No więc słuchajcie, mam taki dylemat i nie bardzo wiem co o tym myśleć...
Chodzi o moją chorobę, która ciągnie się już od dłuższego czasu i daje mi porządnie w kość. Kilka operacji za mną, a ona i tak wraca, jakby kpiła sobie ze mnie i z lekarzy. Raz jest spokojniej, żyję prawie normalnie, a potem nagle ból, szpital, znowu stół operacyjny. I tak w kółko. Teraz znowu niedobrze się czuję 🙁 Człowiek po prostu traci chęć do życia jak tak ciągle siedzi w tej pętli, bo poza wszystkim innym boję się że w końcu stracę pracę przez te nieustanne zwolnienia.
Jakiś czas temu jedna wróżka powiedziała mi wprost, że to efekt klątwy, że ktoś mi bardzo źle życzy i rzucił na mnie urok. Powiem wam, nastraszyła mnie porządnie, bo to brzmi poważnie jak tak ktoś patrzy ci w oczy i mówi takie rzeczy.
Teraz do meritum, bo sam sobie zadaje takie pytanie, no i wy pewnie tez: czy nienawiść jednego człowieka do drugiego może faktycznie wywołać chorobę? Bo z jednej strony gdyby tak bylo, toby połowa świata leżała w szpitalu. Każdy w złości komuś czegoś złego życzy, no nie? Więc coś tu nie gra.
Z drugiej strony, jest pewna osoba z mojej przeszłości, która bardzo źle na mnie wpływała i wmówiła mi w dzieciństwie mnóstwo okropnych rzeczy. I co ciekawe, sporo z jej złośliwych „proroctw" faktycznie się sprawdziło, choć dziś już nie daję temu wiary i staram sie tego nie słuchać. Podobno klątwa nie działa na kogoś kto w nia nie wierzy, więc może to dobra wiadomość.
Ciekawy jestem waszych doświadczeń w tym temacie. I czy w ogóle da sie taką klątwę odwrócić? Sam się trochę śmieję z tego co piszę, bo całe życie uważałem klątwy za zabobony, ale no... zaczyna się człowiek zastanawiać. Czekam na wasze głosy.
No to powiem wprost, bo to zdanie „jak nie wierzysz to nie działa” jest według mnie czystą bzdurą. To taki wygodny wymysł żeby sie czuć bezpiecznie, ale to tak samo jak z złodziejem, twoja niewiara w jego istnienie w żaden sposób cię przed nim nie chroni.
Klątwy i uroki to najczęściej mechanizm kradzieży energetycznej, i co ważne, część z nich jest specjalnie tak skonstruowana, żeby trwale przypiąć sie do ofiary. Taki twór po prostu siedzi i pobiera energię życiową człowieka, a do tego jeszcze korzysta z jego puli szczęścia. Brzmi nieprzyjemnie, bo tak jest w rzeczywistości.
Do tego dochodzi ten aspekt „wyrzucania śmieci” na kogoś innego, zwalanie swoich negatywnych energii na drugą osobę to naprawdę niskie pobudki. Ale są też klątwy zupełnie innego rodzaju, tzw. ideologiczne, gdzie nie chodzi o zawiść czy zazdrość. Tam motorem jest czysta nienawiść i chęć zemsty, i te są chyba najgroźniejsze ze wszystkich.
Wiesz, ja sama przez to przechodziłam jakieś... no chyba z piętnaście lat temu. Akurat w moim przypadku ta klątwa nie uderzyła w zdrowie, tylko w relacje z ludźmi, różne osobiste sprawy. I co ciekawe, ja o tym w ogóle nie myślałam, nie wierzyłam w takie rzeczy, nawet mi to przez głowę nie przechodziło, a mimo to wszystko co chciałam osiągnąć jakoś się nie kleilo. W końcu porozmawiałam z kimś mądrym, kto mi powiedział o bardzo prostej zasadzie: przebaczenie. Ale nie chodzi tu o to, żeby iść do kogoś i przepraszać osobiście. Chodzi o to, że kiedy ta osoba sama z siebie pojawia ci się w myślach, próbujesz jej mentalnie wysłać taki „przekaz" że jej przebaczasz co zrobiła, i jednocześnie prosisz żeby ona wybaczyła tobie. I powiem wam, poskutkowało naprawdę dobrze. Na początku te myśli o tej osobie były natarczywe, wracały często, ale z czasem robiły sie coraz bledsze, spokojniejsze, cieplejsze nawet, aż w końcu poczułam że zupełnie się z tego uwolniłam.
Zawsze polecam taką drogę zamiast odpychania klątwy z powrotem na sprawcę. Bo to jest takie błędne koło, energia wraca, odbija się i znowu do ciebie trafia.
Szczerze mówiąc, ta wróżka znalazła sobie idealne źródełko zarobku albo po prostu kogoś, na kim może się dowartościować. Bo co innego mogła ci powiedzieć? Że ktoś rzucił na ciebie klątwę, więc przyjdź jeszcze raz, zapłać i może coś z tym zrobi... to stary schemat.
Jeśli szukamy problemów i nieszczęść to zawsze je znajdziemy, w każdej sytuacji da się dopatrzyć czegoś złowrogiego, jeśli ktoś nam to odpowiednio zaserwuje. Widzę natomiast, że sama masz jeszcze zdrowy rozsądek i to mnie cieszy, bo na koncu wlasnie on jest najważniejszy. Praca nad nastawieniem do świata, cieszenie się drobiazgami, skupienie na tym co dobre, to naprawdę działa lepiej niż szukanie winnych swoich nieszczęśc wśród wrogów czy klątw. Złe myśli przestają wtedy tak bardzo zawracać głowę.
czasem tak właśnie bywa i to nie jest żadna bajka dla naiwnych.
Magia potrafi zbierać swoje żniwo, naprawdę... i nie ma tu miejsca na żarty czy eksperymenty.
no i wlasnie tego szukałem, tak długo przeglądałem różne fora i w końcu ktoś napisał o czymś takim wprost 😀
Słuchajcie, klątwa jako przyczyna choroby to jest coś w co naprawdę warto się wgłębić. Mam podobne przemyślenia i ta historia mnie po prostu zwala z nóg.
Chodzi o córkę, 16-latka, chora właściwie od urodzenia. Najpierw kolka przez osiem miesięcy, potem ciężkie choroby zakaźne, w wieku 6 lat świnka, a po niej rdzeniowe zapalenie opon mózgowych, stan krytyczny, niemal nie przeżyła. Zaraz potem odra, brak odporności, lekarze za lekarzami, drogie leki, szpitale... i przez te wszystkie lata rodzice myśleli po prostu że mają chorowite dziecko. Do tego jakby mało było, w życiu ogólnie im nie szło, same problemy jeden za drugim.
A potem w 2006 roku dziewczyna zaczęła drastycznie chudnąć, dosłownie wyglądała jak szkielet, ważyła 26 kg. Badania? Wszystkie w normie. Lekarze podejrzewali anoreksję, celiakię, mukowiscydozę, co tylko można. Żadnej konkretnej odpowiedzi.
I tu zaczyna się najważniejsza część tej historii. Mama trafiła do bioenergoterapeutki w Gorlicach, a ta powiedziała jej prosto w oczy że teściowa rzuciła na rodzinę klątwę. Że klątwa nie mogąc dosięgnąć matki, przeszła na dziecko. Potwierdzil to też jasnowidzegzorcysta, który przyszedł do domu i poprzez modlitwy odrzucił tę klątwę. Pokazał też przedmioty podarowane przez teściową z intencją choroby córki, zakopali je.
I efekty? Dziewczyna przybrała na wadze, wygląda normalnie, jest pogodna i nadal świetnie się uczy mimo wszystkiego przez co przeszła.
To jest niesamowite serio... jeśli ktoś potrzebuje namiarów do tego pana, można prosić o kontakt 🙂
@przeplyw445 no dobra, ale zapomniałeś jeszcze wspomnieć o jednej rzeczy, którą sam wcześniej sugerowałeś, czyli że w tej modlitwie „Ojcze Nasz, któryś jest w niebie„ ponoć należy zamienić słowo „Nasz” na „mój„ i mówić „Ojcze mój, któryś jest w niebie”, a reszta zostaje bez zmian.
I jeszcze jedno, bo niektórzy podobno twierdzą że przed urokami pomaga noszenie czerwonych rzeczy. Nie wiem skąd to się bierze, ale takie przekonanie też krąży wśród ludzi zajmujacych się tymi tematami.
@przeplyw445 przepraszam, wkradł mi się błąd w poprzednim poście... napisałem że mistrz reiki może „robić” magię i klątwy, ale oczywiście chodziło mi o to że może je rozbić, czyli zneutralizować i unieszkodliwić. To ważna różnica bo każdy kto zna reiki wie doskonale, że używanie jej do zadawania szkody mści się okrutnie na tym kto to robi.
@kojaca_wir czy może masz jakis kontakt do krysztal525? bardzo mi zalezy na tym zeby sie z nia skontaktowac, i to dosyc pilnie... ale mam wrazenie ze ona juz tu nie zagląda 🙁 jesli wiesz jak mozna do niej dotrzec to bardzo prosze o pomoc
Niczyja nienawiść nie jest w stanie skrzywdzić kogoś innego, zaszkodzić może jedynie samej osobie, która tę nienawiść w sobie nosi. Klatwa jako przyczyna choroby to moim zdaniem mit. Prawdziwe źródło większości chorób tkwi w nas samych, w tym co myślimy i czujemy na co dzień. Negatywne emocje, złość, strach, żal, uraza, to jest to co realnie nas niszczy od środka. Jeśli ktoś chce się z choroby wyleczyć, powinien zacząć od zmiany siebie, od pozbycia sie tych wszystkich negatywnych rzeczy, ktore w sobie hoduje.
No wiecie co, trochę mnie irytuje to ciągłe wyśmiewanie się z całej tej tematyki... klątwa, złorzeczenie, skupiona nienawiść, myślicie że to nie działa? To zróbcie sobie taki mały eksperyment w domu. Zbierzcie kilka osób w pokoju, macie przecież rodziny, i niech wszyscy myślą i mówią między sobą że ten kto zaraz wejdzie to łajdak, nikt, zero wartości, szumowina. A potem wejdźcie do tego pokoju sami. I sprawdźcie co sie dzieje z waszym nastrojem, humorem, samopoczuciem.
A kilka dni później to samo w drugą stronę: same pochwały, ciepłe słowa, autentyczne oczekiwanie na kogoś bliskiego. Wejdźcie i poczujcie różnicę.
Psychologowie doskonale wiedzą o takich mechanizmach, wiedzą też ci co zajmują się pracą z energią człowieka, tylko sami zainteresowani jakoś tego nie dostrzegają... to trochę jak z przysłowiem że ryba psuje sie od głowy.
I żeby nie straszyć różnych wrażliwych dusz słowami „guśła„ albo „zabobon”, bo wiem że dla niektórych takie określenia to od razu zamknięta głowa i koniec rozmowy, można to po prostu nazwac komunikacją kwantową. Brzmi poważnie, prawda? A sens ten sam 🙂
W życiu odparłem niejedną klątwę, czarną magię, uroki i ataki różnych energetycznych „wampirów" czy satanistów, więc mówię z własnego doświadczenia.
Zapamiętaj jedną prostą zasadę: nie rób drugiemu, co tobie niemile. To tyczy się każdego bez wyjatku, bo wszyscy jesteśmy dla siebie nawzajem lustrzanym odbiciem. I jeśli ktoś chce skutecznie odeprzeć od siebie klątwę albo urok, to przede wszystkim sam musi przestać grzeszyć... a grzech to nie tylko jakiś wielki czyn. To pycha, samozadowolenie, plotkowanie, obmowa, zła myśl, złe słowo, zły uczynek i zaniechanie dobra, lenistwo. Wszystko to wraca do nadawcy i do odbiorcy, prędzej czy później, i to zwielokrotnione.
Jak Kuba Bogu, tak Bóg Kubie. Stara prawda, ale wciąż aktualna.
@senna_umysl powiem ci jeszcze o jednej ważnej rzeczy, którą warto wziąć sobie do serca.
Każdego dnia postaraj się znaleźć chwilę tylko dla siebie, w spokoju, żeby zrobić takie coś co ja nazywam 3w1 czyli medytację, kontemplację i modlitwę razem. To jest właściwie taka medycyna energetyczna i duchowa w jednym, autoterapia jeśli chcesz. Chodzi o to żeby oczyścić się z tego wszystkiego co negatywne przenika do nas z otoczenia i z umysłów innych ludzi, bo te stany psycho-emocjonalne wnikają w naszą podswiadomość i stamtąd robią szkody. Stąd bierze się to ciągłe rozdrażnienie, różne dolegliwości psychiczne a nawet choroby fizyczne.
Bo jeśli tego nie robisz i nie poświęcasz regularnie czasu na bycie sam na sam ze sobą, to projekcje innych ludzi i całego otoczenia po prostu opanują głębsze warstwy twojej psychiki. Zadomowią się tam, zwiążą się z twoim układem nerwowym, z duszą... i w pewnym momencie zaczniesz żyć nie swoim życiem. Serio. Nie będziesz w stanie myśleć samodzielnie, bo ta własna wola zostanie jakby stłamszona przez system, przez religie, przez to co słyszysz i widzisz dookoła. I wtedy człowiek nazywa to losem, przeznaczeniem, nieuniknionym fatum, a tak naprawdę po prostu oddał sterowanie innym.
@magda_39 wiesz, masz tyle racji w tym co napisałaś... ale właśnie o tym mówię, że najgorsza brzydota jaka istnieje to ta wewnętrzna, ta duszy. I cóz z tego że ktoś ma piękną twarz, sylwetkę, markowe ciuchy, jeśli w środku panuje ciemność i pustka? To tylko fasada, maska.
I przypomnę tu pewien symbol, który często się w takich rozmowach pojawia: najpiękniejszy z aniołów, Lucyfer, został przez tłum czarno odzianych okrzyknięty „szpetnym" i wygnany. A czy ktoś spośród nich naprawde miał oczy duszy, żeby zobaczyć co tam w środku naprawdę jest? Prawdziwe piękno, to głębinowe, dostrzec może tylko ten kto patrzy nie oczami ciała lecz czymś zupełnie innym... głębiej.
Więc mam chyba tyle do powiedzenia w tym wątku o aniołach 🙂
@magda_39 myślę, że Gautama po prostu nie był szczęśliwy w tym związku... inaczej nigdy by nie odszedł tak daleko od żony. Znacznie bardziej przemawia do mnie Tadź Mahal, ta świątynia prawdziwej miłości, zbudowana z tęsknoty i oddania. Nie Nirwany bym szukała, nie nicości, lecz właśnie Miłości. Choć prawdziwa miłość nie musi oznaczać koniecznie bliskości fizycznej czy seksualnej, to przede wszsytkim jedność dusz, ta radość odnalezienia drugiego człowieka w tym wielkim, często zagubionnym świecie. I jeszcze jedno, ból rozdzielenia nigdy nie równa się radości ponownego złączenia, tak przecież zostało powiedziane...
@magda_39 nie, na innych forach zupełnie się nie udzielam, więc nie jestem tą osobą o której piszesz.
Co do tego wątku o Syzyfie... no cóż, sama tak mam przez całe życie. Wkładam w rzeczy ogromne ilości energii i serca, a efekty są... mizerne, żeby nie powiedzieć żadne. Naprawdę nie wiem dlaczego tak jest. Nie chcę już patrzeć na to przez pryzmat kar za poprzednie wcielenia czy coś w tym stylu, bo szczerze mówiąc ostatnio coraz mniej przekonuje mnie ta cała logika karmy. To co natomiast widzę bardzo wyraźnie, to jak zachowania innych ludzi wpływają na moje zycie w sposób destrukcyjny. Tych wszystkich „porządnych", grzecznych, niebuntujących się... a wokół coraz więcej hipokryzji i kłamstw, coraz mniej prawdziwej wolności, mimo że podobno żyjemy w demokracji. Więc znam Twój ból, naprawdę, nie tylko z teorii ale z własnego doświadczenia 🙂
@magda_39 wiesz, to co opisujesz brzmi jak prawdziwa pustynia... taka jak ta Jezusa Chrystusa, to przeżycie odcięcia od wszystkiego, czekanie w ciemnosci. od ilu lat już przez to przechodzisz? Bo sama pustynia Jezusa też w końcu miała swój kres, choć no... nie można powiedzieć że fortunnie. A jednak się skończyła, jak kończy się wszystko co do nas przychodzi.
Może więc i Ty zobaczysz kiedyś to światełko 😉 Ja sobie powtarzam, że w naturze zawsze musi istnieć równowaga, to jest prawo nienaruszalne. Nie może być wiecznie źle, bo wtedy cały porządek wszechświata by się posypał. Kiedyś musi przyjść to „dobrze", musi przyjść odwrócenie.
@magda_39 dziękuję Ci za te słowa, bardzo mi one teraz potrzebne... i Tobie również życzę wszystkiego najlepszego 🙂
@magda_39 dopóki życia, dopóty nadziei 🙂
@magda_39 dziękuję za słowa... ale widzisz, przez tyle lat tych „prac syzyfowych” doszłam do miejsca, gdzie po prostu nie wierzę już że cokolwiek co zrobię mogłoby przynieść jakiś pozytywny skutek. Dosłownie nic nie planuję i nie zamierzam nic zmieniać. Po co, skoro wynik i tak jest z góry wiadomy.
za dużo negatywnych doswiadczeń za sobą... i coraz bardziej rozumiem Lucyfera w tym wszystkim, wiesz. Dajesz ludziom serce na dłoni, otwierasz się naprawdę, a w odpowiedzi... cóż
@magda_39 a zastanowiłaś się kiedyś kim tak naprawdę był Prometeusz? I czemu Jezus jest zawsze ukazywany z sercem, z którego promieniuje Światło... to chyba nie przypadek. Taki, no... ktoś bardzo świadomy, wcielony w człowieka 🙂 a czym jest dla Ciebie samo światło?
wątek ma prawie 10 lat ale i tak się wtrącę...
swietlistysciezka napisała że klątwy to bzdura i ma rację. Opinie różnych ludzi na ten temat są właściwie bez wartości, bo liczy się wiedza i fakty, a nauka czegoś takiego jak klątwa nie potwierdza.
co tu więcej dodać? no może tyle ze warto otaczac sie ludźmi którzy nam życzą dobrze i można na nich polegać, bo to po prostu pomaga w chorobie i lepiej sie czujesz psychicznie
@senna_umysl a co do demonów ukrytych w ludzkich ciałach, to powiem tyle że przez całe życie spotkałam ich naprawdę niemało... ho ho, to by było coś do opowiedzenia 🙂
@senna_umysl no widzę, że opanowałaś kopiowanie i wklejanie tekstu z Wikipedii... ale serio, nie ma tu czym się szczycić, to umie zrobić każde dziecko w przedszkolu.
Tyle że przy całej tej erudycji trochę mi to pachnie faryzeuszostwem. Wiedzy niby dużo, ho ho ho, ale poziom tej dyskusji? Jak u noworodka
Innomile patris et filis et spirytus sankti amen.
@senna_umysl no właśnie, to jest stara jak świat mądrość... kto się śpieszy ten się diabeł cieszy. I chyba nie bez powodu tak sie mówi, bo za tym kryje sie coś głębszego. Chodzi o to, że negatywne emocje, cała ta podświadomość, przejmują wtedy kontrolę nad człowiekiem. Wewnętrzne demony biorą górę nad zdrowym rozsądkiem i rozumem. To nie jest tylko powiedzenie, to obserwacja tego jak naprawdę działa ludzka natura.
Hmm, do tej pory nie mieliśmy w rodzinie poważniejszych problemów zdrowotnych, a tu nagle w 2007 roku zaczęły się dziać dziwne rzeczy...
Jakiś czas temu skorzystałam z podobnej pomocy i szczerze powiem, że oczyszczenie naprawdę dużo zmieniło w moim życiu. Warto porozmawiać z kimś doświadczonym w tej dziedzinie, tym bardziej że sama konsultacja nic nie kosztuje.
