Trochę się zastanawiam nad tym, jak tarot może pomagać osobom, które mają problem z kontaktami z innymi ludźmi. Sama przez długi czas miałam silny lęk przed oceną i zauważyłam, że pewne karty pojawiały się u mnie regularnie podczas rozkładów dotyczących relacji. Przede wszystkim Pustelnik - ta karta zawsze mnie zatrzymywała. Z jednej strony pokazuje potrzebę wycofania się, z drugiej nie mówi, że to ma trwać wiecznie. Ale mam pytanie do was: czy ktoś świadomie używa tarotudla siebie, żeby przepracować własne lęki, a nie tylko żeby 'sprawdzić przyszłość'?
Sama zaczęłam prowadzić notatki właśnie z myślą o tym, żeby śledzić, jakie karty wracają w kontekście sytuacji społecznych. U mnie to Dwójka Mieczy pojawia sie nagminnie i za każdym razem jest to moment, kiedy unikam jakiegoś kontaktu, odkladam telefon, nie odpisuję. Interesuje mnie to, co napisałaś o Pustelniku - czy traktujesz go jako 'zgodę na wycofanie' czy raczej jako sygnał ostrzegawczy?
eh, czytam tę rozmowę i zastanawiam sie czy tarot w ogóle ma sens jako 'terapia' dla kogoś z lękiem? Pytam serio, bo sam mam problem z ludzmi i raz spróbowałem wróżyc sobie sam, ale w kółko wychodziły mi złe karty i miałem potem gorzej. Może robię cos nie tak, albo po prostu się nakręcam?
Zatrzymajmy się na chwilę przy tym co napisał Dezydery, bo to ważne. Samo pytanie 'jakich kart szukać' przy lęku społecznym zakłada, że karty dają gotowe odpowiedzi. A one raczej stawiają pytania. Mnie bardziej interesuje, które karty pomagają zobaczyć schemat, nie przepowiedzieć zdarzenie. Gwiazda, Słońce, Siódemka Pucharów - to są karty, które przy lęku mogą pokazywać albo ulgę, albo ucieczkę w marzenia. Skąd wiemy, którą interpretację przyjąć?
Mam wrażenie, że w tej rozmowie zakładamy, że tarot jest dla osób z lękiem bezpieczny, jeśli tylko dobrze go używamy. Ale czy to nie jest trochę naiwne? Jeśli ktoś ma tendencję do katastrofizowania, to czy karty takie jak Wieża czy Diabeł nie będą zawsze interpretowane negatywnie, niezależnie od intencji? Pytam, bo sama znam osobę, która przez tarot bardzo pogłębiła swój lęk.
Zgadzam się z Wrożbiarzem, ale chciałam dorzucić coś praktycznego. Są karty, które przy lęku społecznym działają na mnie uspokajająco - nie dlatego że mowią 'będzie dobrze', ale dlatego, że pokazują zasoby. Czwórka Pucharów - często rozumiana jako znudzenie albo stagnacja - mnie zawsze przypomina, że mam prawo nie reagować od razu. Ósemka Buław z kolei to dla mnie sygnał, że komunikacja jest możliwa, nawet jesli sie boję. Czy ktoś ma swoje karty, które traktuje jak 'sprzymierzeńców'?
Prowadze od dłuższego czasu dziennik rozkładów i zauważyłam, że przy moich trudniejszych momentach społecznych najczęsciej pojawia się Rycerz Pucharów - i za każdym razem mam dylemat, czy to wezwanie do działania, czy przypomnienie, zeby podejść do siebie z czulością. Ale wracajac do tematu głównego - czy ktos z was celowo robi rozkłady przed konkretną sytuacją społeczną? Na przykład przed ważnym spotkaniem albo rozmową?
Powiem wprost: Księżyc. To karta, ktura opisuje lęk, iluzję, niepewność - i przy osobach z lękiem społecznym jest bardzo ryzykowna interpretacyjnie bo można ją czytać jako 'twój świat wewnętrzny jest nie do odkrycia przez innych' albo 'inni cię nie rozumieją i nigdy nie zrozumieją'. Oba odczyty mogą zamykać. Ale ta sama karta w innym kontekście może pokazywać głębię emocjonalną i wrażliwość jako coś wartościowego. Wszystko zależy od tego co osoba wnosi do rozkładu.
Przepraszam, że wchodzę z boku, ale chciałam się zapytać o coś, co mnie tu uderzyło. Mówicie o schematach, o kartach, które wracają - a co z pytaniem postawionym w opisie wątku? Chodzi o powtórzenia. Bo ja rozumiem to tak: jeśli moja natura lubi wracać do tych samych sposobów reagowania, to czy tarot może mi pomóc zobaczyć, czy to jest coś, co mnie chroni, czy coś, co mnie zatrzymuje? Czy ktoś tak z nim pracował?
Pytanie o stagnację jest kluczowe i chciałem się tu wtracić z innego kąta. W wielu tradycjach wróżbiarskich - nie tylko tarotowych - powtórzenie jest sygnałem, nie błędem. Jesli ta sama karta wraca trzy, cztery razy w kolejnych rozkładach, to nie dlatego, że los jest złośliwy ale dlatego, ze coś w tobie sygnalizuje, ze temat nie jest zamknięty. Pytanie które bym postawił: czy powtórzenie, o ktorym mówi autor tematu, jest powtórzeniem zachowania, myśli, czy emocji? Bo to różne poziomy pracy.
Wracam do tego, co powiedzial Strzybog wcześniej o powtórzeniu jako sygnale. Mam pytanie do reszty - czy ktos prowadzil takie długoterminowe obserwacje i faktycznie widział moment, kiedy powtarzająca się karta przestała wychodzic? Co wtedy wychodzilo zamiast niej?
A co jeśli ktoś nie ma żadnej takiej zmiany w życiu i karty nadal wychodzą te same? Ja pytam serio, bo mój schemat - to unikanie - trwa od lat. Nie wiem, co miałoby go przerwać i szczerze nie wiem, czy chcę to przerywać, skoro mi nie przeszkadza.
no, ale właśnie to jest ciekawe - Dezydery sam sobie odpowiada, że to pytanie do terapeuty. To znaczy, że ma poczucie granicy tarotowego sensu. A wcześniej pisał, że karty go nakręcały. Może właśnie to rozgraniczenie jest tym, czego brakowało na początku? xd
eh, mam pytanie do Cebulki albo kogokolwiek, kto to rozumie - co konkretnie znaczy 'materialał do myślenia' w kontekście lęku społecznego? Jak to wygląda w praktyce, kiedy siedzisz po trudnym spotkaniu i masz przed sobą kartę? Co robisz?
To co Cebulka opisuje jest bliższe psychologii projekcji niż tradycyjnej interpretacji tarota. I nie mówię tego jako zarzut - to legitymizuje tę metodę na swój sposób. Ale warto być uczciwym, że to nie jest już wróżenie, tylko forma samoobserwacji z wizualnym bodźcem. Czy to nadal jest tarot? 🙁
Przepraszam, że znowu wchodzę z podstawowym pytaniem, ale co to znaczy 'lęk jest relacyjny' w tym kontekście? Jak to się przekłada na to, które karty są pomocne?
Czytam tę rozmowę od dłuższego czasu i mam jedno pytanie, może naiwne - czy Trójka Pucharów nie jest za bardzo optymistyczna dla kogoś z lękiem? Jak ją ciągnie osoba, która unika ludzi, to czy ona w ogóle potrafi ją dla siebie odczytać?
Chcę wróć do pytania Galaktyki, bo czuję, że to ważne dla kogoś z lękiem. kiedy wyciągnęłam Trójkę Pucharów w momencie, kiedy byłam totalnie odcięta od ludzi, to pierwsze uczucie było dokładnie to co opisujesz - ból porównania. Ale potem zapytałam siebie: dlaczego wogóle mi zależy? I to było właściwe pytanie. Nie 'jak to osiągnąć', tylko 'czemu to we mnie żyje'.
hmm, hm. A ja bym z tym polemizował. Pytanie 'czemu mi zależy' zakłada, że mi zależy. A co jeśli ktoś już tak dawno odciął od siebie tę tęsknotę że karta po prostu nic nie wywołuje? U mnie Trójka Pucharów wychodzi czasem i jest dla mnie jak kartka z obcego języka.
Czytam tę wymianę o Dezderym i mam inne pytanie do całej reszty - czy ktoś miał kartę, która przez długi czas wywoływała właśnie taką obcość albo pustość, i potem nagle zadziałała inaczej? Bez żadnej świadomej pracy z nią?
Wracam do wątku o lęku społecznym, bo troche odpłynęliśmy. Dezydery napisał wcześniej, że jego schemat unikania trwa od lat i że nie wie czy chce go przerywać. I to mi siedzi. Bo w kontekście tego tematu - które karty pomagają komuś, kto nie jest przekonany, że chce zmiany?
ehh, pustelnik wychodzi mi regularnie od miesięcy. Może właśnie dlatego mi pasuje - bo nie każe mi nigdzie wychodzić. :>
To jest właśnie to, o czym pisał Teodorek wcześniej o projekcji. Dezydery czyta Pustelnika przez siebie - widzi zatrzymanie, bo sam jest zatrzymany. Nie jest to błąd, to jest dokładnie to, po co ta karta jest
Ale chce tu postawić małe zastrzeżenie do tego, co Arkana napisała - bo projektowanie przez lęk może też utrwalać lęk. Jeśli ktoś zawsze widzi w Pusteliku potwierdzenie własnej izolacji, to karta przestaje być materiałem do refleksji, a staje się wzmocnieniem schematu. I to jest ryzyko przy pracy z tarotem przy lęku społecznym, kture rzadko się w takich rozmowach pojawia
Czekaj, ale ten kryterium 'coś się poruszyło' jest dość nieprecyzyjny. Można się poruszyć emocjonalnie i to nadal być pętla emocjonalna. Płakać nad tą samą historią piętnasty raz to też ruch ale nie wyjście. Czy chodzi Strzybogowi o ruch w treści czy w uczuciach?
To mi się zgadza z praktyką. Kiedy Pustelnik przestał być dla mnie 'kartą na trudny czas' a zaczął być 'kartą kogoś kto szuka czegoś konkretnego', to był ten moment nowego zdania. Mały przeskok, ale zauważalny. Dezydery, czy masz jakieś notatki z tych sesji, czy robisz to z pamięci?
Nie mam notatek. Nigdy mi nie przychodziło do głowy, żeby to zapisywać. Myślałem, że tarot to coś co się czuje, nie dokumentuje.
