Chodzę od kilku miesięcy na grupę wsparcia dla osób z depresją i terapeuta tam wspomniał coś o kartach tarota jako metodzie autorefleksji. Zaciekawił mnie ten temat bo sam ostatnio zacząłem ciągnąć jedną kartę rano... Problem jest taki, że zaczynam z entuzjazmem rano ale do południa zapominam że coś miałem robić z tym co wyciągnąłem. siedzę wieczorem i myślę - no i co teraz z tą kartą. Ktoś używa tarota w podobny sposób, tzn. jako wsparcie między sesjami terapeutycznymi albo na grupie?
To ciekawy temat, bo naprawdę rzadko się o tym mówi wprost. Pytanie mam do ciebie - co konkretnie chcesz osiągnąć tym porannym ciąganiem?? Bo to dość mocno zmienia to, jak w ogóle podchodzić do tej praktyki. Jeśli chodzi o refleksję na cały dzień, to zapominanie o karcie do południa może właśnie świadczyć o tym, ze albo interpretacja była za ogólna, albo za bardzo skupiasz się na samej karcie zamiast na intencji, z którą ją wyciągnąłeś.
Tez mam taki problem z zapominaniem, ale ja to tłumacze tym ze jestem rano taka rozmarzona ze wszystko mi wylatuje z głowy 🙂 Ale serio, próbowałam robić zdjęcie karty i wstawiać je jako tapetę w telefonie na ten dzień. Trochę pomogło, bo telefon mam przy sobie ciągle. Może by to pomogło?
Żeby nie było, że mówię od razu jak robić - chcę najpierw zapytać o coś innego. Co to znaczy, że terapeuta polecił karty?? Powiedział dosłownie żebyś pracował z tarotem, czy raczej coś ogólnego o metodach refleksji i ty sam dorzuciłeś karty? Bo to dość istotna różnica, gdy mówimy o grupie wsparcia
To co opisujesz, to właściwie klasyczna praktyka którą wiele osób stosuje - jedna karta rano jako punkt wyjścia do dnia. Mam pytanie do Jagienki - wspomniałaś o intencji przy wyciąganiu karty :). Czy w przypadku osób które dopiero zaczynają i mają takie trudności z pamięcią w ciągu dnia, nie lepiej byłoby ciągnąć kartę wieczorem i podsumowywać dzień wstecznie? Myślę, ze to mogłoby być łatwiejsze.
robiłam kiedyś notatki przez kilka tygodni - ciągnęłam kartę rano, wieczorem zapisywałam co z niej zostało. Różnica była spora między tymi dwoma podejściami. ale wracając do tematu - mam pytanie do osoby która zaczęła wątek. Czy próbowałeś może zapisywać coś od razu po wyciągnięciu karty, nawet jedno zdanie? Bo to może być ten brakujący krok.
Próbowałem zapisywać w telefonie ale potem i tak o tym zapomniałem. Chyba mój problem jest głębszy niż sama technika, bo na grupie też mam trudności żeby między sesjami pamiętać o ćwiczeniach. Terapeuta mówi że to część problemu z którym pracuję. Dlatego zastanawiam się czy tarot nie pogarsza sprawy bo daje mi kolejną rzecz do zapomnienia i potem poczucie winy
To jest ważna obserwacja i dobrze że to napisałeś wprost. Bo tutaj dochodzimy do sedna - tarot jako sposób autorefleksji ma sens wtedy, gdy nie staje się kolejnym źródłem poczucia winy. Mam pytanie do pozostałych - jak wy radziliście sobie z tym mechanizmem, gdzie zapomniana praktyka zamienia się w wyrzut sumienia?
Właśnie o to chodzi. Widzę tu pewną pułapkę, w którą wpada dużo osób. Karta rano ma być zaproszeniem, nie zobowiązaniem. Jak zaczniesz się karać za to że zapomniałeś, to praktyka traci sens. Miałam kiedyś taki okres i po prostu odpuściłam karty na kilka tygodni... Wróciłam gdy poczułam że chcę, nie że muszę.
Ja bym dodała że może w ogóle jeden ciąg rano to za duże zobowiązanie na start. Może jedna karta dwa razy w tygodniu albo nawet rzadziej? Nie wiem, pytam bo sama mam problem z regularnością w różnych praktykach.
Przepraszam że się wtrącam bo dopiero zaczynam z tarotem i może głupie pytanie, ale czy jedna karta dziennie to jakiś standard? Bo mi się wydawało że tarot to się robi jak ma się konkretne pytanie, a nie tak codziennie bez powodu
Dobra ale mam szczery sceptycyzm. Jeśli ktoś ma problem z pamięcią i koncentracją jako objaw depresji, to jak ma mu pomóc ciąganie karty? no dobra pytam serio, nie złośliwie :). Bo może zamiast tarota lepiej po prostu ustawić alarm i napisać jedno zdanie w aplikacji na telefonie o tym jak się czuje?
no nie do końca się zgadzam. Karta tarota ma w sobie zakodowaną symbolikę archetypową i to działa na głębszych poziomach świadomości niż zwykłe notatki. To jest inny poziom pracy z umysłem. Poza tym jeśli ktos losuje kartę z dobrą intencją, to energia tej karty towarzyszy przez cały dzień, nawet jeśli świadomie o tym zapomina.
O, to jest pomysł. ej chyba nigdy nie próbowałem zostawić karty na widoku. Zawsze schowałem z powrotem do talii. Może właśnie dlatego tak szybko mi to wylatuje z głowy, bo dosłownie chowam ten impuls z powrotem do pudełka. Wypróbuję jutro rano.
właśnie tak samo robię i serio pomaga 🙂 Tyle ze raz zostawiłam kartę na parapecie i kot ją zepchnął za kaloryfer, więc może nie parapet 🙂
Spróbowałem dziś po raz pierwszy zostawić kartę przy kubku z kawą. wyciągnąłem Eremitę. I rzeczywiście kilka razy na nią spojrzałem w ciągu dnia, chociaż nie planowałem. Nie wiem czy to cokolwiek znaczy ale przynajmniej nie zapomniałem całkowicie że ją wyciągnąłem
O! I właśnie tak to powinno wyglądać moim zdaniem 🙂 Eremita to akurat ciekawa karta na taki początek, bo on sam jest o tej wewnętrznej latarni którą niesiesz. Ale powiedz, bo jestem ciekawa - co poczułeś jak na niego patrzyłeś? Coś ci przyszło do głowy?
Szczerze? Głównie myślałem że wygląda ponuro i zastanawiałem się czy to źle. Ale potem przeczytałem trochę o tej karcie i chyba nie jest negatywna :(. Chociaż nie wiem, zależy pewnie od kontekstu.
Eremita rzadko kiedy znaczy coś złego przy codziennej praktyce refleksyjnej. Ale mam pytanie - czytałeś o nim przed czy po tym jak sam pomyślałeś coś o tej karcie? Bo to dość ważna różnica, zwłaszcza na początku...
Prowadzę takie notatki od dawna i naprawdę różnica między "własne pierwsze skojarzenie" a "co podpowiada opis" jest spora. Po kilku tygodniach widać wzorce których byś nie zauważył czytając tylko interpretacje. Ale też nie chcę komplikować - jeśli samo zostawienie karty na widoku już działa, to może na razie tyle wystarczy?
A ja mam głupie pytanie bo dopiero się uczę - jak to w ogóle pamiętacie co czuliście przy wyciąganiu karty, jak wracacie do notatki wieczorem :)? Ja bym pewnie nie pamiętała co miałam na myśli rano.
Ale tu wracamy do problemu Tytusa - żeby zapisać słowo rano, trzeba pamiętać żeby zapisać słowo rano. To nie jest takie proste jeśli masz problem z utrzymaniem rutyny. Karta na widoku to jedno ale co z samym zapisywaniem?
No właśnie, to jest mój problem. Kartę zobaczyłem bo stała przy kubku. Ale żeby coś zapisać, musiałbym mieć notes przy kubku i długopis przy notesie i w ogóle chęć do pisania rano :P. To już za dużo kroków naraz.
To może jeszcze prościej - jak na nią spojrzysz, powiedz jedno słowo na głos. Dosłownie jedno... Nie musisz pisać. Chodzi o to żeby w ogóle wejść w jakiś kontakt z kartą, nie o tworzenie systemu.
Sama też mam problem z regularnością i przyznam że ten pomysł z jednym słowem na głos brzmi absurdalnie prosto ale może właśnie dlatego zadziała. Czy ktoś tak próbował? Zastanawiam się czy to nie jest za mało żeby cokolwiek z tego wynikło.
Zgadzam się z Jagienką ale mam inne pytanie do Tytusa. Mówiłeś że na grupie też masz trudności z ćwiczeniami między sesjami - czy terapeuta wie że próbujesz karty jako jeden ze sposobów? Bo jeśli tak, to może warto to omówić wspólnie, jak dopasować to do tego z czym pracujesz?
Nie mówię mu wszystkiego o tym co próbuję bo jakoś nie wiem jak to ugryźć. Nie chcę żeby myślał że zamiast ćwiczeń robię coś innego. ale może masz rację że warto wspomnieć.
