Mam ADHD i od jakiegoś czasu próbuję włączyć karty do swojej codziennej praktyki ale kompletnie mi to nie wychodzi. Siadam, wyciągam kartę, przez chwilę patrzę, a potem myśl ucieka gdzieś zupełnie indziej i zostawiam to w połowie. Próbowałam różnych technik uziemienia przed czytaniem, ale nic nie trzyma uwagi dłużej niż minutę. Piszę ten temat też dlatego że mam bardzo silny lęk przed tym, co mogę zobaczyć w kartach - szczególnie przed Wielką Arkaną. Serio, jak wyciągnie mi się wieża albo śmierć, to dosłownie odkładam wszystko i nie wracam do tego kilka dni. Zastanawiam się, czy jest jakiś rytuał przygotowawczy, ktury mógłby zmienić mój stosunek do tego. Nie chodzi mi o magiczne zaklęcie, tylko raczej o coś co pomogłoby mi wejść w czytanie spokojniej i nie uciekać przed obrazem na karcie. Czy ktoś ma podobne doświadczenia?
To ciekawe że piszesz o lęku przed konkretnymi kartami, bo to chyba powszechniejszy problem niż się wydaje, niekoniecznie związany z ADHD. Ale mam pytanie - czy ten lęk pojawia sie już w momencie mieszania talii, czy dopiero jak karta lezy przed tobą i zaczynasz ją interpretowac? Bo to dość istotna różnica jeśli chodzi o to, co można z tym zrobić.
oj, ja wogóle nie wiedziałam, że ADHD może tak wpływać na czytanie kart, myślałam że to kwestia koncentracji jak u każdego. A ten lęk przed wieżą albo śmiercią - czy to nie jest tak, że te karty po prostu wyglądają przerażająco? Bo jak patrzę na niektóre talie, to serio, te obrazki potrafią zestresować nawet bez ADHD.
ej, moim zdaniem problem leży w tym, że większosć ludzi uczy sie tarota z gotowych list znaczeń i to właśnie to tworzy ten lęk. Jak wiesz że śmierć 'znaczy' transformację, ale gdzieś w glowie masz skojarzenie z prawdziwą smiercią, to naturalnie się blokujesz. Przy ADHD to jeszcze bardziej się nakreca, bo mózg szuka zagrożenia zanim w ogóle zdążysz przeczytać kartę spokojnie. Rozwiązanie jest proste - zacznij od samego patrzenia na kart, bez zadnej interpretacji, tydzien albo dwa, nic więcej.
Nie mam ADHD, ale mam znajomą ktora ma i ona mi kiedyś opowiadała, ze jej pomogło skrócenie sesji do absolutnego minimum. zamiast rozkladać cały rozklad, po prostu jedna karta rano, i tyle. Żadnego pogłebiania, żadnych notatek, po prostu obserwacja przez chwilę. Nie wiem czy to by pomogło przy lęku, ale przynajmniej z kwestią rozproszenia uwagi podobno działa.
A może pomógłby jakiś mały rtyuał przed? Ja jak zaczynam cokolwiek z kartami to zawsze zapalam świeczkę i to jakoś sygnalizuje mojej glowie że zaczynamy coś ważnego. Nie wiem jak to działa przy ADHD ale może ten sygnal zewnętrzny coś daje? Choć nie wiem czy to wystarczy przy takim leku o którym piszesz
Piszesz o lęku przed nieznanym i o tym, że rytuał mógłby to zmienić - i myślę, że to jest właściwy trop, ale ważne żeby zrozumieć dlaczego rytuał wogóle może działać. Rytuał przygotowawczy nie usuwa lęku, on tworzy coś w rodzaju bezpiecznego kontenera - przestrzeni, w której mózg dostaje sygnał: teraz jesteś chroniona, możesz patrzeć. Przy ADHD i lęku kluczowe jest żeby ten rytuał był krótki, powtarzalny i angażował ciało, nie tylko myśl. Masz jakieś zmysłowe rzeczy, kture cię uspokajają? Konkretny zapach, faktura czegoś w dłoni, dźwięk?
Wieża i śmierć to karty ktore wielu ludzi przeraza i wcale to nie jest głupie skojarzenie. Ale z drugiej strony jak jusz zaczniesz je ciągnąc regularnie to w końcu oswajasz się z obrazkiem i lęk maleje sam z siebie. Przynajmniej u mnie tak było, nie miałam żadnego specjalnego rituału tylko po prostu czas zrobił swoje
Nie jestem przekonana do tych rytuałów przed czytaniem, bo to trochę brzmi jakbyś próbowała oszukać własny mózg. Ale mam pytanie - czy ten lęk dotyczy wszystkich trudnych kart tak samo, czy akurat wieży i śmierci? Bo może chodzi o konkretną symbolikę, a nie o czytanie kart jako takie?
A ja chciałam zapytac o cos innego - czy ktoś próbował przy ADHD kart z mniejsza ilością szczegółów na obrazkach? Bo slyszalam że talie takie jak Rider-Waite mają dużo bodźców wizualnych i może to samo w sobie rozprasza. Chociaz nie wiem czy to problem tej osoby, pytam bo sama mam problem z podobnymi rzeczami co do skupienia
A nie myślałaś o tym żeby zamiast patrzeć na całą kartę, skupić się na jednym szczególe? Wybrać np. tylko kolor albo postać na pierwszym planie i zacząć od tego. Może to by pomogło zarówno przy ADHD jak i przy lęku, bo mniej przytłaczający wchód w kartę?
Wracając do tego co pytałaś o długość rytuału - nie musi trwać długo, żeby działać. Dosłownie trzy oddechy, dotyk kamienia albo chwila z zapachem olejku może wystarczyć, jeśli jest robione konsekwentnie za każdym razem. Mózg uczy się nie przez długość, tylko przez powtórzenie. Kluczowe jest żeby to zawsze było to samo, w tej samej kolejności, i żeby po rytuał następowała karta - bez przerwy na coś innego
Selena, a jak już próbujesz skupić się na tym jednym szczególe - powiedzmy tylko na kolorze albo jednej postaci - to ten lęk i tak się pojawia, czy jakby ciszej? Bo zastanawiam się, czy to sprawa tego, że mózg ma mniej do przetworzenia naraz, czy raczej że lęk przychodzi niezależnie od ilości bodźców.
Szczerze? Jeszcze nie próbowałam tej techniki świadomie. Intuicyjnie czasem skupiałam się na fragmencie, ale to nie był celowy wybór, bardziej skutek rozproszenia. Muszę to przetestować właśnie z kartami, których się boję i zobaczyć czy to robi różnicę. Chociaż już samo pytanie Leokadii mi trochę poukładało sprawę, bo wcześniej traktowałam to jako porażkę, że widzę tylko fragment, a może to można zamienić w metodę.
To co Selena pisze o zamienianiu rozproszenia w metodę jest według mnie kluczem do całego tematu ADHD i tarota. Zamiast walczyć z tym jak mózg pracuje, iść z tym. Ale mam pytanie do Leokadii - mówiłaś o skupieniu na kolorze lub postaci. A co z kartami gdzie ten szczegół sam w sobie jest przerażający? Np. na wieży są postaci spadające i nie ma koloru, ktury byłby neutralny. Co wtedy?
Ale przepraszam, może glupie pytanie, ale czy karty tarota w ogóle mają wyczuwalnie różną teksture? Bo myslałam że to zwykły karton i to wszystko. Czy chodzi o jakieś specjalne talie?
oj, wracam do tego wątku, bo w tej rozmowie o szczegółach i teksturze gubi się jeden ważny element z pytania Seleny. Ona pyta czy rytuał może zmienić stosunek do lęku przed nieznanym - i to jest inne pytanie niż 'jak uniknąć lęku podczas czytania'. Rytuał jako kontener to jedno, ale samo zadanie pytania 'czego się boję, jak patrzę na tę kartę' może więcej zmienić niż jakakolwiek technika uwagi. Selena, czy kiedyś próbowałaś zapisać co konkretnie pojawia się w głowie, kiedy widzisz wieżę? Nie co karta znaczy, tylko co ty czujesz? xd
Selena, ten wzorzec który opisujesz - brak kontroli i nagłość - to jest bardzo konkretna informacja. I ciekawe, że pojawiła się właśnie przez prowadzenie notatek, a nie przez samą pracę z kartami. Czy masz w tych notatkach jakieś karty, które dają odwrotne uczucie? Coś w stylu 'mam nad tym kontrolę'?
O, to jest ciekawy pomysł ze zaczynaniem od karty koja kojarzy się dobrze! Ja coś podobnego robię ale zupełnie nieświadomie - jak tasuje mi się na górę karta która lubię to mam lepszy nastrój przed całą sesją. Ale Selena, to wyciągasz tę spokojną kartę świadomie zanim zaczniesz, czy jak trafi?
hmm, wydaje mi sie że wyjmowanie konkretnej karty na początku to już nie jest wróżenie tylko trochę jak ustawianie dekoracji. Nie mówię że złe, ale czizy to nie zaburza czytania? jakby mózg już nastawiony na 'ok będzie dobrze' to może nie zobaczyć ostrzeżenia ^^
Wchodzę z boku, bo ta dyskusja o nastawieniu versus przepowiedni przypomniała mi coś co słyszałem - że tarot jako sposób refleksji przy ADHD jest w sumie ciekawsze niż klasyczne wrużenie, bo wymaga zadania konkretnego pytania tu i teraz, nie budowania narracji o przyszłości. Czy ktoś tutaj w ogóle używa kart jako dziennika, dosłownie, bez pytań o przyszłość? 😉
