Mam taki problem, że mniej więcej od dekady coś mi wyraźnie nie gra w życiu... czego nie dotknę, to się sypie, znajomi gdzieś odpływają, a o stałym związku w ogóle nie ma co mówić. Totalny marazm, jakbym stała w miejscu i nie mogła zrobić kroku do przodu. A wcześniej wszystko jakoś samo szło, bez specjalnego wysiłku. Myślałam długo, że to wina depresji, ale z tą depresją żyję właściwie całe życie, z drobnymi przerwami, więc chyba nie ona jest tu kluczem.
Postanowiłam pojechać do takiej wioskowej kobiety na Podlasiu, podobno bardzo popularnej, odczynia uroki i trochę wróży. Ona zobaczyła w swoich wizjach klątwę, ale nie była do końca pewna czy pokoleniową, czy rzuconą przez kogoś zazdrosnego. Mówiła, że to coś ciągnącego się od trzech pokoleń i że na moim pokoleniu ta klątwa sie kończy, czyli dzieci moje już jej nie doświadczą. Rytuału odczyniania jednak nie skorzystalam, mimo ze był „co łaska”, bo jakoś mam uprzedzenia do takich praktyk. Ale i tak coraz częsciej czuję, jakby coś czarnego działało na moje życie, mam też dziwne, natrętne sny.
No i postanowiłam zajrzeć do kart tarota, tylko że rzadko po nie sięgam i mocno wyszłam z wprawy w interpretacji, dlatego proszę Was o pomoc 🙂
Pytania jakie zadałam:
1. Co jest przyczyną tego, że mi się nie wiedzie? DIABEŁ, 4 KIELICHY, ODRODZENIE
2. Czy ciąży na mnie urok lub klątwa? 2 BUŁAW
3. Co powinnam zrobić, żeby poprawić swój los? KRÓLOWA MIECZY
Szczerze mówiąc, nadal się w tym gubię. Z pierwszego układu widzę może jakieś odrodzenie złej karmy, która mnie blokuje w tym wcieleniu... Diabeł jakoś kojarzy mi się bezpośrednio z klątwą, ale połączenie trzech kart daje mi obraz czegoś, co po prostu trzyma mnie w miejscu od lat.
Dwójka buław sugeruje mi z kolei, że klasycznej klątwy może nie ma, raczej jakaś karma z poprzednich wcieleń, albo po prostu niesprzyjające otoczenie, w którym funkcjonuję. Królowa mieczy zaś jako rada wskazuje chyba na odcięcie się, chłodne spojrzenie na sytuację bez angażowania emocji?
Będę bardzo wdzięczna za każdą podpowiedź i inną interpretację, bo sama już nie wiem co o tym myśleć.
no właściwie sama nie wiem, może to po prostu wiek i ta energia życiowa jakoś opada z biegiem lat... ale jak dobrze pamiętam, ten zastój i poczucie że szczęście mnie omija zaczęło się gdzieś tak przy urodzeniu pierwszego dziecka, czyli jakieś 10 lat temu. wtedy dostałam porządny wycisk od życia, dziecko ciągle chorowało, a ja musiałam ze wszystkim radzić sobie sama i jednocześnie harować w korpo, no i te dojazdy do pracy które zjadały mi codziennie po kilka godzin... koszmar totalny.
od kilku lat jestem już sama z dziećmi, żadnej rodziny w pobliżu, a do tego co rusz przyczepia się do mnie jakiś nowy problem zdrowotny i szczerze mówiąc ledwo już dycham. ale chba nie o tym mówią karty z tego pierwszego pytania, prawda?
saturn i jowisz - szczególnie te dwa warto sprawdzić w transytach przez twój natal. to moze wiele wyjasnić jeśli chodzi o takie okresy bez szczescia...
To nie żadna klątwa ani żaden urok, naprawdę. Brakuje ci motywacji i kogoś, kto by cię po prostu inspirował do życia. I nie mam tu na myśli mężczyzny jak z bajki, który odmieni twój los... chodzi o człowieka, kobietę albo mężczyznę, który jest optymistą i działa na ciebie pobudzająco. Taka osoba nie musi być nawet fizycznie w twoim życiu, może to być jakiś autorytet moralny z telewizji albo nawet aktor, którego podziwiasz.
Twoje karty: diabeł, czwórka pucharów i Sąd mowią jedno, weź się w garść i zrób coś, bez użalania się nad sobą. I dopiero wtedy poczujesz, że naprawdę żyjesz.
