Mam ostatnio taki problem z głowy nie mogę wyrzucić i nie wiem czy to w ogóle jest temat na tę kategorię, ale spróbuję. Prowadzę mały sklep z rękodzielnictwem i od jakiegoś czasu podejrzewam, że jedna z konkurentek robi coś, żeby moim klientom odechciało się u mnie kupować. Sprzedaż spadła praktycznie z dnia na dzień, kilka stałych klientek zniknęło bez słowa. Sama też zaczęłam ostatnio myśleć o tym, czy można by jakoś zadziałać na jej działalność, żeby przynajmniej wyrównać szanse. Ale zatrzymałam się w pół drogi, bo nie wiem, gdzie jest ta granica. Zaklęcia 'na konkurencję' to jest w ogóle coś, co się robi? Czy to już jest ta ciemna strona, której lepiej nie dotykać? Znam pewne techniki ochronne, ale to co innego niż działanie na kogoś bezpośrednio.
Granica między ochroną a działaniem na kogoś to jeden z tych tematów, przy których każda szkoła magiczna ma inne zdanie. Pytasz, czy się to robi - robi się, owszem. Ale to, czy powinnaś, to już zupełnie inne pytanie. Najpierw chciałem się upewnić co do jednej rzeczy: skąd pewność, że to w ogóle jest działanie zewnętrzne, a nie zwykły sezon? Sezonowość w rękodziele potrafi wyglądać dokładnie jak klątwa, zwłaszcza jak kilka klientek znika naraz. Pytam, bo zanim pójdziemy w kierunku kontrzaklęć albo blokad, warto wiedzieć, z czym faktycznie mamy do czynienia.
To rozróżnienie, które robisz, jest sensowne, ale w praktyce wykonanie jest dużo trudniejsze niż teoria. Zapieczętowanie jej słów brzmi jak coś lokalnego, skierowanego na konkretną osobę. Technicznie to już jest ingerencja w jej wolę, nawet jeśli intencja jest defensywna. Niektórzy to rozróżniają jako 'magię ochronną o działaniu zewnętrznym' i traktują osobno od klątw. Ale nie każda szkoła się z tym zgadza.
Mam to zapisane w notatkach z jednego warsztatu sprzed kilku lat i wróciłam do tego teraz po przeczytaniu tego tematu. Tam prowadząca mówiła o tym, że intencja jest ważna, ale mechanizm ważniejszy. Czyli: jeśli robisz rytuał, który technicznie działa przez dotknięcie kogoś drugiego, to jest ingerencja bez względu na to, czy masz dobre intencje. Natomiast jeśli rytuał działa przez wzmocnienie własnej przestrzeni i przy okazji odpycha to, co przychodzi z zewnątrz, to jest inny mechanizm. To rozróżnienie było dla mnie dużo bardziej klarowne niż 'dobra i zła magia'.
Ale czy w ogóle działanie na konkurenta w kontekście biznesowym jest tak jednoznacznie złe? Bo tu nie ma romantycznych emocji, zemsty, nienawiści. Jest ktoś, kto aktywnie szkodzi mojemu źródłu dochodu i używa do tego kłamstw. Dla mnie intuicyjnie brzmi to inaczej niż gdybym chciała komuś zrobić krzywdę po prostu ze złości. Dopytałabym: czy to, czego używamy do takich rzeczy ma znaczenie? Słyszałam, że tkaniny naturalne mają inne właściwości przy rytuałach niż syntetyki. To coś więcej niż mit?
To z tym lnem mnie zaskoczyło, nigdy tak o tym nie myślałam. To znaczy, że w praktyce jeśli robisz na przykład woreczki ochronne albo cokolwiek, co ma działać jako amulet, to materiał jest tak samo ważny jak zawartość? Albo że może wzmacniać albo przeszkadzać?
Wracając do swojego tematu, bo trochę nam uciekło - właściwie ten wątek z tkaninami jest dla mnie bezpośrednio związany, bo rękodzieło, którym się zajmuję, to między innymi rzeczy z naturalnych włókien. Zastanawiam się teraz, czy moje produkty mogłyby same w sobie działać jako nośnik intencji ochronnej. Czyli nie robię rytuału 'na nią', ale buduję coś, co wzmacnia moją przestrzeń biznesową przez same materiały i intencję wkładaną w pracę. To byłoby dla mnie etycznie czyste.
To pytanie ma w tradycji różne odpowiedzi i żadna nie jest ostateczna. W hoodoo na przykład istnieje cała gałąź pracy z biznesem - zarówno przyciąganie klientów jak i działanie na konkurencję. Nie ma tam dużego moralnego odróżnienia, liczy się skuteczność i relacja z mocą. W tradycjach ceremonialnych jest inaczej, bo tam każde działanie na wolę innej osoby wymaga uzasadnienia. W Wicca klasyczną odpowiedzią jest Rede, czyli zasada nieszkodzenia, ale interpretacje bywają naprawdę różne. Pytanie 'czy można' w magii rzadko ma jedną odpowiedź, bo zależy, w jakiej tradycji stoisz.
To jest rzeczywiście ważne rozróżnienie. Poliester, nylon i inne syntetyki nie mają tej struktury włóknistej co naturalne tkaniny i generalnie w środowiskach ezoterycznych uważa się je za izolatory w złym sensie - blokują przepływ, ale nie budują nic. Naturalne włókna mają historię w sobie, len rośnie, jedwab pochodzi od żywego organizmu, wełna ze zwierzęcia. Syntetyki są martwe energetycznie, jeśli można tak to ująć. Przy ochronie lepiej żeby woreczek był z bawełny lub lnu niż z pięknego poliestrowego 'jedwabiu'. Wracając do Pentagramy i jej tematu - Beryl zadała świetne pytanie o seryjną produkcję. Masz jakiś rytuał który robisz przy pracy?
Wchodzę trochę z boku, bo ten wątek z tkaninami bardzo mnie zajął. Czytałam kiedyś, że len ma coś w rodzaju naturalnego pola ochronnego wynikającego z jego struktury molekularnej, że włókna lniane w specyficzny sposób przewodzą wilgoć, co ma analogię do tego jak przewodzą energię. Nie pamiętam już gdzie to czytałam i nie wiem na ile to jest poparte czymś poza teorią, ale czy ktoś z was spotkał się z takim ujęciem? Że właściwości fizyczne tkaniny mają jakiś związek z jej właściwościami w sensie rytualnym?
To, o czym mówicie, dotyka starszego problemu - czy materiał ma charakter neutralny i tylko wzmacnia intencję, czy ma własną 'tendencję'. W tradycji kabbalistycznej len był zarezerwowany dla kapłanów częściowo dlatego, że miał nie mieszać energii, utrzymywać czystość. Bawełna była bardziej 'ludzka', bardziej mieszana. Ale to nie znaczy, że len jest lepszy do ochrony - raczej że jest selektywny. Jeśli intencja jest nieczysta, len nie pomoże jej ukryć.
To jest dla mnie teraz zupełnie nowe spojrzenie na to, co robię na co dzień. Pracuję głównie z lnem i bawełną, i nigdy nie myślałam o tym, że mają różne 'temperamenty' jeśli tak można powiedzieć. Ale wracając do tego, od czego zaczęłam - to znaczy, że jeśli chcę, żeby moje rzeczy chroniły siebie jako biznes, to len jest tutaj lepszym wyborem niż bawełna? Czy to za duże uproszczenie?
Za duże uproszczenie, ale nie pozbawione sensu. Len będzie lepszy, jeśli chcesz, żeby produkt utrzymywał intencję bez rozpraszania. Bawełna jest bardziej chłonna w obu kierunkach - łatwiej ją naładować, ale też łatwiej ją 'zabrudzić' cudzą energią po drodze, na przykład podczas transportu czy w rękach pośredników. Tutaj naprawdę ważne jest, co się z produktem dzieje po tym, jak wychodzi od ciebie.
