Mam pytanie, które chodzi mi po głowie od jakiegoś czasu. Czy w dzisiejszych czasach ktoś jest w stanie rzucić klątwę albo urok na konkretną osobę lub na dom? Pytam, bo u nas w domu od lat dzieje się coś niedobrego... same choroby, jedna po drugiej, coraz gorsze. Sama mam 34 lata i schorzeń już tyle, że trudno liczyć, poza tym pech dosłownie za mną chodzi.
Mam ciotkę, która jest wyjątkowo konfliktową osobą i prawie każdego dnia życzy nam jak najgorzej, wprost mówi, żebyśmy szczęścia w życiu nie zaznali. Zastanawiam się coraz poważniej, czy to może miec z nią jakiś związek. Czy takie codzienne złorzeczenie może wywołać urok albo klątwę? I jak sie w ogóle takiej rzeczy pozbyć, jeśli faktycznie do tego doszło?
Spotkałam się kiedyś z takim przekonaniem, że uroki i klątwy mogą dosięgnąć tylko tych, którzy sami im wierzą. Ciekawa teoria, choć pewnie nie wszyscy się z nią zgodzą. Jeśli chodzi o te częste choroby, to warto by się zastanowić, czy przez dom nie przebiegają jakies żyły wodne... to akurat da się sprawdzić i myślę że byłoby to dobry kierunek do zbadania.
nie tylko może ale prawie na pewno tak właśnie jest. moja dobra koleżanka miała identyczną sytuację, jej ciotka, stara panna, totalnie nienawidziła jej męża i tak go ciągle przeklinała, że ich córeczka zachorowała na chłoniaka. naprawdę straszna sprawa.
jedyna rada jaką znam w takim wypadku to pójść do domu tej kobiety, łeb szpadlem obciac, ciało spalić, a prochy dobrze rozrzucić na rozdrożu, czyli np. jakis zjazd przy autostradzie czy obwodnica, i przesypać solą odmawiając przy tym litanię do świętego Michała. brzmi drastycznie ale podobno tak to działa
Zdjęcie tego wszystkiego jest co prawda możliwe, ale problem polega na tym, że takie osoby po prostu wyślą kolejny pakiet negatywnych energii. Walka z kimś kto aktywnie atakuje jest wykonalna, ale niesie za sobą poważne konsekwencje karmiczne... a dla atakujących może skończyć się nawet utratą życia, bo zazwyczaj nie potrafią powiązać swoich problemów z tym co sami wysyłają w świat.
Mam dla ciebie konkretną propozycję. Spróbuj w myślach wyobrazić sobie abstrakcyjną grupę takich osób i otoczyć je silnym balonem energetycznym, który ma upust do ziemi. Ten balon powinien nieść w sobie program energetyczny, że wszelkie złe energie skierowane w stronę twojej rodziny i wszystkiego co z nią związane będą odprowadzane wprost do ziemi. Codziennie wzmacniaj go myślowo i dbaj o to żeby spływ energii był drożny.
Po jakichś 2 tygodniach napisz tutaj jak to u ciebie działa, sprawdzę i jeśli będzie taka potrzeba, to usunę pozostałości po atakach, złe energie które mogły się nagromadzić.
Warto żebyś najpierw sprawdziła siebie i rodzinę wahadełkiem pod kątem ewentualnych klątw lub uroków. Jeśli coś takiego wyjdzie, da się to oczyścić.
Dobrze by było też zbadać, czy nie masz jakiegoś opętania. Wiem, wiem, brzmi to nieprawdopodobnie, ale jeśli ktoś choruje często i bez wyraźnej przyczyny, to taki trop też warto wziąć pod uwagę.
Kolejna rzecz to wisiorek pentagramu. To jeden z najsilniejszych znaków ochronnych jakie znam, chroni przed klątwami, złorzeczeniami, urokami i atakami energetycznymi.
Bardzo wazne jest też sprawdzenie samego mieszkania. Przyczyna chorób może tkwić właśnie tam. Chodzi o kilka rzeczy:
Po pierwsze bytości energetyczne, takie mieszkania bardzo często mają swoich niechcianych lokatorów i trzeba je po prostu oczyścić. Po drugie klątwy nałożone bezpośrednio na lokal. Po trzecie żyły wodne, o których ktoś już tu wcześniej wspominał. Jeśli są, należy zamontować ekrany ochronne neutralizujące ich działanie.
Po oczyszczeniu mieszkania narysuj czerwonym flamastrem odpowiednie znaki ochronne na kartce i zawieś je nad drzwiami wejściowymi. Warto też powiesić tam runiczny krag ochronny, jest jeszcze silniejszy.
I ostatnia rada: do tego wszystkiego najlepiej byłoby zatrudnić kogoś z doświadczeniem. Oczywiście pod warunkiem, że naprawdę chcesz coś zmienić. Znam przypadki ludzi, którzy przez całe życie woleli trwać w roli ofiary...
Przez jakiś czas byłam przekonana, że coś jest po prostu nie tak. Wszystko nam z mężem szło nie po myśli... poronienie, strata pracy, jedna rzecz za drugą. Zastanawiałam się, czy to nie jest jakaś passa, czy może coś głębszego.
W pewnym momencie kupiłam kolczyki z okiem Horousa. I wie cie co, po dosłownie dwóch dniach ta osoba, która przyczyniła sie do mojego odejścia z pracy, sama wyleciała z hukiem. Zbieżność? Może.
Ale jest jeszcze jedna rzecz która mnie zastanawia. Jakiś czas temu matka napadła na mnie za zupełnie niewinny żart i zaczęła mnie wyzywać od idiotek. I tego samego dnia ktoś inny użył wobec mnie dokładnie tego samego słowa.
Nie wiem czy to przypadki, czy......
mam jedno pytanie, bo sama nie do końca rozumiem jak to wszystko funkcjonuje...
