Pamiętam że kiedyś przeglądałem taką starą księgę u pewnej starszej pani, tuż przed moim wyjazdem do Australii. Była napisana po niemiecku, i to niestety tym potwornym gotyckim pismem, które strasznie boli oczy przy czytaniu. Sama ksiązka wyglądała na bardzo starą, ale zachowaną w całkiem dobrym stanie.
Na jednej z rycin zobaczyłem wróżkę i muszę powiedzieć, że ta grafika była makabryczn realistyczna. Kobieta musiała strasznie cierpieć, była przykuta twarzą do metalowego słupa grubym łańcuchem, a pod nią leżała spora kupa palącego się chrustu. Jakiś facet dokładał kolejne kawałki drew, dookoła stali ludzie, razem z dziećmi. Z ubioru sądzę, że to gdzieś XV albo XVI wiek. Ale co mnie najbardziej zszokowało to miny tych patrzących, uśmiechnięci, niektórzy coś krzyczeli, złorzeczyli. Zupełnie inaczej wyobrażałem sobie spalenie czarownicy...
Pod ryciną był długi spis różnych zaklęć i magicznych rzeczy, które według autora księgi miały być nadzwyczaj skuteczne. Nie przepadam za czytaniem tego gotyku, ale kilka z nich zdołałem zapamiętać 🙂
Najbardziej uderzyło mnie to, jak potężna może być moc rzucanych kląt. Nic prostszego a zarazem skuteczniejszego chyba nie istnieje...
masz tytuł tej książki? bo mogę poszukać
Ile mniej więcej czasu to zajmuje?
Oj, z tym bym uważała. Sama bym się nie odważyła, ale czytam z ciekawością.
