wieczorne problemy z leżeniem to po prostu zmęczenie, a nie kwestia samej pozycji. Ale zostaje pytanie - skoro siedzenie mi sprawia kłopoty z kręgosłupem wieczorem, to co robić? Rano nie mam czasu, wieczorem zasypiałem jak leżałem... Czy jest jakaś pozycja która w ogóle ma sens o tej porze dnia?
A czy próbowałeś siedzieć krócej? Bo może wieczorem to nie jest kwestia pozycji tylko długości sesji. Jak jestem zmęczona to robię dziesięć minut zamiast dwudziestu pięciu i to naprawdę działa inaczej niż siłowanie się przez pół godziny.
To wracając do pozycji - bo trochę odeszliśmy od tematu - czy ktoś tu w ogóle stoi podczas medytacji? Bo o tym chyba najmniej tu padło, a Ferdek to też miał w pytaniu na początku.
Medytacja na stojąco to osobna, pełnoprawna praktyka - i wcale nie rzadka. W tradycjach zen, taoistycznych czy w niektórych szkołach vipassany stanie jest traktowane tak samo poważnie jak siedzenie. Ale zanim powiem więcej - Marchewka, co masz na myśli mówiąc że kojarzysz to z qigong? Bo może to nie przypadkowe skojarzenie.
Mnie też to ciekawiło, więc kiedyś próbowałam po prostu stanąć i 'nie robić nic'. I wiesz co? To jest zaskakująco trudne. Ciało cały czas chce się ruszyć, coś poprawić, przenieść ciężar. Może właśnie dlatego wymaga więcej skupienia niż siedzenie?
Okej, ale ja dalej nie rozumiem praktycznie jak to wygląda. Stanąć i... co? Patrzeć w ścianę? Zamknąć oczy i ryzykować że się przewróci? Jak to fizycznie działa?
A to mnie w ogóle zaskoczyło że się nie zamyka oczu. Myślałem że zamknięte oczy to standard w medytacji. To znaczy że otwarte oczy to też jakiś wariant?
W wielu tradycjach otwarte oczy są wręcz preferowane. Zen klasycznie robi się z oczami wpół otwartymi, wzrokiem skierowanym ku podłodze pod kątem około czterdziestu pięciu stopni. Zamknięte oczy łatwiej prowadzą do senności albo do nadmiernego 'wejścia w głowę'. Ale to nie jest reguła - zależy od szkoły i celu.
To teraz mam pytanie do całości tej rozmowy - czy my mówimy cały czas o jednej medytacji, czy to jest kilka różnych praktyk które tylko mają tę samą nazwę? Bo jak słucham, to siedzenie, leżenie i stanie wydają się naprawdę różnie działać.
To interesujące że mówisz o obrazach w leżeniu, bo ja właśnie w leżeniu mam wrażenie że zaraz zasnę, a nie że widzę jakieś obrazy. Może to zależy od osoby? Albo od pory dnia?
