Zaczne od razu od sedna, bo temat jest dla mnie bliski. Masoneria i medytacja to połączenie, o którym mało kto mówi otwarcie, a jednak w tradycji wolnomularskiej praca nad sobą zawsze zaczynała sie od pracy z wnętrzem. Świątynia duszy to nie metafora - to konkretna praktyka wizualizacyjna, gdzie budujesz w sobie przestrzeń jak architektura sakralna. Kolumny, łuk, światło pośrodku. Wchodzisz tam w medytacji i pracujesz. Zna ktos tę metodę, albo słyszał choć o czymś podobnym?
O, ciekawy temat wylazł. Ja co prawda nie znam masonerii od środka ale jak czytam o tej świątyni duszy to od razu mi cos gra. pracuję z runami od dobrych kilkunnastu lat i tam podobnie - zanim rzucisz runę albo użyjesz jej jako sygilu, musisz mieć w sobie zbudowaną przestrzeń do przyjęcia tego co przychodzi. Inaczej to leci obok. Więc jak rozumiem, ta wasza świątynia to taki wewnętrzny sanktuarz, tak?
Czytam tę dyskusję kawałek po kawałku i to temat który przecina się z moją pracą przy czakrach. Ta przestrzeń wewnętrzna o której piszecie - u mnie to zawsze zaczyna sie od anahaty. Serce jako centrum świątyni. Ale mam pytanie do Sigilnika - czy w tej tradycji masońskiej jest jakaś konkretna technika wejścia w tę przestrzeń czy to bardziej indywidualna wizualizacja?
Nigdy nie myślałem o masonerii pod kątem medytacji, raczej kojarzyła mi sie z rytuałem zewnętrznym, symboliką, hierarchią. Ale im więcej czytam tym bardziej widze że to dwie strony tego samego. Pytanie tylko czy da sie tę praktykę wyciągnąć z kontekstu lożowego i stosować samemu w domu??? bo nie każdy jest wolnomularzem ani niema dostępu do tych pomieszczeń i wiedzy.
Hmm, trochę mam mieszane uczucia. Z jednej strony rozumiem ideę tej wewnętrznej przestrzeni, sama medutuję od lat i wiem o co chodzi. Ale przyczepianie do tego masonerii wydaje mi sie trochę... egzotyczne? Nie wiem, moze jestem sceptyczna, ale czy przypadkiem nie jest tak ze normalną medytację wizualizacyjną można robić bez tego całego sztafażu lożowego? Co to zmienia konkretnie?
Czytam Was od jakiegoś czasu i chce wejść z innej strony. Mnie sie nasuwa pytanie o runy w kontekście muzyki, bo nie po raz pierwszy ktoś mi to podnosi. Mam znajomych muzyków którzy chcieliby włączyć runy do swojej praktyki twórczej. Jeden gra na instrumentach strunowych, drugi pisze teksty. I oni pytają mnie jak to połączyć, a ja nie mam prostej odpowiedzi. Może ktoś tutaj pracował z runami właśnie przez muzykę, dźwięk, rytm? 😀
o matko, runy przez muzyke? to brzmi jak cos z innego swiata. Edzio pyta bo nie rozumie - czy chodzi o to ze spiewasz nazwy run, czy jakos inaczej to działa? bo kojarze ze niektore tradycje miały śpiewane galdr, czyli te zaklecia runiczne. Czy o to chodzi?
wchodze tu bo temat run i muzyki mnie bardzo ciągnie. nigdy nie myslalam o tym ze moje słuchanie muzyki to może być jakąś forma medytacji ale teraz jak czytam to zaczynam sie zastanawiać. mam jeden kawałek ktory zawsze mnie wprowadza w jakiś dziwny stan, staje sie bardzo cicho w głowie. to jest medytacja? czy to już nie?
Stan ciszy w glowie przy muzyce to jak najbardziej zjawisko medytacyjne, nie ma tu sporu. Pytanie co z nim robisz i czy kontrolujesz wejście i wyjście, albo to sie dzieje samo kiedy chce. Bo różnica między medytacją a zwykłym relaksem leży wlasnie w tej świadomej inteencji i w tym co robisz z tą przestrzenią kiedy już jest otwarta
przepraszam ze wchodzę w temat run bo go nie znam, ale mam pytanie do Umbry - te runy do pracy twórczej to chodzi o to ze muzyk sobie wybiera jakąś runę i ją jakby... nosi w sobie podczas komponowania? czy to bardziej fizycznie, jakiś przedmiot?
Wracając do tego wątku o świątyni i muzyce - one sie łączą bardziej niż myślicie. W tradycji hermetycznej dźwięk jest jednym z fundamentalnych budowniczych. Sfery planetarne mają swoje tony, i gdy budujesz wewnętrzną świątynię możesz używać dźwięku jako spoiwa tej architektury. Nie trzeba śpiewać run - można po prostu tworzyć w intencji. Muzyk który wie ze komponuje w polu danej energii, robi coś nie inaczej niż mason który kładzie kamień z intencją.
Ja tam nie znam sie na masonerii i nie zamierzam udawać ale jedno powiem: technika budowania wewnętrznej przestrzeni i wchodzenia do niej z konkretną intencją to nie jest wynalazek żadnej loży. To jest stare jak medytacja, spotykam to w różnych tradycjach. Różni sie tylko szata symboliczna. Więc może zamiast dyskutować czy to masońskie czy nie, warto zapytać: czy ta konkretna metoda działa dla konkretnej osoby?
no wlasnie, konkretnie to jak sie tej świątyni w ogóle uczyc? bo czytam i brzmi ciekawie ale kompletnie nie wiem od czego zacząć. jest jakaś ksiązka, kurs, cokolwiek? wole wiedziec co robic niz filozofowac godzinami 🙂
A wracając do run i muzyków, bo ten wątek urwał sie w połowie - ktoś kiedyś mi mówił ze zanim zagra coś ważnego, wchodzi w krótką medytację i rysuje palcme na dłoni Ansuz. To runa komunikacji, słowa, przekazu. Mówił że czuje wtedy że to co gra płynie z innego miejsca w nim. Nie wiem czy to runa robi robotę, czy to tylko rytuał skupienia, ale dla niego to działa i tyle. może wlaśnie o to chodzi Umbra, tak?
