Poczekajcie, bo się zgubiłam. Mówicie że runy które większość z nas zna z zestawów do wróżenia to w dużej mierze coś co ktoś wymyślił stosunkowo niedawno? Nie wiedziałam o tym. Czy to znaczy że ich użycie w praktyce jest mniej... nie wiem jak to powiedzieć... uzasadnione?
Czytam tę rozmowę od dłuższego czasu i mam pytanie może trochę z innej strony - jeśli runy jako system wróżbiarski to jest coś stosunkowo nowego, to skąd wiadomo jakie znaczenia przypisywać konkretnym znakom? Różne zestawy które widziałam mają trochę różne opisy i nie rozumiem skąd ta rozbieżność.
I to wraca do pytania Luriskaabout środowisko praktyki, tylko z innego kąta. Jeśli pracujesz z systemem który jest z definicji otwarty i wymaga interpretacji, to warunki w których tę interpretację robisz mają znaczenie - nie dlatego że pole elektromagnetyczne zmienia znaki, ale dlatego że zmieniają ciebie jako interpretatora. I to chyba jest odpowiedź której tu szukamy.
To że coś się układa na jednym poziomie i zostaje otwarte na innym jest chyba najuczciwszym miejscem w którym można skończyć. Przynajmniej w pracy z runami to jest według mnie zdrowe - zamykanie każdego pytania daje fałszywe poczucie kontroli nad systemem który z definicji nie jest do końca przejrzysty.
Zresztą wracając na chwilę do środowiska - bo ten wątek zaczął się od wifi i myślę że nie powiedzieliśmy wszystkiego. Jest jeden aspekt który mnie zastanawia: nowoczesne zestawy runiczne są najczęściej sprzedawane z instrukcjami cyfrowymi, aplikacjami, tablicami online. Cała infrastruktura nauki o runach przeszła przez sieć. Czy to zmienia coś w tym jak ludzie do nich podchodzą porównując z czasami gdy jedynym dostępem były fizyczne książki?
Czytam ostatnie kilkanaście postów i chcę wrócić do czegoś konkretnego. Historyczne inskrypcje runiczne - te z okresu migracji, Elder Futhark - były często robione w miejscach bardzo specyficznych. Kamienie graniczne, broń, przedmioty pogrzebowe. Kontekst miejsca był częścią sensu inskrypcji. Czy wifi jako element naszego środowiska jest czymś jakościowo różnym od ówczesnych zakłóceń - hałasu, obecności ludzi, pogody - czy tylko nowszą wersją tego samego problemu z otoczeniem?
I to jest chyba najlepszy argument za tym że pytanie "czy wifi przeszkadza" jest pytaniem bardziej o nas niż o tradycję. Tradycja nie wymagała ciszy. My możemy jej potrzebować - albo nie - z powodów które są nasze własne.
To zdanie Luriska brzmi jak dobry koniec rozdziału, ale nie wątku. Bo teraz jestem ciekawa konkretów - czy ktoś z was faktycznie próbował porównać sesje w różnych warunkach środowiskowych metodycznie? Nie "miałam wrażenie", ale naprawdę coś notował, śledził, porównywał?
Lurisk, ale jak to zmienić w praktyce? Znaczy - okej, decyduję że będę bardziej świadoma środowiska. Ale co to konkretnie znaczy? Mam obejść pokój i powiedzieć "zauważam router"? To brzmi trochę absurdalnie.
I chyba tu wracamy do punktu startowego tego wątku, ale z innym poziomem pytania. Lurisk zaczął od "czy wifi szkodzi" - a teraz pytamy "kiedy w ogóle środowisko może przełamać intencję". To jest dużo ciekawsze i dużo trudniejsze.
Lurisk, "zadanie domowe dla siebie" - to mnie uderzyło. Bo myślę że większość wątków na tym forum kończy się jakimś przepisem albo wnioskiem, a ten skończył się czymś zupełnie innym. Właściwie czym? Że nie wiemy, ale przynajmniej wiemy czego nie wiemy?
A mnie zastanawia czy to zadanie domowe, o którym mówi Lurisk, ma jakiś konkretny kształt. Znaczy - co dokładnie ma obserwować? Bo "czy środowisko przełamało intencję" brzmi sensownie w rozmowie, ale w praktyce jak to wygląda? Po czym poznam że intencja wygrała?
I to jest chyba wersja tego pytania, która ma sens niezależnie od tego co ktoś myśli o energiach i polach. Bo nawet jeśli ktoś w to nie wierzy - to że wifi może działać na człowieka przez poziom hałasu, temperaturę sprzętu, pobieranie energii z sieci, to jest fizyczne. Nie ezoteryczne.
