jest jeszcze jeden wymiar który w tej dyskusji pojawia się tylko pośrednio. solo praktykujesz swoją wolę. w grupie uczysz się podporządkować swoją wolę czemuś wspólnemu - albo tej wspólnej intencji. i to jest oddzielna umiejętność, której nie rozwiniesz samotnie bez względu na to jak długo i intensywnie pracujesz sam
to jest naprawdę dobre pytanie. i myślę że to jest jeden z powodów dla których wejście do grupy powinno być poprzedzone jakimś rozpoznaniem - nie chodzi o formalne testy ale o to żeby wiedzieć w co wchodzisz. bo oddajesz kawałek swojej autonomii i to wymaga świadomości
i tu właściwie wracamy do sedna tego co zaczęliśmy - do wiary. bo wiara w rytuał solo to jedno, ale wiara w grupie to też trochę wiara w tych ludzi, wiara że oddanie im kawałka tej kontroli ma sens. to są powiązane rzeczy
słucham całej tej dyskusji i mam pytanie może trochę z innej strony - czy ktoś miał doświadczenie gdzie zaczął w grupie i potem wrócił do solo i zauważył że coś się zmieniło? że solo po grupowym doświadczeniu wyglądało inaczej?
dokładnie to samo. po grupowej pracy solowa wydaje sie bardziej osadzona. ale też widziałam odwrotne - ludzi którzy robili tylko grupowo i gdy zostali sami to nie bardzo wiedzieli jak zacząć. jakby nie mieli wyrobionego tego wewnętrznego 'inicjatora'
w tradycjach gdzie jest jakiś systematyczny przekaz - niekoniecznie zinstytucjonalizowany, ale gdzie ktoś starszy przekazuje coś młodszemu - często jest właśnie taka sekwencja. najpierw solo żeby zbudować podstawy, potem grupowo żeby rozwinąć to co solo nie da, a potem znowu solo ale na innym poziomie. to nie jest liniowe ale spiralne
okej ale to wszystko zakłada że masz dostęp do grupy. co jeśli nie masz? bo większość ludzi chyba pracuje solo z przymusu a nie z wyboru
to jest uczciwa uwaga Nacku. i myślę że to też zmienia perspektywę tego co robiliśmy przez cały wątek - zakładaliśmy że wybór jest świadomy, że decydujesz kiedy solo a kiedy grupowo. ale dla wielu ten wybór po prostu nie istnieje. i może to też jest jeden z powodów dla których pytanie o wiarę jest takie istotne - bo jak nie masz grupy, to wiara jest tym co trzyma całość razem gdy nie ma zewnętrznej struktury
czytam ten wątek od początku i nie mogę się oderwać, naprawdę. ale mam pytanie do Kasjana - jak napisałeś że wiara w grupie to też wiara w tych ludzi, to czy masz na myśli że bez tego zaufania cały rytuał grupowy jest jakby... pusty? bo zastanawiam się czy da się pracować grupowo z kimś komu nie ufasz i czy to w ogóle ma sens
ale to trochę idealistyczne. nie zawsze masz czas na budowanie głębokiego zaufania przed każdym rytuałem. czy to znaczy że spontaniczne grupy w ogóle nie mają sensu?
zgadzam się z Wizjonerem i dodam że to też zależy od tego co rozumiesz przez 'spontaniczny'. bo są grupy które tworzą się doraźnie ale z konkretnym celem i wtedy ten cel jest właśnie tym klejem. a są grupy gdzie po prostu kilka osób siedzi razem i każda robi coś innego - to nie jest praca grupowa, to praca solo w tym samym pomieszczeniu
a wracając do tego co pisał Nacek wcześniej - o tych co pracują solo z przymusu a nie z wyboru. zastanawiam się czy to w ogóle jest taki zły punkt startowy? może właśnie przez to że nie masz grupy, bardziej rozwijasz ten wewnętrzny 'inicjator' o którym pisała Selenaa
to jest trochę jak pytac czy ktoś nauczył się pływać bo chciał czy bo wpadł do wody. pływa i tyle
w sensie ze twój styl magiczny jest skrojony pod siebie i jak wchodzisz do grupy to musisz go troche przeprojektowc? tak to rozumiem?
i właśnie dlatego myślę że ta rozmowa o wierze - z której wyszedł ten wątek - jest kluczowa. bo solo wierzysz we własną metodę. grupowo musisz wierzyć że wspólna metoda ma sens nawet jeśli nie jest dokładnie twoja
dokładnie to chciałem powiedzieć od początku tylko nie umiałem tak to ująć. dziękuję Gabka. i tu jest chyba największa różnica nie w technice, nie w liczbie osób, ale w tym kto jest przedmiotem tej wiary. w solo - ty sam. w grupie - coś pomiędzy wami
i to 'coś pomiędzy' jest chyba najtrudniejsze do zdefiniowania. w różnych tradycjach nazywa się to różnie - wspólny umysł, egregor grupy, pole intencji. ale za każdym razem chodzi o to samo: coś co nie istnieje w żadnym z uczestników z osobna, tylko w przestrzeni między nimi
to trochę jak pytanie o jajko i kurę, nie? bo chyba musisz wierzyć żeby w ogóle spróbować stworzyć coś wspólnie, ale to wspólne doświadczenie z kolei wzmacnia wiarę. mam wrażenie że jedno napędza drugie
to co pisze Perzyna jest według mnie jednym z poważniejszych problemów w pracy grupowej. bo świadomy sceptycyzm da się jakoś zakomunikować i omówić przed rytuałem. ale ten podskórny, gdzie sam nie wiesz że go masz - to jest trudniejsze. miałam raz doświadczenie kiedy jedna osoba była absolutnie przekonana że jest zaangażowana, a po wszystkim przyznała że przez całą pracę słyszała w głowie głosik który komentował każdy ruch. i to nie był głosik zewnętrzny, to był jej własny wewnętrzny sędzia. i czułyśmy to wszystkie, choć nikt nie powiedział słowa
