Forum

Asystent AI
Magia a odpowiedzia...
 
Powiadomienia
Wyczyść wszystko

Magia a odpowiedzialność - co się dzieje gdy coś pójdzie nie tak

Strona 4 / 4

Wpisy: 255
(@martusia58)
Połączone: 1 rok temu

I żeby nie skończyć na pesymistycznej nucie - bo ta rozmowa jest ważna właśnie dlatego że tę lukę nazywa. Nie mam gotowego zestawu zasad co robić kiedy coś idzie nie tak. Ale myślę że samo postawienie sobie pytania 'co bym zrobiła gdyby ktoś wrócił i powiedział że skrzywdziłam go tym co powiedziałam' - to już jest coś. Większość praktykujących tego pytania sobie nigdy nie zadaje. I to jest problem sam w sobie.


Odpowiedz
Wpisy: 229
(@chaber)
Połączone: 7 miesięcy temu

To co Martusia napisała na końcu - o pytaniu sobie 'co bym zrobiła gdyby ktoś wrócił' - mnie też zostało w głowie. Bo właśnie uświadomiłam sobie że nigdy tego pytania sobie nie zadałam. Serio. Robiłam coś, kończyłam, i tyle. Jakby to była transakcja zamknięta.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@strzybozka63)
Połączone: 3 lata temu

Wpisy: 125

@Chaber ale czy to nie jest trochę tak ze większość z nas tak ma? Nie ma żadnego naturalnego momentu żeby to pytanie się pojawiło. Nikt nas nie uczy że mamy wrócić do tego co robiłyśmy.


Odpowiedz
Wpisy: 157
(@lunaria_g)
Połączone: 2 lata temu

A ja się zastanawiam czy problem nie leży głębiej. Bo to pytanie 'co bym zrobiła' zakłada że wiem co zrobiłam i dlaczego. A nie zawsze tak jest. Czasem działamy intuicyjnie, coś nam 'przyszło', powiedzieliśmy, a potem sami nie umiemy tego odtworzyć. I jak wtedy rozliczać siebie z czegoś czego nie umiemy nawet opisać?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@nokturnia96)
Połączone: 8 miesięcy temu

Wpisy: 191

@Lunaria_G to brzmi jak kolejny poziom tego samego problemu - nie tylko brak języka do mówienia o błędach, ale też brak języka do opisania co w ogóle zrobiliśmy. Skoro sama nie wiem jak doszłam do wniosku który powiedziałam komuś - to jak mam ocenić czy to był błąd?


Odpowiedz
Wpisy: 215
Rozpoczynający temat
(@tymianek)
Połączone: 2 lata temu

I tutaj wchodzi coś co mnie od początku w tym wątku siedzi gdzieś z tyłu głowy - kwestia tego czy w ogóle można mówić o błędzie jeśli nie ma metody. Błąd to odchylenie od czegoś. Jeśli nie ma tego czegoś - to czy może być błąd? Czy jest tylko skutek?


Odpowiedz
Wpisy: 105
(@egzorcystkaa)
Połączone: 1 rok temu

Ale to brzmi jak wymówka. Nie mam metody więc nie ma błędu - to tak jakby powiedzieć że skoro nie mam prawa jazdy to przepisy drogowe mnie nie dotyczą. Skutki i tak są realne.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@agatka03)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 264

@Egzorcystkaa tylko że ona nie powiedziała że nie ma odpowiedzialności. Powiedziała że nie ma kategorii błędu w sensie technicznym. To jest różnica. Można być odpowiedzialnym za skutki bez istnienia standardu technicznego. Inaczej odpowiadamy moralnie, inaczej zawodowo.


Odpowiedz
Wpisy: 244
(@pentagramia)
Połączone: 2 lata temu

Właśnie - i to jest chyba sedno. Środowisko ezoteryczne miesza te dwa poziomy. Mówi się o 'intencji' jakby to był standard techniczny, a to jest kategoria moralna. 'Miałam dobre intencje' nie jest odpowiedzią na pytanie czy zrobiłam to dobrze, to jest odpowiedź na pytanie czy zrobiłam to złośliwie. To nie to samo.


Odpowiedz
Wpisy: 255
(@martusia58)
Połączone: 1 rok temu

To rozróżnienie Pentagramii jest naprawdę ważne i chyba nigdzie tego tak wprost nie słyszałam. Intencja jako alibi moralne to jedna rzecz, ale kompetencja to zupełnie inna rozmowa. I można mieć doskonałe intencje przy zerowej kompetencji.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@moonchild_w)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 49

@Martusia58 tylko jak w ogóle mierzyć kompetencję w czymś co nie ma mierzalnych wyników? Bo to chyba jest centralne pytanie tego wątku i jakoś ciągle do niego wracamy bez odpowiedzi.


Odpowiedz
Wpisy: 1657
(@gituska)
Połączone: 10 miesięcy temu

Może kompetencja tutaj to nie jest umiejętność techniczna, tylko umiejętność rozpoznania granic. Czyli nie 'czy potrafię to zrobić' tylko 'czy wiem kiedy powiedzieć że nie powinienem'. I to akurat można oceniać nawet bez wyników.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@lunaria_g)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 157

@Gituska to interesująca propozycja ale mam pytanie - kto ocenia tę granicę? Jeśli ja sama decyduję gdzie jest moja granica, to mogę ją postawić tak żeby nigdy nie musieć z niczego rezygnować. To wymaga jakiegoś zewnętrznego punktu odniesienia, a u nas go nie ma.


Odpowiedz
Wpisy: 229
(@chaber)
Połączone: 7 miesięcy temu

Słuchajcie, wracam do tej osoby o której wspominałam wcześniej. Ona w pewnym momencie przestała robić czytania i powiedziała że czuje że 'to nie jest jej czas'. Wszyscy to uszanowali, nikt nie pytał dlaczego. Ale ja teraz myślę że może ona sama poczuła że coś poszło nie tak i to był jej sposób na wycofanie się bez nazywania tego po imieniu.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@strzybozka63)
Połączone: 3 lata temu

Wpisy: 125

@Chaber a nigdy nie zapytałaś jej wprost?


Odpowiedz
(@chaber)
Połączone: 7 miesięcy temu

Wpisy: 229

@Strzybozka63 nie. I teraz żałuję że nie. Bo właśnie to jest ta kultura o której Gituska mówiła wcześniej - nie ma przestrzeni na takie pytania. Zamiast tego mamy eufemizmy i milczące odejścia.


Odpowiedz
Wpisy: 191
(@nokturnia96)
Połączone: 8 miesięcy temu

To jest smutne ale chyba bardzo prawdziwe. Czyli nie tylko nie ma protokołu na to co robić kiedy coś pójdzie nie tak - nie ma nawet kultury nazywania tego że coś poszło nie tak. Wszystko się zamyka w 'to nie jest mój czas' albo 'skupiam się teraz na sobie'.


Odpowiedz
Wpisy: 105
(@egzorcystkaa)
Połączone: 1 rok temu

Ale skoro nie ma tej kultury - to jak ją zbudować? Bo mam wrażenie że rozmawiamy co jest źle i dlaczego jest trudno, ale nie wiem co z tym zrobić. Ktoś ma jakiś pomysł na coś konkretnego?


Odpowiedz
Wpisy: 215
Rozpoczynający temat
(@tymianek)
Połączone: 2 lata temu

Myślę że to co teraz robimy jest już jakimś początkiem. Nie brzmi to rewolucyjnie, ale serio - jeśli w środowiskach w których działamy zaczniemy zadawać pytania 'jak ci poszło', 'czy to miało sens', 'czy tamta interpretacja okazała się trafna' - to jest już zmiana. Mała, ale realna.


Odpowiedz
Wpisy: 244
(@pentagramia)
Połączone: 2 lata temu

Tylko że takie pytania wymagają odwagi. Bo odpowiedź może być 'nie, myliłaś się'. I to jest moment który większość środowiska ezotereycznego obsługuje bardzo słabo. Albo zaprzeczaniem, albo tłumaczeniem że 'energia się zmieniła'. Brakuje po prostu normalnego 'ok, mam to, następnym razem będę ostrożniejsza'.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@agatka03)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 264

@Pentagramia i to chyba jest właśnie ta luka o której Martusia mówiła na końcu swojego posta - nie tyle brak zasad, co brak ćwiczenia się w ich stosowaniu. Przyjmowanie błędu jako informacji, nie jako wyroku. Może od tego by warto zacząć, od siebie, od małych rzeczy, zanim zaczniemy stawiać struktury.


Odpowiedz
(@moonchild_w)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 49

@Agatka03 ale jak to wygląda w praktyce - to 'ćwiczenie się' w przyjmowaniu błędu? Bo mówisz żeby zaczynać od małych rzeczy i od siebie, tylko ja szczerze nie wiem jak to robić bez popadania w drugą skrajność, czyli ciągłe kwestionowanie wszystkiego co się robi. Gdzieś jest jakaś granica między zdrową refleksją a tym że po prostu paraliżujesz się wątpliwościami.


Odpowiedz
Wpisy: 1657
(@gituska)
Połączone: 10 miesięcy temu

To co mówi Moonchild_W chyba jest właśnie tym momentem gdzie odpowiedzialność przechodzi w coś niezdrowego. I zastanawiam się czy nie jest tak, że środowisko ezoteryczne jest szczególnie podatne na ten drugi wariant - albo zero refleksji, albo spirala samokrytyki bez wyjścia. Rzadko widzę ten środkowy rejestr, gdzie ktoś po prostu mówi 'tu zrobiłam inaczej niż bym chciała, zanotowałam, jadę dalej'.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@egzorcystkaa)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 105

@Gituska a skąd w ogóle wiesz że jedziesz dalej a nie że po prostu zamiotłaś pod dywan? Bo to jest właśnie mój problem z tym 'zanotowałam i jadę dalej' - bardzo łatwo udawać że jesteś nad tym, a tak naprawdę po prostu nie chcesz patrzeć. I nie mówię że tak jest, pytam jak to odróżnić.


Odpowiedz
Wpisy: 157
(@lunaria_g)
Połączone: 2 lata temu

To pytanie Egzorcystkaa jest dla mnie chyba najtrudniejsze w całej tej rozmowie. Bo ja przez długi czas myślałam że processuję błędy, a tak naprawdę processuałam narrację o błędach - czyli opowiadałam sobie historię o tym co poszło nie tak, w kółko, ale bez żadnej zmiany w tym co robię. I dopiero kiedy ktoś z zewnątrz powiedział mi wprost że robi to samo co rok temu, to zobaczyłam różnicę między analizą a ruminowaniem. Sama bym tego nie dostrzegła.


Odpowiedz
Strona 4 / 4
Udostępnij: