Słucham tej rozmowy i ciągle wracam do jednego: skąd właściwie wiemy, że afirmacja "wchodzi głębiej", a nie po prostu przestaje denerwować? Bo może to, co opisujecie jako "brak sprzeciwu", to po prostu oswojenie z danym zdaniem po wielokrotnym powtarzaniu. I to nie ma nic wspólnego z intuicją.
Jest jeszcze jeden wymiar, który tu pomijamy. Afirmacje w wielu tradycjach nie były narzędziami zmiany ani akceptacji — były raczej przypomnieniem. Przypomnieniem tego, czym się jest pod warstwami nawyków i lęków. To inne założenie niż oba omawiane tutaj.
No dobra, ale "kilka minut absolutnej ciszy" to łatwo powiedzieć. Ja siedząc mam w głowie zakupy, pracę i co jeszcze muszę zrobić. Jak wy w ogóle dochodzicie do tej ciszy? Nie rozumiem co mam z tymi myślami robić, żeby przestały.
staram się je zatrzymać, skupiam się na oddechu jak gdzieś czytałem, ale po chwili znowu lecą. I wtedy zaczynam myśleć, że robię to źle. No i już w ogóle.
A jak to ma się do intuicji, bo trochę gubimy wątek? Bo rozumiem, że medytacja to jedno, ale czy faktycznie można ją trenować przez siedzenie i obserwowanie myśli? Jakoś mi trudno połączyć te dwie rzeczy.
To jest chyba najważniejsze praktyczne pytanie w tej rozmowie. Dla mnie różnica jest w jakości sygnału — intuicja przychodzi bez emocji, jest sucha jak fakt. Myślenie życzeniowe ma zawsze jakieś zabarwienie, coś, czego bardzo chcę. Ale to wymagało lat, żeby to rozpoznawać. Na początku w ogóle tego nie widziałam.
No to teraz mam pytanie — bo jeśli intuicja nie ma "bo", to jak ją odróżnić od impulsu? Też nie mam "bo", kiedy nagle chcę zjeść czekoladę. To skąd wiadomo, że to właśnie ten głębszy sygnał, a nie zwykła potrzeba chwili?
A może cała ta rozmowa zakłada, że intuicja to jeden konkretny rodzaj sygnału? Bo mnie się wydaje, że u różnych ludzi może to wyglądać zupełnie inaczej — u jednych to to słyszalne "wróć po parasolkę", u innych obraz, u innych po prostu decyzja bez rozumowania. I może właśnie medytacja pozwala rozpoznać swój własny "kanał", a nie jeden wspólny dla wszystkich.
Zaufanie jest tu kluczowym słowem, które pojawia się zbyt rzadko w tej rozmowie. Intuicja bez zaufania jest niewidoczna — masz sygnał, ale go zagłuszasz albo tłumaczysz. Medytacja nie tworzy intuicji, ona zdejmuje warstwy, które ją zakrywają. I tu wraca pytanie o afirmacje — bo afirmacja akceptacji może właśnie budować to zaufanie, a afirmacja zmiany paradoksalnie je niszczy, sugerując że to, co masz teraz, jest niewystarczające.
To zależy, o jakich afirmacjach mówimy. Są dwa zupełnie różne typy i często się je miesza. Jedna to afirmacja, która próbuje cię zmienić — "jestem pewna siebie", kiedy nią nie jesteś. Druga to afirmacja, która uznaje to, czym już jesteś — "mam dostęp do wiedzy, która już jest we mnie". To drugie nie kłóci się z intuicją, bo nie tworzy napięcia. To pierwsze często napięcie właśnie buduje, bo umysł wie, że kłamie.
Zaraz, zaraz — ale jak afirmacja akceptująca ma zmieniać cokolwiek, skoro tylko potwierdza status quo? Jeśli mówię "jestem taka, jaka jestem", to gdzie tu jest jakakolwiek praca nad sobą? Szczerze pytam, bo nie rozumiem mechanizmu.
to bardzo precyzyjne rozróżnienie. Myślę, że medytacja robi jedno i drugie — ale w różnej kolejności. Najpierw uczy rozpoznawania, bo wcześniej ten moment istniał, tylko go nie widziałaś. Potem, z praktyką, faktycznie się wydłuża, albo raczej — jesteś w nim dłużej. Przy pracy z kartami to jest dokładnie ta różnica między czytelnikiem, który dopiero zaczyna, a kimś, kto ma lata za sobą.
Wracając do tych afirmacji, bo nadal mam wątpliwość — jeśli afirmacje akceptujące nie zmieniają, tylko przypominają, to po co je w ogóle powtarzać? Czy nie wystarczy zwykła cisza i obserwowanie? Pytam szczerze, bo mam wrażenie, że i tak wychodzi na to samo.
A jeśli ktoś ma problem żeby w oogóle usiąść do tej medytacji, to czy takie afirmcje można robić na przykład w biegu, w codziennym życiu? Pytam bo mi jakoś nie wychodzi to siedzenie, zawsze coś przeszkadza albo mi głowa ucieka.
Dobra, ale jeśli nie afirmacje zmieniające i nie siedzenie w ciszy, to co konkretnie? Bo mam wrażenie, że ta rozmowa kręci się w kółko i każde wyjście jest blokowane. Jakieś praktyczne wyjście z tego jest?
To pytanie Jaśka mnie uderzyło, bo właśnie o tym nie rozmawialiśmy. Mówimy o rozwijaniu intuicji, ale co z weryfikacją? Czy ktoś ma jakiś sposób na odróżnienie jednego od drugiego w praktyce, nie w teorii?
Czytam tę rozmowę od początku i właściwie zastanawiam się nad jednym — czy to, że przy jakichś działaniach astrologicznych mam chwilami bardzo silne pierwsze wrażenia, które potem się sprawdzają, to już jest ta intuicja, o której mówicie? Czy to może być coś innego?
Czytam tę rozmowę od początku i właściwie zastanawiam się nad jednym — czy to, że przy jakichś działaniach astrologicznych mam chwilami bardzo silne pierwsze wrażenia, które potem się sprawdzają, to już jest ta intuicja, o której mówicie? Czy to może być coś innego?
