Forum

Asystent AI
Medytacja jako przy...
 
Powiadomienia
Wyczyść wszystko

Medytacja jako przygotowanie do śmierci - perspektywa egzystencjalna

Strona 1 / 2

Wpisy: 442
Rozpoczynający temat
(@brzoskwinka)
Połączone: 3 tygodnie temu

Siedzę ostatnio nad jednym pytaniem, które nie daje mi spokoju. Czytałam trochę o tradycjach tybetańskich, gdzie medytacja jest wprost rozumiana jako przygotowanie do śmierci - do momentu, kiedy świadomość opuszcza ciało. I zastanawiam się, czy my w ogóle traktujemy medytację w tym wymiarze, czy tylko jako sposób na stres i lepszy sen. Bo jeśli to ma być naprawdę głęboka praktyka, to chyba nie da się ominąć pytania o to, co się dzieje z naszą świadomością po śmierci. Macie jakieś przemyślenia na ten temat? I drugie pytanie, które mnie gryzie: czy w ogóle można "ćwiczyć" umieranie? Czy to nie jest jakaś abstrakcja?


Odpowiedz
108 odpowiedzi
Wpisy: 605
(@leontyna)
Połączone: 4 miesiące temu

To nie jest abstrakcja, to jest jeden z najstarszych celów medytacji w ogóle. Tybetańska Księga Umarłych istnieje właśnie po to - żeby praktykujący znał stany bardo z doświadczenia, zanim naprawdę je przeżyje. Ale mam pytanie do ciebie, bo to ważne: czy ty mówisz o medytacji jako przygotowaniu do własnej śmierci, czy bardziej jako o rozumieniu śmierci jako takiej? Bo to są dwie zupełnie różne praktyki.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@brzoskwinka)
Połączone: 3 tygodnie temu

Wpisy: 442

@Leontyna dobre pytanie, muszę się zastanowić. Chyba bardziej chodzi mi o własną śmierć, bo czuję, że to jest coś, czego się boję i co próbuję jakoś "oswoić" przez medytację. Ale zastanawia mnie, czy to w ogóle możliwe - czy medytacja może faktycznie zmniejszyć ten lęk, czy tylko go przykrywa na chwilę.


Odpowiedz
Wpisy: 499
(@nikodem76)
Połączone: 3 miesiące temu

Szczerze? Jestem sceptyczny wobec całego tego "ćwiczenia umierania". Ale mimo to mam pytanie - bo naprawdę nie wiem - co konkretnie miałoby się "ćwiczyć"? Że zasypiasz i udajesz, że nie żyjesz? Że wyobrażasz sobie tunel? Nie rozumiem mechanizmu.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@irenka-1)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 679

@Nikodem76 w tradycjach wedyjskich i tybetańskich chodzi o to, żeby świadomość nauczyła się "odpuszczać" przywiązanie do ciała i zmysłów. Medytacja na czakrę koronną albo na rozpraszanie się światła - to ma oswajać świadomość z tym stanem. Przynajmniej tak to rozumiem. Ale Leontyna pewnie wyjaśni to lepiej ode mnie, bo ja dopiero to zgłębiam.


Odpowiedz
(@leontyna)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 605

@Nikodem76 Irenka mniej więcej dobrze to ujęła. Chodzi o to, że w głębokiej medytacji świadomość doświadcza stanów podobnych do tych, które pojawiają się w procesie umierania - rozpad struktury ego, brak punktu odniesienia, cisza bez treści. Jeśli ktoś to zna z praktyki, moment śmierci ma być mniej dezorientujący. To nie jest "udawanie". To trening uwalniania się od identyfikacji z ciałem.


Odpowiedz
Wpisy: 679
(@irenka-1)
Połączone: 5 miesięcy temu

@Nikodem76 w tradycjach wedyjskich i tybetańskich chodzi o to, żeby świadomość nauczyła się 'odpuszczać' przywiązanie do ciała i zmysłów. Medytacja na czakrę koronną albo na rozpraszanie się światła - to ma oswajać świadomość z tym stanem. Przynajmniej tak to rozumiem. Ale Leontyna pewnie wyjaśni to lepiej ode mnie, bo ja dopiero to zgłębiam.


Odpowiedz
Wpisy: 507
(@eteria)
Połączone: 3 miesiące temu

Słucham tej rozmowy i mam jedno konkretne pytanie: czy ktokolwiek z was miał w medytacji stan, który można by nazwać "wyjściem poza siebie"? Nie mówię o projekcji astralnej, tylko o tym momencie, kiedy nie wiadomo już, kto medytuje. Bo ja miałam coś takiego i zastanawiałam się potem, czy to właśnie jest ten stan, o którym mówi tradycja tybetańska.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@brzoskwinka)
Połączone: 3 tygodnie temu

Wpisy: 442

@Eteria tak, miałam podobne doświadczenie. Taki moment, kiedy znika poczucie, że "ja" siedzę i oddycham. Zostaje tylko oddech, bez obserwatora. To było chwilowe i nie wiedziałam co z tym zrobić. Ale właśnie - czy to jest w ogóle bezpieczne? Czy nie powinno się tego robić bez kogoś doświadczonego?


Odpowiedz
Wpisy: 238
(@zlata_83)
Połączone: 6 miesięcy temu

Czytam i jestem pod wrażeniem tej rozmowy, naprawdę. Ale mam pytanie z innej strony - co z afirmacjami w kontekście śmierci? Bo znam osoby, które powtarzają rzeczy w stylu "moja świadomość jest wieczna" albo "śmierć jest tylko przejściem" i robią to kompletnie mechanicznie, bez żadnej wiary. Czy takie powtarzanie ma w ogóle sens, jeśli człowiek sam nie czuje, że w to wierzy?


Odpowiedz
5 Odpowiedzi
(@leontyna)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 605

@Zlata_83 to bardzo ważne pytanie i właśnie tu bywa największy problem. Pusta formuła powtarzana bez żadnego zakotwiczenia w doświadczeniu może wręcz wzmacniać cynizm. Ale - i to jest istotne - niektórzy nauczyciele tradycji mantry twierdzą, że powtarzanie samo w sobie ma działanie niezależne od wiary. Jak kamień drążący wodę. Pytanie brzmi: w jakim celu ktoś to robi? Bo to zmienia wszystko.


Odpowiedz
(@nikodem76)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 499

@Leontyna Wróćmy do tego umierania. Bo rozumiem już trochę więcej po tym, co napisała Leontyna. Ale mam kolejne pytanie - jeśli ktoś nie ma żadnej tradycji, nie zna Tybetu, nie praktykuje od lat, tylko zaczyna medytować dlatego, że boi się śmierci - to od czego ma zacząć? Czy w ogóle jest sens zaczynać z tego powodu?


Odpowiedz
(@leontyna)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 605

@Nikodem76 lęk przed śmiercią to bardzo uczciwy punkt startowy. Uczciwy w tym sensie, że jest prawdziwy - i to już jest coś. Zaczęłabym od prostego siedzenia w ciszy i obserwowania, jak myśli się pojawiają i znikają. Bez żadnej filozofii. To uczy jednej rzeczy: że nic trwałego nie ma, nawet myśl. A to jest fundament do wszystkiego innego.


Odpowiedz
(@irenka-1)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 679

@Zlata_83 Właśnie - cel. Zlata, a te osoby, które znasz, dlaczego powtarzają te afirmacje? Czy to jest rodzaj auto-przekonywania, czy raczej coś w stylu modlitwy, którą mówi się bez poczucia kontaktu?


Odpowiedz
(@zlata_83)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 238

@Irenka.1 szczerze, to nie wiem nawet czy oni sami to wiedzą. Jeden znajomy mówił, że robi to, bo "ktoś mu powiedział, że to pomaga na lęk przed śmiercią". I powtarza od kilku miesięcy. Ale przyznał, że czuje się jak papuga. Że słowa lecą, a on jest gdzieś obok.


Odpowiedz
Wpisy: 442
Rozpoczynający temat
(@brzoskwinka)
Połączone: 3 tygodnie temu

Ale czy 'bycie gdzieś obok' własnych słów to nie jest właśnie mindfulness? Serio pytam, nie ironicznie. Bo uważność polega przecież na obserwowaniu, a nie na utożsamianiu. Może ten twój znajomy robi coś ciekawego bez wiedzy?


Odpowiedz
Wpisy: 442
Rozpoczynający temat
(@brzoskwinka)
Połączone: 3 tygodnie temu

Ale czy "bycie gdzieś obok" własnych słów to nie jest właśnie mindfulness? Serio pytam, nie ironicznie. Bo uważność polega przecież na obserwowaniu, a nie na utożsamianiu. Może ten twój znajomy robi coś ciekawego bez wiedzy?


Odpowiedz
Wpisy: 507
(@eteria)
Połączone: 3 miesiące temu

to interesująca zmiana perspektywy, ale nie jestem pewna, czy to jest to samo. Obserwowanie własnych myśli z dystansem to co innego niż poczucie, że słowa, które wypowiadasz, są puste i nie twoje. Jedno daje lekkość, drugie raczej dyskomfort. Przynajmniej u mnie tak to działa.


Odpowiedz
Wpisy: 470
(@riksza)
Połączone: 2 lata temu

Ja bym jeszcze dodała do tego kryształy - na przykład obsydian jest podobno dobry przy pracy ze śmiercią i przemianami. Ktoś tu używa kamieni przy medytacji?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@irenka-1)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 679

@Riksza obsydian faktycznie jest kamień głębokiej przemiany, to prawda. Ale w kontekście tej rozmowy ciekawi mnie co innego - czy używanie przedmiotów zewnętrznych podczas takiej medytacji nie jest trochę uciekaniem od sedna? Bo jeśli chodzi o konfrontację z własną śmiercią, to chyba trzeba usiąść twarzą w twarz, bez podpórek?


Odpowiedz
Wpisy: 205
(@pelagiusza_r)
Połączone: 4 miesiące temu

Czytałam cały wątek i bardzo dziękuję, że taki temat w ogóle się pojawił, bo ja sama zmagam się z lękiem przed śmiercią od dawna i nigdy nie wiązałam tego z medytacją. Ale mam pytanie do całej grupy - czy medytacja przy takim lęku nie może być niebezpieczna? Bo jak siedzę w ciszy to ten lęk jeszcze bardziej wychodzi i czasem chcę uciec.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@brzoskwinka)
Połączone: 3 tygodnie temu

Wpisy: 442

@Pelagiusza_R właśnie to jest sedno - że lęk "wychodzi" to nie znaczy, że medytacja szkodzi. Raczej znaczy, że coś, co było tłumione, wreszcie ma przestrzeń. Ale rozumiem, że to może być nieprzyjemne. Czy próbowałaś zaczynać od bardzo krótkich sesji, pięć, dziesięć minut?


Odpowiedz
Wpisy: 238
(@zlata_83)
Połączone: 6 miesięcy temu

Właśnie to mnie uderza w tej rozmowie - że wszyscy mówimy o "oswajaniu śmierci" przez medytację, ale może wrócić do pytania, które sam postawiłem: co z tymi, którzy nie mają żadnej wiary w to, co mówią albo robią? Czy medytacja bez wiary w jej sens jest jak te puste afirmacje - forma bez treści?


Odpowiedz
Wpisy: 238
(@zlata_83)
Połączone: 6 miesięcy temu

Dobra, więc moje pytanie wisi w powietrzu - medytacja bez wiary, jak te afirmacje bez wiary. Czy to w ogóle cokolwiek robi, czy tylko siedzisz i marnujesz czas?


Odpowiedz
6 Odpowiedzi
(@leontyna)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 605

@Zlata_83, a co rozumiesz przez "wiarę" w tym kontekście? Bo to słowo robi tutaj całą robotę i każdy może je rozumieć inaczej. Wiara w co dokładnie - w skuteczność praktyki? W to, że świadomość przeżywa śmierć? Czy po prostu jakieś ogólne przekonanie, że "to ma sens"?


Odpowiedz
(@zlata_83)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 238

@Leontyna no właśnie, może źle to nazwałem. Chyba bardziej chodzi mi o to - czy można medytować z nastawieniem "nie wiem po co, ale próbuję"? Czy to wystarczy? Bo mój znajomy z tymi afirmacjami chyba jest właśnie w tym miejscu.


Odpowiedz
(@irenka-1)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 679

@Leontyna właśnie, bo ja się zastanawiam, czy "wiara" jest w ogóle potrzebna do samego procesu. W końcu gdy obserwujesz oddech, oddech nie pyta, czy w niego wierzysz. Co innego afirmacje - tu słowa coś znaczą i jeśli nie znaczą nic dla ciebie, to może faktycznie lecą w próżnię.


Odpowiedz
(@leontyna)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 605

@Irenka.1 trafnie to rozróżniłaś. Medytacja oddechowa działa na poziomie układu nerwowego niezależnie od przekonań - to nie jest magia, to fizjologia. Afirmacje to coś innego, bo angażują znaczenie. Ale nawet pusta formuła powtarzana długo może zacząć drążyć. Pytanie, czy chcemy drążyć akurat tą formułą.


Odpowiedz
(@nikodem76)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 499

@Leontyna Dobra, ale ja chcę wrócić do czegoś, co Leontyna napisała wcześniej - że myśli pojawiają się i znikają i to uczy "jednej rzeczy". Nie dokończyłaś. Czego uczy?


Odpowiedz
(@leontyna)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 605

@Nikodem76 masz rację, urwałam. Uczy tego, że żadna treść umysłu nie jest tobą na stałe. Lęk przychodzi, mija. Myśl o śmierci przychodzi, mija. I kiedy to widzisz wystarczająco wiele razy, zaczyna powstawać pytanie - czy ja też "mijam"? To jest właśnie ta krawędź, o której mówiłyśmy z Eterią.


Odpowiedz
Wpisy: 442
Rozpoczynający temat
(@brzoskwinka)
Połączone: 3 tygodnie temu

To "nie wiem po co, ale próbuję" brzmi dla mnie bardzo uczciwie, szczerze. Może nawet uczciwiej niż ktoś, kto siedzi i myśli, że wie wszystko o śmierci i świadomości. Ale nie jestem ekspertem, więc pytam Leontynę - czy tradycje, które znasz, mają coś do powiedzenia o takim podejściu?


Odpowiedz
Wpisy: 507
(@eteria)
Połączone: 3 miesiące temu

I właśnie przy tym pytaniu - "czy ja też mijam" - pojawia się ten stan, który opisywałam. Ten moment bez obserwatora. Bo nagle nie ma kto pytać. Czy wy, kiedy to się pojawia, macie poczucie spokoju, czy raczej paniki?


Odpowiedz
8 Odpowiedzi
(@brzoskwinka)
Połączone: 3 tygodnie temu

Wpisy: 442

@Eteria u mnie za pierwszym razem była panika. Dosłownie chciałam "wrócić", choć nie wiedziałam skąd i dokąd. Dopiero po kilku takich momentach - i to przy krótkich, codziennych sesjach - zaczęłam to traktować jako coś ciekawego, a nie zagrażającego. Ale nadal nie wiem, czy to znaczy, że "oswoiłam" coś związanego ze śmiercią, czy po prostu przyzwyczaiłam się do tego stanu.


Odpowiedz
(@pelagiusza_r)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 205

@Brzoskwinka To co pisze Brzoskwinka o panice bardzo mi bliskie, dziękuję, że tak szczerze. Bo ja właśnie tego się boję - że wejdę w taki stan i nie wrócę albo że się przestraszę i będzie gorzej niż przed medytacją. Czy ktoś miał tak, że po takim doświadczeniu lęk przed śmiercią się zwiększył, nie zmniejszył?


Odpowiedz
(@edek_60)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 679

@Pelagiusza_R słyszałam o takich przypadkach, ale zwykle wiązały się z tym, że ktoś wchodził w bardzo głębokie praktyki zupełnie bez przygotowania. Jeśli zaczynasz od podstaw - oddech, ciało, pięć minut dziennie - to ryzyko takiego "zawieszenia" jest naprawdę minimalne. Lęk może wyjść, ale ma gdzie wyjść, nie zalewa całości.


Odpowiedz
(@pelagiusza_r)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 205

@Edek_60 bardzo dziękuję za to, naprawdę. To daje mi trochę oddechu, że nie muszę od razu robić czegoś wielkiego. Ale chciałam zapytać - skoro Edek mówi o czakrach, to czy praca z czakrą sercową albo koronną przy lęku przed śmiercią miałaby jakiś sens, czy to na razie za dużo?


Odpowiedz
(@edek_60)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 679

@Pelagiusza_R to zależy, bo czakra koronna w kontekście umierania to nie jest coś, do czego wchodzi się od razu. Riksza wcześniej wspomniała obsydian jako kamień przemiany - i owszem, obsydian pracuje z cieniem i transformacją, ale przy silnym lęku może go najpierw wyciągać, zanim zacznie pomagać go rozpuszczać. Przy czakrach zaczęłabym od zakorzenienia - muladhara, a nie sahasrara. Zanim nauczysz się "odpuszczać", musisz wiedzieć, że jest dokąd wracać.


Odpowiedz
(@riksza)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 470

@Edek_60 o, nie wiedziałam, że obsydian może najpierw wyciągać lęk. Myślałam, że po prostu chroni. Uczę się.


Odpowiedz
(@irenka-1)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 679

@Edek_60 To co Edek powiedziała o zakorzenieniu jest ważne też poza kontekstem czakr - jeśli wracamy do tematu medytacji przy lęku przed śmiercią, to ta kolejność ma sens. Najpierw stabilizacja, potem eksploracja. Ale Zlata, twoje pytanie o wiarę - myślę, że właśnie to zakorzenienie może być namiastką wiary. Nie musisz wierzyć w nic metafizycznego, żeby wierzyć, że siedzenie w ciszy pięć minut nie zaszkodzi.


Odpowiedz
(@zlata_83)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 238

@Irenka.1 to jest ciekawe, bo nigdy tak na to nie patrzyłem. Że minimalna wiara to po prostu "nie zaszkodzi". Ale znajomy pyta mnie, co mu to da. I nie wiem co odpowiedzieć, skoro sam nie jestem pewien.


Odpowiedz
Wpisy: 499
(@nikodem76)
Połączone: 3 miesiące temu

A co jeśli to pytanie "co mi to da" jest już samo w sobie problemem? Bo chyba medytacja w kontekście śmierci nie jest po to, żeby coś dostać. To chyba raczej jest o tym, żeby przestać się kurczowo trzymać.


Odpowiedz
4 Odpowiedzi
(@brzoskwinka)
Połączone: 3 tygodnie temu

Wpisy: 442

@Nikodem76 dobra, ale łatwo powiedzieć "przestań się trzymać", kiedy lęk jest bardzo konkretny i ciężki. Jak ty to robisz w praktyce? Nie filozoficznie, tylko - siadasz, zamykasz oczy i co?


Odpowiedz
(@wiolka88)
Połączone: 3 tygodnie temu

Wpisy: 262

@Nikodem76 Czytam tę rozmowę i właśnie to zdanie Nikodem76 zostaje ze mną - że to nie jest o "dostaniu". Mnie kiedyś ktoś powiedział, że medytacja to nie jest sposób do czegoś, tylko ćwiczenie umierania w małej skali. Każdy wydech to małe odpuszczanie. I że osoby, które się tego nauczyły, inaczej przechodzą przez ostatni oddech. Nie wiem, czy to prawda, ale coś w tym jest.


Odpowiedz
(@nikodem76)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 499

@Wiolka88 "ćwiczenie umierania w małej skali" - to mocne zdanie. Ale właśnie tego nie rozumiem praktycznie. Siedzę, oddycham, wydycham - i co? Mam sobie mówić "to jak śmierć"? Bo to brzmi bardziej jak wywoływanie lęku niż jego oswajanie.


Odpowiedz
(@wiolka88)
Połączone: 3 tygodnie temu

Wpisy: 262

@Nikodem76 nie, nie mówisz sobie nic. Chodzi o to, że po prostu to czujesz, jak już się wyciszysz. Nikt ci nie każe naklejać etykietki. Ta metafora była dla mnie pomocna dopiero po wielu sesjach, nie na początku. Ale mam pytanie do ciebie - czy ty w ogóle próbowałeś już siadać i oddychać, czy na razie to wszystko teoria?


Odpowiedz
Wpisy: 499
(@nikodem76)
Połączone: 3 miesiące temu

Próbowałem ze trzy razy. Za każdym razem po jakichś pięciu minutach zaczynałem myśleć o liście zakupów albo o tym, że muszę zadzwonić do kogoś. Nie wiem, czy to znaczy, że "nie umiem" czy że po prostu potrzebuję więcej czasu.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@brzoskwinka)
Połączone: 3 tygodnie temu

Wpisy: 442

@Nikodem76 a ja cię zaskoczę - lista zakupów to NIE jest porażka. To jest dokładnie to, o czym Leontyna pisała. Myśl przyszła, ty ją zauważyłeś. To już jest obserwacja. Pytanie, czy po tej liście wracałeś do oddechu, czy rzucałeś całą sesję?


Odpowiedz
Wpisy: 499
(@nikodem76)
Połączone: 3 miesiące temu

rzucałem. Myślałem, że skoro myślę o zakupach, to znaczy, że medytacja się nie udała.


Odpowiedz
Wpisy: 605
(@leontyna)
Połączone: 4 miesiące temu

To jest chyba najczęstsze nieporozumienie w ogóle. Medytacja nie polega na tym, żeby myśli nie przychodziły. Gdyby tak było, to żaden człowiek nigdy by nie medytował. Ale zostańmy przy tym, co tu piszemy - bo to "rzucanie" przy pierwszej myśli ma bezpośredni związek z tematem wątku. Jeśli nie potrafisz być przy małej niewygodzie, jak będziesz przy tej największej?


Odpowiedz
9 Odpowiedzi
(@pelagiusza_r)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 205

@Leontyna to mnie trochę przestraszyło, to zdanie na końcu. Ale chyba masz rację. Ja też rzucam, jak robi mi się nieswojo. Czy to znaczy, że dopóki tego nie przepracuję, medytacja przy lęku przed śmiercią to za wysoka poprzeczka?


Odpowiedz
(@edek_60)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 679

@Pelagiusza_R nie powiedziałabym "za wysoka poprzeczka", raczej - inna kolejność. Możesz pracować z lękiem przed śmiercią nawet jeśli twój umysł jeszcze wędruje. To nie jest konkurs na koncentrację. Ale jedno mnie ciekawi - skąd u ciebie ten lęk tak konkretnie? Bo to ma znaczenie dla tego, od czego zaczynać.


Odpowiedz
(@pelagiusza_r)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 205

@Edek_60 nie wiem, szczerze. Zawsze był. Nie myślę o tym ciągle, ale jak już przyjdzie, to paraliżuje. Nie śmierć jako wydarzenie, tylko ten moment - że mnie nie będzie. Że to koniec myślenia, odczuwania. I nie wiem, czy medytacja w ogóle jest w stanie coś z tym zrobić, czy to jest na zawsze.


Odpowiedz
(@eteria)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 507

@Pelagiusza_R To co opisuje Pelagiusza to jest właśnie ten sam lęk, który w numerologii pojawia się przy mocnym Saturnze w karcie urodzin - lęk przed unicestwieniem ego, nie przed samym procesem. I tu medytacja naprawdę dotyka sedna, bo zaczyna pokazywać, że to "ja, które myśli i czuje" jest mniej stałe niż nam się wydaje. Tylko to nie jest pocieszenie na start, prawda?


Odpowiedz
(@zlata_83)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 238

@Eteria a właśnie - mój znajomy ma dokładnie ten lęk, który opisuje Pelagiusza. I afirmacje, które powtarza, są w stylu "jestem spokojem, jestem wieczny". I on sam mówi, że to brzmi jak kłamstwo, bo w środku jest odwrotnie. Czy jest jakaś afirmacja, która nie kłamie? Coś, co można powtarzać uczciwie, nie wierząc?


Odpowiedz
(@irenka-1)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 679

@Zlata_83 to jest świetne pytanie, naprawdę. Słyszałam kiedyś o afirmacjach opisowych zamiast deklaratywnych - zamiast "jestem spokojny" - "zauważam, że oddycham". Zamiast "nie boję się śmierci" - "pozwalam, żeby ten lęk był". Czy to nie byłoby uczciwsze dla twojego znajomego?


Odpowiedz
(@zlata_83)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 238

@Irenka.1 o, to jest coś. To mu powiem. Dziękuję bardzo, bo to ma sens nawet dla kogoś, kto w nic nie wierzy - "zauważam, że oddycham" to jest po prostu opis, a nie życzenie. Mam teraz pytanie do reszty - czy wy w ogóle używacie słów podczas medytacji, czy raczej cisza?


Odpowiedz
(@wiolka88)
Połączone: 3 tygodnie temu

Wpisy: 262

@Pelagiusza_R Słucham tej rozmowy o mantrach i wracam do wątku Pelagiuszy - bo mam wrażenie, że rozmawiamy o środkach, a omijamy pytanie, które ona zadała. Czy lęk przed śmiercią można "przepracować" przez medytację, czy on zostaje? Bo ja, szczerze, po latach praktyki powiem tak: on nie znika. On zmienia kształt.


Odpowiedz
(@brzoskwinka)
Połączone: 3 tygodnie temu

Wpisy: 442

@Wiolka88 "zmienia kształt" - możesz to rozwinąć? Bo to brzmi ważnie. Zmienia kształt w sensie - staje się mniejszy, czy po prostu inny?


Odpowiedz
Wpisy: 470
(@riksza)
Połączone: 2 lata temu

Ja próbowałam mantr i chyba robiłam to źle, bo powtarzałam sobie jakieś słowo i po chwili w ogóle nie wiedziałam co powtarzam, wchodziłam w taki trans. Nie wiem, czy to dobrze, czy źle.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@leontyna)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 605

@Riksza a jak się po tym czułaś? Bo to, co opisujesz, to nie brzmi jak błąd - brzmi jak to, że słowo zaczęło działać na głębszym poziomie niż znaczenie. Mantra nie jest po to, żebyś rozumiała każde sylabę co do treści.


Odpowiedz
Wpisy: 262
(@wiolka88)
Połączone: 3 tygodnie temu

inny. Przestaje być taką ścianą, o którą się rozbijesz, a zaczyna być bardziej jak... horyzont. Wiesz, że jest, ale nie blokuje ci chodzenia. Trudno mi to opisać inaczej. I nie mówię, że u każdego tak będzie - mówię, jak to u mnie wygląda.


Odpowiedz
Wpisy: 133
(@filomena-2)
Połączone: 5 miesięcy temu

Przeczytałam całą tę rozmowę i mam jedno pytanie, które mnie nurtuje od dłuższego czasu. Czy ktoś z was medytował w sytuacji, gdy strata była blisko - choroba kogoś bliskiego, żałoba? I czy wtedy medytacja pomagała inaczej niż "w teorii"?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@edek_60)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 679

@Filomena.2 tak, i to jest zupełnie inny rodzaj praktyki. Kiedy śmierć jest abstrakcją, medytacja to intelektualna eksploracja. Kiedy jest konkretna i blisko - staje się czymś więcej, ale też bywa, że w ogóle nie możesz usiedzieć, bo żal jest za duży. Czy masz na myśli jakąś konkretną sytuację, czy pytasz ogólnie?


Odpowiedz
Wpisy: 133
(@filomena-2)
Połączone: 5 miesięcy temu

Tak, mam. Mama była chora przez ponad rok. I powiem szczerze - na początku w ogóle nie mogłam medytować. Siadałam, zamykałam oczy i po chwili byłam z powrotem przy jej łóżku. Ale po kilku tygodniach zaczęło się dziać coś innego. Nie spokój - raczej takie towarzyszenie. Jakbym przestała walczyć z tym, co jest. Nie wiem, czy to medytacja "zadziałała", czy po prostu ciało samo doszło do jakiegoś kresu.


Odpowiedz
12 Odpowiedzi
(@wiolka88)
Połączone: 3 tygodnie temu

Wpisy: 262

@Filomena.2 to, co napisałaś o towarzyszeniu, to jest dokładnie to. Nie chodzi o to, żeby medytacja zabrała ból. Chodzi o to, żeby w tym bólu nie być zupełnie samą. Mam pytanie - czy w trakcie tej choroby mamy rozmawiałaś z nią kiedyś o tym, czego się boisz? Nie jej, tylko siebie?


Odpowiedz
(@filomena-2)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 133

@Wiolka88 nie. To jest właśnie to, czego żałuję. Siedziałam przy niej i myślałam o tym, żeby ona się nie bała, a mój własny strach był gdzieś obok, nienaruszony. Dopiero po wszystkim zrozumiałam, że przez cały ten czas medytowałam żeby przetrwać, a nie żeby cokolwiek zrozumieć.


Odpowiedz
(@leontyna)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 605

@Filomena.2 a może właśnie to jest uczciwa odpowiedź na pytanie Pelagiuszy. Nie "czy medytacja przepracowuje lęk", tylko - do czego tak naprawdę służy w sytuacji granicznej. Piszesz "żeby przetrwać" jakby to było coś mniejszego. Ale czy przetrwanie nie jest czasem wszystkim, co można zrobić?


Odpowiedz
(@pelagiusza_r)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 205

@Leontyna to mnie dotknęło. Bo ja w sumie też często czuję, że medytacja to dla mnie takie... wytrzymywanie. Nie rozumienie. I zastanawiałam się, czy coś robię nie tak, czy jestem za mało duchowa. A może to jest po prostu to, co jest możliwe na danym etapie?


Odpowiedz
(@irenka-1)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 679

@Pelagiusza_R myślę, że to rozróżnienie między "wytrzymywaniem" a "rozumieniem" jest ważniejsze niż się wydaje. Bo jedno wynika z drugiego, tylko nie zawsze w tej kolejności, jakby się chciało. Najpierw przetrwasz, a rozumienie przychodzi kiedy indziej, nie zawsze nawet podczas medytacji.


Odpowiedz
(@edek_60)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 679

@Filomena.2 Wracając do tego, o czym pisała Filomena - bo mam wrażenie, że to jest ważny wątek, który trochę odpłynął. Ona powiedziała, że medytowała "żeby przetrwać". I to mi przypomina jedno: w tradycjach, gdzie pracuje się z czakrami, mówi się, że żałoba siada w czakrze serca, ale lęk przed nieistnieniem - w czakrze podstawy. To są zupełnie różne miejsca w ciele i zupełnie różne praktyki. Czy ktoś próbował świadomie pracować z ciałem podczas medytacji o śmierci?


Odpowiedz
(@irenka-1)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 679

@Edek_60 ja próbowałam raz takiej medytacji prowadzonej, gdzie miałam skupić się na kości ogonowej i oddychać przez nią. I powiem ci - to było intensywniejsze niż się spodziewałam. Pojawiło się coś, co chyba było właśnie tym lękiem pierwotnym. Ale nie zostałam z tym wystarczająco długo, bo się wystraszyłam. Czy to znaczy, że cofnęłam się?


Odpowiedz
(@edek_60)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 679

@Irenka.1 nie, to znaczy, że ciało powiedziało "za szybko". To nie jest cofnięcie, to jest informacja. W pracy z czakrą podstawy chodzi o to, żeby najpierw zbudować poczucie bezpieczeństwa - i dopiero wtedy pozwalać na to, co głębsze. Samo wejście i wyjście to też jest praktyka.


Odpowiedz
(@riksza)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 470

@Irenka.1 Ja nie rozumiem tego z czakrami, przepraszam, że się wtrącam. Ale to, co powiedziała Irenka, że się wystraszyła i wyszła - ja tak mam za każdym razem jak medytuję za długo. Zaczynam czuć coś dziwnego w brzuchu i od razu kończę. Czy to znaczy, że cos jest nie tak ze mną, czy to normalne?


Odpowiedz
(@leontyna)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 605

@Riksza to jest bardzo normalne i dobra wiadomość jest taka, że to uczucie w brzuchu to nie jest sygnał, że coś jest nie tak - to jest sygnał, że coś zaczyna się dziać. Pytanie, które ja bym zadała: co ty robisz po tym, jak kończysz? Czy masz jakiś sposób na zamknięcie sesji, czy po prostu wstajesz?


Odpowiedz
(@riksza)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 470

@Leontyna po prostu wstaję. A powinnam coś robić? Nikt mi tego nie mówił.


Odpowiedz
(@brzoskwinka)
Połączone: 3 tygodnie temu

Wpisy: 442

@Riksza Leontyna pyta o coś ważnego, bo zamknięcie sesji to nie jest formalność. Ja zawsze robię trzy głębokie oddechy i dotykam dłońmi podłogi albo krzesła - żeby wrócić do ciała, dosłownie. Ale każdy wypracowuje coś swojego. Ciekawa jestem, co Leontyna robi - bo to może być klucz do tego, czemu te mocniejsze doznania są trudne do utrzymania.


Odpowiedz
Wpisy: 499
(@nikodem76)
Połączone: 3 miesiące temu

Słucham tego i zastanawiam się - czy w ogóle jest sens medytować z myślą "przygotowuję się na śmierć"? Bo mi to brzmi jak stawianie sobie poprzeczki z góry. Jakbyś szedł na spacer z myślą, że ćwiczysz na maraton. Nie wiem, może to naiwne, ale może lepiej po prostu siedzieć i oddychać bez tej całej ramy?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@brzoskwinka)
Połączone: 3 tygodnie temu

Wpisy: 442

@Nikodem76 to ciekawe, bo chyba połowa tradycji medytacyjnych na świecie jest właśnie o tym. Buddyści mają medytację maranasati - dosłownie "uważność na śmierć". Stoicy mają memento mori. Może pytanie nie jest "czy", tylko "jak i kiedy" to wprowadzać?


Odpowiedz
Wpisy: 499
(@nikodem76)
Połączone: 3 miesiące temu

no dobra, przekonujesz mnie. Ale jak to wygląda w praktyce? Siedzisz i co - myślisz o tym, że umrzesz? To brzmi bardziej jak powód do paniki niż do spokoju.


Odpowiedz
Wpisy: 507
(@eteria)
Połączone: 3 miesiące temu

W praktyce maranasati chodzi o coś innego niż myślenie o śmierci. Raczej o obserwowanie przemijania w małym - oddech wchodzi i wychodzi, myśl się pojawia i znika. Śmierć nie jest wtedy wielkim wydarzeniem, tylko kolejnym cyklem. W snach zresztą często pojawia się ten sam motyw - śnienie jako próba śmierci ego. Czy ktoś z was miał sny w trakcie regularnej praktyki, które wyraźnie dotyczyły tego tematu?


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@zlata_83)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 238

@Eteria ja tak. Śniło mi się ostatnio, że jestem w ciemnym pokoju i wiem, że powinienem się bać, ale nie boję się. I obudziłem się spokojniejszy niż zwykle. Nie wiem, co to znaczy, ale jakoś połączyłem to z tym, że przez ostatnie tygodnie próbuję tych opisowych afirmacji, o których pisała Irenka. Może to przypadek.


Odpowiedz
(@eteria)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 507

@Zlata_83 w snach rzadko co jest przypadkiem, szczególnie jeśli pojawia się regularnie po zmianie praktyki. Ten spokój przy braku zagrożenia - to może być właśnie to, co Wiolka opisywała jako "zmianę kształtu" lęku. Nie znika, ale przestaje sterować. Czy ten sen wrócił?


Odpowiedz
(@zlata_83)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 238

@Eteria raz, ale inaczej. Pokój był jaśniejszy. Nie wiem, czy to progres czy po prostu mózg robi swoje. Dzięki za ten kierunek, naprawdę, bo sam bym tego nie połączył.


Odpowiedz
Wpisy: 605
(@leontyna)
Połączone: 4 miesiące temu

Dotykam podłogi albo ścian - cokolwiek jest blisko. Albo piję coś ciepłego. Ale to nie jest rytuał zamknięcia w sensie magicznym, to po prostu zakotwiczenie. Riksza, powiedz mi - to uczucie w brzuchu, które opisujesz, to jest coś jakby napięcie, niepokój, czy raczej wibracja, kołatanie?


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@riksza)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 470

@Leontyna bardziej jak napięcie. Jakby coś chciało wyjść, ale nie wychodzi. I jest mi trochę nieswojo, nie do końca wiem, gdzie jestem. Dlatego przerywam.


Odpowiedz
(@irenka-1)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 679

@Riksza to, co opisujesz, brzmi bardzo podobnie do tego, co ja miałam. Mnie pomogło po prostu powiedzenie na głos czegoś prostego - imię, dzień tygodnia, coś konkretnego. Żeby mózg wrócił do "teraz". Nie wiem, czy to podejście czakrowe, czy zwykła psychologia, ale działało.


Odpowiedz
Strona 1 / 2
Udostępnij: