Siedzę ostatnio nad swoim stanowiskiem do pracy z runami i zacząłem się zastanawiać, czy router wifi, który stoi dosłownie pół metra ode mnie, nie miesza w tym co robię. Nie chodzi mi o jakiś strach przed promieniowaniem czy coś w tym stylu, bardziej o to czy EM w ogóle wpływa na energię miejsca. Bo czytałem różne rzeczy o tym jak Germanie i Wikingowie używali run w konkretnych miejscach, przy kamieniach, przy wodzie, w lasach - i tam nie było żadnych zakłóceń. A tu mam blaszaną skrzynkę wysyłającą sygnał 2.4GHz i 5GHz jednocześnie. Ktoś w ogóle o tym myślał?
Myślałam o tym nie raz. Mam router wyłączany na noc bo tak po prostu lubię, i zauważyłam że praca z runami wieczorami bez sieci jest... spokojniejsza? Choć sama nie wiem czy to kwestia pola elektromagnetycznego czy zwykłego efektu placebo bo wiem, że jest wyłączony. Ciężko to rozdzielić.
A dlaczego akurat runy? Znaczy, pytam serio - czy myślisz, że runy są bardziej wrażliwe na zakłócenia niż inne systemy? Sama pracuję z różnymi technikami i nigdy nie wyróżniałam run jako czegoś szczególnie podatnego na środowisko elektromagnetyczne.
To jest pytanie, przy którym zawsze robię krok w tył i pytam: co konkretnie miałoby być zakłócane? Jeśli mówimy o skupieniu i jakości medytacji przed pracą z runami albo kartami, to tak, otoczenie ma znaczenie. Hałas, światło, temperatura. Ale czy pole wifi to inna kategoria niż hałas z ulicy? Nie jestem przekonana, że da się to tak łatwo rozgraniczyć.
A ja słyszałam że woda lepiej "trzyma" intencje gdy nie ma w pobliżu silnych pól elektromagnetycznych. Podobno jest jakieś badanie z kryształami wody. Czy ktoś wie coś więcej o tym?
Wracając do sedna - są tradycje w których faktycznie zaleca się pracę z dala od urządzeń elektrycznych. Chaos magic na przykład bywa bardzo świadomy tego co nazywają "semiotic noise" - szum informacyjny i środowiskowy. Ale to bardziej psychologiczny argument niż metafizyczny. Wifi odciąga uwagę, powiadomienia, podświadomość czeka na sygnał telefonu. To może naprawdę wybijać z rytmu.
Przepraszam, że się wtrącę, ale w sumie to mam dokładnie ten problem. Chciałam zrobić coś prostego z runami, wycięłam je wcześniej z drewna, i za każdym razem jak siadam przy biurku to po chwili sprawdzam telefon albo patrzę na powiadomienie od routera że jest aktualizacja oprogramowania. Czy to w ogóle jest ten sam problem o którym piszecie, czy to za dużo upraszczam?
Ja bym tu rozdzielił dwie rzeczy. Pierwsza to psychologia środowiska - i tu wifi, urządzenia, hałas cyfrowy mają realny wpływ, to jest udokumentowane. Druga to wpływ na samo pole energetyczne praktyki, na intencję, na komunikację z systemem run czy innym. I tu wchodzimy w obszar, gdzie każdy ma swoje zdanie, ale trudno o coś więcej niż obserwacje własne.
A masz jakiś sposób żeby to przetestować u siebie? Nie mówię o kontrolowanych warunkach laboratoryjnych, ale żeby chociaż dla siebie samego sprawdzić to bardziej systematycznie. Kilka sesji z, kilka bez, i porównanie nie wrażeń ogólnych, ale konkretnych obserwacji. Trafność odczytów, głębokość skupienia, cokolwiek co możesz jakoś opisać.
Hej, czytałem że w tradycji nordyckiej runy były wycinane i używane właśnie w miejscach z naturalnym przepływem energii, przy wodzie bieżącej, skrzyżowaniach ścieżek, koronach drzew. To jest coś zupełnie innego niż domowe środowisko z betonem i elektroniką. Czy nie jest tak, że sam kontekst miejsca jest ważniejszy od wifi konkretnie?
I właśnie dlatego pytanie o wifi jest ciekawe w szerszym kontekście - to nie jest tylko o routerze, ale o tym jak w ogóle środowisko nowoczesnego domu wpisuje się w praktykę, albo nie wpisuje. Wifi to symbol całego problemu.
Ale żeby to nie zabrzmiało jakbyśmy mówili że praktyka w mieście jest niemożliwa albo gorsza - bo to byłoby absurdalne. Ludzkie osady zawsze były głośne, brudne i pełne zakłóceń. Czy naprawdę tamten szaman przy ognisku miał lepsze warunki niż my? Może inaczej rozłożone zakłócenia, ale zakłócenia jednak były.
To co mówi Lurisk o jakościowo innej kategorii zakłóceń - to jest chyba sedno całej tej rozmowy. Bo jeśli pole EM działa wyłącznie na poziomie biologicznym i zmysłowym, to nie różni się niczym od hałasu sąsiada. Ale jeśli miałoby wchodzić w coś, co nie jest fizjologią - to jest zupełnie inna dyskusja i inne pytania trzeba zadawać.
Wróćmy na chwilę do tego co powiedział Lurisk o późnych godzinach i routerze. Lurisk - czy to jest powtarzalny wzorzec u ciebie, czy bardziej pojedyncze obserwacje? Bo to ma znaczenie dla tego jak to w ogóle interpretować.
"spójność z tym co przeżywam" - możesz rozwinąć? Bo to brzmi jak że odczyty są bardziej trafne albo że sam proces losowania jest bardziej... skupiony? Nie wiem jak to ująć inaczej.
To jest ciekawy fragment bo dotykasz czegoś co w parapsychologii nazywa się "psi-conducive states" - stanami sprzyjającymi percepcji pozazmysłowej, jeśli w ogóle przyjmujemy że coś takiego istnieje. Badacze z Princetonu w ramach projektu PEAR przez lata zbierali dane o warunkach w których wyniki były bardziej znaczące statystycznie. Hałas elektromagnetyczny jako zmienna nie był tam głównym tematem, ale środowisko jako całość - tak.
Czytam to wszystko i mam pytanie może trochę z boku - czy ktoś z was w ogóle regularnie wyłącza router na czas praktyki i co z tego wynika praktycznie? Bo mi się wydaje że większość z nas po prostu tego nie robi, więc dyskutujemy trochę teoretycznie.
To jest zresztą coś o czym mówi dużo tradycji rytualnych - fizyczne gesty i zmiany w otoczeniu jako sygnały przejścia między trybami. Gasisz ekrany, wyłączasz router, zapalasz coś - i mózg dostaje komunikat "teraz jest inaczej". Niekoniecznie dlatego że pole EM jest problemem samo w sobie.
Ale to nie odpowiada na pytanie które było tu gdzieś wcześniej - o wpływ na sam poziom energetyczny praktyki, nie na skupienie. Czy to dwie różne rozmowy czy jedna?
Albo że te dwie warstwy w ogóle nie są tak rozdzielne jak zakładamy. Może skupienie i stan energetyczny to nie są dwie oddzielne rzeczy a jedno continuum. I wtedy pytanie "czy wifi wpływa na energię praktyki" ma odpowiedź: tak, poprzez wpływ na skupienie, i to jest pełna odpowiedź, nie połowiczna.
I właśnie tu jesteśmy od początku. Mnie nie satysfakcjonuje odpowiedź że to tylko skupienie, bo moje doświadczenie z runami sugeruje coś inaczej skalibrowanego. Ale nie mam jak tego udowodnić, nawet sobie samemu. Więc zostawiam te dwa kanały otwarte i wyłączam router, bo to nic nie kosztuje.
To chyba najbardziej uczciwa pozycja w tym temacie. Działasz w warunkach które uznasz za lepsze, bez zamykania pytania które pozostaje otwarte. I szczerze to mi bardziej imponuje niż gdybyś przyszedł z gotową odpowiedzią w jedną albo drugą stronę.
Czytam ostatnie posty i nie jestem pewna czy dobrze rozumiem co Lurisk ma na myśli mówiąc że runy są "inaczej skalibrowane". Czy chodzi o to że wyciągasz inne runy niż byś oczekiwał, czy że sam odczyt tego co wyciągniesz jest głębszy? Bo to są dla mnie dwie bardzo różne rzeczy.
To co opisuje Lurisk jest dla mnie rozpoznawalne z własnego doświadczenia z runami. Nie przy routerze konkretnie, ale przy różnych warunkach zewnętrznych. Hagalaz potrafi się pojawić z zupełnie innym ciężarem w zależności od momentu i otoczenia, nawet jeśli moja sytuacja jest podobna. Zastanawiam się czy to nie jest kwestia tego, że sami jesteśmy inaczej dostrojeni, a runy to tylko odpowiadają.
Ale czy my nie odpływamy trochę od pytania wyjściowego? Mam wrażenie że weszliśmy w historię run, co jest ciekawe samo w sobie, ale Lurisk zaczął od bardzo konkretnej kwestii środowiskowej. Chciałabym wiedzieć - czy ta historyczna warstwa w ogóle przekłada się na to jak ktoś z was podchodzi do warunków praktyki? Czy wiedza o tym skąd runy pochodzą zmienia coś w tym jak je stosujecie?
Dla mnie tak, i to bezpośrednio. Jak wiem że coś ma konkretną historię użycia, to inaczej do tego siadam. Nie przez szacunek w takim formalnym sensie, ale przez inny rodzaj uwagi. To samo zresztą z każdym rytuałem który ma głębsze korzenie - inaczej rozkładam się w tej przestrzeni.
Zastanawiam się przy tej rozmowie o historii run czy nie wpadamy w pułapkę autentyczności. Mam na myśli coś takiego - jest duże pragnienie żeby to co robimy miało głębsze zakorzenienie, jakiś pierwowzór, tradycję. I to jest ludzka potrzeba, rozumiem ją. Ale runy jako system wróżbiarski w tej formie w jakiej je znamy głównie z XX wieku to w dużej mierze wynalazek stosunkowo niedawny. To nie podważa praktyki, ale zmienia co rozumiemy przez "autentyczność".
