Mam wrażenie, że trochę krążymy. Bo z jednej strony mówimy, że brak oczekiwań jest wartościowy, a z drugiej - że bez ram nie wiesz co zrobić z tym co wyszło. To nie jest sprzeczność, to są dwa różne momenty: moment doświadczenia i moment przetworzenia. Może lustro jest akurat tym obiektem, gdzie te dwa momenty czasem się nakładają i dlatego jest takie dezorientujące.
To ciekawe co mówisz, Marylka77. Zastanawiam się, czy to nie jest też kwestia tego, że lustro angażuje inaczej niż płomień. Płomień jest niezależny od ciebie - robi co robi. Lustro pokazuje ciebie i to ty się zmieniasz w trakcie patrzenia. Więc nie możesz obserwować z zewnątrz, bo jesteś jednocześnie obserwatorem i obserwowanym.
Igorek to opisał lepiej niż ja próbowałem wcześniej. I to właśnie sprawia, że lustro jest wyjątkowe - nie możesz zająć pozycji obserwatora na zewnątrz. To fundamentalnie inne niż praca z każdym innym obiektem. I myślę, że właśnie dlatego spontaniczne doświadczenie przy lustrze jest innego rodzaju niż spontaniczne doświadczenie przy, powiedzmy, przypadkowym spojrzeniu na ogień.
To mi się zgadza, ale mam pytanie do Cynamonki - kiedy wróciłaś do lustra z intencją, to czy ta niemożność zajęcia pozycji obserwatora była nadal? Czy wiedząc o tym, coś się zmieniło w tym jak patrzysz?
To by oznaczało, że spontan i rytuał nie są tak naprawdę alternatywami, tylko etapami. Spontan jako pierwsze zetknięcie z czymś, rytuał jako sposób na powrót do tego bez całego chaosu wstępnego. Czy tak to rozumiesz?
Ale Karrot - czy jeśli powrót jest bez chaosu, to czy to jest to samo doświadczenie? Bo Cynamonka na początku mówiła, że ta surowość tamtego momentu była czymś, czego zaplanowany rytuał by nie dał. Jeśli teraz mówi, że skraca chaos - to może skraca właśnie to, co było istotne?
Ale tu wchodzi pytanie, które mnie od jakiegoś czasu zastanawia w tym wątku - czy refleksja zamiaru, o której jest temat, w ogóle ma sens jako kategoria oddzielna od "wysłania"? Bo może każde lustro zawsze reflektuje, i wybór między refleksją a wysłaniem to nie jest wybór między dwoma technikami, tylko między dwoma złudzeniami o tym co robimy?
To trochę zmienia myślenie o tej całej dyskusji o spontanie i rytuałach. Jeśli lustro zawsze reflektuje, to może cała rozmowa o tym, czy lepiej podchodzić spontanicznie czy z planem, jest wtórna wobec prostego faktu, że lustro i tak zrobi swoje. Różnica jest tylko w tym, jak bardzo jesteś przygotowany na to co zobaczysz.
To co Marylka77 napisała - że lustro i tak zrobi swoje, a różnica jest tylko w tym, jak dużo widzisz - to mnie zatrzymało. Bo jeśli tak, to po co w ogóle rytuał przy lustrze? Żeby mieć kontener na to, co wyjdzie?
To jest coś, co czułam przez długi czas, zanim w ogóle zaczęłam podchodzić do lustra inaczej. Że każde spojrzenie mogło być "tym" spojrzeniem albo nie być niczym - i przez to żadne nie było niczym szczególnym. Dopiero kiedy zaczęłam oddzielać te momenty fizycznie - inne światło, inne ustawienie ciała - coś się zmieniło w tym, jak patrzę.
To ma swoje oparcie w tym, jak tradycje ceremonialnie myślały o przygotowaniu przestrzeni. Nie chodzi tylko o symbolikę - zmiana kontekstu sensorycznego faktycznie przestawia coś w percepcji. Antropolodzy piszą o tym w kontekście rytuałów przejścia: samo przekroczenie progu, zmiana oświetlenia, zapachu, ustawienia ciała - to nie są ozdobniki, to są sygnały dla systemu nerwowego.
I właśnie dlatego pytanie z tytułu wątku - refleksja zamiaru zamiast wysłania - nabiera sensu. Bo może lustro z definicji nie może "wysłać" czegoś na zewnątrz, skoro wszystko co robi, odsyła z powrotem.
Ale poczekaj, Tadek97. Bo ludzie używają luster ochronnie od dawna - zawieszają je naprzeciwko drzwi, żeby odbijały złą energię na zewnątrz. To jest właśnie użycie w trybie "wysyłania", nie refleksji. Czy to znaczy, że ci ludzie od wieków robili coś opartego na błędnym założeniu?
To jest pytanie, które wraca w każdej rozmowie o magii i nigdy nie ma jednej odpowiedzi. Ale tu chodzi mi o coś konkretniejszego - czy ktoś z was pracował z lustrem stricte ochronnie i ma jakieś obserwacje? Nie teorię, tylko to co zauważył.
Próbowałam raz - zawiesiłam małe lustro przy wejściu, świadomie z myślą o odbiciu tego co niepotrzebne. Efekt był taki, że przez jakiś czas faktycznie patrzyłam na siebie wchodząc do domu. I to miało sens - zatrzymywało mnie na chwilę przed wejściem w przestrzeń domową z całym tym, co niosłam z zewnątrz. Ale czy to było "odbijanie energii"? Nie wiem. Może po prostu wymusiło pauzę.
I to wraca do pytania Jadzia88. Może granica między magią a psychologią jest mniej wyraźna niż się wydaje - i może przy lustrze szczególnie, bo ono operuje na poziomie, gdzie te dwie rzeczy się na siebie nakładają.
To co mówi Tadek97 na końcu - że przy lustrze te dwie rzeczy się nakładają - to chyba najbardziej uczciwe podsumowanie tego, gdzie jesteśmy w tej rozmowie. Ale właśnie przez to nie wiem, czy da się w ogóle oddzielić, kiedy "zadziałało magicznie" a kiedy "zadziałało psychologicznie". Przy lustrze szczególnie.
I może to jest właśnie specyfika lustra jako obiektu - że ono nie daje ci żadnej odległości od siebie. Przy krysztale, świeczce, kartach - masz coś między tobą a intencją. Lustro usuwa ten bufor. Zostaje tylko ty i twój zamiar, odbity z powrotem.
To jest dobre pytanie i nie ma na nie jednej odpowiedzi. Myślę, że lustro działa zawsze - tylko nie zawsze robi to, co chcesz żeby robiło. Jeśli przychodzisz do niego z nierozwiązanym chaosem, to ci ten chaos odbije. Nie jest neutralne wobec stanu, w którym przychodzisz.
To zgadza się z tym, co obserwowałam. Były momenty, kiedy siadałam przy lustrze z konkretnym zamiarem, a wychodziłam z czymś zupełnie innym - nie złym, ale innym. Jakby lustro miało własne zdanie o tym, co jest ważniejsze do zobaczenia. Co jest dziwne, bo przecież to tylko odbicie.
Cynamonka - "jakby miało własne zdanie" - mówisz to metaforycznie, czy naprawdę miałaś poczucie, że coś tam jest, co wybiera co ci pokazać?
A może to rozróżnienie - moje czy lustro - nie jest potrzebne? Znaczy, jeśli efekt jest taki sam, to czy ważne jest, skąd pochodzi? Serio pytam, bo zawsze się zatrzymuję na tym podziale i nie wiem, po co go robimy.
To wróciłybyśmy do tego co Cynamonka mówiła wcześniej o przygotowaniu przestrzeni - że nie "uruchamia" rytuału, tylko tworzy coś, w czym rytuał może się wydarzyć. Może lustro działa dokładnie tak samo - nie robi nic samo z siebie, tylko obniża próg dla czegoś, co i tak w tobie jest.
I to jest chyba sedno tytułu wątku. "Refleksja zamiaru zamiast wysłania" - bo w tej przestrzeni progowej nie ma kierunku na zewnątrz. Zamiar się odbija, wraca do ciebie przetworzony, zmieniony przez kontakt z tym, co zobaczysz. Wysłanie czegoś na zewnątrz byłoby wyjściem z tej logiki.
To jest uczciwa pozycja. Nie "nie wiem co to jest, więc to nic", ale też nie "muszę mieć teorię na całość". Ciekawe, że akurat przy lustrze ta zawieszona odpowiedź wydaje się bardziej na miejscu niż przy innych praktykach.
Wchodzę tu, bo mam teorię - lustro jest jedynym obiektem w magii, który z definicji odpowiada pytaniem na pytanie. Wszystko inne reaguje na to co robisz. Lustro tylko oddaje ci to, z czym przyszłeś - i przez to zawsze jesteś w pętli. Nie możesz dostać nic, czego tam nie było, co czyni całą kwestię "skąd pochodzi efekt" nierozstrzygalną z zasady.
To jest ciekawe ujęcie, bo w tej pętli, o której mówisz, lustro nie jest bierne. Pytanie na pytanie brzmi ładnie, ale mam wrażenie, że to nie jest jedyna jego właściwość. Bo jeśli naprawdę tylko odbija to, z czym przyszłaś, to skąd u Cynamonki to poczucie, że wyszła z czymś innym niż zamierzała? Coś musiało się zmienić po drodze, a sama refleksja optyczna tego nie wyjaśni.
