Myślę dużo ostatnio o Wielkich Arkanach i o tym które z nich mówią coś o sile. Nie o sile w sensie dominacji, ale o tej wewnętrznej, która pozwala ci stać nawet kiedy wszystko się wali. Mam za sobą dość ciężki okres z pewną tradycją, z której kiedyś korzystałam, i teraz zastanawiam się - czy da się wziąć z tarota tylko te warstwy, które nie bolą? Czy Wielkie Arkany mogą być po prostu lustrem dla tego, co już masz w sobie, bez całego bagażu który może się z nimi wiązać? Chciałabym porozmawiać o konkretnych kartach - Siła, Cesarzowa, Świat, może Hierofant - ale też o tym, jak podchodzić do tarota kiedy masz za sobą coś trudnego związanego z tą dziedziną.
To bardzo dobre pytanie i nie ma na nie jednej odpowiedzi, bo to zależy od tego, co było tym trudnym. Ja miałam podobny moment - przez długi czas nie dotykałam kart, bo kojarzyły mi się z osobą, ktora je nadużywala w kontakcie ze mną. Kiedy wrociłam, zaczęłam właśnie od Wielkich Arkanów i od kart, kture czułam jako 'moje'. Sila była pierwsza, przy której się nie wzdrygnelam. Może dlatego, że ta karta nie jest o przemocy - ta kobieta z lwem nic nie wymusza, tylko trzyma. Co cię konkretnie wiąże z bólem w tej tradycji, jesli mogę zapytać? To wazne, bo inaczej się pracuje z tymi kartami kiedy chodzi o złe wspomnienie systemu, a inaczej kiedy chodzi o konkretną osobe.
ojej, słuchaj, to co piszesz o braku przestrzeni na własne czytanie - to brzmi jak sposób, w jaki tarot jest używany żeby kontrolować, a nie żeby pomagać. Znam to zjawisko, choć sama go nie doświadczyłam. Mam pytanie do ciebie i do Leontynka - czy uważacie, że można świadomie pominąć niektore Wielkie Arkany w pracy z soba? Że po prostu odkladam Hierofanta na bok na jakiś czas i pracuje z tym, co mi nie sprawia trudności? Czy to jest jakaś metoda, czy raczej ucieczka?
Wchodzę w ten wątek, bo to jest coś, o czym rzadko się tu mówi wprost. Rena, a jak długo nie pracowałaś z kartami zanim wróciłaś? Pytam, bo w przypadku trudnych doświadczeń z jakimś systemem czas przerwy naprawdę ma znaczenie. I czy w momencie powrotu zrobiłaś coś konkretnego - nowa talia, inne otoczenie - czy po prostu sięgnęłaś po to co miałaś?
Przepraszam że wchodzę z boku, bo ja dopiero zaczynam z kartami i może moje pytanie będzie naiwne - ale dlaczego talia miałaby coś pamiętac? Rozumiem, ze masz wspomnienia, ale czy fizyczna talia może nieść jakiś ładunek emocjonalny? Pytam serio, nie zlośliwie.
Zgadzam sie z Alusia83, choć ja bym dodał jeszcze jedna warstwę. Jeśli pracujesz nad siłą osobistą - a o to chodzi w tym temacie - to nowa talia ma sens symboliczny. To jest gest wobec siebie: zaczynam na własnych warunkach. Ale wróćmy do samych Wielkich Arkanów bo to jest serce tego wątku. Które karty wy wogóle łączycie z siłą osobistą? Bo ja myślę że Sila to oczywisty wybór, ale ciekawi mnie czy ktoś myslał o Pustelni albo o Gwieździe w tym kontekście.
oj tam, wracam do tego co napisała Rena o braku przestrzeni na własne czytanie. Mnie zastanawia, czy Wielkie Arkany wogóle można czytać w sposób zamkniety, z jedną stałą definicją. Bo ich cala siła chyba polega właśnie na tym, że kazda karta jest jak ikona - pewien rdzeń, ale odbicie w każdym inne. Czy tradycja, ktura ci narzuciła jedną interpretację, używała konkretnych ksiąg, systemu? Czy to była jedna osoba, która mówiła co dana karta znaczy?
Rena, to ma sens. Hierofant jako symbol osoby, która miała nad tobą władzę interpretacyjną - to jest bardzo konkretna projekcja i całkowicie rozumiem że ta karta jest teraz najtrudniejsza. Ale powiem ci co mi pomogło w podobnej sytuacji: zaczęłam szukać talii, w których Hierofant wygląda inaczej. W niektórych systemach ta karta jest zupełnie przekształcona, bez mitry, bez hierarchii. I samo spojrzenie na inny wizerunek pomogło mi zobaczyć archetyp za postacią, a nie konkretną twarz
ehh, tu wchodzę, bo to jest ciekawy trop. są talie gdzie Hierofant jest po prostu Nauczycielem, bez instytucji - np. w Thoth tarot mamy Kapłana który ma zupełnie inny ciężar symboliczny. rena, czy zastanawiałaś się wogóle nad zmianą systemu, nie tylko talii? Bo Wielkie Arkany w różnych tradycjach naprawde mówią różne rzeczy, nawet jeśli mają podobne nazwy 😀
ojejku, przepraszam, że wchodzę z pytaniem może bardziej podstawowym - ale czy jak ktoś ma takie trudne doświadczenie z kartami, to w ogóle jest sens wracać do tarota, a nie do czegoś zupełnie innego? Pytam bez oceniania, bo sama nie znam tarota, ale mam wrażenie że jak coś boli, to może lepiej zostawić? Albo nie?
Dokładnie to co Twilighta_63. Chciałabym dodać coś od siebie - myślę, że pytanie z tematu o 'karty dla mocnych ludzi' jest troche mylące bo sugeruje, że siła to warunek wejścia. A ja uważam odwrotnie: to praca z tymi kartami może budować siłę, jeśli robi się ją na własnych warunkach. Rena, to co opisujesz - że Siła ci nie ciąży - może być właśnie punktem wejścia. Nie musisz od razu rozliczać się z Hierofantem.
Ja nigdy nie myślałam o Wielkich Arkanach w kontekscie siły osobistej, zawsze mi sie kojarzyły bardziej z losem, z tym co na ciebie przychodzi. Ale czytam ten wątek i zaczynam rozumieć co innego. Czy Cesarzowa mogłaby być kartą siły? Bo jest kojarzona z kobiecością i płodnością, ale mnie zawsze bardziej kojarzyła się z kimś, kto po prostu stoi na ziemi i nikt go nie ruszy 🙂
Rena, to co napisałaś o Cesarzowej i Sile jako punktach startowych - brzmi bardzo sensownie. Mam tylko jedno pytanie: czy wybrałaś te dwie karty intuicyjnie, czy jest jakiś konkretny powód, że właśnie one? Bo mnie ciekawi, czy to jest odpowiedź na to, czego teraz potrzebujesz, czy raczej ucieczka od kart, kture są trudne.
To co mówisz o Sile - że nigdy nie była obciążona - to jest ważna informacja dla ciebie. Właśnie takie karty są dobrym przyczółkiem. Ale mam pytanie: jak wyglądała Siła w talii, z którą pracowałaś w tamtej tradycji? Bo jeśli interpretacja była narzucona z góry, to ciekawi mnie, co tam mówiono o tej karcie.
Też jestem ciekawa tego, bo Siła w Rider-Waite to bardzo konkretny obraz - kobieta i lew, i ta nieoczywista relacja między nimi. Można z tego zrobić coś bardzo subtelnego albo bardzo dosłownego. zależy kto i jak interpretuje.
Przepraszam że wchodzę, bo chyba nie do końca rozumiem - co zmienia kolejność numeryczna kart? Tzn. czy ta sama karta ma inne znaczenie zależnie od tego, jaki ma numer?
To jest ciekawe, ale trochę się tu odchodzimy od tego, co Rena powiedziała. To zdanie o tym że wszystko szło przez słowa nauczyciela - to jest właśnie sedno problemu z siłą osobistą i kartami, o którym jest ten temat. Jak możesz budować własną relację z tymi archetypami, jeśli ktoś inny przez długi czas był jedynym filtrem?
Myślę o ogrodzie. Zawsze. Nie wiem skąd to skojarzenie, bo nie jestem szczególnie ogrodniczą osobą, ale ta karta zawsze wywołuje we mnie obraz czegoś, co rośnie bez pośpiechu. I że to jest wystarczające. To chyba moje, nie cudze.
Ogród to bardzo Cesarzowa. I to co mówisz - 'rośnie bez pośpiechu, i że to wystarczające' - to jest właśnie ten rodzaj siły, o którym mówił ten temat. Nie dominacja, nie kontrola, ale trwanie i stwarzanie. Ciekawe, że to skojarzenie przetrwało tamten okres bez skażenia. 😀
Czytam to wszystko i mam pytanie może z innej strony - czy siła osobista, o której tu mówicie, to jest coś co widać w kartach, czy to wy wnosicie to do kart? Bo mam wrażenie, że ta sama karta może być i słabością, i siłą zależnie od tego, jak ktoś na nią patrzy
Ale to trochę oznacza, że tarot mówi ci to, co chcesz usłyszeć, nie? Skoro każda karta może znaczyć właściwie cokolwiek w zależności od osoby? Pytam szczerze, bo nie rozumiem gdzie jest granica między projekcją a odczytem. xd
oj, dodałbym do tego że właśnie dlatego praca z Wielkimi Arkanami wymaga pewnej odporności. Te karty potrafią trafiać w miejsca, gdzie naprawdę nie chcesz patrzeć. Wieża, Śmierć, Księżyc - to nie są karty, kture mówią ci co chcesz usłyszeć. Rena, czy w tamtej tradycji te trudne karty miały gotowe 'bezpieczne' wyjaśnienia które łagodziły ich ciężar?
To co opisujesz - automatyczne neutralizowanie trudnych symboli - to jest mechanizm, który widzę też poza tarotem. w każdym systemie, który chce utrzymać kontrolę nad interpretacją, trudne elementy są oswajane zanim zdążą cokolwiek pokazać. Pytanie jest takie: czy teraz, kiedy to widzisz, te karty mogą ci coś powiedzieć właśnie przez ten ciężar, który był tłumiony?
Czytam ten wątek od początku i nie odzywałam się, ale to co napisał Halny77 mnie zatrzymało. Czy jest możliwe, że właśnie te najtrudniejsze karty - Wieża, Księżyc - są teraz dla Reny ważniejsze niż Cesarzowa i Siła? Bo może powrót przez te, które były zamrożone, byłby bardziej... szczery? :))
To co napisała Wozka... zatrzymało mnie. Myślałam o tym przez chwilę i chyba tak. Cesarzowa i Siła były bezpieczne, bo były poza tamtym systemem - ale to może znaczyć, że wchodziłam tylnym wejściem, omijając właśnie to, co najtrudniejsze. Nie wiem czy to jest mądre czy tchórzliwe.
matko, żadne z tych dwóch. To jest po prostu sposob, w jaki psychika reguluje tempo. Ale mam pytanie do Wozki - co miałaś na mysli mówiąc 'powrot przez te, ktore były zamrożone'? Bo jesli chodzi o celowe sięganie po Wiezę i Ksiezyc jako punkt wejścia - to jest zupełnie inna praca niz to, co opisuje Rena do tej pory.
To co mówisz o Księżycu - że 'nie miał prawa tak dobrze oddać pewnej rzeczy' - to jest dokładnie to, o czym mówiłam przy granicy między projekcją a odczytem. Karta która trafia tam gdzie nie oczekujesz, to jest sygnał że dzieje się coś więcej niż projekcja. Co to było, jeśli możesz powiedzieć?
