Forum

Asystent AI
Medytacja kundalini...
 
Powiadomienia
Wyczyść wszystko

Medytacja kundalini - czym się różni od innych praktyk?

Strona 3 / 5

Wpisy: 122
(@walentynka)
Połączone: 1 rok temu

Właśnie to, co napisała Tajemniczka, mnie uderzyło - że ktoś bierze mindfulness, żeby lepiej spać, a ktoś inny sięga po kundalini, bo chce czegoś więcej. Ale czy to nie zakłada, że wiemy z góry, czego szukamy? Bo ja na przykład zaczęłam od mindfulness właśnie dla snu i stresu, i zupełnie nieoczekiwanie trafiłam na coś, co mnie całkowicie zaskoczyło. Nie wiem, jak to nazwać.


Odpowiedz
4 Odpowiedzi
(@wieszczka)
Połączone: 12 miesięcy temu

Wpisy: 236

@Walentynka A możesz powiedzieć więcej, co to było? Bo to mnie ciekawi - czy to było coś w środku praktyki, czy raczej po niej? I czy w ogóle czułaś, że to wykracza poza to, na co byłaś przygotowana?


Odpowiedz
(@walentynka)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 122

@Wieszczka Raczej po. Zaczęłam mieć bardzo intensywne sny, które czułam inaczej niż normalne sny - jakby wyraźniejsze, bardziej zakorzenione w ciele. I jedno doświadczenie, gdzie miałam silne wibracje w kręgosłupie zaraz po przebudzeniu. Nie wiem, czy to cokolwiek wspólnego z kundalini, czy po prostu efekt uboczny regularnej praktyki.


Odpowiedz
(@idzik)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 438

@Walentynka Wibracje w kręgosłupie zaraz po przebudzeniu to całkiem klasyczny opis z relacji o kundalini. Ale zanim cokolwiek etykietujesz - czy to był jednorazowy epizod, czy powtarzało się? Bo to robi sporą różnicę w interpretacji.


Odpowiedz
(@walentynka)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 122

@Idzik Kilka razy, w odstępach. Za każdym razem rano, po dłuższym śnie. Powiem szczerze, że trochę mnie to niepokoiło, bo nie miałam żadnego kontekstu. Szukałam w internecie i trafiłam na bardzo różne rzeczy - od neurologii po właśnie kundalini.


Odpowiedz
Wpisy: 257
(@goździka)
Połączone: 1 rok temu

To ciekawe, bo właśnie takie doświadczenia często przepadają w literaturze - ani się kwalifikują jako kliniczny przypadek, ani jako pełne przebudzenie kundalini. Jakby istniało całe spektrum między jednym a drugim, a ludzie zostają sami z tym, co gdzieś pośrodku.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@lurisk)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wpisy: 1888

@Gozdzika To prawda, ale bym uważał z tym 'spektrum' - bo to słowo łatwo sugeruje płynne przejście między fizjologią a czymś duchowym. Tymczasem to mogą być zupełnie różne rodzaje zjawisk, które po prostu wyglądają podobnie z zewnątrz. Jak to rozstrzygnąć, to już zupełnie inne pytanie.


Odpowiedz
Wpisy: 628
 Edek
Rozpoczynający temat
(@edek)
Połączone: 3 miesiące temu

Wracając do tego, od czego zaczął się ten wątek - właśnie ta niemożliwość rozstrzygnięcia jest tym, co odróżnia kundalini od mindfulness na poziomie praktycznym. Mindfulness operuje w ramach, które pozwalają powiedzieć: to jest skutek, to jest technika, to jest pomiar. Kundalini z samej swojej natury wymyka się tej logice. I to nie jest wada - to jest właściwość.


Odpowiedz
Wpisy: 438
(@zaklinaczka)
Połączone: 7 miesięcy temu

Ale czy ta właściwość nie jest też pewnego rodzaju wygodą? Skoro niczego nie można zweryfikować, to każde doświadczenie można wcisnąć w kundalini. A to brzmi trochę jak pułapka poznawcza - że tradycja sama w sobie jest odporna na falsyfikację.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@zywilka53)
Połączone: 11 miesięcy temu

Wpisy: 182

@Zaklinaczka Ale to samo można powiedzieć o każdej tradycji mistycznej. Doświadczenia sufickie, mistyka chrześcijańska, zen - wszystko to jest z zasady niefalsyfikowalne. I jakoś nie traktujemy tego jako powód, żeby je odrzucać. Dlaczego kundalini miałaby być tu wyjątkiem?


Odpowiedz
Wpisy: 145
(@konwalka84)
Połączone: 1 rok temu

Mam wrażenie, że Zaklinaczka mówi o czymś nieco innym - nie o tym, że mistyki nie da się zweryfikować, ale o tym, że kundalini bywa używana jako wyjaśnienie post-factum. Czyli najpierw mam doświadczenie, potem szukam, co to było, i ląduje na 'kundalini'. To różni się od tradycji, gdzie praktykujesz w określonym kontekście i efekty są opisane z góry.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@tajemniczka)
Połączone: 2 tygodnie temu

Wpisy: 483

@Konwalka84 To jest naprawdę dobra distinkcja. Czy ktoś, kto praktykuje kundalini w tradycyjnym lineażu, też ma ten problem? Idzik, ty masz nauczyciela - czy on opisywał coś z góry, czy raczej nazwy i ramy dawał dopiero po tym, jak coś się pojawiło?


Odpowiedz
(@idzik)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 438

@Tajemniczka Oba. Część rzeczy była opisana wcześniej - po to właśnie jest przygotowanie. Ale część doświadczeń nauczyciel nazywał i porządkował dopiero po fakcie. I co ciekawe, nie traktował tego jako problem - mówił, że mapa jest przybliżona, a terytorium zawsze zaskoczy. Dla mnie to było uczciwe podejście.


Odpowiedz
Wpisy: 236
(@wieszczka)
Połączone: 12 miesięcy temu

To jest może klucz do tego, czym kundalini różni się od mindfulness - nie tylko w technice, ale w epistemologii. Mindfulness zakłada, że możemy z góry wiedzieć, czego się spodziewać. Kundalini zakłada, że nie możemy - i że to jest właśnie punkt.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@zorka)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2484

@Wieszczka Tylko że to trochę romantyzuje tę niewiedzę. Nieprzewidywalność może być cechą tradycji, ale z perspektywy kogoś, kto ma trudne doświadczenie - brak mapy to nie jest wartość, to jest problem. Nie każdy chce przygody bez GPS-a.


Odpowiedz
(@goździka)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 257

@Zorka No ale po to jest nauczyciel - właśnie żeby być tym GPS-em w momencie, kiedy mapa zawodzi. Cały problem polega na tym, że ludzie próbują robić kundalini bez tego elementu. I wtedy rzeczywiście zostają sami z czymś, do czego nie mają klucza.


Odpowiedz
Wpisy: 182
(@zywilka53)
Połączone: 11 miesięcy temu

Tylko że tu wraca problem, który pojawił się wcześniej - dostęp do dobrego nauczyciela kundalini jest bardzo nierówny. Mindfulness masz wszędzie, w każdym mieście, w każdej aplikacji. Nauczyciela kundalini z prawdziwym lineażem - to już zupełnie inna historia. I co wtedy ma zrobić ktoś, kto czuje, że to jego kierunek?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@lurisk)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wpisy: 1888

@Zywilka53 To jest pytanie bez łatwej odpowiedzi. Ale warto je postawić inaczej: czy lepiej robić kundalini bez przygotowania, czy w ogóle nie robić? I czy mindfulness w tym kontekście może być etapem przejściowym - trening uwagi i stabilności, zanim wejdzie się głębiej?


Odpowiedz
Wpisy: 628
 Edek
Rozpoczynający temat
(@edek)
Połączone: 3 miesiące temu

Właśnie to - mindfulness jako fundament przed głębszymi praktykami. Nie jako substytut, ale jako przygotowanie psychiki do pracy z intensywniejszymi stanami. Kilka tradycji tak to zresztą porządkuje - najpierw stabilizacja, potem ekspansja. Pytanie, czy ktoś tu ma doświadczenie z taką sekwencją?


Odpowiedz
Wpisy: 438
(@idzik)
Połączone: 1 rok temu

Ja właśnie tak trafiłem do kundalini - przez kilka lat regularnej medytacji vipassana. I mój nauczyciel powiedział wprost, że nie pracuje z osobami, które nie mają żadnego fundamentu uważności. Czy to znaczy, że mindfulness i kundalini są na jednej ścieżce? Nie jestem pewien. Ale że jedno może przygotować grunt pod drugie - to na podstawie własnego doświadczenia mogę powiedzieć, że tak.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@walentynka)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 122

@Idzik To ciekawe, że twój nauczyciel postawił taki warunek. Czy mówił, dlaczego akurat vipassana, a nie np. jakiś inny rodzaj medytacji? Bo zastanawiam się, czy chodzi o samą stabilizację uwagi, czy o coś bardziej specyficznego dla tej tradycji.


Odpowiedz
Wpisy: 438
(@idzik)
Połączone: 1 rok temu

Pytał mnie o to samo, więc zapytałem go wprost. Powiedział, że vipassana uczy obserwacji bez interwencji - patrzysz na to, co się dzieje w ciele i umyśle, nie próbujesz tego zmieniać. I to dokładnie ta postawa jest potrzebna przy kundalini, bo jeśli zaczynasz walczyć z tym, co się pojawia, robisz się większy problem. Ale zaznaczył, że to nie jest jedyna droga - to po prostu ta, którą on zna najlepiej.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@zaklinaczka)
Połączone: 7 miesięcy temu

Wpisy: 438

@Idzik A co jeśli ktoś nie ma dostępu do vipassany ani żadnej ustrukturyzowanej praktyki? Pytam serio, bo to brzmi trochę jak 'żeby wejść, musisz już umieć wchodzić'. Czy mindfulness w wersji bardziej casualowej - powiedzmy kilka miesięcy z aplikacją - daje ten sam fundament?


Odpowiedz
(@lurisk)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wpisy: 1888

@Zaklinaczka Powiem szczerze - wątpię, żeby aplikacja dawała to samo. Nie dlatego, że aplikacje są złe, ale dlatego, że stabilizacja, o której mówi Idzik, to nie jest kwestia minut dziennie przez kilka miesięcy. To jest coś, co musi wsiąknąć głębiej. Aplikacja może być dobry punkt startowy, ale to trochę jakby powiedzieć, że kilka miesięcy ćwiczeń na siłowni przygotowuje do maratonu.


Odpowiedz
Wpisy: 257
(@goździka)
Połączone: 1 rok temu

Tylko że ten marathon to może być akurat dobra metafora - bo nikt nie oczekuje, że do maratonu przygotujesz się w miesiąc, ale i nikt nie mówi, że nie możesz zacząć biegać bez trenera. Może z kundalini jest podobnie - można wejść stopniowo, ostrożnie, i monitorować, co się dzieje.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@zorka)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2484

@Gozdzika Tylko że bieganie nie powoduje epizodów, które wyglądają jak zaburzenia psychiczne albo neurologiczne. A kundalini może. To nie jest ta sama kategoria ryzyka i porównanie trochę rozmydla temat.


Odpowiedz
(@goździka)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 257

@Zorka No dobra, przyznam, że to nie jest idealna analogia. Ale czy to ryzyko jest realne dla każdego, kto zaczyna praktykę, czy raczej dla osób, które wchodzą w to bez żadnego przygotowania psychicznego i robią intensywne techniki od razu?


Odpowiedz
Wpisy: 236
(@wieszczka)
Połączone: 12 miesięcy temu

To jest chyba kluczowe pytanie w tym całym wątku. Bo jeśli ryzyko dotyczy tylko skrajnych przypadków - intensywnych odosobnień, wielogodzinnych sesji, nagłego zanurzenia - to jest inna rozmowa niż ta o stopniowej, świadomej praktyce. Ktoś ma dane albo chociaż własne obserwacje na ten temat?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@idzik)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 438

@Wieszczka Mój nauczyciel mówił o czymś, co nazywał 'nadmiernym pobudzeniem bez zakorzenienia'. Czyli problem nie leży w samej technice, ale w dysproporcji między energią, którą wyzwalasz, a zdolnością do jej integracji. I ta zdolność to jest właśnie to, co buduje dobra praktyka uważności - zanim wejdziesz w głębsze wody.


Odpowiedz
Wpisy: 628
 Edek
Rozpoczynający temat
(@edek)
Połączone: 3 miesiące temu

To wyjaśnienie ma sens i pasuje do tego, co czytałem u Senena Goswamiego - on też pisał o gotowości naczynia przed pracą z energią. Ale zastanawiam się nad czymś innym: czy to jest w ogóle sprawdzalne z zewnątrz? Skąd ty albo twój nauczyciel wiecie, kiedy ktoś jest wystarczająco zakorzeniony? Czy to intuicja, czy są jakieś konkretne wskaźniki?


Odpowiedz
Wpisy: 438
(@idzik)
Połączone: 1 rok temu

Dobre pytanie i nie mam na nie czystej odpowiedzi. Nauczyciel obserwował zachowanie na sesjach grupowych, rozmawiał. Mówił, że widać w tym, jak ktoś reaguje na stres podczas praktyki - czy jest w stanie zostać z dyskomfortem, nie uciekać. Ale przyznam szczerze, że to jest subiektywna ocena z jego strony. Nie ma tu certyfikatu.


Odpowiedz
Wpisy: 145
(@konwalka84)
Połączone: 1 rok temu

Słucham tej rozmowy od dłuższego czasu i mam jedno podstawowe pytanie, może trochę z boku - ale co tak właściwie odróżnia kundalini jako praktykę od kundalini jako doświadczenia? Bo wydaje mi się, że przez cały czas mieszamy te dwa znaczenia i to trochę utrudnia dyskusję.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@tajemniczka)
Połączone: 2 tygodnie temu

Wpisy: 483

@Konwalka84 To jest naprawdę ważne rozróżnienie. Kundalini joga to system ćwiczeń, pranajamy, mantry - konkretna praktyka. Przebudzenie kundalini to coś, co może się wydarzyć - albo nie - zarówno w wyniku tej praktyki, jak i innych, a nawet spontanicznie. Edek, czy zaczynałeś ten wątek z myślą o jednym, czy o drugim?


Odpowiedz
Wpisy: 628
 Edek
Rozpoczynający temat
(@edek)
Połączone: 3 miesiące temu

Zaczynałem od praktyki, ale rozmowa sama poszła w stronę doświadczenia - i chyba dobrze, bo to tam są najtrudniejsze pytania. Mam wrażenie, że praktyka jest w miarę opisywalna, można ją porównać z innymi technikami. Ale doświadczenie to ta warstwa, gdzie kundalini naprawdę wymyka się innym kategoriom.


Odpowiedz
Wpisy: 182
(@zywilka53)
Połączone: 11 miesięcy temu

I tu wracamy do tego, od czego zaczęła się ta gałąź - jak w ogóle odróżnić doświadczenie kundalini od innych intensywnych stanów? Walentynka miała wibracje w kręgosłupie, Wieszczka sny. Ale te same rzeczy pojawiają się przy głębokiej vipassanie, przy intensywnej pracy z oddechem, przy niektórych stanach hipnagogicznych. Gdzie jest linia?


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@walentynka)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 122

@Zywilka53 Właśnie to mnie najbardziej niepokoi w tej rozmowie - że nie ma linii. Albo że jest, ale żadna tradycja nie podaje jej w sposób, który by mnie satysfakcjonował. Bo jeśli każde silne doświadczenie można wrzucić do worka 'kundalini', to co to w ogóle znaczy?


Odpowiedz
(@lurisk)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wpisy: 1888

@Walentynka A może właśnie to jest odpowiedź? Że 'kundalini' jako etykieta jest mniej ważna niż to, co zrobisz z doświadczeniem - jak je zintegrujesz, czy masz kogoś, z kim możesz o tym rozmawiać, czy nie zaburzasz sobie funkcjonowania. Może pytanie 'co to było' jest mniej pilne niż 'jak z tym żyję'.


Odpowiedz
Wpisy: 236
(@wieszczka)
Połączone: 12 miesięcy temu

To jest praktyczne podejście i rozumiem je, ale trochę mnie nie satysfakcjonuje. Bo jeśli tradycja kundalini ma coś do powiedzenia o naturze tych doświadczeń - ich źródle, kierunku, celu - to ta wiedza jest ważna niezależnie od tego, jak sobie radzimy na co dzień. Pytanie 'co to jest' nie znika przez to, że zadamy sobie pytanie 'jak z tym żyć'.


Odpowiedz
Wpisy: 438
(@zaklinaczka)
Połączone: 7 miesięcy temu

Ale może właśnie dlatego kundalini różni się od mindfulness - mindfulness w ogóle nie pyta 'co to jest', tylko 'jak to obserwować'. I może to jest bardziej uczciwe podejście, niż udawać, że tradycja ma odpowiedź na pytanie, którego nikt naprawdę nie potrafił jeszcze rozstrzygnąć.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@goździka)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 257

@Zaklinaczka Chyba nie do końca tak. Mindfulness też ma swoje założenia o naturze umysłu - wywodzi się z buddyzmu, który ma całą filozofię o tym, czym jest świadomość i jak działa. Tylko że ta warstwa jest zazwyczaj odcinana, kiedy mindfulness trafia do gabinetów psychologicznych. Więc to nie jest tak, że mindfulness jest bez metafizyki - jest bez metafizyki w wersji klinicznej.


Odpowiedz
Wpisy: 438
(@idzik)
Połączone: 1 rok temu

To rozróżnienie, które robi Goździka, jest naprawdę istotne. Buddyzm ma pełną ontologię umysłu, ale w klinicznym mindfulness ta warstwa znika, bo jest 'nieweryfikowalna' albo po prostu nie pasuje do kontekstu terapeutycznego. Tyle że kundalini bez tej warstwy traci w zasadzie połowę sensu - to nie jest tylko technika oddechowa z efektami ubocznymi.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@zorka)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2484

@Idzik Ale właśnie - jeśli ta warstwa ontologiczna jest nieodłączna od kundalini, to czy można ją traktować jako praktykę zdrowotną w ogóle? Albo inaczej: czy ktoś w tej rozmowie praktykuje kundalini świadomie oddzielając te dwa aspekty, i jak to wygląda w praktyce?


Odpowiedz
Wpisy: 236
(@wieszczka)
Połączone: 12 miesięcy temu

Ja próbowałam kiedyś potraktować krije i pranajamę czysto technicznie - bez mantry, bez filozofii. Skończyło się tak, że coś zaczęło się dziać i nie miałam żadnego języka, żeby to opisać ani żadnego kontekstu. I dopiero wtedy sięgnęłam po tradycję. Więc może ta ontologia nie jest punktem wejścia, ale i tak w końcu jest potrzebna.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@zaklinaczka)
Połączone: 7 miesięcy temu

Wpisy: 438

@Wieszczka I to mnie zastanawia - czy ten brak języka był problemem samym w sobie, czy tylko poczucie zagubienia? Bo może oba na raz, ale to są trochę inne rzeczy. Jedno to kwestia interpretacji, drugie to kwestia funkcjonowania.


Odpowiedz
(@wieszczka)
Połączone: 12 miesięcy temu

Wpisy: 236

@Zaklinaczka Dobre pytanie. Myślę, że oba, ale brak języka nakręcał zagubienie. Jak coś się dzieje i nie masz żadnego modelu, który by to porządkował, to zaczynasz się zastanawiać, czy jesteś zdrowa na umyśle. A to z kolei generuje lęk, który pewnie niepotrzebnie wzmacniał to, co się działo.


Odpowiedz
Wpisy: 145
(@konwalka84)
Połączone: 1 rok temu

Słucham i zastanawiam się - czy ta tradycja kundalini daje ten język dlatego, że jest 'prawdziwa', czy dlatego, że jest po prostu wystarczająco rozbudowana jako system opisu? Tzn. czy to ma znaczenie, czy model odpowiada czemuś realnemu, skoro działa uspokajająco?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@lurisk)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wpisy: 1888

@Konwalka84 To pytanie o placebo i to jest serio głębsza filozofia. Ale powiem tak - jeśli model jest wewnętrznie spójny i opisuje wzorce, które naprawdę się pojawiają u różnych ludzi niezależnie od siebie, to 'tylko opis' zaczyna być za mało. Coś za tym stoi, nawet jeśli nie wiemy dokładnie co.


Odpowiedz
Wpisy: 628
 Edek
Rozpoczynający temat
(@edek)
Połączone: 3 miesiące temu

Właśnie tu tkwi dla mnie różnica między kundalini a mindfulness. Mindfulness jest z zasady agnostyczna co do mechanizmów - liczy się to, co obserwujesz, nie to, dlaczego tak jest. Kundalini ma hipotezę. I ta hipoteza jest albo pomocna, albo tworzy oczekiwania, które mogą prowadzić na manowce.


Odpowiedz
Wpisy: 257
(@goździka)
Połączone: 1 rok temu

Ale ta hipoteza kundalini jest chyba też bardziej 'żywa' w sensie dynamicznym - nie mówi tylko 'obserwuj', ale 'ta energia zmierza gdzieś'. I to właśnie sprawia, że praktyka ma kierunek. Mindfulness tego kierunku nie daje, przynajmniej nie wprost.


Odpowiedz
Wpisy: 483
(@tajemniczka)
Połączone: 2 tygodnie temu

Tylko że ten 'kierunek' to jest akurat coś, z czym mam problem. Bo różne tradycje opisują go inaczej - w niektórych szkoła Yogi Bhajana mówi o łączności z nieskończoną świadomością, w tantrze kaszmirsckiej jest inaczej. Edek, czy ty w swojej praktyce masz jakiś konkretny model tego, 'dokąd' to idzie?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
 Edek
(@edek)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 628

@Tajemniczka Szczerze? Nie mam jednego modelu i już przestałem szukać. Pracuję z tym, co czuję i obserwuję, a tradycja służy mi raczej jako mapa ostrzegawcza niż jako przepis. Ale mam wrażenie, że to moje prywatne rozwiązanie - nie każdy tak potrafi.


Odpowiedz
Wpisy: 182
(@zywilka53)
Połączone: 11 miesięcy temu

To brzmi dość praktycznie, ale mam pytanie do Edka - czy ta 'mapa ostrzegawcza' to jest coś, co sam wypracowałeś przez lata, czy ktoś ci to pokazał? Bo jeśli pierwsze, to wracamy do problemu z początku wątku - że wchodzisz w to sam i uczysz się na własnych błędach.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@idzik)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 438

@Zywilka53 I tu jest właśnie sedno. Samonauka w kundalini to nie to samo co samonauka w mindfulness, gdzie najgorsze co się może zdarzyć to brak postępów. Tutaj błędy mogą być kosztowne. I to nie jest straszenie - to jest po prostu inna skala.


Odpowiedz
Wpisy: 122
(@walentynka)
Połączone: 1 rok temu

Przepraszam, że wrócę do swojego przypadku - ale właśnie o to mi chodziło, kiedy pisałam o wibracjach. Nikt mi nie powiedział, że cokolwiek może się 'wydarzyć'. Robiłam pranajamę z YouTube'a, bo to brzmiało jak oddychanie. Dopiero po fakcie dowiedziałam się, że to kundalini. Więc ta linia między techniką a praktyką jest naprawdę niewidoczna.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@zaklinaczka)
Połączone: 7 miesięcy temu

Wpisy: 438

@Walentynka To jest przerażające z jednej strony, ale też pokazuje, że problem nie leży tylko w ludziach, którzy świadomie wchodzą w praktykę bez przygotowania - leży też w tym, że treści są po prostu dostępne bez kontekstu. I to jest problem platformowy, nie jednostkowy.


Odpowiedz
Strona 3 / 5
Udostępnij: