Zastanawiam się nad czymś, co chodzi mi po głowie od jakiegoś czasu. Uczę się tarotu od kilku miesięcy i mam wrażenie, że im więcej wiem, tym bardziej zdaję sobie sprawę, jak mało wiem. Czytam opisy kart, uczę się słów kluczowych, ale kiedy rozkładam je w rzeczywistym układzie, wszystko jakoś się rozmywa. Jak długo naprawdę trwa, żeby poczuć, że się te karty rozumie? Nie chodzi mi o zapamiętanie znaczeń z książki, ale o to żeby naprawdę coś z nich czytać.
A czy to nie jest tak, że każda talia jest trochę inna i też wymaga osobnego czasu? Ja zaczęłam od Rider-Waite i po jakimś czasie czułam się w miarę okej, ale potem kupiłam inną talię i prawie wszystko zaczęło się od nowa. To jest normalne?
Uważam, że to pytanie o czas jest trochę mylące z samej swojej natury. Można ćwiczyć pięć lat i być dalej na poziomie technicznym - zapamiętywać, katalogować. I można pracować rok intensywnie, ale uczciwie, i być głębiej. Głębiej znaczy dla mnie coś konkretnego: kiedy potrafisz zapomnieć o tym, co karta "powinna" oznaczać, i pozwolić sobie zobaczyć co widzisz. To jest trudniejsze niż nauka.
Mnie trochę niepokoi w tej rozmowie to, że wszyscy mówimy o "czuciu" i "intuicji" jakby to był cel sam w sobie. Bo dla mnie ważne jest też to, żeby rozumieć system. Numerologię, żywioły, kolory w Małych Arkanach. Bez tego intuicja jest trochę bezgłowa, nie?
A jak długo wy czekaliście zanim zaczęliście czytać dla innych? Pytam bo sama nie wiem kiedy będę gotowa i trochę boję się że zrobię komuś krzywdę złą interpretacją.
Ja na początku czytałam tylko dla siebie przez kilka miesięcy i teraz myślę, że to był błąd. Nie miałam żadnej korekty zewnętrznej, więc wyrabiałam sobie przekonanie, że rozumiem karty, a tak naprawdę utrwalałam własne schematy myślenia. Zobaczyłam to dopiero jak zaczęłam wymieniać się czytaniami z innymi.
A istnieją jakieś grupy do takich wymian czytań? Nie w sensie gdzie tu szukać, tylko ogólnie - czy to w ogóle działa? Czy takie sesje są pomocne dla kogoś kto jest na początku nauki?
Wracam do wątku z tytułu, bo trochę odeszliśmy. Ile czasu naprawdę potrzeba - nie żeby być gotowym na czytanie dla innych, tylko żeby zwyczajnie rozumieć co talia do ciebie mówi? Bo to są dwa różne progi i warto je chyba oddzielić.
Dzięki że to rozgraniczasz, bo sama zaczynałam mieszać te dwie rzeczy. Ja na razie chcę tylko żeby talia cokolwiek do mnie mówiła, a już martwię się o czytanie dla innych. Tylko nadal nie wiem ile dać sobie czasu zanim uznam, że coś idzie nie tak.
Mnie zastanawia coś innego - czy to normalne że przez pierwsze miesiące nauki jedne karty mówią dużo, a inne zupełnie nic? Jakby talia była nierówno rozłożona. Wielkie Arkana coś mi dają, a przy Małych stoję kompletnie bezradna.
Małe Arkana to jest właśnie ten moment gdzie większość osób zwalnia lub odpuszcza. Wielkie są spektakularne, mają mocną symbolikę, łatwo się przy nich zatrzymać. Małe wymagają zupełnie innego rodzaju uwagi, bardziej prozaicznego.
Przy okazji Małych Arkanów - jak długo zajęło wam zanim cztery kolory w ogóle zaczęły coś znaczyć jako całości? Nie konkretne karty, tylko samo czucie różnicy między Kielichami a Mieczami na przykład.
Wracając do pytania z tytułu wątku, bo się trochę od niego oddalamy - ile czasu minęło u was zanim stwierdziliście że talia naprawdę do was przemawia, a nie tylko że mechanicznie robicie czytania? Pytam bo zastanawiam się czy u mnie coś idzie nie tak, czy po prostu jeszcze za wcześnie.
Ale jak mam nie szukać tego kamienia milowego skoro nie wiem jak inaczej sprawdzić czy w ogóle idę w dobrym kierunku? Mam po prostu ufać że coś się dzieje?
A jeśli odpowiedź na to pytanie jest "nic"? Serio pytam, nie żeby dramatyzować, ale co jeśli naprawdę nie widać żadnej różnicy w stosunku do tego jak zaczynałam?
Hm, ale to trochę okrutny test dla kogoś na początku drogi. Rozumiem logikę, ale przez pierwsze miesiące ta grafika i tak jest pusta bez jakiegoś punktu zaczepienia. Czy nie można najpierw nauczyć się z oparciem, a potem powoli je odstawiać?
Jedno zdanie to ciekawy pomysł, bo eliminuje presję pisania esejów. Mam pytanie do tych co prowadzą dzienniki - czy wy wracacie do starych notatek i one nadal coś wam dają, czy bardziej piszecie żeby utrwalić moment i już?
Słucham tej rozmowy i mam wrażenie że gdzieś zgubiłyśmy pierwotne pytanie. Bo ja pytałam o czas, a wychodzi na to że czas jest najmniej istotną zmienną. Czy to jest właśnie odpowiedź? Że po prostu nie ma dobrej odpowiedzi na "ile czasu"?
Myślę że jest odpowiedź, tylko nie ta której szukałaś. Nie "sześć miesięcy" ani "dwa lata", ale: tyle czasu aż przestaniesz pytać kiedy i zaczniesz pytać co. Ty właśnie to robisz teraz w tym wątku, więc może jesteś bliżej niż myślisz.
Czytam ten wątek od jakiegoś czasu i jedno pytanie nie daje mi spokoju - mówicie o czytaniach dla siebie czy dla innych? Bo mam wrażenie że to dwie zupełnie różne umiejętności i że czas nauki jest inny w obu przypadkach. Czy wasza rozmowa dotyczy jednego czy drugiego?
Nie, właśnie nie. I trochę się boję tego kroku, bo nie wiem czy to co widzę w kartach jest moje czy karty. Dlatego pytałam.
Ale czy nie ma ryzyka że jak powiesz coś trudnego wprost, to osoba się zamknie albo poczuje się zaatakowana? Szczególnie jak dopiero zaczynasz i nie masz jeszcze pewności czy czytasz dobrze?
Szczerze? Nie wiem czy da się bez prawdziwych ludzi. Można ćwiczyć słownictwo, można szukać miękkich sformułowań, ale dopóki nie siedzisz naprzeciwko kogoś kto oddycha i czeka, to jest teoria. Wracając do czasu nauki - może właśnie dlatego tak trudno go określić?
Bo czas nauki zależy też od tego ile masz okazji do prawdziwej praktyki, nie tylko do siedzenia z talią w pokoju. Ja przez długi czas myślałam że ćwiczę, a tak naprawdę tylko oswajałam się z obrazkami. Prawdziwa nauka zaczęła się gdy zaczęłam czytać na żywo.
Kilka miesięcy. I powiem ci że nie żałuję, bo dzięki temu znałam karty wizualnie zanim zaczęłam nadawać im kontekst ludzki. Ale pewnie można to skrócić jeśli szybciej wejdziesz w praktykę z kimś.
Mam pytanie do wszystkich którzy mówią o czytaniu dla innych jako etapie nauki - czy wy traktowaliście te czytania jako ćwiczenie i informowaliście o tym osoby, dla których czytaliście? Czy wchodziliście w to jakby pełnoprawnie?
Można i myślę że to się zdarza częściej niż przyznajemy. Ktoś zaczyna czytać dla znajomych, bo tamci nalegają, i nagle jest w środku czegoś do czego nie był gotowy. Ale czy to jest problem? Nie wiem. Czasem właśnie presja sytuacji uczy szybciej niż spokojne ćwiczenia.
