właściwie to mi się podoba ten kierunek. bo jak idę po zakupy i wracam tą samą drogą co zawsze to nie jest magia, ale jak idę nową ulicą i coś mnie zatrzyma przy starym murze to już czuję że to inna kategoria. chociaż z zewnątrz to wygląda tak samo - człowiek idzie po chodniku
To co opisuje Bolo jest bliskie temu co Wezuwianit53 przywoływała z Merleau-Ponty'ego. Ciało decyduje zanim głowa zdąży się wtrącić. I właśnie to jest ten moment który mnie zastanawia w kontekście całego wątku - czy to jest praktyka jeśli nie ma intencji przed? Czy intencja może przyjść po zatrzymaniu się?
Jasminka porusza coś co mnie też czasem uwiera. Myślę że granica jest w tym co robisz z tym po fakcie. Retroaktywna uwaga może być uczciwa albo nie - uczciwa to kiedy rzeczywiście wracasz do momentu i pytasz co się tam stało, nieuczciwa to kiedy naklejasz etykietkę żeby się poczuć wyjątkowo. Te dwie rzeczy wyglądają podobnie z zewnątrz ale są różne w środku.
No właśnie i jak to odróżnić w praktyce? Bo bycie ze sobą szczerym w kwestii własnych motywacji to nie jest taka prosta sprawa. Większość ludzi myśli że jest szczera i się myli.
Ja mam problem z tym rozróżnieniem który jest bardzo konkretny. Ostatnio byłam w starym parku i usiadłam pod drzewem które mnie jakoś przyciągało. Siedziałam chyba ze czterdzieści minut. W połowie byłam pewna że to jest praktyka. Pod koniec zaczęłam się zastanawiać czy nie zasypiam. Skończyłam z poczuciem że nie wiem co to było. I nie wiem czy to dobrze czy źle.
Nie brzmi głupio. Dęby, które mają kilkaset lat, rosły zanim jeszcze większość europejskich miast miała obecny kształt. To nie jest projekcja - to jest fakt który możesz poczuć inaczej niż przez dane. Pytanie co z tym poczuciem robisz.
Magus50 pyta o tę drugą warstwę i rozumiem skąd to pytanie, ale chyba odwracamy kolejność. Nikt przy zdrowych zmysłach nie twierdzi że drzewo ma coś w rodzaju samoświadomości w ludzkim sensie. Ale kiedy mówię że drzewo 'wie że jest stare', to opisuję raczej swoje doświadczenie kontaktu z czymś, w czym zakodowany jest czas - tekstura kory, rozpiętość konarów, korzenie które rozwarły kamień. To nie jest projekcja uczuć, to jest odczyt informacji przez ciało. Czy to jest magia? Dla mnie tak, ale mogę zrozumieć że dla kogoś nie.
Ale tu właśnie jest ta pętla którą czuję w całym tym wątku - definicja magii rozszerza się tak bardzo żeby objąć wszystko, i potem traci sens jako kategoria. Odczyt informacji przez ciało to neurobiologia. Dlaczego to jest magia?
Bo kategorie się pokrywają i to jest normalne. Fotosynteza jest chemią i jest życiem jednocześnie. Nikt nie protestuje że to niespójne.
to ciekawe bo jak stoję przy tym murze co wspominałem to właśnie jest tak że jak zaczynam myśleć 'dlaczego tutaj stoję' to coś się kończy. jak gdyby pytanie wyłączyło coś co było włączone
Ale jeśli tak jest, to czy nie oznacza to że cała ta rozmowa o magii ekologicznej jest z definicji skazana na porażkę? Że jak tylko zaczniesz to omawiać, to tracisz dostęp do tego o czym mówisz?
Mam taką praktykę od dłuższego czasu - chodzę po lesie i zbieram rzeczy które mnie zatrzymują. Nie patrzę na nie estetycznie, patrzę właśnie przez to co Pustelnik opisał - gdzie ciało zwolniło samo. Mam teraz całą szufladę kamieni, kawałków kory, jedną bardzo starą szyszkę. Nikomu tego nie pokazuję, bo wygląda jak zbieractwo, a nie jak praktyka. Ale różnica dla mnie jest wyraźna - kiedy to zbieram z tego miejsca uwagi, cała relacja z tym przedmiotem jest inna.
Filomena_67 opisuje coś co może mieć całkiem niemagiczne wyjaśnienie - pamięć epizodyczna zakotwiczona w przedmiocie. Ale mnie zastanawia co się dzieje gdy tego wyjaśnienia nie ma. Czyli kiedy coś działa, a nie pamiętasz skąd pochodzi, albo nie miałaś żadnego szczególnego nastroju gdy to brałaś.
Mnie się zdarzyło coś co trudno mi umieścić w tej kategorii. Byłam na spacerze przez pola, weszłam na skraj lasu i poczułam coś co mogę tylko opisać jako wyraźną niechęć miejsca. Nie lęk własny, nie że coś mnie przestraszyło - raczej coś jakby odpychanie. Wróciłam, obeszłam. Dowiedziałam się potem że tam były kiedyś stawy, które obsunęły się po opadach i teren jest niestabilny. Nie wiedziałam tego wcześniej. Więc tu nie ma wyjaśnienia przez pamięć ani nastrój.
To co opisuje Natalie09 jest w tradycjach słowiańskich nazywane czasem 'złym miejscem' i nie chodzi tu o demonologię, tylko o obserwację że pewne tereny mają historię w glebie, w wilgoci, w tym co rośnie albo nie rośnie. Były wsie gdzie starzy ludzie po prostu wiedzieli których fragmentów lasu nie ruszyć, i tę wiedzę przekazywali bez tłumaczenia. To nie jest mistycyzm - to jest długa obserwacja zgromadzona przez pokolenia. Magia ekologiczna ma tu swojego poprzednika który był całkiem pragmatyczny.
właśnie to mi pasuje w tym wątku, że nie ma tu nikto kto mówi trzeba kupić kryształ i postawić na parapecie 🙂 bardziej chodzi o to jak chodzić i patrzeć. i to mi brzmi użytecznie nawet jeśli nie wierzę w nic
no właśnie nie wiem. moze to jest tak jak z placebo - działa nawet jak wiesz że to placebo, to trochę dziwne ale chyba prawdziwe. może tutaj jest tak samo. ale to by oznaczało że magia jest mechanizmem a nie przekonaniem
Mam wrażenie że to pytanie o mierzalność jest pułapką. Nie dlatego że pomiar jest zły - tylko dlatego że wchodzimy w inny paradygmat niż ten który dotyczy tych doświadczeń. Antropolodzy którzy badali myślenie animistyczne - Descola, Bird-David - nie próbowali mierzyć czy duchy istnieją. Pytali jak funkcjonuje system który zakłada że istnieją. I to jest sensowniejsze pytanie w tym kontekście.
Właśnie wróciłam do tego co Celestyn napisał wcześniej o przejściu od 'tam się nie chodzi bo podmokło' do czegoś sakralnego. I zastanawiam się czy to przejście jest błędem, czy jest czymś co się po prostu dzieje kiedy wiedza praktyczna traci kontekst. Jakby sakralność to była forma konserwacji.
Słucham tej rozmowy i myślę o mojej szufladzie. To co Natalie powiedziała o sakralności jako formie konserwacji - to mi coś kliknęło. Bo część z tych kamieni wziętam z miejsc które teraz już nie istnieją. Las przy drodze wycinali, kilka miejsc nad potokiem zabudowali. I te kamienie są dosłownie wszystkim co z tych miejsc zostało. To nie jest magia sentymentalna, to jest archiwum.
To co Filomena mówi o ciele i dotyku, to chyba jest ważne w całej tej rozmowie. Większość tego o czym tu piszecie - zatrzymanie, niechęć miejsca, spokój przy murze - to są doświadczenia ciała, nie myśli. I może dlatego analiza to przerywa, bo analiza jest gdzie indziej.
okej ale to trochę nie prowadzi nigdzie praktycznie. skoro nie można tego opisać, nie można zmierzyć, a analiza to niszczy - to jak ktoś ma zacząć to ćwiczyć? bo wychodzi na to że albo masz to od początku albo nie masz i koniec.
