Ale to trochę zamknięcie które nic nie zamyka. Bo nadal nie wiem jak wybrać co puścić przed rytuałem, i chyba właśnie o to chodziło na początku. Julisia, od czego ty zaczęłaś kiedy szukałaś muzyki do pracy z runami?
Dreamweaver - od prób i błędów, szczerze. Nie miałam żadnego planu, po prostu słuchałam różnych rzeczy i obserwowałam co się dzieje. Zaczęłam od ambient bo gdzieś przeczytałam że to 'neutralne'. Ale szybko okazało się że ambient to bardzo szeroka kategoria i część mi wchodziła w głowę za mocno, zamiast zostawiać przestrzeń. W końcu trafiłam na nagrania z instrumentami smyczkowymi z tradycji nordyckiej, konkretnie hardangerfele, i coś się zmieniło. Ale to nie był plan, tylko szczęśliwy przypadek i dużo godzin słuchania. Nie wiem czy dałoby się to skrócić.
A to hardangerfele to skrzypce norweskie? Nigdy nie słyszałam tej nazwy. Czyli szukałaś czegoś regionalnie spójnego z runami, czy to był zbieg okoliczności?
Mnie to co mówi Julisia każe się zastanowić - czy w ogóle ma sens szukanie muzyki do rytuału jeśli nie zna się tradycji z której dany rytuał pochodzi? Bo z jednej strony mówi się że intencja jest ważniejsza niż forma, ale z drugiej sama Julisia powiedziała wcześniej że rozumienie kontekstu zmieniło jakość tego co odbiera. To jest trochę sprzeczne, nie?
Te struny sympatyczne to ciekawy szczegół, bo fizycznie to jest efekt rezonansu mechanicznego - jedna struna wprawia w drganie drugą bez bezpośredniego kontaktu. I zastanawiam się czy to jest przypadek że taki instrument trafił do tradycji gdzie wierzy się w pośrednie oddziaływanie, czy to jest coś głębszego w sposobie myślenia tej kultury o tym jak rzeczy na siebie wpływają. Julisia, ty nad tym myślałaś?
