Ja chyba przez długi czas pisałam właśnie takie zbroje. Myślałam że to jest 'prawdziwy' dziennik praktyk a nie ten drugi, gdzie po prostu pisałam co czuję. Dopiero jak ktoś mi powiedział że może te dwa powinny być tym samym, coś mi kliknęło.
W pracy z runami jest pojęcie 'galdr' i 'seidr' - upraszczając, pierwsze to świadoma, strukturalna praca, drugie to praca przez zanurzenie, przez stan. Dziennik jako protokół to galdr. Dziennik jako zapis stanu to bliżej seidr. Przy żałobie prawdopodobnie potrzebujesz obu, ale po kolei - najpierw stan, potem struktura.
Przy żałobie jest też kwestia kiedy w ogóle zacząć pisać. Bezpośrednio po stracie część tradycji mówi o ciszy, o czasie który nie jest jeszcze czasem rytuału. Czy w ogóle ktoś z was miał ten dylemat - że nie wiedział kiedy zacząć?
Ja tak. Przez pierwsze tygodnie w ogóle nie mogłam pisać, a potem miałam poczucie że za późno. Jakbym przegapiła okno. Co jest głupie jak to teraz piszę, ale wtedy tak to czułam.
To ma sens i jest bardzo stary problem w tradycjach żałobnych. W wielu z nich jest oddzielny czas bezpośrednio po stracie - kiedy się nie pisze, nie rytualizuje, po prostu jest. A potem oddzielny czas pracy. To nie jest 'za późno', to jest właśnie właściwy moment. Żydowska szibba, wiele pogrzebowych tradycji słowiańskich - wszędzie ten wzorzec jest podobny. Najpierw czas prostego bycia w stracie, potem praca.
a co ze słowiańską tradycją konkretnie - masz na myśli czas po trzyznach, czy to co było wcześniej? Bo słyszałam różne rzeczy i trochę się to miesza.
Nie wiedziałam że w słowiańskich tradycjach jest taka struktura. Myślałam że to bardziej spontaniczne. Czy to znaczy że żałoba miała być bardziej sformalizowana niż myślimy?
I to wraca do dziennika - czy dziennik praktyk może być taką ramą sam w sobie? Tzn. nie piszesz bo masz ochotę, piszesz bo jest to część struktury żałoby. I kiedy ta część się kończy, to jest sygnał że etap się zamknął?
