Mam taki problem i nie wiem jak go ugryźć. Czytam z koleżanką od jakiegoś czasu, wymieniamy się spostrzeżeniami, ale nasze podejście jest totalnie różne. Ona traktuje karty dosłownie - jak wychodzi Śmierć, to od razu tragedia, płacze, odczytuje literalnie wszystko. Ja patrzę raczej na energię, kontekst, symbolikę. I za każdym razem gdy robimy wspólne sesje kończymy się spierając. Ona mówi że ja "rozmywam" przekaz, ja uważam, że ona panikuje bez sensu. Jak wy w ogóle dogadujecie się z innymi czytelnikami kart gdy macie zupełnie inny styl?
o, to jest właśnie jeden z tych tematów gdzie nie ma jednej odpowiedzi. Sama pracuję z kimś kto czyta zupełnie inaczej niż ja i na początku też był zgrzyt. ale powiedz mi - czy wy robicie te sesje razem dla kogoś trzeciego, czy czytacie sobie nawzajem? Bo to chyba zmienia całą dynamikę.
Kwestia tego, czy karty to system symboliczny wymagający interpretacji, czy bezpośredni przekaz, jest stara jak tarot. Twoja koleżanka pewnie pracuje w tradycji, gdzie karty mówią wprost. Ty - w tej, gdzie czytasz warstwy. obie tradycje mają swoją rację bytu, ale przy wspólnym czytaniu naprawdę trzeba ustalić zasady przed sesją, a nie w jej trakcie.
Znam ten scenariusz. pytanie do ciebie - czy twoja koleżanka uczy się tarota samodzielnie z książek, czy ma jakąś szkołę albo mistrzynię? Bo czytanie dosłowne często wynika z uczenia się wyłącznie z list znaczeń, bez zrozumienia, że karta żyje w kontekście układu i pytania.
Mam podobną sytuację, tyle ze z kolegą który w ogóle nie wierzy w tarot i tylko mi "robi przysługę" siadając do sesji. to chyba jeszcze gorsza wersja tego co opisujesz. Ale mam pytanie - czy ta koleżanka w ogóle chce zmienić swoje podejście, czy jej to odpowiada i po prostu wy dwie jesteście niedopasowane?
No i tu jest sedno. Jeśli ona uważa, że interpretacja psychologiczna to nie jest tarot, to masz problem nie z metodą czytania, tylko z przekonaniem o tym czym tarot w ogóle jest. to dużo głębszy spór niż styl.
Przepraszam że wchodzę ale uczę się dopiero. Chciałam zapytać - jak w ogóle rozpoznać które podejście jest dla mnie właściwe? Bo teraz czytam książki i jest tam mieszanka tych dwóch stylów i trochę nie wiem za czym pójść.
Moim zdaniem podejście dosłowne jest po prostu mniej dojrzałe i każdy kto serio traktuje tarot w końcu z niego wyrasta. Wasza koleżanka po prostu jest jeszcze na początku drogi, Wieszczka, i tyle.
Dobrze, to może inaczej sformułuję pytanie. Nie chodzi mi o to czyje podejście jest lepsze. Chodzi o to - czy w ogóle da się czytać razem, wspólnie, gdy te dwa podejścia się zderzają? Czy lepiej po prostu nie robić wspólnych sesji?
Robiłam kiedyś wspólne sesje z kimś o zupełnie innym stylu i ustalałyśmy przed każdym czytaniem jedną zasadę: każda mówi co widzi i ani jedna nie komentuje interpretacji drugiej. Dzięki temu osoba która pyta dostaje dwa różne spojrzenia i sama wyciąga wnioski... Może spróbuj czegoś takiego?
To ciekawe rozwiązanie ale mam pytanie do Wieszczki - czy wy w ogóle macie wspólny cel tych sesji? Tzn. czy siada się zeby ćwiczyć żeby uzyskać odpowiedź, żeby porozmawiać o kartach? Bo jeśli nie macie zdefiniowanego po co, to nawet przy takim samym stylu będzie zgrzyt.
To co powiedziałaś, że nigdy wprost nie ustaliłyście po co siadacie do kart, jest według mnie kluczem do całego problemu. Bez tego każda sesja to trochę jak rozmowa, gdzie jedna osoba chce pogadać o uczuciach, a druga o faktach. I obie wychodzą sfrustrowane, bo miały różne oczekiwania od samego początku. Zanim będziesz szukać wspólnego języka w interpretacji, może spróbuj ustalić wspólny cel jednej konkretnej sesji?
dobrze, to mnie zatrzymuje :). Bo jeśli obie możemy mieć rację w swoim kontekście, to jak w ogóle możemy sobie pomagać? Tzn. jeśli czytam jej kartę i moja interpretacja jest "moja", a nie "jej", to co jej właściwie daję? Zaczyna mi się wydawać, że może ona i ja w ogóle nie powinnyśmy sobie czytać nawzajem, tylko osobno i potem rozmawiać o wynikach.
To pytanie wraca do czegoś bardzo podstawowego - po co w ogóle ktoś czyta kartę komuś innemu, a nie sobie. Ja zawsze mówię na warsztatach, że czytanie dla kogoś innego to próba wejścia w jego kontekst, a nie narzucenia swojego. Twoja koleżanka która czyta dosłownie może właśnie dlatego woleć dosłowność - bo czuje że tak nie "ingeruje" w odbiorcę.
No właśnie, Balbinka ma rację. Dosłowne czytanie wcale nie jest "neutralne", ono po prostu udaje że jest. Jeśli mówisz komuś "ta karta znaczy X" bez żadnej analizy kontekstu, to jest w tym dużo więcej pewności siebie niż w interpretacji warstwowej która przynajmniej przyznaje ze to może być różnie.
Czytam tę rozmowę od dłuższego czasu i mam pytanie do Wieszczki, bo ono mnie nurtuje. Czy twoja koleżanka sama pyta o swoje czytania, tzn. pyta się ciebie "dlaczego tak interpretujesz" i naprawdę chce wiedzieć czy od razu zamyka się na wyjaśnienie? Bo to by mi dużo powiedziało o tym czy jest w ogóle przestrzeń na rozmowę między wami.
I to jest dla mnie bardzo wymowne. To nie jest różnica stylów czytania, to jest różnica w tym jak obie podchodzicie do rozmowy w ogóle. Ty pracujesz w trybie ciekawości, ona w trybie przekazywania gotowej wiedzy. To są dwa różne modele komunikacji.
Słuchajcie, ale czy to nie jest też kwestia tego, czego każda z was szuka w tych sesjach dla siebie? Wieszczka, mam wrażenie ze ty chcesz w tym też relacji, wymiany, czegoś co was obu czegoś uczy. A ona może traktuje to bardziej funkcjonalnie, tzn. dostajesz wynik i tyle :). I żadne z was tego głośno nie powiedziało.
Czytam ten wątek i bardzo mi to pomaga myśleć o moich własnych próbach z kartami. Ale mam takie pytanie, trochę z boku może: czy jeśli dwie osoby mają zupełnie inny cel w sesji, to w ogóle warto kontynuować takie wspólne czytanie? Czy nie lepiej po prostu każda czytać osobno i ewentualnie porównywać wnioski osobno?
To co mówi Balbinka chyba jest najlepszym podsumowaniem tego co czuję od dawna, tylko nie umiałam tego tak powiedzieć. My nie mamy wspólnej sesji, mamy dwa monologi. I pytanie które teraz sobie zadaję - czy w ogóle da się to zmienić bez rozmowy poza kartami, tzn. bez ustalenia zasad przed siedzeniem do talii?
I to jest dokładnie właściwe pytanie na tym etapie. Zmiana nie zajdzie przy kartach, zajdzie przed kartami. jeśli nie jesteś gotowa na rozmowę o tym jak chcecie razem pracować, zanim wyciągniecie talię, to każda kolejna sesja będzie wersją tej samej frustracji. Nie chodzi o styl czytania, chodzi o to czy w ogóle macie umowę o współpracy.
Ale poczekaj, Wieszczka, bo chcę sie upewnić że dobrze rozumiem. Mówisz że to jest kwestia rozmowy przed kartami ale jak w ogóle zacząć taką rozmowę, żeby nie brzmiała jak "twój sposób jest zły, poprawmy go"? Bo mam wrażenie że każde sformułowanie tego może zostać odebrane jako atak
To co opisujesz Wieszczka to jest klasyczna sytuacja gdzie jedna osoba jest w trybie "wszystko działa dobrze, po co rozmawiać", a druga czuje napięcie. I zazwyczaj ta druga musi albo zaakceptować ze nic się nie zmieni, albo zdecydować czy relacja poza kartami jest dla niej wystarczająco ważna zeby to wyraźnie powiedzieć. czy ta koleżanka to ktoś bliski ci poza tarotem?
Skoro tak, to może pytanie nie brzmi "jak naprawić nasze czytanie", tylko "jak powiedzieć przyjaciółce że coś między nami nie gra, a karty są tylko miejscem gdzie to widać". To jest zupełnie inna rozmowa. i myślę że szansę na nią masz tylko jeśli wyjdziesz z kontekstu tarota zupełnie.
To bardzo ważne co mówi Wieszczka bo ja mam wrażenie że wiele wspólnych praktyk w ogóle zaczyna się "samo" i potem nikt nie zadaje sobie pytania czy nadal tego chce. Czy możliwe jest powiedzenie "może zróbmy sobie przerwę od wspólnych sesji" bez żeby to brzmiało jak odrzucenie??
Hej, ale zostańmy chwilę przy tym co powiedziała Wieszczka, bo to jest naprawdę dobre spostrzeżenie o sobie. czy to znaczy że przez cały ten wątek tak naprawdę nie szukałaś jak pogodzić dwie metody, tylko jak uniknąć rozmowy z przyjaciółką?
Przepraszam że wchodzę z czymś trochę z boku, ale bardzo mnie uderzyło to co Wieszczka powiedziała. Bo ja też mam tendencję do zamieniania trudnych rozmów w problemy techniczne. tzn. zamiast powiedzieć komuś że coś mi nie pasuje w naszej relacji, zaczynam analizować metodę, technikę, podejście. I to jest taki bezpieczny sposób żeby nie dotknąć sedna. Czy ktoś miał podobnie z kartami właśnie?
