Zaczęłam ostatnio robić rozkłady dla osób, które są w bardzo specyficznym miejscu - nie wiedzą kim są, skąd przyszły, dokąd zmierzają. Nie mówię tu o egzystencjalnym kryzysie ale dosłownie o ludziach po amnezji, po traumach dysocjacyjnych, po długotrwałych manipulacjach, które wymazały poczucie tożsamości. I tarot zachowuje się przy tym inaczej niż przy standardowym pytaniu 'co mnie czeka w pracy'. Wrzucam to tu, bo mam wrażenie, że mało się o tym mówi, a to naprawdę osobna kategoria czytania.
Czekaj, a jak w ogóle zadaje się pytanie intencyjne, jeśli osoba nie wie, kto pyta? Bo przy czytaniu zawsze zakładamy jakiś punkt odniesienia - to jest 'ja', to jest moja przeszłość, to jest mój cel. A jeśli tego 'ja' nie ma? Jak ty to w praktyce ustawiasz?
Hmm, to ciekawe podejście ale mam wątpliwość. Czy nie ryzykujesz, że rozkład traci kotwice i zaczynasz interpretować coś bardzo ogólnego, co można przykleić do kogokolwiek? Pytam serio bo sam miałem przypadki, gdzie brak kontekstu sprawiał, że czytanie było piękne, ale bezużyteczne.
A jakie rozłożenie stosujesz? Celtycki krzyż, czy cos własnego? Bo celtycki zakłada dość dużo - przeszłość, teraźniejszość, wpływy zewnętrzne - i przy amnezji część z tych pozycji może być dosłownie pusta albo blokowana.
Dodam cos z boku, bo czytam i mam mieszane uczucia. tarot jako wsparcie przy dysocjacji czy amnezji - to wkracza na teren, gdzie potrzebna jest ostrożność. Nie mówię że to złe, ale jeśli ktoś jest po traumie, karty mogą wywołać materiał, z kturym osoba nie ma jak pracować sama. Czy przy takich czytaniach masz jakis protokół bezpieczeństwa?
Eee, miałam kiedyś podobną sytuację, tyle że nie amnezja w sensie medycznym, ale osoba po wyjściu z sekty. Kompletna dezorientacja tożsamościowa. zrobiłam jej rozkład i trafiła Kapłanka odwrócona plus Księżyc - i ona zaczęła płakać, bo powiedziała, że po raz pierwszy od lat coś jej mówiło o jej własnym wnętrzu, a nie o doktrynie grupy. Ale nie wiedziałam czy to dobrze, czy wywołałam coś za dużego.
A czy ktoś próbował łączyć taki rozkład z numerologią daty urodzenia? Bo jeśli ktoś nie pamięta swojego imienia, ale zna datę urodzenia, to mamy przynajmniej coś konkretnego do zakotwiczenia. liczba życiowa mogłaby dać kontekst, ktury tarot potem wypełnia treścią.
Numerologia przy amnezji to wg mnie strzał w dziesiątkę, bo liczby są obiektywne, nie zależą od pamięci. Zresztą w kabale mówi się, że dusza jest zapisana w liczbach, wiec nawet jeśli pamięć ziemska przepada, wzorzec numerologiczny zostaje. To by tłumaczyło, dlaczego tarot przy amnezji może działać - bo dociera do poziomu duszy, nie ego.
Przepraszam, że wchodzę z podstawowym pytaniem, ale - czy tarot w ogóle może 'czytać' osobe bez jej zgody, jeśli ona sama nie wie, że ktoś dla niej rozkłada? Pytam, bo rozumiem, że w przypadku amnezji osoba może nie być w stanie świadomie udzielić intencji.
A jak długo trwa taki rozkład? Bo normalne czytanie to kwestia 20-30 minut, ale jeśli osoba nie ma punktu odniesienia, to chyba może to być bardzo długo i ona może się po prostu zmęczyć albo zdezorientować jeszcze bardziej?
Wracając do tego co Jarylo napisał o tempie - zgadzam się, ale chcę dodać jedno. Przy takich czytaniach tempo nie jest stałe. są karty, przy kturych osoba milczy przez chwilę i to milczenie jest ważniejsze niż wszystko, co powie. Nauczyłam się czekać. I nie wypełniać tej ciszy interpretacją, bo to jest pułapka - zaczynasz mówić za osobę, która i tak nie wie, kim jest.
Ale jak wiesz, że milczenie jest znaczące, a nie że osoba po prostu się zagubiła albo odpłynęła myślami? Bo to może być bardzo podobne z zewnątrz.
To, co Dosia opisuje, brzmi jak praca body-centered, nie tarotowa. Czy ktoś poza nią łączył tarot z obserwacją somatyczną? Bo to moze być osobny temat, ale tu brzmi jak integralna część metody.
Z moim doświadczeniem z tą kobietą po sekcie - właśnie tak to wyglądało. Ja nie 'czytałam tarota', ja byłam po prostu z nią, a karty były pretekstem do bycia razem w ciszy i sensie. Ale Wala ma rację, że to niebezpieczna przestrzeń jeśli sie nie wie co się robi.
Ale czy wy nie uważacie że troche to komplikujecie? Pytam serio. jeśli ktoś nie pamięta kim jest, to może zamiast długich ceremonii po prostu wylosować trzy karty i zobaczyć co czuje przy każdej? Prosto i bez przeciążenia.
A czy ktoś w ogóle rozróżnia w tej dyskusji różne typy amnezji? Bo my mówimy 'amnezja' jakby to była jedna rzecz, a to jest zupełnie inaczej gdy ktoś ma dysocjację pourazową, inaczej gdy to kwestia lat w jakimś środowisku kontroli, a inaczej gdy to depersonalizacja bez wyraźnej przyczyny.
Nemezis ma rację i to ważne rozróżnienie. Ja w tytule wątku napisałam 'zapominający' celowo szeroko, bo mnie interesuje wspólna struktura pracy - co robić gdy osoba nie ma narracji o sobie - nie konkretna diagnoza. Ale w praktyce tak, trzeba wiedzieć z czym się siedzi.
Ja wróćcie do czegoś konkretnego - jaki rozkład faktycznie stosujecie do takiej pracy? Bo cały czas jest o tym, czego nie robić, co jest ważne, co ryzykowne, ale nie widzę żadnego konkretnego układu kart. Jak to wygląda w praktyce?
Ta czwarta pozycja mnie zatrzymuje - 'co chce być zobaczone'. Czy to niee jest to samo co 'co jest ukryte'? Jak je od siebie odróżniasz przy interpretacji?
To mi przypomina trochę strukturę z I Ching gdzie jest stan obecny i kierunek ruchu jako dwie różne rzeczy. Może w ogóle warto byłoby łączyć tarot z I Ching przy takich czytaniach? I Ching jest mniej osobisty, bardziej kosmiczny, więc mniej zagraża osobie bez zakotwiczenia.
Ja podejdę z innej strony - czy myślałyście o tym, żeby przy takim czytaniu w ogóle nie nazywać kart? Znaczy, pokazujesz obraz i pytasz co osoba widzi, bez mówienia 'to jest Księżyc, to jest Wisielec'. Bo własna projekcja na obraz może być bardziej autentyczna niż znaczenie systemowe.
Serio, to mnie zastanawia - czy można w ogóle nauczyć kogoś tej uważności, o której Dosia mówi? Bo jeśli połowa to wyczucie chwili, to jak to przekazać innej osobie, która chciałaby pracować podobnie? Czy to nie jest coś co albo się ma, albo nie?
Wracam do kwestii, którą wcześniej urwała Wala - pisała o obserwacji somatycznej bez przeszkolenia. Chcę to rozwinąć bo to ważne przy tym temacie. Osoba z dysocjacją może cieleśnie wyglądać na spokojną, bo dysocjacja często właśnie na tym polega - odcięcie od ciała. Więc obserwowanie 'spokojnego oddechu' jako sygnału zagłębienia może być akurat czytaniem na odwrót. Czy Dosia to bierze pod uwagę w swojej pracy?
Słuchajcie, ja to wszystko rozumiem, ale mam wrażenie że ta rozmowa skręciła bardzo mocno w stronę terapii, a nie tarota. I nie mówię tego krytycznie - sama opisywałam pracę z kobietą po sekcie i wiedziałam, że to jest pogranicze. Tylko pytam: co w tym wszystkim pozostaje z samego odczytania kart? Bo to forum o tarocie, a my już od kilkunastu postów prawie nie mówimy o kartach.
