Forum

Asystent AI
Medytacja na śmierć...
 
Powiadomienia
Wyczyść wszystko

Medytacja na śmierć - jak pracować ze świadomością przemijania

Strona 2 / 2

Wpisy: 157
(@kianitka)
Połączone: 1 rok temu

To co Feliks opisuje z wyobrażaniem świata bez siebie - to brzmi podobnie do czegoś co robiłam zupełnie intuicyjnie po stracie bliskiej osoby. Wtedy myślałam że to niezdrowe, a teraz czytam że może to jest właśnie ta praktyka? Albo to jednak coś innego bo tam był kontekst żałoby?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@miroslawa-pl)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 137

@Kianitka Myślę że intencja robi różnicę. Jeśli siedzisz z tym żeby uciec od bólu po stracie, to jest inne niż jeśli siedzisz z tym żeby zrozumieć coś o naturze życia. Chociaż granica moze byc cienka szczególnie kiedy się jest w środku trudnego momentu.


Odpowiedz
Wpisy: 735
(@prokop)
Połączone: 5 miesięcy temu

Ale intencja jest chyba najtrudniej ocenić u siebie. Ja jak zaczynam coś robić to mam zawsze jakieś szlachetne powody w głowie, a potem się okazuje że było inaczej. Jak wy sprawdzacie własne intencje? Serio pytam, bo nie mam na to żadnego sposobu.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@hyzop)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 352

@Prokop Ja to sprawdzam trochę po fakcie - co się we mnie zmieniło po jakimś czasie praktyki. Jeśli czuję że bardziej otwiera mnie na życie to zakładam że intencja była dobra albo przynajmniej działanie było dobre bez względu na intencję. Ale to dość długoterminowy wskaźnik i mało pomocny kiedy zaczynasz.


Odpowiedz
Wpisy: 338
(@symeon75)
Połączone: 1 rok temu

Wracam po przerwie i widzę że rozmowa poszła w stronę intencji i weryfikacji własnych stanów. To ciekawe. Chciałem powiedzieć do wcześniejszego wątku o teorii versus praktyce - myślę że Ravenna miała rację że byłem za bardzo w teorii. Ale to co opisuje Feliks z wyobrażaniem siebie jak nie ma - to akurat jest technicznie bardzo blisko jednej z instrukcji Buddhaghoshy. Nie trzeba czytać Visuddhimaggi żeby do tego intuicyjnie dojść.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@brzozka81)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 271

@Symeon75 To ciekawe że można dojść do tego samodzielnie. Ale to prowadzi mnie do pytania które gdzieś tu zgubiłam - czy ktoś tutaj rzeczywiście miał sesję z tym tematem która była ciężka, nieprzyjemna, bez dobrego zakończenia? Feliks powiedział że on nie. A inni? Bo mam wrażenie że mówimy o tym dużo w teorii ale nikt nie powiedział wprost 'tak, było naprawdę trudno i oto co się stało'.


Odpowiedz
Wpisy: 461
(@talizmana)
Połączone: 1 miesiąc temu

Ja mogę odpowiedzieć. Miałam coś takiego co bym nazwała trudną sesją, choć nie wiem czy celowo pracowałam z tematem śmierci czy to wyszło przy okazji głębszej medytacji. Poczułam bardzo wyraźnie że wszystko co mam - relacje, dom, to kim jestem - jest tymczasowe. I zamiast spokoju przyszła taka fala czegoś co trudno nazwać. Nie panika, ale coś jak zrozumienie bez gotowości na to zrozumienie.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@czeremcha)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 498

@Talizmana 'Zrozumienie bez gotowości' - to jest bardzo trafne określenie. Jak długo to z tobą zostało? I co z tym zrobiłaś - czekałaś aż samo przejdzie, czy szukałaś jakiegoś wyjścia z tego?


Odpowiedz
(@talizmana)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 461

@Czeremcha Zostało kilka dni. Nie szukałam specjalnie wyjścia - bardziej starałam się nie unikać tego uczucia ale też nie roztrząsać. Trudno wytłumaczyć. Chyba po prostu żyłam z tym dopóki samo nie osiadło. Ale przez te kilka dni byłam inaczej obecna z ludźmi wokół mnie - bardziej uważna na nich. Jakby to czego się bałam otworzyło coś innego.


Odpowiedz
Wpisy: 498
(@czeremcha)
Połączone: 3 miesiące temu

To co opisujesz Talizmana - że byłaś inaczej obecna z ludźmi przez te kilka dni - to mnie zastanawia. Inaczej jak? Bardziej uważna, mniej roztargniona? Czy raczej jakieś oddalenie, jakbyś patrzyła z boku?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@talizmana)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 461

@Czeremcha Trudno to opisać precyzyjnie. Chyba bardziej słuchałam. Jakby wiedza że to wszystko jest tymczasowe sprawiała że mniej mi zależało na tym żeby mieć rację albo żeby coś udowodnić. Ale to nie było oddalenie - raczej odwrotnie. Chociaż przyznam że pierwsze dwa dni to był głównie niepokój.


Odpowiedz
Wpisy: 735
(@prokop)
Połączone: 5 miesięcy temu

Hej, wracam do tematu bo czytam tę rozmowę i mam wrażenie że omijamy coś ważnego. Czy ktoś z was w ogóle miał jakiś rodzaj ulgi podczas tej praktyki? Wszyscy opisują ciężar, niepokój, trudne sesje. A czy to w ogóle może być lekkie?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@feliks73)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 751

@Prokop Tak, może. I właśnie to mnie na początku zaskoczyło. Pierwsze sesje gdzie naprawdę siedziałem z tym tematem - nie jakieś abstrakcyjne myślenie o śmierci ale takie bezpośrednie - miały w sobie coś co bym nazwał ulgą. Jakby część napięcia której nie wiedziałem że noszę po prostu odchodziła.


Odpowiedz
Wpisy: 137
(@miroslawa-pl)
Połączone: 1 rok temu

To ma sens bo my na co dzień tyle energi wkładamy w nieprzyznawanie się do tego że to się kiedyś skończy. Jak siądziesz i po prostu to przyjmiesz, to ta energia gdzieś ucieka, nie? Ale zastanawiam się czy ta ulga jest trwała czy tylko podczas sesji.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@brzozka81)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 271

@Miroslawa.pl Właśnie - to jest kluczowe pytanie. Bo jeśli ulga jest tylko podczas siedzenai i potem wraca normalny niepokój to pytanie czy to cokolwiek zmienia na dłuższą metę. Feliks, ty to robisz jakiś czas - zauważasz jakąś trwałą zmianę czy raczej trzeba regularnie wracać żeby utrzymać ten stan?


Odpowiedz
Wpisy: 751
Rozpoczynający temat
(@feliks73)
Połączone: 3 miesiące temu

Szczerze? Nie wiem. Czuję że coś się zmienia ale nie potrafię powiedzieć co. To nie jest tak że raz wsiadłem i teraz jestem spokojny wobec śmierci. Raczej jakby granica między 'wiedzieć o śmierci' a 'wiedzieć że umrę' trochę się przesunęła. Ale to jest nieprecyzyjne, przepraszam.


Odpowiedz
Wpisy: 352
(@hyzop)
Połączone: 1 rok temu

Nie przepraszaj, ta nieprecyzyjność jest chyba uczciwa. Ja w ogóle mam wrażenie że te stany po głębszej praktyce są z natury trudne do opisania słowami. I może to jest problem kiedy próbujemy je porównywać na forum - każdy opisuje coś troche innego i nie wiadomo czy to te same rzeczy.


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@symeon75)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 338

@Hyzop Racja że trudno porównywać ale to nie znaczy że nie ma pożytku z takiej rozmowy. W tradycjach które znam - szczególnie tybetańskiej - jest sporo materiału o tym jak ta praktyka powinna przebiegać. Bardo Thodol mówi wprost że zaznajomienie ze śmiercią za życia zmienia jakość samej śmierci. Więc to nie jest tylko kwestia dobrego samopoczucia teraz.


Odpowiedz
(@ravenna84)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 223

@Symeon75 Trochę ostrożnie z tym Bardo Thodol jako instrukcją bo to jest tekst bardzo osadzony w konkretnej doktrynie i interpretacji. Samo zaznajomienie ze śmiercią jako ideę znajdziesz dużo szerzej - stoicy, sufi, różne tradycje szamanistyczne. Ale każda z nich traktuje to inaczej. Nie zrównywałabym ich.


Odpowiedz
(@symeon75)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 338

@Ravenna84 Oczywiście że różne tradycje traktują to inaczej, ale pytanie czy dla kogoś kto po prostu siada i medytuje z tym tematem bez żadnej konkretnej tradycji - czy to w ogóle działa? Bo może kontekst doktrynalny jest potrzebny żeby to miało głębię.


Odpowiedz
Wpisy: 157
(@kianitka)
Połączone: 1 rok temu

Ale większość z nas chyba nie jest w żadnej konkretnej tradycji i jakoś z tym pracuje. Ja nie znam Bardo Thodol poza nazwą i to co robiłam intuicyjnie po stracie - i teraz myślę że mogło być czymś podobnym. Czy brak tradycji naprawdę uniemożliwia dotknięcie czegoś prawdziwego?


Odpowiedz
Wpisy: 90
(@metody52)
Połączone: 1 rok temu

To jest ważne pytanie Kianitki. Bo jeśli powiemy że bez tradycji to się nie da, to zamykamy większość ludzi. A jeśli powiemy że każdy może intuicyjnie - to może stracić się coś ważnego z dyscypliny. Gdzie jest ta granica między samodzielną pracą a potrzebą jakiegoś oparcia?


Odpowiedz
Wpisy: 461
(@talizmana)
Połączone: 1 miesiąc temu

Mam wrażenie że to oparcie niekoniecznie musi być tradycja. Może być rozmowa taka jak ta. Albo nauczyciel, albo własne notatki z sesji. Coś co trzyma cię przy temacie i nie pozwala się wymknąć kiedy robi się trudno. Sama tradycja bez tego nie pomoże, a to bez tradycji może wystarczyć.


Odpowiedz
Wpisy: 208
(@wiesia00)
Połączone: 5 miesięcy temu

Przepraszam że wchdzę na samym końcu ale chciałam zapytać o coś praktyczneog bo czytam całą tą rozmowę i nie wiem od czego zacząć. Feliks piszał że zaczyna od wyobrażania świata bez siebie - ale jak długo tak siedzi? Bo jak zaczynam myśleć o śmierci to po chwili mój umysł ucieka w coś innego i nie wiem czy to normalne.


Odpowiedz
Strona 2 / 2
Udostępnij: