To właśnie mnie blokuje chyba. To szukanie potwierdzenia. Czytam sobie, widzę coś, ale zaraz myślę że to może być moja projekcja i potrzebuję żeby ktoś powiedział że dobrze czytam. I tego oczywiście nikt mi nie powie, bo skąd miałby wiedzieć.
To rozróżnienie między projekcją a odczytem jest moim zdaniem jednym z najtrudniejszych momentów całej nauki tarotu i mało kto o tym mówi wprost. Nie chodzi o to, żeby projekcję wyeliminować. Chodzi o to, żeby ją rozpoznawać kiedy się pojawia.
To mnie trochę uspokaja, bo przez chwilę miałam wrażenie że wszyscy tutaj mówią że jedyna prawdziwa nauka to czytanie dla innych i że samo siedzenie z talią nic nie daje. A ja jeszcze nie czuję się gotowa na tę część z ludźmi.
Myślę że siedzenie z talią daje dużo, tylko inaczej niż praktyka z ludźmi. Ja przez ten czas nauczyłam się jak reaguję na konkretne karty, co mi się w nich podoba, co wywołuje opór. To nie jest zero, to jest fundament.
I to chyba jest clue do całego pytania o czas. Nie chodzi o miesiące ani lata. Chodzi o to czy w ogóle dochodzi się do tych momentów gdzie karta coś rusza. Ktoś może mieć talię trzy lata i nigdy tam nie dotrzeć, jeśli traktuje to jak system zapamiętywania.
Mnie zaskoczyła ostatnio Trójka Kielichów. Zawsze kojarzyłam ją z radością i spotkaniami, a nagle w kontekście pytania które zadałam, zobaczyłam w niej coś o wykluczeniu. Dwie osoby są skierowane do siebie, trzecia patrzy w bok. Nie wiem czy to "prawidłowe" ale byłam zaskoczona że to widzę.
Słucham tej rozmowy i zaczynam rozumieć że to pytanie z mojego wątku o czas nauki ma pod spodem inne pytanie. Chyba pytam nie ile to trwa, tylko kiedy będę wiedziała że coś naprawdę umiem. I chyba nikt mi tego nie powie z zewnątrz.
