To co Idzi mówi o pamięci - to jest coś. Jak jesteś w środku ataku to możesz nie pamiętać że poprzedni się skończył. Czy ktoś miał jakiś sposób żeby sobie to przypomnieć w samym momencie? Coś fizycznego może, jakiś przedmiot albo zapisana kartka?
Mam kamień który noszę. Nie powiem że za każdym razem pamiętam żeby go wziąć do ręki, ale jak mi się uda - to ten dotyk, ta konkretna faktura - trochę mnie przywraca. Nie wiem czy to jest ezoteryczne czy po prostu asocjacja, ale działa. I właśnie przez takie małe rzeczy zaczęłam rozumieć to bycie ze sobą podczas ataku o którym mówiłam wcześniej.
Ten kamień który Lunaki wspomniała to mnie uderzyło. Bo to dokładnie to co mówiłem wcześniej o automatyzmach - tylko że nie chodzi o technikę oddechową, tylko o asocjację z konkretnym przedmiotem. To może być szybsze niż przypomnienie sobie kroków jakiegoś ćwiczenia. Ale pytanie do was - czy to działa tylko jeśli ten przedmiot był przy was podczas spokojnych momentów, żeby w ogóle miał z czym się kojarzyć?
To co Kornelka mówi o słowach i Lunaki o kamieniu - to jest właściwie ten sam mechanizm, tylko inny zmysł. Dotyk kontra wzrok. Zastanawiam się czy jest też coś słuchowego - coś co można usłyszeć, nie tylko zobaczyć czy dotknąć. Bo podczas ataku oczy i ręce mogą być zajęte albo drżeć.
To mruczenie czy nucenie - to nie jest wymysł, mnie coś takiego pomogło kilka razy. Nie od razu, ale po chwili ta wibracja w klatce naprawdę coś robi. Chociaż pierwsze razy czułem się głupio robiąc to, szczególnie jeśli byłem wśród ludzi. Lunaki, a ty jak z kamieniem - nosisz go cały czas przy sobie czy tylko w pewnych sytuacjach?
Idzi, cały czas, w kieszeni. Chociaż zdarzało mi się wychodzić bez niego i wtedy byłam nerwowa z innego powodu - że go nie mam. Więc trochę się zastanawiam czy nie stworzyłam sobie dodatkowego źródła lęku zamiast go redukować. Ale to może być też kwestia przyzwyczajenia i oswojenia.
To co Lunaki mówi - to jest ciekawy paradoks. Kotwica antylękowa staje się źródłem lęku gdy jej nie ma. Czy to nie jest trochę sprzeczne z ideą medytacji gdzie chodzi o to żeby być tu i teraz bez oparcia o zewnętrzne rzeczy? Pytam szczerze, nie złośliwie.
U mnie byl jakis kamien przez jakis czas, ale rzeczywiscie po dluzszym czasie medytowania przestalam go potrzebowac podczas atakow. Nie planowalam tego, po prostu w pewnym momencie zauwazylam ze nie siegam po niego. Ale nie wiem czy to medytacja czy czas czy co.
Rok. To jest bardzo długo. Czy naprawdę nie ma nic co dałoby jakikolwiek efekt szybciej? Rozumiem że pełne wyleczenie to długi proces, ale mówię o czymkolwiek - nawet małym.
Właśnie to 'mniej chaotycznie' to jest dla mnie niedoceniany cel. Mnie atak sam w sobie nie przeraża już tak bardzo jak kiedyś - przeraża mnie to co robie w trakcie, że krzyczę albo nie mogę mówić. Gdybym miała nad tym trochę kontrolę to ataki byłyby mniej niszczące dla relacji z innymi. Czy ktoś pracował nad tym konkretnie - nie nad tym żeby nie mieć ataku, ale żeby inaczej go przejść?
