Potwierdzam to co Ninka mówi. Prowadziłam notatki przez rok i najciekawsze było czytanie wpisów sprzed kilku miesięcy - nie to co pisałam o kartach, tylko jakich słów używałam do opisania siebie. To się zmieniało, chociaż nie miałam wrażenia, że coś się zmienia
Ale poczekajcie - Dezydery wcześniej powiedział, że nie wiem czy chcę przerywać ten schemat. I to jest chyba sedno całej rozmowy, które omijamy. Bo wszystkie te metody z notatkami i pytaniami zakładają że ktoś chce zmienić stan. Co jeśli nie chce?
Przepraszam, że wchodzę z podstawowym pytaniem bo trochę się zgubiłam w tej dyskusji. czy wy w ogóle używacie tarota jako wsparcia dla lęku regularnie, tak jak ćwiczenia albo codzienna praktyka? Czy raczej sięgacie po karty jak coś się dzieje?
oj tam, ja sięgam jak coś się dzieje. Albo jak nie moge spać. Nie mam żadnej regularności. Nie wiedziałem, że można to robić inaczej
Dezydery, w kontekście lęku społecznego regularność może mieć inne znaczenie niż w innych praktykach. dla mnie jeden rytuał z kartą rano - nawet krótki - dawał mi coś stabilnego przed wychodzeniem między ludzi. Nie żadna wróżba, tylko chwila gdzie jestem sama ze sobą i wiem co myślę. Czy masz w ogóle cokolwiek takiego, jakiś swój rytuał przed trudnymi sytuacjami społecznymi?
Nie. Zwykle po prostu zwlekam jak najdlużej albo szukam powodów żeby nie wychodzic
I to jest wlaśnie ta stagnacja z tytułowego pytania Cebulki, prawda? Nie mam nic przeciwko powtórzeniu jako takiemu - natura ludzka lubi wzorce. Ale wzorzec który zmniejsza świat jest innym rodzajem powtórzenia niż wzorzec ktory daje grunt pod nogi. Karta może pomagać rozróżnić jedno od drugiego, jeśli ktoś wogole patrzy.
Ja mam pytanie może naiwne, ale - czy jest karta, która konkretnie mówi o leku przed oceną? Nie samotności, nie izolacji, ale właśnie o tym co inni pomyślą? Bo to jest chyba inne niż strach przed ludźmi jako takimi.
Wrócmy na chwilę do tego co Cebulka mówiła o rannym rytuale. Ja rozumiem ten pomysł, ale mam pytanie praktyczne - co robisz, jeśli wyciągniesz karte, ktora cię przestrasza? Np. Wieża albo Diabel? Dla mnie to by działało odwrotnie - jakbym miał jeszcze mniej ochoty wychodzić z domu.
Mam tu inne zdanie niż pewnie część z was. Myślę, że okrojona talia to troche jak uczenie się pływania bez głębokiej wody. Trudne karty pojawiają się właśnie wtedy, gdy cos jest - i udawanie że ich nie ma, nie usuwa tego czegoś. Choć Dezydery ma rację że przy silnym lęku efekt może być odwrotny od zamierzonego.
Wchodzę tu z boku, bo ta dyskusja o okrojonej talii wydaje mi się opierać na założeniu, że trudna karta równa się trudny dzień. A to nie jest tak działające. Karta to pytanie, nie przepowiednia. Wieża o poranku nie mówi 'zawalą ci się dzis plany', mówi 'co w tobie jest teraz w napięciu'. To jest zupełnie inne zdanie. Problem z lękiem i tarotem leży nie w kartach, tylko w tym jak ktoś je czyta - czy jak wyrocznię, czy jak lustro
Ja mogę odpowiedzieć na to pytanie Eliksirii, bo sama tak miałam. Przez długi czas każda karta była dla mnie albo dobrą wróżbą albo złą. Zmiana przyszła nie z teorii, tylko z powtórzenia - po kilku tygodniach zaczęłam widzieć, że ta sama karta w różnych dniach mówi różne rzeczy. I to przełamało coś w tym automatycznym czytaniu jako wyroczni.
Dobra, to może spróbuję z tą codzienną kartą ale mam jedno pytanie do wszystkich - co właściwie robicie po tym jak wyciągniecie kartę? Patrzecie na nią przez chwilę i tyle, czy jest jakiś konkretny krok? Bo nie bardzo wiem co miałbym z tym zrobić żeby to nie było tylko losowanie.
