Forum

Asystent AI
Medytacja a zaburze...
 
Powiadomienia
Wyczyść wszystko

Medytacja a zaburzenia osobowości - czy jest bezpieczna dla wszystkich?

Strona 1 / 3

Wpisy: 613
Rozpoczynający temat
(@bernadka87)
Połączone: 3 miesiące temu

Chciałam zapytać o coś, co mnie trochę niepokoi. Czy medytacja jest bezpieczna dla osób z zaburzeniami osobowości? Mam na myśli np. borderline, narcystyczne zaburzenie osobowości, ale też stany lękowe, depresję. Czytałam gdzieś, że intensywna medytacja może u niektórych osób wywołać coś w rodzaju kryzysu, a nawet nasilić objawy. Czy ktoś z was miał z tym do czynienia albo wie więcej na ten temat? Bo trochę wrzuca się medytację do worka 'dobre dla każdego' i mam wrażenie, że to nie jest takie proste.


Odpowiedz
152 odpowiedzi
Wpisy: 194
(@aurelinda_s)
Połączone: 1 rok temu

O, to bardzo ważne pytanie, cieszę się, że ktoś to w końcu poruszył! Ja sama zaczęłam medytować niedawno i nigdy nie zastanawiałam się, czy to może być dla kogoś szkodliwe. Zawsze myślałam, że medytacja to samo dobro. A masz jakiś konkretny artykuł czy źródło, gdzie czytałaś o tych kryzysach? Chętnie bym zerknęła.


Odpowiedz
Wpisy: 125
(@jagusieńka-pl)
Połączone: 2 lata temu

Też się cieszę, że ten temat się pojawił, bo naprawdę nie miałam o tym pojęcia. Ale zastanawiam się - co to znaczy 'kryzys' podczas medytacji? Czy chodzi o płacz, silne emocje, czy coś poważniejszego? Bo z tego co wiem, silne emocje podczas medytacji to podobno normalka.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@bernadka87)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 613

@Jagusienka.pl No właśnie, to jest dobre pytanie. Z tego co czytałam, chodzi o coś więcej niż po prostu płakanie czy trudne emocje. Były opisywane przypadki nasilenia się objawów dysocjacyjnych, u niektórych osób z traumą medytacja wywoływała coś w rodzaju flashbacków. A u osób z borderline podobno intensywna praca z 'chwilą obecną' może paradoksalnie pogłębiać poczucie pustki, bo właśnie ta pustka wychodzi na wierzch. Ale nie jestem psychiatrą, więc mówię z pozycji kogoś, kto to gdzieś przeczytał, nie z doświadczenia.


Odpowiedz
Wpisy: 566
(@rozmarynka)
Połączone: 3 miesiące temu

Zainteresował mnie ten temat, bo sama od lat medytuję i nigdy nie myślałam o tym w kategorii ryzyka. Ale im dłużej siedzę w tym wszystkim, tym bardziej widzę, że medytacja to nie jeden twór - są zupełnie różne techniki. Skupienie na oddechu to jedno, ale np. medytacja Vipassana, gdzie siedzisz kilkanaście godzin dziennie przez dziesięć dni i obserwujesz umysł - to coś zupełnie innego. Myślę, że to istotna różnica przy tym temacie.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@symeon75)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 338

@Rozmarynka Zgadzam się, że rodzaj medytacji ma znaczenie. Dodam do tego, że przy pracy z czakrami, np. podczas głębokiej medytacji na czakrę solarną, można wywołać silne stany emocjonalne, które u osoby z niestabilną psychiką mogą być trudne do opanowania. Sam widziałem na warsztatach, jak ktoś zupełnie się rozkleił po takiej sesji. Więc to nie jest tylko teoria.


Odpowiedz
(@bernadka87)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 613

@Symeon75 A co się z tą osobą stało na tym warsztacie? Ktoś jej pomógł, był tam jakiś prowadzący z przygotowaniem psychologicznym? Bo to jest chyba kolejny problem - że medytacji uczą osoby bez przygotowania terapeutycznego i gdy coś się zadzieje, to nikt nie wie, jak zareagować.


Odpowiedz
Wpisy: 338
(@symeon75)
Połączone: 1 rok temu

Był prowadzący, ale szczerze mówiąc, nie był psychologiem - to był nauczyciel jogi. Dał tej osobie trochę czasu, żeby się uspokoiła, porozmawiał z nią, ale było widać, że trochę nie wiedział, co robić. Jakoś się skończyło, ale właśnie - to pokazuje, że brakuje takiego przygotowania.


Odpowiedz
Wpisy: 409
(@czeslawa08)
Połączone: 9 miesięcy temu

Tutaj muszę się odezwać, bo to ważna kwestia. Zaburzenia osobowości to bardzo szeroka kategoria i wrzucanie ich do jednego worka jest błędem. Ktoś z zaburzeniem obsesyjno-kompulsywnym inaczej zareaguje na medytację uważności niż ktoś z borderline czy z cechami narcystycznymi. W psychologii jest coraz więcej badań nad tym, że MBSR - czyli ten protokół mindfulness oparty na redukcji stresu - może być pomocny przy zaburzeniach lękowych, ale już przy traumie i dysocjacji trzeba zachować ostrożność. To nie jest 'medytacja jest niebezpieczna', ale 'nie każda technika jest dla każdego'.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@jagusieńka-pl)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 125

@Czeslawa08 O, dziękuję za to rozróżnienie, bo faktycznie wrzucałam to do jednego wora. A skąd masz tę wiedzę o MBSR? Masz jakieś doświadczenie z tym protokołem, czy to bardziej z lektur?


Odpowiedz
Wpisy: 133
(@anastazy)
Połączone: 11 miesięcy temu

Zastanawiam się, czy to nie jest tak, że medytacja po prostu wydobywa na wierzch to, co już w człowieku jest? Czyli nie 'powoduje' kryzysu, tylko go ujawnia. I wtedy pytanie jest trochę inne - czy lepiej to wiedzieć, czy nie wiedzieć? Może u niektórych osób te trudne rzeczy wymagają wyjścia?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@bernadka87)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 613

@Anastazy No ale to trochę niebezpieczna teza, bo z tego by wynikało, że każdy powinien przez to przejść. A jeśli ktoś nie ma żadnej siatki bezpieczeństwa - terapeuty, wsparcia - i nagle mu 'wydobywa' coś bardzo trudnego, to może to nie być moment na taką pracę. Nie wszystko, co ujawnia trudne rzeczy, jest dobre w każdym momencie życia.


Odpowiedz
Wpisy: 209
(@sennica)
Połączone: 1 miesiąc temu

Ale czy to nie jest tak, że większość poważnych tradycji medytacyjnych zakłada, że powinno się praktykować pod okiem nauczyciela właśnie dlatego? I może problem polega na tym, że teraz medytacja stała się produktem, apką na telefon, kursem za 50 złotych, i ludzie siedzą sami w domu i nie mają żadnego oparcia gdy coś się dzieje?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@rozmarynka)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 566

@Sennica To jest trafna obserwacja. Mam zapisane w notatach z różnych kursów, że tradycja zen, vipassana, suficka - wszędzie jest nauczyciel jako centralna postać właśnie po to, żeby pilnować, czy uczeń nie wchodzi za głęboko zbyt szybko. Teraz ten element wypadł i zostały tylko techniki.


Odpowiedz
Wpisy: 73
(@wezuwianit)
Połączone: 12 miesięcy temu

Czytam tę rozmowę i myślę sobie - a co z osobami, które mają łagodniejsze trudności, nie klasyczne zaburzenia, ale np. mocne stany lękowe lub depresję? Czy one też powinny unikać medytacji, czy można coś prostszego spróbować bez ryzyka?


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@czeslawa08)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wpisy: 409

@Wezuwianit To zależy od tego, o jakiej medytacji mówimy. Krótka, kierowana medytacja skupiająca się na oddechu, pięć minut dziennie - to raczej nie wyrządzi krzywdy. Ale już wielogodzinne odosobnienia albo intensywna praca z obserwacją myśli bez żadnego wsparcia przy aktywnej depresji - to bym odradzała robić samodzielnie. Najlepiej najpierw porozmawiać z psychiatrą lub psychologiem, jeśli ktoś jest w trakcie leczenia.


Odpowiedz
(@aurelinda_s)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 194

@Czeslawa08 Bardzo dziękuję za to! To naprawdę ważne, co mówisz. Mam bliską osobę, która zmaga się z lękami i właśnie zachęcałam ją do medytacji - teraz trochę inaczej do tego podejdę i powiem jej, żeby zapytała swojego psychologa.


Odpowiedz
Wpisy: 194
(@wahadelka-pl)
Połączone: 1 rok temu

Słucham tej rozmowy i mam mieszane uczucia. Z jednej strony widzę, że to naprawdę poważny temat, z drugiej - mam wrażenie, że trochę przesadzamy z demonizowaniem. Miliony ludzi medytują bez żadnych problemów. Ile tak naprawdę jest tych przypadków, gdzie medytacja komuś zaszkodziła? Czy to jest statystycznie istotne, czy to są jednostkowe przypadki, które są nagłaśniane?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@anastazy)
Połączone: 11 miesięcy temu

Wpisy: 133

@Wahadelka.pl To uczciwe pytanie. Ale chyba chodzi o to, żeby osoby z konkretną historią psychiczną wiedziały, na co zwracać uwagę, a nie żeby wszystkich odstraszać. Nikt tu chyba nie mówi, że medytacja jest zła sama w sobie.


Odpowiedz
Wpisy: 613
Rozpoczynający temat
(@bernadka87)
Połączone: 3 miesiące temu

Dokładnie, nie chodzi o straszenie. Chodzi o to, żeby ludzie świadomie podchodzili do praktyki, szczególnie gdy mają jakiś bagaż psychiczny. I żeby wiedli, że jeśli coś zaczyna się dziać niepokojącego podczas medytacji, to nie 'muszą przez to przejść' ani 'to jest część procesu', ale mogą zwrócić się po pomoc. To chyba główny wniosek z tej rozmowy?


Odpowiedz
Wpisy: 194
(@wahadelka-pl)
Połączone: 1 rok temu

No dobrze, ale jak ktoś ma 'bagaż psychiczny' to skąd ma wiedzieć, że właśnie ten bagaż kwalifikuje go do tej ostrożniejszej grupy? Większość ludzi nie wie przecież, czy ma zaburzenia osobowości, bo nigdy nie była diagnozowana. I co - mają najpierw iść do psychiatry, żeby dostać zgodę na medytację?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@czeslawa08)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wpisy: 409

@Wahadelka.pl Nie chodzi o zgodę, ale o świadomość. Są pewne sygnały, które powinny skłonić do ostrożności - np. historia silnych epizodów dysocjacyjnych, napady paniki, poczucie odrealnienia. Jeśli ktoś to zna u siebie, to powinien wiedzieć, że wchodzenie w głębokie stany zmieniające świadomość może te mechanizmy uaktywnić.


Odpowiedz
Wpisy: 133
(@anastazy)
Połączone: 11 miesięcy temu

Ale tu jest ciekawy paradoks - osoby, które najbardziej potrzebują wyciszenia i pracy z sobą, często mają właśnie ten trudniejszy bagaż. I co, mamy im mówić 'poczekaj, najpierw wylecz się, a potem medytuj'? To trochę jak powiedzenie komuś z depresją, żeby się najpierw rozchmurzył.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@sennica)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 209

@Anastazy No właśnie, czy to nie jest tak, że odcinamy dostęp do narzędzia tym, którzy mogliby z niego skorzystać? Tylko że chyba chodzi o to, jakiej formy medytacji - nie żeby rezygnować całkiem, tylko żeby nie startować od razu od vipassany na dziesięciodniowym odosobnieniu.


Odpowiedz
Wpisy: 613
Rozpoczynający temat
(@bernadka87)
Połączone: 3 miesiące temu

Właśnie o to mi chodziło od początku. Nie chcę nikomu odejmować możliwości, ale mam wrażenie, że ten temat jest totalnie przemilczany w środowiskach duchowych. Nigdy na żadnym kursie czy warsztacie nie słyszałam, żeby prowadzący powiedział na wstępie: 'jeśli masz takie i takie trudności, to powiedz mi, będziemy inaczej pracować'. Zawsze jest jedno podejście dla wszystkich.


Odpowiedz
Wpisy: 125
(@jagusieńka-pl)
Połączone: 2 lata temu

To jest naprawdę ważne, co mówisz. Byłam na kilku warsztatach i też nie pamiętam, żeby ktokolwiek pytał o historię zdrowia psychicznego przed rozpoczęciem. A teraz zastanawiam się, czy to jest standard czy po prostu przypadkowe. Czy ktoś wie, jak to wygląda np. na oficjalnych kursach MBSR?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@czeslawa08)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wpisy: 409

@Jagusienka.pl W protokole MBSR, przynajmniej tym oryginalnym, jest wywiad kwalifikacyjny przed przyjęciem na kurs. Ale to są kursy prowadzone przez certyfikowanych instruktorów. Problem w tym, że w Polsce większość zajęć 'medytacji i mindfulness' to nie jest MBSR, tylko coś luźno inspirowanego, bez żadnych wymogów kwalifikacyjnych.


Odpowiedz
Wpisy: 566
(@rozmarynka)
Połączone: 3 miesiące temu

Mam w notatkach z jednego szkolenia, że twórca MBSR - Kabat-Zinn - od początku projektował protokół z myślą o pacjentach, nie o zdrowych ludziach szukających relaksu. I właśnie dlatego był ostrożny w doborze uczestników. Trochę ironiczne, że teraz jego metoda jest sprzedawana jako coś dla każdego.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@symeon75)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 338

@Rozmarynka To ciekawe, bo ja akurat nie miałem pojęcia, że MBSR był projektowany dla pacjentów. Myślałem, że to po prostu zunifikowana metoda mindfulness. To zmienia trochę moje myślenie o tym, dlaczego ten protokół jest bardziej ustrukturyzowany niż inne.


Odpowiedz
Wpisy: 73
(@wezuwianit)
Połączone: 12 miesięcy temu

A czy ktoś wie, czy w ogóle były badania na temat tego, jak konkretnie różne zaburzenia reagują na różne typy medytacji? Bo całą rozmowę prowadzimy trochę na wyczucie i z pojedynczych historii, ale może gdzieś to jest zbadane?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@czeslawa08)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wpisy: 409

@Wezuwianit Tak, jest coraz więcej badań, szczególnie od strony psychologii klinicznej. Wiloughby Britton z Brown University zajmowała się tym co nazywa 'ciemną stroną medytacji' - zbierała przypadki, gdzie intensywna praktyka wywołała poważne trudności psychiczne. Jej projekt nazywał się chyba 'Cheetah House'. Ale to nie jest mainstreamowa wiedza w środowiskach duchowych.


Odpowiedz
Wpisy: 133
(@anastazy)
Połączone: 11 miesięcy temu

Cheetah House - czy to jest jakaś organizacja pomocowa, czy stricte badawcza? Bo jeśli zbierają takie przypadki, to chyba też coś z nimi robią?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@czeslawa08)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wpisy: 409

@Anastazy O ile wiem, to jedno i drugie - i badania, i wsparcie dla osób, które przeszły trudne doświadczenia medytacyjne. Ale nie jestem pewna wszystkich szczegółów, więc nie chcę mówić z całą pewnością. Warto samemu poszukać.


Odpowiedz
Wpisy: 194
(@aurelinda_s)
Połączone: 1 rok temu

Dziękuję za tę nazwę, bo teraz mam już coś konkretnego do wyszukania. Zastanawia mnie tylko jedno - jeśli takie przypadki są opisane naukowo, to dlaczego nauczyciele medytacji w Polsce o tym nie wiedzą, albo nie mówią? To nie jest jakaś tajemna wiedza akademicka, to powinno być część przygotowania do prowadzenia zajęć.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@sennica)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 209

@Aurelinda_S Może część po prostu nie chce o tym mówić, bo to nie sprzyja sprzedaży kursów? Trochę cynicznie, ale czy to nie jest odpowiedź sama w sobie? Medytacja jako produkt wellnessowy musi być 'bezpieczna i dla każdego', bo inaczej nikt nie zapłaci.


Odpowiedz
Wpisy: 194
(@wahadelka-pl)
Połączone: 1 rok temu

Hej, ale nie generalizujmy - znam kilku naprawdę odpowiedzialnych nauczycieli, którzy mówią o tym otwarcie i odsyłają niektórych uczestników do terapeutów. Problem polega na tym, że to wyjątki, a nie reguła. I nie wiem, jak odróżnić odpowiedzialnego prowadzącego od takiego, który po prostu bierze pieniądze.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@bernadka87)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 613

@Wahadelka.pl A masz jakiś sposób na to rozróżnienie? Bo szczerze, ja bym chciała wiedzieć, na co zwracać uwagę, zanim zapiszę się na coś. Czy to kwestia certyfikatów, podejścia, tego co piszą o sobie?


Odpowiedz
Wpisy: 194
(@wahadelka-pl)
Połączone: 1 rok temu

Szczerze? Ja sama nie wiem. Certyfikaty to jedno, ale nie wiem, co one gwarantują. Może ktoś bardziej obeznany by się wypowiedział - bo pytanie o to, jak weryfikować prowadzących, to chyba osobny wątek, ale bardzo konkretny i przydatny.


Odpowiedz
Wpisy: 566
(@rozmarynka)
Połączone: 3 miesiące temu

Wracając do tego, co mówiła Czeslawa08 o różnych zaburzeniach - zastanawia mnie, czy borderline jest naprawdę najbardziej ryzykownym przypadkiem, czy może coś innego jest bardziej problematyczne. Czytałam gdzieś, że osoby z tendencjami do dysocjacji mają szczególnie trudno z technikami skupiania się na ciele.


Odpowiedz
Wpisy: 267
(@jasnowidzka)
Połączone: 6 miesięcy temu

Przepraszam, że wchodzę w środek, ale czy 'dysocjacja' to jest coś, co można poczuć samemu i zidentyfikować? Bo nie wiem, czy mam z tym do czynienia, czy nie - zdarza mi się podczas medytacji 'odpływać' tak, że nie wiem, ile minęło czasu i czuję się potem trochę dziwnie. Czy to może być właśnie to?


Odpowiedz
Wpisy: 267
(@jasnowidzka)
Połączone: 6 miesięcy temu

To co opisuję - to 'odpływanie' i dezorientacja po medytacji - czy to jest właśnie dysocjacja? Pytam, bo naprawdę nie wiem, jak to nazwać. Zdarza mi się wychodzić z medytacji i przez chwilę nie wiedzieć, gdzie jestem, jak mam na imię, co miałam za chwilę zrobić. Trwa to może minutę, ale jest nieprzyjemne.


Odpowiedz
4 Odpowiedzi
(@czeslawa08)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wpisy: 409

@Jasnowidzka To co opisujesz może być dysocjacją, ale może też być po prostu głębokim stanem relaksacji, z którego trudno wyjść. Kluczowe pytanie - czy to uczucie dezorientacji mija po tej minucie całkowicie, czy zostaje z tobą na dłużej? I czy to się pogłębia z czasem, czy jest mniej więcej na tym samym poziomie?


Odpowiedz
(@jasnowidzka)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 267

@Czeslawa08 Mija mniej więcej po tej minucie, ale zostaje takie dziwne poczucie 'nibytu' - jakbym była tu, ale nie do końca. Trudno to opisać. Na tym samym poziomie raczej, nie pogłębia się. Ale właśnie to mnie zastanawia, bo nigdy nie wiedziałam, że to może być cokolwiek niepokojącego.


Odpowiedz
(@rozmarynka)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 566

@Jasnowidzka Ja bym dopytała - czy to 'odpływanie' zaczęło się od razu, jak zaczęłaś medytować, czy pojawiło się po jakimś czasie? Bo mam notatki z jednego kursu, gdzie prowadząca mówiła, że nagłe pojawienie się dysocjatywnych objawów po dłuższym czasie praktyki to inny sygnał niż to, co jest od początku.


Odpowiedz
(@jasnowidzka)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 267

@Rozmarynka Od mniej więcej trzeciego, czwartego razu. Ale nie wiem, czy to dużo, czy mało - medytuję stosunkowo krótko, więc czwarty raz to już połowa mojej praktyki praktycznie.


Odpowiedz
Wpisy: 209
(@sennica)
Połączone: 1 miesiąc temu

Właśnie dlatego pytanie z tytułu wątku jest tak trudne - bo skąd zwykła osoba ma wiedzieć, czy to co czuje to 'normalne' efekty medytacji, czy już coś, na co powinna uważać? Gdzie jest ta granica i kto ma ją wyznaczać?


Odpowiedz
Wpisy: 133
(@anastazy)
Połączone: 11 miesięcy temu

Słucham tej rozmowy i zastanawia mnie jedno - czy dysocjacja jako efekt medytacji to zawsze jest problem, czy może być też czymś neutralnym albo nawet pożądanym? Bo jak czytam opisy niektórych stanów medytacyjnych, to brzmią podobnie do tego co opisuje Jasnowidzka.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@czeslawa08)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wpisy: 409

@Anastazy To jest właśnie jeden z trudniejszych punktów - część tradycji medytacyjnych celowo dąży do stanów, które z klinicznego punktu widzenia byłyby nazwane dysocjacją. Problem pojawia się wtedy, gdy ktoś nie ma stabilnego gruntu, żeby wrócić. Ale to nie jest moja dziedzina - interesuje mnie, czy ktoś tu ma głębsze rozeznanie w tym, jak te dwa punkty widzenia się mają do siebie.


Odpowiedz
Wpisy: 613
Rozpoczynający temat
(@bernadka87)
Połączone: 3 miesiące temu

Właśnie tego brakuje w tym całym dyskursie - rozmowy o tym, że 'stan medytacyjny' i 'objaw dysocjacji' mogą wyglądać identycznie z zewnątrz, ale mieć zupełnie inne znaczenie. I przeciętna osoba na kursie nie ma jak tego rozróżnić. Ani często prowadzący też nie ma.


Odpowiedz
Strona 1 / 3
Udostępnij: