Od stycznia pracuję w miejscu, gdzie wydajemy decyzje dotyczące osób niepełnosprawnych, biednych, starszych, takich którym życie nie poszło po myśli. Decyzje te nie zawsze są dla tych ludzi korzystne i nie raz słyszałam pod swoim adresem straszne słowa, łącznie z takim złorzeczeniem żebym własnych dzieci nie oglądała 🙁
I teraz zaczęłam się zastanawiać, bo ostatnie 3 lata to był dla nas naprawdę dobry czas, własne mieszkanie prawie kupione, niezłe zarobki, stabilna praca. A teraz jakby wszystko zaczyna sie odwracać. Końcówka roku jest bardzo nieprzyjemna, miedzy innymi wypadek samochodowy. Zastanawiam się więc czy to po prostu kwestia przypadku, takie gorsze czasy po tych dobrych, czy może jednak te złorzeczenia ze strony tych nieszczęśliwych ludzi mają na nas realny wpływ.
Pracuję z ludźmi, którzy często są w bardzo trudnych miejscach emocjonalnie, i też przez jakiś czas czułam, że ta praca mnie wyczerpuje bardziej niż powinna. Znalazłam kiedys artykuł, który dobrze opisywał właśnie to zjawisko - absorbowanie cudzych emocji, trudność z „wyjściem” z pracy po powrocie do domu. Jeśli chcesz, mogę opisać tutaj główne myśli z tego tekstu, bo wydaje mi się, że mogłoby to być pomocne w tym co poruszasz w tym wątku.
Nie sądzę żebyś była w jakikolwiek sposób winna temu, co ich spotyka (zakładam oczywiście, że nie należysz do tej, niestety szerokiej grupy bezdusznych urzędasów) a to jest właśnie podstawowy warunek żeby klątwa mogla w ogóle zadziałać.
Możesz postawić sobie na biurku kryształ górski albo różowy kwarc, coś co będzie wytwarzać pozytywną energię i oczyszczać przestrzeń wokół ciebie. Warto też nosić jakiś amulet... pierścień Atlantów, wisiorek z Ankhem, albo biżuterię z tymi kamieniami. Jeśli natomiast jesteś osobą wierzącą i praktykującą, możesz modlić się w intencji tych ludzi, na różańcu chociażby, albo nawet zamówić za nich stosowne nabożeństwo.
I przede wszystkim pamiętaj o jednym: oni nie przeklinają ciebie. Przeklinają własny nieszczęsny los.
Nikt tak naprawdę nie jest w stanie nam zaszkodzić, dopóki sami nie przyznamy mu tej władzy nad sobą. Więc po prostu nie przyznawaj jej nikomu. Bo jeśli zaczniesz wierzyć, że ktoś ma nad tobą jakąś moc, to ta wiara sama w sobie stanie się problemem, samospełniającą się przepownią.
Postaraj się odcinać od tych złych słów i energii wokół, nie wchłaniać tego w siebie, nie reagować. W końcu nie zrobiłaś nikomu krzywdy i nikt nie ma prawa w ten sposob na ciebie oddziaływać.
Życzę wszelkiej pomyślności 🙂
Wiadomo, życie nie jest usłane różami i każdy ma swoje gorsze okresy. Szukanie odpowiedzi na tego typu pytania na forach ezoterycznych to nie jest chyba najlepszy kierunek, szczerze mówiąc. Jeśli jesteś wierząca, porozmawiaj z księdzem, on może spojrzeć na to z innej strony i dać jakieś konkretne wsparcie.
Sam uważam że warto zaufać Bogu, szczególnie kiedy człowieka przytłaczają różne przeciwności. Słyszałem też, że takie sytuacje mogą mieć związek z przekleństwami, np. kiedy ktoś bliski, rodzic czy ktoś z rodziny, wypowie takie słowa w złości wobec drugiej osoby. Dlatego lepiej samemu nigdy tak nie robić, bo to może wracać. Ale nawet jeśli coś takiego miało miejsce, to zawsze jest Opatrzność Boża i Aniół Stróż czuwa... Modlitwa i prawdziwa ufność Panu Bogu naprawdę potrafią wiele zmienić 🙂
Opowiem wam jedną historię z życia...
Przez jakiś czas pracowałam w firmie, gdzie panowała czysto babska atmosfera. Po różnych przetasowaniach trafiłam do małego, klaustrofobicznego pokoiku z grupą kobiet, z którymi nie miałam absolutnie nic wspólnego, ani zainteresowań, ani podejscia do życia, nic. Koszmar. Jakby tego było mało, nasz pokój pozostawał w permanentnym konflikcie z innymi grupkami. Plotki, podkopywanie, obgadywanie za plecami, i tylko od czasu do czasu jakiś pozorny spokój. Nie będę udawać, że to znosiłam spokojnie, bo po prostu nienawidziłam tej całej sytuacji i konkretnych osób.
No i teraz sedno sprawy. Jedna z tych pań pewnego dnia raczyła opowiedzieć o swojej znajomej, która przez lata robiła jej różne świństwa. Aż tu nagle ta znajoma zaszła w upragnioną ciążę i poroniła. I ta kobieta bez mrugnięcia okiem stwierdziła, że to jej zdaniem kara, jaką Opatrzność wymierzyła podłej osobie.
Niedługo potem jedna z moich koleżanek z pokoju... no, ta wyjątkowo wredna... zaszła w wymarzoną ciążę. I też poroniła. Ciekawi was, co o tym myślę?
Dodam tylko, że ja nikomu nic złego nie życzyłam. Serio.
I bardzo się cieszę, że stamtąd odeszłam 🙂
pracowanie non-stop wśród zgorzkniałych i niezadowolonych ludzi to naprawdę potrafi człowieka zmęczyć psychicznie, ale klątwy i złorzeczenia jako sposób na to? to może i działało z 1000 lat temu 🙂
no bo realnie patrząc - wypadki samochodowe w Polsce to codzienność, wystarczy wyjść na drogę. a kryzys materialny to temat rzeka, słyszy się o tym na każdym kroku. wiec zamiast skupiać sie na cudzym nieszczęściu, moze lepiej wziąć trochę z kabaretu - humor robi robotę. i może odrobine więcej egoizmu nie zaszkodzi, mniej przejmowania się tym co u innych, żeby samemu nie wyląować w dołku. i tyle w temacie 🙂
Kilka razy w życiu zostałam naprawdę skrzywdzona przez ludzi, nie naraz, ale w różnych odstępach czasu. Celowo, nie przez przypadek. Byłam wtedy bardzo młoda i przeżywałam to strasznie, te osoby stały się moją obsesją, myślałam o nich w kółko, życzyłam im najgorszego, płakałam nocami. Patrząc teraz na tamten czas wiem, że to nie były błahostki, to były poważne sprawy.
I wiesz co, wszystkie trzy osoby dosięgło z czasem nieszczęście. Jedna wylądowała w więzieniu za malwersacje, drugiej odeszła matka, trzecia straciła wszystko i skończyła z ogromnymi długami. Trudno mi twierdzić, że moje złorzeczenia to spowodowały, nie czuję w sobie aż takiej mocy 😉 ale po tym trzecim razie powiedziałam sobie, że coś tu jest na rzeczy. Od tamtej pory znacznie ostrożniej operuję takimi myślami. No i jako dorosła kobieta łatwiej radzę sobie z ludźmi, trudniej mnie teraz zranić czy wykorzystać.
Wiem, że to nie jest dla Ciebie jakaś szczególnie pocieszająca wiadomość, bo sytuacja jest zupełnie inna. Ja chciałam dosięgnąć tych, którzy mnie konkretnie skrzywdzili, a Ty przecież winna nie jesteś, jesteś urzędnikiem wykonującym przepisy. Ale na Twoim miejscu bardzo dbałabym o życzliwość i ciepło wobec tych ludzi. To są zazwyczaj osoby poranione przez system, wyrzucone poza nawias przez przepisy emerytalne i ubezpieczeniowe, często samotne, żyjące w biedzie albo wrecz nędzy, i Ty jesteś czasem jedynym człowiekiem, z którym w ogóle rozmawiają. Dla nich sam kontakt z kimś uprzejmym ma ogromną wartość, nawet jeśli decyzja jest zła. Takie podejście „rozumiem Pana, te przepisy są krzywdzące, ale ja niestety muszę się stosować” może naprawde ulżyć obu stronom. Poza tym ich składki płacą Twoją pensję, więc w pewnym sensie to oni są Twoimi pracodawcami...
Przepraszam za ten długi wywód, pozdrawiam serdecznie i życzę jak najmniej złorzeczeń skierowanych w Twoją stronę 🙂
Niestety tak, to jest możliwe. Przede wszystkim nie odpłacaj im tym samym, tylko polecaj ich i siebie Bogu, bo to on stworzył człowieka i ten świat. Osoba wierząca, która jest w stanie łaski uświęcającej, tzn. regularnie przystępuje do spowiedzi i komunii świętej, jest chroniona przed takimi rzeczami i to jest naprawdę najlepszy sposób, modlitwa i komunia.
Nie ufaj żadnym amuletom, feng shui ani innym podobnym praktykom ze wschodu, wróżkom i temu podobnym, wręcz trzymaj się od tego z daleka. Takie rzeczy mogą na początku dawać pozory radości i powodzenia, ale w efekcie ściągną nieszczęście, bo nie będzie to pochodzić od Boga tylko od złego ducha. Praktyki tego typu łamią pierwsze przykazanie „Nie będziesz miał bogów cudzych przede mną”.
Jeśli nie wierzysz w to co pisze, porozmawiaj z jakimś księdzem, on to potwierdzi i lepiej wyjaśni niz ja 🙂
pracuję w takim środowisku od jakiegoś czasu i mogę powiedzieć jedno - te wszystkie klimaty wokół ezoteryki, bioterapii, wróżkarstwa to tak naprawdę te same niszczące praktyki o ktorych pisałam wcześniej. wrzucam je do jednego worka z resztą, bo efekty są bardzo podobne.
Może i jest w tym coś na rzeczy, że takie złorzeczenie może mieć faktyczny efekt. Ja sam robię to właściwie tylko w jednej sytuacji - jak jadę chodnikiem i jakiś kierowca ochlapie mnie błotem z kałuży. Wtedy krzyczę za odjeżdżającym autem coś w stylu „obyś zginął w wypadku, łajzo jedna”. I wie pan co... niektórzy faktycznie giną.
