Forum

Asystent AI
Magia w domu bez po...
 
Powiadomienia
Wyczyść wszystko

Magia w domu bez poświęcania całego pokoju

Strona 2 / 7

Wpisy: 64
(@marcelii)
Połączone: 2 lata temu

To jest mega pomocne, bo zastanawiałem się jak w ogóle zacząć wyrabiać taki sygnał od zera. Czyli właściwie chodzi o to, żeby wybrać jedno działanie i przez jakiś czas konsekwentnie używać go tylko do tego? I po kilku razach zaczyna działać samo?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@eugenka)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 449

@Marcelii tak mniej więcej. Ale ważne jest też to, żeby pierwsza wersja tego sygnału była połączona z czymś, co naprawdę działa, czyli żeby pierwsze kilka razy, kiedy go używasz, rzeczywiście udało ci się wejść w dobry stan. Inaczej możesz zakodować nieprawidłowe skojarzenie. Dlatego nie polecam zaczynać wyrabiania sygnału w dniu, kiedy jesteś bardzo rozkojarzony albo po trudnym dniu.


Odpowiedz
Wpisy: 206
(@storczyk61)
Połączone: 1 rok temu

Hej, wróciłam do wątku, bo wciąż mam to samo pytanie o przestrzeń, tyle że teraz sformułuję je inaczej. Czy naprawdę wystarczy tylko sygnał wejścia, czy jednak trzeba jakoś fizycznie zaznaczyć gdzie ten rytuał się odbywa? Piszecie o zapachu, muzyce, ale w kawalerce nadal jest kanapa, telewizor, talerz po obiedzie. Czy to naprawdę nie przeszkadza?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@lipka)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 467

@Storczyk61 to zależy co masz na myśli przez przeszkadza. Jeśli chodzi o skupienie, to talerz po obiedzie bardziej przeszkadza niż telewizor, bo to bieżąca rzecz, niezamknięta. Jak mówiłam, przykrywam telewizor tkaniną. Talerz po prostu zabieram. Nie chodzi o idealny porządek, chodzi o to, żeby nic nie ciągnęło uwagi w konkretnym momencie. Przestrzeń nie musi być czysta jak klasztor, musi być na tyle neutralna, żebyś mogła wejść do środka głowy.


Odpowiedz
Wpisy: 150
(@whisperia)
Połączone: 2 lata temu

Ale czy samo przykrycie czegoś tkaniną rzeczywiście coś zmienia? Pytam serio, bo mam wrażenie, że jeśli wiem, że telewizor jest pod tkaniną, to i tak wiem, że telewizor tam jest. To bardziej symboliczne niż realne, nie?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@jarek83)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 619

@Whisperia a czy symboliczne i realne to są dwa różne porządki? Twój mózg reaguje na symbole tak samo jak na fakty, to jest empirycznie potwierdzone. Zakryty telewizor naprawdę zmienia to co widzisz, a widzenie wpływa na stan. To nie jest przekonywanie siebie, że go nie ma, to jest usuwanie go z pola wzrokowego. I to działa, nawet jeśli rozumowo wiesz, że jest pod tkaniną.


Odpowiedz
Wpisy: 55
(@runika74)
Połączone: 2 lata temu

Mam pytanie do Eugenki o to, co napisała wcześniej. Że nie zaczynać wyrabiania sygnału w złym dniu. Ale co jeśli złe dni są częste? Czy to znaczy, że dla kogoś, kto ma duże wahania nastroju albo choruje przewlekle, wyrabianie takich sygnałów jest po prostu trudniejsze i trzeba na to więcej czasu?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@eugenka)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 449

@Runika74 tak, po prostu trudniejsze i dłuższe, ale nie niemożliwe. I tu właśnie wchodzi kwestia, o której chyba jeszcze nie mówiliśmy, czyli elastyczności samego sygnału. Jeśli twój sygnał jest bardzo prosty i krótki, powiedzmy trzydzieści sekund konkretnego zapachu, to próg do jego użycia jest niższy. Możesz go używać nawet w umiarkowanie złe dni i stopniowo budować skojarzenie. Nie musisz czekać na idealne warunki, bo one mogą nie nadejść.


Odpowiedz
Wpisy: 172
Rozpoczynający temat
(@blanka00)
Połączone: 2 lata temu

Właśnie, bo ja też mam tak, że dobre dni to rzadkość w tym sensie, że w kawalerce prawie zawsze coś wisi w powietrzu, albo jestem zmęczona, albo jest coś do zrobienia. I zastanawiałam się, czy to znaczy, że rytuał zawsze będzie połowiczny. Ale może nie o to chodzi, żeby czekać na idealny moment, tylko żeby zbudować coś, co działa w normalnych, nieidentalnych warunkach?


Odpowiedz
Wpisy: 211
(@selenaa)
Połączone: 11 miesięcy temu

Dokładnie to. I tu wracamy do sedna tego wątku, bo kawalerka to właśnie jest ta nieidalna przestrzeń, o której Blanka pisała od początku. Myślę, że cały ten wątek sprowadza się do jednego: przestrzeń nie musi być idealna, stan nie musi być idealny, ale musi być wystarczający. I pytanie, co to znaczy wystarczający dla konkretnej osoby.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@marcelii)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 64

@Selenaa a jak w praktyce sprawdzić co to znaczy wystarczający dla mnie? Czy jest jakiś sposób żeby to ocenić, czy po prostu próbujesz i widzisz co wychodzi?


Odpowiedz
(@selenaa)
Połączone: 11 miesięcy temu

Wpisy: 211

@Marcelii szczerze? Głównie probujesz i patrzysz. Ale jest jeden marker, który mi pomaga. Po skończonym rytuale zadaję sobie pytanie, czy w trakcie byłam w środku tego co robię, czy cały czas gdzieś obok. Jeśli cały czas obok, to warunki były niewystarczające, albo ja nie byłam gotowa. Nie ma prostszego sprawdzianu.


Odpowiedz
Wpisy: 81
(@izoldka75)
Połączone: 9 miesięcy temu

To jest dobre kryterium, ale chciałam zapytać o coś innego. Czy ktoś próbował robić bardzo krótkie rytuały, dosłownie kilka minut, właśnie dlatego, że kawalerka nie daje dużo przestrzeni na długą pracę? Zastanawiam się, czy długość ma znaczenie czy jednak nie.


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@jarek83)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 619

@Izoldka75 długość ma znaczenie, ale niekoniecznie w kierunku, który myślisz. Krótki rytuał z dobrym stanem wejściowym może być bardziej efektywny niż godzinny rytuał z rozkojarzeniem przez połowę czasu. Są tradycje, które pracują w bardzo krótkich sekwencjach, kilka minut dziennie, ale codziennie, i traktują to jako budowanie czegoś przez powtórzenie, nie przez długość. Kawalerka może być do tego bardzo dobra, bo wymusza tę zwięzłość.


Odpowiedz
(@izoldka75)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wpisy: 81

@Jarek83 ok, ale mam pytanie, bo chyba czegoś nie rozumiem. Jeśli krótki rytuał z dobrym stanem jest lepszy od długiego z rozkojarzeniem, to jak w ogóle wiesz, że jesteś w dobrym stanie przed wejściem? Bo mi się zdarza, że myślę, że jestem gotowa, zaczynam i po chwili okazuje się, że jednak nie byłam.


Odpowiedz
(@jarek83)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 619

@Izoldka75 i to jest właśnie sedno. Nie wiesz z góry. Dlatego część tradycji ma coś, co można by nazwać minimalnym sprawdzianem przed wejściem, prostym ćwiczeniem sensorycznym, obserwacją oddechu przez minutę, czymkolwiek, co pozwala ocenić gdzie jesteś zanim zaczniesz właściwe działanie. Nie gwarantuje to nic, ale daje jakiś punkt odniesienia.


Odpowiedz
Wpisy: 172
Rozpoczynający temat
(@blanka00)
Połączone: 2 lata temu

To ciekawe, bo mi wydawało się, że albo się jest gotowym, albo nie i tyle. A tu wychodzi, że to bardziej skala niż włącznik. I że można jakoś to zmierzyć przed? Jak wyglądają te sprawdziany o których Jarek mówi, chodzi mi o konkretne przykłady, nie ogólnik.


Odpowiedz
Wpisy: 211
(@selenaa)
Połączone: 11 miesięcy temu

Ja robie coś podobnego i nawet nie wiedziałam, że to ma jakaś nazwę. Siadam i przez chwile po prostu słucham co słyszę w pokoju. Dosłownie, bez oceniania. Jeśli zaczynam myśleć o tym co mam do zrobienia zaraz po tym jak usiadłam, to wiem że nie ma sensu zaczynać. Jeśli uda mi sie wyłapać dwa, trzy dźwięki z otoczenia, to znaczy że jestem wystarczająco tu.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@marcelii)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 64

@Selenaa to jest o wiele bardziej konkretne niż to, czego się spodziewałem. Myślałem, że te sprawdziany to coś skomplikowanego, a tu chodzi o to żeby po prostu sprawdzić czy jesteś w pokoju głową, nie tylko ciałem. Dzięki, naprawdę pomaga mi to zrozumieć jak to ugryźć.


Odpowiedz
Wpisy: 150
(@whisperia)
Połączone: 2 lata temu

Ale zaraz, a co jeśli ktoś z natury ma bardzo skaczące myśli i praktycznie nigdy nie osiąga tego stanu, gdzie wyłapie te dźwięki spokojnie? Czy to znaczy, że taka osoba po prostu nie jest w stanie dobrze robić rytuałów w domu, w kawalerce zwłaszcza?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@eugenka)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 449

@Whisperia nie sądzę, żeby to była kwestia predyspozycji na stałe. Raczej chodzi o to, że niektórzy potrzebują dłuższego buforowania przed samym rytuałem. Dla mnie to są czasem dwadzieścia minut zanim cokolwiek zacznę, a wcześniej miałam wrażenie, że te dwadzieścia minut to strata. Teraz widzę, że to właśnie ta praca.


Odpowiedz
Wpisy: 55
(@runika74)
Połączone: 2 lata temu

Czyli to buforowanie, o którym Eugenka mówi, to jest właśnie ta część, której ja pomijam? Bo zawsze myślam, że rytuał zaczyna się od zapalenia świecy czy czegokolwiek co robię, a nie od tego co jest przed.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@eugenka)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 449

@Runika74 dokładnie to. I myślę, że wiele osób ma ten sam problem, szczególnie kiedy przestrzeń jest ograniczona i nie ma wyraźnej granicy między życiem a pracą magiczną. W kawalerce nie ma pokoju do którego wchodzisz i już jesteś gdzie trzeba. Więc to buforowanie jest tym wejściem, którego fizycznie nie masz.


Odpowiedz
Wpisy: 206
(@storczyk61)
Połączone: 1 rok temu

Dobra, to chyba zaczynam rozumieć dlaczego tak dużo tu piszecie o stanie, a ja cały czas pytałam o przestrzeń. Bo to jedno zastępuje drugie? Czyli jeśli masz odpowiedni stan, nie musisz mieć dedykowanego miejsca?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@jarek83)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 619

@Storczyk61 nie całkiem zastępuje, raczej równoważy. Dedykowana przestrzeń ułatwia wejście w stan, bo mózg kojarzy miejsce z działaniem, kondycjonowanie klasyczne w zasadzie. Ale jeśli nie masz tej przestrzeni, stan trzeba wypracować inaczej. Skutek może być podobny, droga inna.


Odpowiedz
Wpisy: 467
(@lipka)
Połączone: 6 miesięcy temu

No właśnie i tu widzę ryzyko, bo bez fizycznej przestrzeni łatwiej o poślizg. Sama mam wyznaczone miejsce i nawet jak jest małe, to widzę różnicę. Jak próbuję w innym kącie pokoju, to coś zawsze jest nie tak. Nie wiem czy to tylko moje, ale mam wrażenie, że przestrzeń naprawdę niesie energię tego co się w niej robiło.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@blanka00)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 172

@Lipka ale w kawalerce nie zawsze możesz mieć wyznaczony kąt tylko do tego. U mnie ten sam kąt to biurko, to jedzenie, to laptop, to wszystko. Nie ma szans żeby jakikolwiek kąt był dedykowany. I stąd właśnie był ten wątek, bo szukam czegoś co działa bez tej fizycznej stałości.


Odpowiedz
Wpisy: 81
(@izoldka75)
Połączone: 9 miesięcy temu

A czy ktoś próbował z jakąś powierzchnią mobilną? Mam na myśli coś w rodzaju maty albo tkaniny, którą się rozkłada tylko wtedy i potem chowa. Żeby to miejsce nie było stałe, ale żeby istniało kiedy trzeba?


Odpowiedz
Wpisy: 211
(@selenaa)
Połączone: 11 miesięcy temu

Ja miałam przez chwile coś takiego, kawałek tkaniny który rozkładałam. I powiem szczerze, że to działało na początku, potem przestałam zwracać na to uwage i efekt znikł. Zastanawiam sie czy to dlatego, że sam przedmiot przestał być wystarczającym sygnałem, czy dlatego że w ogole stałam sie mniej uważna.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@marcelii)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 64

@Selenaa jak to rozróżnić? To znaczy, skąd wiesz co zawiodło, sygnał czy uwaga?


Odpowiedz
(@selenaa)
Połączone: 11 miesięcy temu

Wpisy: 211

@Marcelii szczerze, nie wiem. Nie prowadzilam żadnych notatek. I to chyba jest odpowiedź, bo jak nie zapisujesz to nie masz czego porównać. Żałuje teraz, że nie trzymałam jakiegoś prostego dziennika chocby.


Odpowiedz
Wpisy: 619
(@jarek83)
Połączone: 5 miesięcy temu

To co Selenaa mówi o dzienniku jest ważne, zwłaszcza jeśli pracujesz w nieidealnych warunkach. Jak masz stałą przestrzeń i stały rytuał, to w sumie możesz działać trochę na autopilocie i obserwować efekty. Jak warunki są zmienne, to bez jakiegoś zapisu naprawdę trudno wychwycić co robi różnicę.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@whisperia)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 150

@Jarek83 a w czym prowadzić taki dziennik, żeby to miało sens? Bo próbowałam i zawsze kończy się tak, że piszę dużo przez tydzień a potem zapominm na miesiąc. Czy jest jakiś minimalny format, który naprawdę pozwala potem wyciągnąć wnioski?


Odpowiedz
Wpisy: 172
Rozpoczynający temat
(@blanka00)
Połączone: 2 lata temu

Ja prowadzę coś w stylu krótkich notek po każdej pracy, dosłownie trzy, cztery zdania. Data, co robiłam, jak czułam się przed, co zaobserwowałam w trakcie lub po. I to mi wystarczy żeby po kilku tygodniach zobaczyć jakiś wzorzec. Nie musisz pisać elaboratów, ważne żeby było regularnie.


Odpowiedz
Wpisy: 81
(@izoldka75)
Połączone: 9 miesięcy temu

Blanka00, a te trzy-cztery zdania to piszesz od razu po, czy możesz poczekać do następnego dnia i nadal pamiętasz co czułaś? Bo ja jak próbowałam to robić, to wieczorem byłam zbyt zmęczona, żeby pisać, a rano nie potrafiłam już odtworzyć tego co było w środku, zostały tylko fakty zewnętrzne.


Odpowiedz
Wpisy: 172
Rozpoczynający temat
(@blanka00)
Połączone: 2 lata temu

Staram się pisać od razu, bo dokładnie to co mówisz, następnego dnia zostaje tylko szkielet. Ale jeśli naprawdę nie mogę, to zostawiam sobie jedno słowo, dosłownie jedno, które opisuje stan. I rano to słowo wystarczy żeby reszta wróciła. Nie wiem czy to działa dla każdego, ale u mnie tak.


Odpowiedz
Wpisy: 449
(@eugenka)
Połączone: 1 rok temu

To jedno słowo to całkiem interesująca technika, ale zastanawiam się czy to nie działa bardziej jak kotwica skojarzeniowa niż faktyczne zapamiętywanie stanu. Czyli czy odtwarzasz to co naprawdę czułaś, czy to co twój mózg rekonstruuje wokół tego słowa? I czy to w ogóle ma znaczenie dla wyciągania wniosków?


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@blanka00)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 172

@Eugenka szczerze? Nie wiem. I trochę mnie to pytanie niepokoi, bo nigdy się nad tym nie zastanawiałam. Ale czy to naprawdę ma znaczenie, skoro widzę wzorce w tych notatkach i te wzorce mi coś mówią o tym jak pracuję? Może zapis nie musi być idealną kopią przeżycia żeby był użyteczny.


Odpowiedz
(@jarek83)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 619

@Eugenka to rozróżnienie które robisz jest ważne, ale ja bym patrzył na to bardziej pragmatycznie. W rytuałach domowych, bez stałej przestrzeni, chodzi o to żeby wyłapać co zmienia wynik, nie żeby prowadzić kliniczną dokumentację stanów wewnętrznych. Jeśli notatka, nawet niedoskonała, pozwala zobaczyć że przy złym buforowaniu efekty są słabsze, to robi robotę.


Odpowiedz
Wpisy: 206
(@storczyk61)
Połączone: 1 rok temu

A co wy rozumiecie przez te efekty? Bo czytam ten wątek od dłuższego czasu i nikt chyba nie powiedział wprost co konkretnie porównuje w tych dziennikach. Jak mierzycie że coś poszło lepiej albo gorzej?


Odpowiedz
Wpisy: 211
(@selenaa)
Połączone: 11 miesięcy temu

Dobre pytanie i mam wrażenie, ze każdy ma inne kryterium. Dla mnie to jest głównie to jak czuje sie podczas, czy jest ten stan skupienia który pozwala mi być przy tym co robię, czy myślami jestem w pracy. Efekty na zewnątrz sa trudniejsze do przypisania, bo nigdy nie wiesz co by było gdybyś nie robiła rytuału.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@marcelii)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 64

@Selenaa to znaczy, że te notatki to de facto monitoring twojego stanu, nie efektów magii jako takiej? To trochę inaczej niż myślałem. Miałem w głowie że chodzi o zapisywanie czy prośby się spełniają.


Odpowiedz
(@selenaa)
Połączone: 11 miesięcy temu

Wpisy: 211

@Marcelii oba naraz, ale to stan jest tym co możesz kontrolować, więc ma sens go śledzić. Spełnianie próśb to za dużo zmiennych żeby wyciągać proste wnioski. Chociaż jak masz długą serię danych, to może zaczniesz widzieć korelacje których nie spodziewałaś się znaleźć.


Odpowiedz
Wpisy: 55
(@runika74)
Połączone: 2 lata temu

Dobra, ale wróćmy do tego buforowania, bo chyba wciąż nie mam jasności. Eugenka mówiła o dwudziestu minutach. Jarek o kondycjonowaniu miejscem. Selenaa o słuchaniu dźwięków. To są trzy różne podejścia do tego samego problemu, czy raczej elementy które można łączyć?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@eugenka)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 449

@Runika74 myślę, że to zależy od człowieka i od dnia. Ja nie robię zawsze tych samych dwudziestu minut, to nie jest jakiś sztywny protokół. Czasem wystarczy pięć, jeśli jestem spokojniejsza, czasem potrzebuję więcej. Te techniki, które tu padły, to raczej opcje do wypróbowania niż przepis do odtworzenia krok po kroku.


Odpowiedz
Wpisy: 150
(@whisperia)
Połączone: 2 lata temu

Ale skoro to nie jest sztywny protokół, to jak w ogóle oceniasz kiedy buforowanie się skończyło i można zacząć? Bo mi to wydaje się najtrudniejszą częścią. Można siedzieć w tym buforowaniu w nieskończoność i nigdy nie stwierdzić że jest się gotową.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@jarek83)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 619

@Whisperia to jest bardzo konkretny problem i sam go miałem przez długi czas. Dla mnie przełomem było przestanie szukania idealnego momentu i przyjęcie że wystarczy moment wystarczający. Nieidealny, ale wystarczający. Różnica jest duża, bo idealny moment prawie nigdy nie przychodzi, szczególnie w kawalerce gdzie hałas z zewnątrz i tak nie odpuści.


Odpowiedz
Wpisy: 467
(@lipka)
Połączone: 6 miesięcy temu

No i tu właśnie wchodzi ta fizyczna przestrzeń, bo jak masz miejsce które mózg zna jako miejsce pracy, to on sam zaczyna te decyzje robić szybciej. Nie musisz oceniać gotowości, bo samo wejście w tę przestrzeń już zmienia coś w głowie. Bez tego miejsca dużo więcej decyzji spada na ciebie świadomie i to kosztuje.


Odpowiedz
Wpisy: 172
Rozpoczynający temat
(@blanka00)
Połączone: 2 lata temu

Ale Lipka, to jest trochę argument kołowy, nie? Mówisz że przestrzeń ułatwia, ale my tu rozmawiamy właśnie o tym że przestrzeni nie ma. Rozumiem logikę, tylko ona nie rozwiązuje problemu osoby w kawalerce. Co ona ma zrobić z tym kosztem o którym piszesz?


Odpowiedz
Wpisy: 467
(@lipka)
Połączone: 6 miesięcy temu

Racja, nie pomyślałam o tym tak. Chyba zakładałam że każdy może wygospodarować chociaż kąt, ale to nieprawda w małym mieszkaniu. Może chodzi o to żeby ten koszt decyzyjny przenieść gdzie indziej, na przykład na porę dnia albo konkretny dźwięk czy zapach, żeby nie wisiał na przestrzeni?


Odpowiedz
Strona 2 / 7
Udostępnij: