Mam takie pytanie do was, bo ostatnio sobie o tym przypomniałam i mnie to nurtuje. Chodzi o Wieżę w kontekście związków i karmy.
Kilka lat temu byłam u dwóch różnych wróżek, w odstępie mniej więcej pół roku. Obu nie powiedziałam, że znam podstawy tarota, chciałam zobaczyć co same powiedzą. Obu wypadła zapowiedź jakiegoś partnera, jakieś uczucie nadchodzące... ale u obu w rozkładzie pojawiła się Wieża. Pierwsza na pytanie czy to będzie partner na całe życie odpowiedziała wymijająco, że wszystko zależy ode mnie. Druga zwineła karty dość szybko i stwierdziła, że relacja skończy się szczęśliwie.
No i rzeczywiście pojawił się ten facet. Związek był dla mnie największą miłością jaką dotad znałam, totalnie mnie odmienił, a rozstanie też odcisnęło piętno. Długa historia, nie będę tu wszystkiego opisywać.
Ale pomyślam sobie potem, że to chyba było z góry skazane na niepowodzenie. I że te wróżki tak naprawdę wykazały się jakąś... etyką? Doświadczeniem? Żadna mnie nie zniechęcała, nie mówiły „uciekaj od tego człowieka”. Może widziały, że ten związek był mi potrzebny, że musiałam przez to przejść.
Zastanawiam się teraz jak wy do tego podchodzicie. Czy zdarzyło wam się widzieć w kartach coś co wyglądało na typowo karmiczny układ, i mimo to nie odstraszałyście od tego związku? I czy są jakieś inne karty poza Wieżą, które kojarzą wam się z relacjami karmicznymi?
Szczerze mówiąc, nie czuję się na tyle doświadczony żeby w rozkładzie od razu rozpoznać, które powiązanie jest karmiczne a które nie. Ale jedno wiem na pewno... nigdy nie dawałbym komuś fałszywych nadziei. Wolałbym powiedzieć wprost, że czasem pewne rzeczy muszą nas spotkać właśnie po to, żebyśmy sięczegoś nauczyli i mogli otworzyć się na coś nowego.
Z tego co tu opisujesz, Wieża dosłownie pokazała Twoje przejścia jak w lustrze. Bo tak już jest z tą kartą, że coś musi runąć żeby w ogóle można było uprzątnąć grunt i postawić coś nowego, na solidniejszych podstawach.
I mam takie swoje zdanie w tej sprawie, że mówienie komuś „bedzie super, wszystko się ułoży” kiedy karty pokazują co innego, to jest po prostu nieetyczne. Każdy kto siada do odczytu bierze za to pewną odpowiedzialność. Znacznie uczciwiej wytłumaczyc, że karty nie są wyrocznią, że to my sami trzymamy swój los w rękach, i przekazać wskazówki które z kart wynikają. Tyle i aż tyle.
no właśnie, i tu dotykamy sedna sprawy. Ty jako osoba, która zna się na kartach, rozumiesz co się za tym kryje, ale wyobraź sobie kogoś kto do wróżki trafia pierwszy raz w życiu. Jak taki człowiek wychodzi z fałszywymi nadziejami i potem rzeczywistość mu to brutalnie obali, to ma tylko jeden wniosek w głowie: że to wszystko bzdury i że przepłacił za nic. Tarot traci w jego oczach wartość, a na dodatek jeszcze znajomym powie co o tym myśli.
Zastanawiam się też nad czymś innym... czy tamte panie rzeczywiście kierowały się troską o klienta, czy może jednak trochę myślały o własnej kieszeni. Bo jak człowiek wychodzi zadowolony, to wraca, poleca dalej i płaci kolejny raz. A jak mu powiesz trudną prawdę, nawet opakowną w sensowne wskazówki, to może już nie przyjdzie. Nie chce mi się wierzyc żeby to była wyłącznie troska o dobre samopoczucie pytającego, szczerze mowiac. Etyka w tym zawodzie to naprawdę nie jest prosta sprawa.
dokładnie tak, kłamstwo to kłamstwo i nie ma co owijać w bawełnę 🙂
etyka w tym zawodzie wygląda tak, że jak widzisz że coś złego się zbliża, to nie milczysz i nie kolorujesz rzeczywistości. weźmy taki przykład, ktoś pyta o pieniądze a ty widzisz że jutro może go przejechać samochód, to mu o tym mówisz. oczywiście nie straszysz, nie krzyczysz „umrzesz!”, tylko spokojnie napominasz, żeby uważał na drodze, nie wbiegał na czerwonym, patrzył gdzie stąpa. to jest właśnie ta odwaga mówienia prawdy, z głową i sercem jednocześnie.
tak samo z miłością, jeśli ktoś widzi że związek skończy się dramatycznie, to nie powinien wciskać klientce happy endu którego nie będzie. zamiast tego można dać porządną radę, coś co jej naprawdę pomoże. po co ludzie w ogóle idą do wróżki? żeby dostać realną pomoc, a nie słodką bajeczke która rozpadnie się przy pierwszym zderzeniu z rzeczywistością.
zawsze mówię tak, jeśli masz odwagę zapytać o przyszłość, musisz mieć też odwagę żeby ją usłyszeć. inaczej po co to całe pytanie...
właśnie o to chodzi, kto w ogóle powiedział że Wieża jest kartą karmiczną? 😮 w tym układzie widać przede wszystkim dom, tyle że ten dom zamienił sie z czasem w coś mocno związanego z uzależnieniami od materii... a materia po prostu nie ma szans z duchowością, to jest oczywiste, więc trzeba było to jakoś wyrównać i zrównoważyć. kłótnie przy Wieży to normalna sprawa, nic dziwnego.
ale serio dziwne że nie powiedziano ci o tym, że jest tam Węgiel który dopiero ma stać sie diamentem 🙂 trzeba było przez to po prostu przejść i wytrzymać. te mury się zwaliły bo były puste w środku, nie było w nich nic żywego, żadnej natury ani ducha, tylko materia i tyle. to jest wlasnie ta lekcja z tej karty imo
no i to jest to, trochę inne podejście do tej karty niż się zwykle przyjmuje. Bo jak większość ludzi słyszy „Wieża” to od razu myśli kataklizm, koniec, trzęsienie ziemi. a z tego co sam obserwuję, to w kontekście związków ta karta działa inaczej, szczególnie gdy mamy do czynienia z relacją mocno karmiczną.
Wieża pokazuje wtedy że coś co przez lata budowaliśmy w głowie, jakieś wyobrażenia o miłości, oczekiwania co do partnera, stare schematy działania w związku, po prostu musi runąć. nie dlatego że jesteśmy głupi czy naiwni, ale żeby można było postawić coś nowego, już z większą świadomościa. to nie zawsze musi boleć jak diabli, choc często tak wychodzi. czasem to jest bardziej takie nagłe przebudzenie, olśnienie, człowiek nagle widzi wszystko inaczej...
i niekoniecznie musi to oznaczać że związek się kończy. karmi karmiczne uczą i zmieniają nas, ale rzadko trwają wiecznie, to prawda. tylko efekty tej zmiany mogą być różne.
