To co mówi Oksanka z tym placebo i poczuciem kontroli - mam z tym problem. Bo "zmniejszenie lęku" i "oczyszczenie energetyczne" to dwie różne rzeczy. Jedno jest stanem psychicznym, drugie ma być zmianą w czymś zewnętrznym wobec psychiki. Nie można ich traktować jako dowód na to samo.
Ja się tu gubię szczerze. Kabalista mówi, że fizyczne oczyszczenie to fundament pod wyższe praktyki. Ale Pustelnik wcześniej mówił, że intencja jest konieczna, a tradycja tylko pomaga. To są dwie różne tezy czy one jakoś ze sobą współgrają? Bo dla mnie brzmią sprzecznie.
Nie są sprzeczne, chociaż rozumiem skąd ta wątpliwość. Kabalista opisuje hierarchię wewnątrz konkretnej tradycji - ciało najpierw, potem wyższe warstwy. Ja mówiłem o tym, co jest warunkiem koniecznym w ogóle, bez tradycji. Intencja jest tym warunkiem koniecznym. Ale jeśli jesteś w tradycji, to ona już opisuje, w jakiej kolejności pracować. Te dwie rzeczy działają na różnych poziomach opisu.
A mam takie pytanie do Kabalisty właściwie - skoro nefesh jest fundamentem, to czy zaniedbanie tego fizycznego poziomu aktywnie przeszkadza w wyższych praktykach? Mam na myśli, czy to działa w obie strony - nie tylko że porządna kąpiel rytualna pomaga, ale że jej brak blokuje?
Ontologicznie, czyli jak? Że ta blokada istnieje obiektywnie, niezależnie od tego, czy ktoś w to wierzy? Bo to jest dość duże twierdzenie.
Właśnie - mam to zapisane z innego kąta. Legare w tej samej pracy rozróżnia rytuały "kauzalne" i "konwencjonalne". Kauzalne mają logikę przyczynowo-skutkową, którą można uzasadnić. Konwencjonalne działają, bo wszyscy się umówili, że działają. I ona twierdzi, że dla efektu psychologicznego to nie robi różnicy, który typ stosujemy. Ale to nie odpowiada na pytanie Jacka, bo on pyta o to, co jest poza efektem psychologicznym.
Słuchajcie, ja to czytam i ciągle wracam do pytania Heleny - że skąd wiedzieć, że coś się zmieniło. Ona mówiła o fizycznym odczuciu ciężaru. Kabalista mówi o ontologicznej blokadzie. Gituska o rytuale niezależnym od przekonań. To są trzy różne kryteria oceny tego samego? Czy każda tradycja ma własny sposób na sprawdzenie, że oczyszczenie zadziałało?
Mi się wydaje, że my tu rozmawiamy jakby o trzech różnych pytaniach jednocześnie i dlatego się kręcimy w kółko. Pierwsze: czy mycie fizyczne ma znaczenie dla praktyki? Drugie: skąd wiedzieć, że oczyszczenie "zadziałało"? Trzecie: czy to ma uzasadnienie poza psychologią? I każdy odpowiada na inne z tych pytań.
Ale to jest trochę jak powiedzenie, że nie ważne dlaczego działa, ważne że działa. I mnie to z jednej strony uspokaja, bo nie muszę rozumieć ontologii kabały żeby coś robić. Ale z drugiej - jak nie wiem mechanizmu, to jak mam wiedzieć co robię źle, jeśli coś nie wychodzi?
Czytam to od początku i zastanawia mnie jedno - dużo mówimy o tradycjach z konkretną historią i strukturą. Ale co z osobami, które praktykują poza jakąkolwiek tradycją i same wypracowały sobie rytuał mycia? Czy to jest gorsze, bo nie ma tej skumulowanej wiedzy za sobą? Czy może po prostu inne?
No właśnie, to pytanie Gituski o siłę skupienia zostaje u mnie. Bo jak mam rytuał mycia, który sam sobie stworzyłem, to nie ma za nim żadnej wspólnoty, która go przez pokolenia potwierdzała. Ale jednocześnie - jest za nim moje własne przekonanie, które może być bardzo silne. Czy to w ogóle porównywalne?
Ale skąd wiadomo, kiedy to rozumienie jest wystarczające? Pytam szczerze, bo sam praktykowałem jakiś czas bez żadnej tradycji i w którymś momencie zacząłem się zastanawiać, czy nie kręcę się w kółko tylko we własnych przekonaniach.
Wracając do pytania, które Mistyk zadał parę postów temu - w kabale istnieje pojęcie kavanah, czyli intencji skierowanej. I paradoksalnie, może być bardzo wysoka kavanah bez tradycji i bardzo niska kavanah przy perfekcyjnie wykonanym rytuale. Sama forma rytuału bez kavanah jest w kabale uznawana za puste działanie. Więc odpowiedź tradycji na to pytanie nie jest jednoznaczna.
Dobra, to mnie zastanawia - mówimy o kavanah, o intencji, o skupieniu. Ale jak to się przekłada na coś tak prozaicznego jak mycie się przed rytuałem? Bo Kabalista mówi, że forma bez intencji to puste działanie. Ale co jeśli ktoś się po prostu myje, bo tak wypada, i przy tym myślał o czymś kompletnie innym?
To jest chyba rdzeń całego tematu, który otwierałem. Mycie bez intencji to higiena. Mycie z intencją to element praktyki. I właśnie to rozróżnienie większość tradycji rytualistycznych bardzo wyraźnie stawia. Shinto mówi o misogi, nie o kąpieli. Kabała mówi o tvilah, nie o prysznicu. Sama czynność jest taka sama, ale osadzenie jej w intencji i strukturze zmienia jej funkcję.
A co jeśli intencja pojawi się dopiero w trakcie mycia, nie na początku? Bo u mnie często jest tak, że wchodzę pod prysznic bez szczególnego skupienia, ale gdzieś w połowie zaczynam myśleć o tym, co potem będę robiła. Czy to już liczy?
Słucham tej dyskusji i mam wrażenie, że cały czas obracamy się wokół dwóch różnych modeli. Jeden: intencja jest warunkiem koniecznym i wystarczającym - bez niej nic się nie dzieje. Drugi: forma ma własną logikę, która działa niezależnie od tego, czy jesteś w pełni skupiony. I chyba nie da się pogodzić tych dwóch podejść, bo wynikają z zupełnie innych założeń o tym, czym w ogóle jest rytuał.
No ale ten model "bediavad" działa, bo jest cały system prawny, który definiuje co jest ważne i co nie. Bez takiego systemu to samo sformułowanie traci sens. Mara pytała o kogoś, kto myje się bez skupienia - no i cóż, w tradycji bez kavanah to rytuał jest niższy, ale ważny. Poza tradycją nie ma żadnego kryterium "ważności", więc pytanie w ogóle inaczej brzmi.
Okej, ale to mnie trochę frustruje. Bo wynika z tego, że jeśli nie jestem w żadnej konkretnej tradycji, to nie mam jak ocenić, czy coś mi wyszło, czy nie. Tylko po efektach? Ale efekty w praktykach ezoterycznych są dość... nieoczywiste.
Trochę z innej strony - moja babcia, calkiem nieeztoeryczna osoba, zawsze przed ważnymi chwilami myła ręce. Przed modlitwą, przed pieczeniem ciasta na wesele, przed opatrywaniem kogoś. I ona sama mówiła, że to ją "ustawia". Nie znała żadnego systemu, żadnej tradycji rytualnej. Ale coś to dla niej znaczyło.
To co Druidka opisuje jest chyba dowodem na coś, o czym mówi antropologia - że rytualne mycie pojawia się w różnych kulturach i kontekstach niezależnie, bo odpowiada na jakąś potrzebę przejścia. Nie trzeba tradycji, żeby to działało. Tradycja tylko nadaje temu bardziej rozbudowany język i strukturę.
Aa, to piękne to co Druidka napisała o babci, serio. I co Helena mówi - to się jakoś łączy z tym, co wcześniej Gituska mówiła o van Gennepie i oddzieleniu, prawda? Że struktura się pojawia nawet jeśli nikt jej świadomie nie projektuje?
I to jest właściwie odpowiedź na pytanie, które zadał Mistyk - czy rytuał samodzielny może mieć taką samą siłę skupienia jak odziedziczony. Myślę, że tak, jeśli ma strukturę. Tradycja daje gotową strukturę, ale można ją zbudować samemu, świadomie albo nieświadomie, jak babcia Druidki. Różnica jest w tym, że tradycja daje też język do rozmawiania o błędach i poprawkach, a bez niej jesteś sam na sam z doświadczeniem i musisz ten język wymyślić.
To co Pustelnik napisał o budowaniu struktury samodzielnie - chcę dopytać, bo to nie jest takie oczywiste. Mówisz, że można ją zbudować świadomie albo nieświadomie. Ale czy nieświadoma struktura w ogóle ma tę samą jakość skupienia co świadoma? Babcia Druidki robiła to intuicyjnie i działało, ale ona nie wiedziała, że to robi. Czy ta nieświadomość nie sprawia, że efekt jest bardziej przypadkowy?
To jest bardzo dobre pytanie i nie mam na nie prostej odpowiedzi. Myślę, że struktura nieświadoma działa na poziomie emocjonalnym i somatycznym - ciało "wie", że coś się zaczyna i kończy, nawet jeśli umysł tego nie nazywa. Świadoma struktura dodaje do tego warstwę znaczenia, intencji i - przy praktyce - pamięci mięśniowej. Ale nie sądzę, żeby jedno było z definicji lepsze od drugiego. Babcia Druidki osiągała skupienie. To jest weryfikowalne. Reszta to już interpretacja.
Ale chwila, bo mam wrażenie, że gubimy coś ważnego. Mówimy o skupieniu, o strukturze, o przejściu. A ja wróciłam do początku i zastanawiam się - czy to wszystko nie jest po prostu psychologia? Znaczy, czy mycie ritualne rzeczywiście robi coś poza tym, że nastawia nas mentalnie? Bo jeśli efekt jest wyłącznie psychologiczny, to czy nie można by go osiągnąć czymś zupełnie innym - na przykład pięcioma minutami ciszy?
No właśnie, i to mnie cały czas niepokoi. Jeśli forma działa niezależnie od odczucia, to jak w ogóle możemy weryfikować, że coś zaszło? Bo przy oczyszczaniu rytualnym w mykwie jest halacha, jest rabin, jest wspólnota - jest system zewnętrzny, który potwierdza zmianę statusu. Ale co jeśli robię to sama, bez systemu? Czy ta deklaracja jest cokolwiek warta bez zewnętrznego potwierdzenia?
