no cześć, trochę tu pounikam owijania w bawełnę bo mam wątpliwości co do tych „klątw” i „uroków” jako takch...
ale mimo wszystko przeczytałem to co napisałeś i mam jedno pytanie do siebie samego: czy to co opisujesz to naprawdę coś nadnaturalnego, czy po prostu seria bardzo złych wyborów i pechowych zbiegów okoliczności? Bo patrząc z zewnątrz to widzę konkretne decyzje, konkretne związki, konkretne skutki. Nie widzę żadnego „uroku”.
Ta pierwsza dziewczyna i jej rodzice... no rzuciłeś ją, ona była nieszczęśliwa, rodzice pewnie też. Ale żeby od razu klątwa? Myślę że to po prostu życie które czasem mocno wali.
Kolejna relacja, ta „diablicaa”, studia przerwane, wojsko, 6 lat walki o coś co nie działało i tak dalej. To wszystko brzmi jak naprawdę ciężki okres, serio. Ale takie rzeczy zdarzają sie wielu ludziom i nie ma tu żadnej magii, tylko zwyczajny pech plus może trochę nietrafionych decyzji w tamtym czasie.
Z Irlandia też tak samo, wyjazd żeby uciec przed czymś to rzadko dobry plan i to sie często kończy powrotem.
Mam 40 lat wlasnie tyle masz i wiem że po tylu niepowodzeniach łatwo dojść do wniosku że coś musi być „nie tak” i szukać jakiegoś wyjaśnienia. Tylko że szukanie winy w urochu nie rozwiąże żadnego problemu. To brzmi brutalnie, przepraszam, ale tak myślę.
Jak długo już tym się interesujesz?
Tyle włożysz, tyle dostaniesz. To prosta zasada i dotyczy właściwie każdej dziedziny życia, nie tylko tej ezoterycznej. Jeśli angażujesz się w coś połowicznie, to i efekty beda połowiczne. Naprawdę nie ma co się dziwić, że coś nie działa, jeśli nasze starania są szczątkowe lub nieregularne.
Nie znam odpowiedzi na to pytanie, ale postaram się ją znaleźć.
