I chyba właśnie do tego zmierzała moja pierwotna wątpliwość, tylko nie umiałam tego tak wyartykułować. Jeśli rytm jest po mojej stronie - cykl percepcji, nastrój, uwaga - to mogę nad tym pracować i się poprawiać. Jeśli jest po stronie rzeczywistości, to mogę się z nim synchronizować. A jeśli oba istnieją i nie wiem jak je rozróżnić, to trochę jakbym grała w ciemno. I ta rozmowa mnie nie uspokoiła, ale przynajmniej wiem że gram w ciemno z powodów które są strukturalne, a nie z mojej nieuwagi.
To co Mimoza63 napisała na końcu - o tym że rytm może być po naszej stronie - to dla mnie jest właściwie najważniejszy wniosek z tej rozmowy. I w sumie to nie jest wcale mniej magiczne, wbrew pozorom. W tradycji hermetycznej cały czas mówi się o tym że makrokosmos i mikrokosmos są izomorficzne - więc jeśli mam swój wewnętrzny rytm, który odzwierciedla coś większego, to gdzie jest granica między 'to tylko ja' a 'to jest prawdziwy rytm magii'?
Poczekajcie - Mimoza63 właśnie powiedziała coś co mnie uderzyło. Sen, stres, jedzenie. To brzmi tak przyziemnie przy rozmowie o magii, a jednocześnie... ma sens? Bo kiedy jestem wykończona to nic mi nie wychodzi, nawet zwykłe myślenie. Ale nigdy nie myślałam o tym w kontekście rytmu praktyki, raczej traktowałam to jako przeszkodę 'zewnętrzną'. Może to nie jest przeszkoda, tylko informacja?
Czyli właściwie to co obserwujemy u siebie - że raz idzie lepiej, raz gorzej - może być czymś co tradycja miała skodowane od dawna, tylko w innym języku? To znaczy zamiast 'jestem zmęczona i dlatego rytuał był płytki' mówiono 'warunki nie były sprzyjające'?
Właśnie to jest coś o czym myślę od jakiegoś czasu. Kiedy zaczęłam robić rzeczy o konkretnych godzinach zamiast 'kiedy mam chwilę' - zmieniło się coś w podejściu. Nie wiem czy w efektach, ale w tym jak traktuję te momenty. Są wyraźniej oddzielone od reszty dnia. Czy to jest odpowiedź na pytanie o rytm?
Czytam ten wątek od początku i dopiero teraz się odzywam, bo ta wymiana między Mimozą a Przytulią dotknęła czegoś co mnie też zastanawia. Czy regularność jest w ogóle celem sama w sobie, czy to tylko jeden ze sposobów na podtrzymanie praktyki? Bo może ten rytm o którym rozmawiamy nie polega na częstotliwości, tylko na czymś innym - intensywności, intencji, nie wiem jak to nazwać.
