oj tam, chciałam się podzielić rozkładem, który stosuję kiedy czuję, że ciągnę za sobą coś po byłym i nie mogę ruszyć dalej. Nie jest to rozkład do wróżenia czy do wywoływania uczuć, tylko stricte do sprawdzenia - gdzie jest moja granica tolerancji i kiedy naprawde powinnam odpuścić. Karty kładę w trzech pozycjach: 1. Co nadal trzymam w sercu (pozycja emocji) 2. Co mnie blokuje przed puścieniem (pozycja oporu) 3. Gdzie kończy się moja tolerancja na ból (pozycja granicy) U mnie wyciągnęłam: Ósemkę Kielichów, Diabła i Dwójkę Mieczy. Diabeł na środku mnie nie zaskoczył - ale Ósemka Kielichów jako pierwsza karta to było uderzenie. Bo z jednej strony ta karta mówi o odejściu, a z drugiej - że ja to odejście już wiem, tylko nie chcę go zaakceptować. Czy ktoś kiedyś robił coś podobnego? Jakie karty wam wychodziły na tej pierwszej pozycji?
Ósemka Kielichów na pozycji emocji to naprawdę mocny sygnał. Ta karta rzadko kłamie w kontekście pożegnań - ona nie mówi, że nie kochasz, ona mówi że część ciebie już wie, że trzeba iść. Pytanie tylko, czy świadomość i emocje idą w tym samym tempie. Bardziej mnie zastanawia ta Dwójka Mieczy jako granica tolerancji. Bo to karta zamkniętych oczu, celowego niewidzenia. Jak ją rozumujesz w tej pozycji - że twoja granica to moment, w którym już nie możesz dalej udawać że nie widzisz? Czy coś innego z niej wyczytałaś?
oj tam, też miałam kiedyś podobny rozkłat, tylko pozycje troche inne. I wyszła mi Księżycowa na środku zamiast Diabła. Długo nie wiedziałam co z tym zrobic - księżyc to iluzje, tak? Czyli to co mnie blokowało przed odpuszczeniem było złudzeniem które sama stworzyłam. Ale mam pytanie do Ninki - jak rozstawiasz te karty fizycznie? Jedna linia czy może coś innego? :/
Podsłuchuję ten watek bo sama jestem po rozstaniu i szukam jakiegoś rozkładu do przepracowania tego. Ale mam pytanie - czy taki rozkład do puścienia robisz raz i to wystarczy, czy powtarzasz go po jakimś czasie? Bo mam wrażenie że moje emocje są tak zmienne, że za tydzień karty mogłyby powiedzieć coś zupełnie innego.
To, co opisujesz przy Diable, to właśnie jedno z trudniejszych rozróżnień w tarocie. Diabeł może pokazywać uzaleznienie od osoby, ale też od narracji, ktora sobie zbudujesz. Czyli nie tęsknisz za nim, tylko za tym obrazem, który stworzyłaś - i to bywa trudniejsze do puszczenia niż sam człowiek. A jak wyglądało twoje pierwsze odczucie po rozłożeniu tych kart? Zaskoczenie, potwierdzenie, a moze zaprzeczenie?
Diabeł na pozycji oporu to praktycznie zawsze jakieś przywiązanie którego sama nie chcesz widzieć. widziałam to u siebie i u innych osob. Tylko że to przywiązanie nie musi byc do człowieka - mozę to byc przywiązanie do tożsamości ofiary, do roli porzuconej, do poczucia że się komuś poswięciłaś. To bywa bardziej blokujące niż sama miłość. Ninka - a co czułaś jak to zobaczyłaś? Bo to wazne dla interpretacji.
oj, przepraszam że wchodzę, ale jestem w podobnej sytuacji i szukam czegoś co mogę zrobić sam bez doświadczenia. Ten rozkład trzyma się trzech kart, tak? Czy jest jakaś karta, ktura by dosłownie powiedziała 'puść to już'? Pytam serio, bo nie wiem jak interpretować subtelności.
Czytam i mi się kręci w głowie trochę, bo jestem na początku przygody z tarotem. Mam pytanie może głupie - czy jak ktoś robi taki rozkład w trudnej chwili, to karty nie wychodzą przypadkowo? Mówię o tym, że jak się jest smutną, to może się wyciąga smutne karty bo jakoś podświadomie się wybiera?
Ja raz zrobiłam rozkład w bardzo spokojnym momencie, kiedy myślałam że już wszystko przepracowałam. Wyszła mi Trójka Mieczy jako karta emocji. Czyli serce przebite trzema mieczami. Na zimno. Więc chyba odpowiedź brzmi: i tak, i tak można dostać prawdziwą kartę. Ale wracam do pytania kture zadałam wcześniej - jak często powtarzać taki rozkład? Bo Ninka nie odpowiedziała 🙂
W takich rozkładach ważne jest też to w jakiej fazie księżyca się robi. Ubywający księżyc to idealny czas na rozkłady związane z puścieniem i zakończeniami - energia sprzyja uwalnianiu. Na przybywającym może wyjść coś przekłamanego bo energia ciągnie ku przyciąganiu, nie odpuszczaniu. To podstawa przy rozkładach emocjonalnych
Troche nie rozumiem tego z ksiezycem jako sztywną zasadą - bo jeśli komus jest źle tu i teraz, to ma czekac tydzień na dobry księżyc? Mam wrazenie że tarot jest bardziej o tym co czujesz w danym momencie, niz o kalendarzu. Choc rozumiem ze niektórzy tak pracują. A wracajac do rozkładu Ninki - czy ktoś probowal dodać czwartą kartę? Na przykład jako 'co mogę zrobić żeby przekroczyć tę granicę'?
Jestem sceptyczna wobec całego 'puścić przez karty', bo nie rozumiem mechanizmu - czy chodzi o to że karta coś zmienia, czy raczej że pomaga zrozumieć co czujesz? Bo jeśli to drugie, to rozumiem i mogę się z tym zgodzić. Jeśli pierwsze, to mam problem. Ale ten rozkład który opisała Ninka wygląda bardziej jak sposób do autorefleksji niż do magicznego działania. Dobrze rozumiem?
Wróciłam do tego wątku i mam kolejne pytanie, przepraszam że się kręcę w kółko. Ale skoro karta na pozycji 'granica tolerancji' pokazuje moment w którym sama siebie nie znosisz za udawanie - to czy ktoś kiedyś dostał tam kartę, ktura wogóle nie pasowała do tematu? Mam na myśli jakąś kartę monet czy czegoś bardzo materialnego zamiast emocjonalnej? I co wtedy? 😉
Czytam tę rozmowę o Pentaklach i zaczynam się zastanawiać nad własnym rozkładem. Zrobiłam go niedawno i dostałam Czwórkę Pentakli na środkowej pozycji. Interpretowałam to jako kurczowe trzymanie się czegoś. Ale teraz myślę, czy to nie może być właśnie ta granica o której mówicie - że trzymam się tej osoby jak czegoś co mi 'należy'?
no, wracając do Głupca który wyszedł Nince jako czwarta karta - to ciekawe, bo Glupiec jako krok do przodu po emocjonalnym przepracowaniu ma bardzo konkretne znaczenie w kontekście Wielkiej Drogi. Oznacza punkt zero, wyjscie bez bagażu. Tylko pytanie czy ta czwarta pozycja była zamierzona czy spontaniczna, bo to wpływa na interpretację.
To jest właśnie pytanie, przy którym różne szkoły się rozchodzą. Część osób powie, że impuls to też informacja - że ręka sięgnęła tam nie bez powodu. Inni powiedzą, że trzymaj się struktury którą ustaliłaś, bo inaczej zaczynasz 'doczytywać' to co chcesz usłyszeć. Jak to czujesz sama - ciągnęłaś ją bo coś cię pchało, czy dlatego że bałaś się że trzy karty nie wystarczą?
Czytam tę rozmowę o impulsach i chcę dodać coś ze swojej perspektywy - kiedy robiłam podobny rozkład po trudnym rozstaniu, też wyciągnęłam 'dodatkową' kartę. Wyszedł mi Księżyc. I dopiero po tygodniu rozumiałam że to była najważniejsza karta ze wszystkich, bo pokazywała że cała moja praca z tym rozkładem była zamazana przez złudzenia. Więc impulsywne karty czasem mówią prawdę którą wypierasz. 😀
Mam wrażenie że ta rozmowa o impulsywnych kartach dotyczy właśnie mnie, bo jestem kompletnym laikiem i pewnie bym wlasnie tak robił - ciągnął kolejne karty jak pierwsza mi sie nie podoba. Jak w ogóle człowiek się uczy nie manipulować rozkładem? Czy to przychodzi samo z doswiadczeniem? 😛
Czytam ten wątek od dłuższego czasu i zastanawiam się nad jedną rzeczą - czy do takiego rozkładu 'do puścienia' używacie specjalnej talii, czy tej samej która uzywacie na co dzień? Pytam bo gdzieś czytałam że niektórzy mają osobną talię do trudniejszej pracy
Używam tej samej talii do wszystkiego, ale po tym wątku zaczynam się zastanawiać czy to dobry pomysł. Szczególnie że mam wrażenie że moja talia mnie już dobrze 'zna' - czyli może to zaleta, a nie wada. Albo właśnie dlatego jest tak bezlitosna 🙂
hmm, to co napisałaś na końcu o bezlitosności własnej talii - czuję to samo. Moja talia też jakby... wie za dużo. Ale właśnie dlatego się zastanawiam, czy do takiego rozkładu 'do puścienia' nie lepiej byłoby sięgnąć po coś obcego, pożyczonego? Czy ktoś próbował robić taki rozkład cudzą talią?
Chyba właśnie tego potrzebowałam, żeby nie uciec od trudnych odpowiedzi. Gdyby talia była 'obca', pewnie bym znalazła wymówkę że to nie moje karty, że nie rozumiem przekazu. A tak nie miałam dokąd uciec. Ale Dalia poruszyła coś ważnego - czy ta obcość nie jest czasem potrzebna właśnie jako ochrona? Bo nie każdy jest gotowy na rozkład bez filtra 🙁
Wracam do czegoś co pominęłyśmy - Ninka mówiłaś wcześniej o Głupcu jako karcie dociągniętej impulsywnie. I o tym czy jej nie naddajesz znaczenia. Ale teraz jak o tym myślę... Głupiec to karta kroku w nieznane bez gwarancji. Przy puzczaniu kogoś to jest albo bardzo precyzyjne, albo życzeniowe. Jak odróżnić jedno od drugiego po fakcie?
Ale właśnie to mnie zatrzymuje. Mówisz ze karty pracują nawet kiedy nie jesteś uczciwa wobec siebie. To brzmi jak argument ktury zawsze można użyć żeby obronić każdą interpretację. Jak wyszlo to czego chciałaś - 'byłam uczciwa'. Jak wyszło coś trudnego - 'karty wiedzialy lepiej'. Skad ten rozklad w ogóle ma jakąś weryfikowalnośc?
Wchodzę tu bo to pytanie mnie dotyczy bezpośrednio. Po moim rozkładzie też nie byłam pewna co zadziałało. Czas, karty, rozmowy, płakanie. Ale doszłam do wniosku że to nie jest problem. Rozkład nie musiał być jedynym czynnikiem. Mógł być tym co otworzyło drzwi, przez kture weszły wszystkie pozostałe rzeczy. Przynajmniej tak to u mnie wyglądało.
Chcę wrócić do samego rozkładu ktury Ninka opisała na początku, bo mam wrażenie że troche odeszłysmy od struktury. Ta pozycja 'granica tolerancji' - jak ją ustawilaś przed rozkładem? Czy to była konkretna intencja którą sformułowałaś slowami, czy bardziej poczucie?
