I to jest właściwie bardzo ważna kwestia jeśli chodzi o czytanie dla innych w ogóle - nasze emocje do tej osoby bardzo silnie wchodzą w sesję czy chcemy tego czy nie. Jak ktoś podchodzi do tego dosłownie i wierzy że karta sama mówi co mówi, to może myśleć że jest odporny na tę dynamikę. Ale to złudzenie chyba?
To jest jeden z powodów dla których część tradycji w ogóle nie zalecała czytania dla osób bardzo bliskich. Nie dlatego że to niemożliwe, ale dlatego że wymaga ogromnej dojrzałości i samoświadomości od obu stron. no wieszczka - masz poczucie że twoja koleżanka w ogóle wie że jej emocje do ciebie wchodzą w sesję??
Zatrzymuję się przy tym co powiedziałaś bo to jest chyba kluczowe dla całego wątku. Skoro przez cały ten czas szukałaś metody, żeby uniknąć rozmowy, to teraz pytanie brzmi - i to już serio, nie jako temat na forum - co zrobisz teraz kiedy to widzisz?
To co opisuje Wieszczka jest naprawdę pięknym przykładem tego, jak karty mogą działać jako lustro, tyle że nie w sensie dosłownym. Nie lustro dla sytuacji którą opisujesz na sesji, tylko lustro dla tego, czego unikasz w relacji. czy ktoś jeszcze miał takie doświadczenie, że sesja tarota ujawniła coś o relacji z pytającym, a nie o samym pytaniu?
A ja zapytam inaczej, bo ta dyskusja zaczęła iść w stronę mechanizmów, a chcę wrócić do Wieszczki. Czy twoja koleżanka w ogóle widzi że macie różne podejścia, czy ona myśli że robi to "dobrze" a ty trochę dziwnie?
To jest ciekawe bo "bardziej duchowa" i "bardziej praktyczna" to nie musi być komplementarne jeśli fundamenty są różne... Mogę zapytać - co konkretnie różni wasze podejścia? Bo czytam ten wątek od początku i nadal nie jestem pewna czy chodzi o metodę interpretacji, o to jak prowadzicie sesję czy o coś jeszcze innego.
Ale to brzmi jak dwie zupełnie różne filozofie, nie tylko metody. Ona zakłada że karta niesie gotowy komunikat, a ty zakładasz że karta otwiera rozmowę. jak wy w ogóle możecie razem czytać jeśli nie zgadzacie się co do tego, czym jest czytanie?
Zatrzymaj się Wieszczka, bo to jest ważny moment i nie chcę żebyś wyciągnęła zbyt szybkie wnioski. "Nie da się połączyć" i "nie ma sensu razem czytać" to dwie różne rzeczy. Można mieć zupełnie inne filozofie tarota i nadal razem czytać - ale tylko jeśli obie wiecie że tak jest i zgadzacie się na tę różnicę. Pytanie brzmi czy to jest możliwe u was.
Mam pytanie, bo jestem trochę z boku tej dyskusji, ale bardzo mnie to wciągnęło. Czy wy dwie czytacie dla siebie nawzajem, czy dla innych osób razem? Bo to trochę zmienia dynamikę. Jeśli czytacie dla kogoś trzeciego, to ta różnica filozofii jest moim zdaniem poważna, bo ta trzecia osoba nie wie na czym stoi :(.
Ale właśnie tu jest paradoks, bo jeśli ty wiesz co dostaje, i wiesz że jej podejście ci nie odpowiada, to może problem nie jest w metodzie tylko w tym ze nie chcesz już żeby ona czytała dla ciebie. To całkiem inne pytanie.
To co napisała Balbinka to bardzo precyzyjne nazwanie tego co się tutaj wydarzyło. Wieszczka, przez cały ten wątek pytałaś o metodę, o język, o mosty między podejściami - a okazało się że pytanie było zupełnie inne. Nie "jak czytać razem", tylko "czy w ogóle chcę żeby ona czytała dla mnie". I to jest uczciwa odpowiedź, nawet jeśli niezbyt wygodna.
A czy ona wie, że doszłaś do takiego wniosku? Bo to jest chyba kolejny krok, który nie będzie łatwy - powiedzieć komuś bliskiemu, że nie chcesz od niej tego konkretnego rodzaju kontaktu. Jak to w ogóle zamierzasz ugryźć?
