Forum

Asystent AI
Magia w grupie - cz...
 
Powiadomienia
Wyczyść wszystko

Magia w grupie - czary ze znajomymi kontra samotna praktyka

Strona 3 / 3

Wpisy: 887
Rozpoczynający temat
(@wolchw)
Połączone: 2 miesiące temu

Ale tu wracamy do pytania, które Olgierd zadał wcześniej, choć z innego kąta. Jeśli ani przekaz rodzinny nie jest gwarancją ciągłości, ani porównanie z innymi tradycjami, ani teksty - to co w ogóle daje nam jakikolwiek grunt? I czy to pytanie w ogóle ma sens w kontekście samotnej praktyki versus grupy?


Odpowiedz
Wpisy: 139
(@olgierd)
Połączone: 4 tygodnie temu

Właśnie tego szukam w tej rozmowie. Bo wydawało mi się, że grupą daje ten grunt - że jak kilka osób robi to samo i nikt nie ma wątpliwości, to znaczy że jest ok. Ale słuchając tego wszystkiego zaczynam myśleć, że grupa może dawać tylko poczucie gruntu, nie sam grunt.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@ewunia70)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 553

@Olgierd i to poczucie gruntu jest może właśnie tym, czego szukasz - bo realnego gruntu w sensie obiektywnej pewności może po prostu nie ma. Nie chcę być pesymistyczna, ale sporo praktyk, które uważamy za 'stare i sprawdzone', ma dokumentację liczącą dosłownie kilkadziesiąt lat.


Odpowiedz
(@filomena)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 553

@Ewunia70 dokładnie. Runy jako system 'mistyczny' w dużej mierze to XIX-wieczna rekonstrukcja romantyczna, a nie ciągła tradycja. To nie znaczy, że praca z nimi jest bezwartościowa - ale znaczy, że ten 'grunt' jest zbudowany niedawno i przez konkretnych ludzi z konkretnymi przekonaniami.


Odpowiedz
Wpisy: 609
(@czarek)
Połączone: 3 miesiące temu

I to jest może najuczciwsza pozycja do praktyki w grupie - kiedy wszyscy w tej grupie wiedzą, że budujecie coś razem, a nie odtwarzacie coś co zawsze było. Bo wtedy decyzje są wspólne, odpowiedzialność jest wspólna, i nikt nie ukrywa się za 'zawsze tak robiliśmy'.


Odpowiedz
Wpisy: 728
(@paprotka)
Połączone: 4 miesiące temu

To brzmi pięknie w teorii, ale jak to wygląda w praktyce? Mieliście może taką grupę, gdzie naprawdę wszyscy mieli tę samą świadomość? Bo ja miałam różne grupy i zawsze był ktoś, kto był bardziej przywiązany do formy niż do rozumienia. I to nie jest zarzut - po prostu tak ludzie funkcjonują.


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@fraida)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1307

@Paprotka miałam raz taką grupę i to było krótkie. Trzy osoby, wszyscy wiedzieli że budujemy od zera, i przez to każda decyzja wymagała rozmowy. Po pewnym czasie to było po prostu za wyczerpujące - każdy rytuał poprzedzała godzina dyskusji czy w ogóle ma sens to co planujemy robić. W końcu zaczęliśmy się spotykać rzadziej, potem wcale.


Odpowiedz
(@kometka)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 553

@Fraida a uważasz, że to był błąd tej grupy czy wada tego podejścia jako takiego? Bo może ta wyczerpująca rozmowa to nie był koszt, który można było wyeliminować, tylko była częścią tego co robiliście?


Odpowiedz
(@fraida)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1307

@Kometka długo tak myślałam - że ta rozmowa była esencją. Ale teraz myślę, że zbyt wcześnie odeszliśmy od formy. Jak się nie ma żadnego szkieletu, to każde spotkanie zaczyna się od zera i to naprawdę wykańcza. Może potrzeba trochę konwencji, żeby zostawić energię na to co ważne. Nawet arbitralnej konwencji.


Odpowiedz
Wpisy: 887
Rozpoczynający temat
(@wolchw)
Połączone: 2 miesiące temu

To jest coś, co mi osobiście zajęło długo zrozumieć. Forma bez treści jest pusta, ale treść bez formy jest chaotyczna. I może właśnie te 'zawsze tak robiłyśmy' służą temu - żeby nie zaczynać każdego rytuału od fundamentów. Nie dlatego że są święte, tylko dlatego że są wspólnym językiem, który grupie pozwala w ogóle zacząć.


Odpowiedz
Wpisy: 479
(@darka)
Połączone: 4 miesiące temu

A co jeśli ta forma jest po prostu zła? Jak masz konwencję, która jest niespójna albo pochodzi z jakiegoś nieporozumienia, i wszyscy ją trzymają, bo 'zawsze tak robiliśmy' - to czy ten szkielet nie jest gorszy niż brak szkieletu?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
 Irga
(@irga)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 584

@Darka to zależy od czego oczekujesz od tej formy. Jeśli traktujesz ją instrumentalnie - że ma wywoływać konkretny stan, konkretne działanie - to tak, błędna forma to problem. Ale jeśli forma jest przede wszystkim spoiwem grupy, wspólnym językiem, to nawet arbitralna konwencja może działać, o ile wszyscy ją rozumieją tak samo.


Odpowiedz
Wpisy: 139
(@olgierd)
Połączone: 4 tygodnie temu

Czyli wychodzi na to, że w grupie ważniejsza jest spójność rozumienia niż poprawność formy? To trochę zmienia mi myślenie o tym po co w ogóle chodzić do kogokolwiek - nie żeby się nauczyć jak 'prawidłowo' robić, tylko żeby znaleźć ludzi, którzy rozumieją to co robią tak samo jak ty?


Odpowiedz
Wpisy: 139
(@olgierd)
Połączone: 4 tygodnie temu

To co napisał Czarek trochę wywróciło mi myślenie. Bo jak szedłem na pierwsze spotkania grupowe, to właśnie szukałem kogoś kto powie 'robimy to tak, bo tak się robi'. A teraz słyszę, że to nie o to chodzi. Ale jak mam znaleźć ludzi, którzy rozumieją po co to robimy, skoro sam jeszcze nie do końca to rozumiem? To trochę błędne koło.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@fraida)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1307

@Olgierd a co konkretnie rozumiesz przez 'rozumieć po co'? Bo to może znaczyć bardzo różne rzeczy - rozumieć w sensie filozoficznym, dlaczego w ogóle praktykuję, albo rozumieć technicznie, co ten konkretny gest czy słowo ma robić. I to są dwa zupełnie różne poziomy, które nie muszą iść w parze.


Odpowiedz
(@olgierd)
Połączone: 4 tygodnie temu

Wpisy: 139

@Fraida chyba bardziej to drugie - dlaczego robimy akurat to, a nie coś innego. Bo w grupie, do której chodziłem, była jedna osoba która wszystko wiedziała i mówiła 'zapal świecę tutaj, zrób to teraz' i nikt nie pytał dlaczego. Ja zacząłem pytać i poczułem się jakbym robił coś niestosownego.


Odpowiedz
Wpisy: 609
(@czarek)
Połączone: 3 miesiące temu

To jest bardzo charakterystyczne dla grup zbudowanych wokół jednej osoby 'wiodącej'. Pytanie 'dlaczego' odbierane jest jako podważanie autorytetu, nie jako ciekawość. I to jest dokładnie ten scenariusz, który opisałem wcześniej - forma bez wspólnego rozumienia, tylko z hierarchią.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@kometka)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 553

@Czarek ale czy możliwa jest grupa bez jakiejkolwiek hierarchii? Mam wrażenie, że zawsze ktoś zna więcej albo dłużej praktykuje i naturalnie zaczyna pełnić tę rolę. Pytanie, czy to jest zła hierarchia, czy po prostu hierarchia, która nie powinna blokować pytań.


Odpowiedz
Wpisy: 584
 Irga
(@irga)
Połączone: 4 miesiące temu

Hierarchia w rytuale to nie jest coś wyjątkowego dla praktyk ezoterycznych - w każdej wspólnocie liturgicznej masz kogoś, kto prowadzi, i kogoś, kto uczestniczy. Problem zaczyna się, kiedy prowadzący traci możliwość bycia rozliczanym z tego co robi. W tradycjach, które mają długą historię instytucjonalną, zazwyczaj jest jakiś mechanizm korekty. W małych grupach tego nie ma i wszystko zależy od charakteru jednej osoby.


Odpowiedz
Wpisy: 479
(@darka)
Połączone: 4 miesiące temu

Ale z drugiej strony - w dużych, instytucjonalnych tradycjach ten mechanizm korekty często polega na tym, że nikt nic nie zmienia i wszyscy siedzą cicho. Więc czy mała grupa bez hierarchii, gdzie każde pytanie jest ok, nie jest jednak lepsza? Nawet jeśli bardziej wyczerpująca, jak mówiła Fraida.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@fraida)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1307

@Darka to zależy czego szukasz. Jeśli chcesz miejsca do myślenia - tak, mała refleksyjna grupa jest lepsza. Jeśli chcesz miejsca do praktyki, gdzie masz rytm, powtarzalność, coś co cię trzyma - to paradoksalnie ta trochę sztywniejsza forma może bardziej służyć. Ja po tamtym doświadczeniu wróciłam do samotnej praktyki i przez długi czas to był jedyny tryb, który mi cokolwiek dawał.


Odpowiedz
Wpisy: 887
Rozpoczynający temat
(@wolchw)
Połączone: 2 miesiące temu

I to mnie zastanawia w całej tej rozmowie - czy my porównujemy grupę z samotną praktyką jako alternatywy, czy jako coś, co może się uzupełniać? Bo ja przez jakiś czas robiłem jedno i drugie i to były zupełnie różne rzeczy, nie konkurencja dla siebie.


Odpowiedz
Wpisy: 728
(@paprotka)
Połączone: 4 miesiące temu

To ciekawe rozróżnienie. Bo ja traktuję samotną praktykę jako coś prywatnego, prawie intymnego - tam nie muszę niczego tłumaczyć, nie muszę uzgadniać. A grupę jako coś zewnętrznego, gdzie uczę się jak moje rozumienie ma się do innych. Tylko że przez to nigdy nie wniosłam do grupy tego, co robiłam sama. I teraz się zastanawiam czy to nie był błąd.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@ewunia70)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 553

@Paprotka ja dokładnie tak samo. Miałam poczucie, że to co robię sama jest moje i jakoś nie wypadało tego pokazywać. A potem trafiałam do grupy z pustymi rękami i brałam to co ktoś inny przyniósł. Teraz myślę, że to chyba dlatego nigdy nie miałam poczucia, że ta grupowa praktyka naprawdę do mnie należy.


Odpowiedz
Wpisy: 553
(@filomena)
Połączone: 5 miesięcy temu

Ten wątek z 'moim' i 'grupowym' jest ważny, bo wraca do tematu dziedziczenia. Kiedy bierzesz praktykę od babci, od grupy, z książki - to kiedy ona staje się twoja? Czy w ogóle musi? Może wystarczy, że jest użyteczna, nawet jeśli czujesz się raczej jej użytkowniczką niż właścicielką. Mam wrażenie, że to pytanie o własność praktyki jest bardzo nowoczesne - jakbyśmy potrzebowali autorstwa do wszystkiego.


Odpowiedz
Strona 3 / 3
Udostępnij: