W tej abstrakcyjnej podobały mi się takie... nie wiem jak to nazwać, niejednoznaczne postacie. Nie wiadomo czy człowiek czy coś innego. I brak jednoznacznych scen, żadnej oczywistej narracji. Paradoksalnie teraz myślę, że właśnie dlatego nie umiem z niej czytać - bo chciałam mieć coś otwartego, a okazało się że potrzebuję czegoś żeby mieć punkt zaczepienia.
To jest ciekawa sprzecznosc którą właśnie opisałaś. Chcialas otwartości, ale otwartość bez struktury zostawiła cię bez punktu wyjścia. To może powiedzieć coś nie tylko o taliach, ale w ogóle o twoim procesie twórczym - czy tam też masz coś podobnego? Ze wolisz otwarte formy, ale potem grzęźniesz bez jakiegoś rusztowania?
Hania_W, to jest... celne. I trochę nieprzyjemnie celne. Tak, dokładnie tak mam. Zaczynam rzeczy bez planu, bo plan mnie ogranicza, a potem nie kończę, bo nie wiem dokąd idę.
I to jest właśnie moment, kiedy tarot może rzeczywiście coś dać. Nie przepowiednię, nie odpowiedź - ale lustro. Karta pokazuje ci pewien układ i nagle widzisz w nim coś swojego. To co Hania_W powiedziała to nie jest przypadkowe. Rider-Waite jako punkt wyjścia daje ci to rusztowanie, o którym mówisz. Czy próbowałaś z nią kiedykolwiek, choćby raz?
Czytam te rozmowę od dłuższego czasu i muszę zapytać - mówicie o Rider-Waite jako o podstawie, ale ja zaczęłam od zupełnie innej tali i jakos sobie radzilam. Czy ona naprawdę jest konieczna, czy to jest po prostu taka tradycja na forach? 🙁
Mam pytanie do Władysławy - a w tej abstrakcyjnej tali są w ogole jakieś tytuły kart, opisy na odwrocie, cokolwiek co mogłoby pomoc? Czy to jest dosłownie sam obrazek i nic więcej?
Przepraszam, że wchodzę z innej strony, ale mam pytanie które mnie gryzie od kilku postów. Mówimy o tarocie jako o lustrze, jako o rytuale, jako o strukturze - ale co to znaczy konkretnie dla kogoś kto tworzy? Że ciągniesz karte i... co? Malujesz na jej podstawie? Piszesz? Siedzisz i myslisz? Bo ja nie do konca rozumiem jak to przechodzi w faktyczną pracę twórczą.
To zależy jak pracujesz. U mnie karta rano bywa punktem wyjscia dosłownie - ciagne Gwiazdę i w tym dniu piszę scenę, ktora ma w sobie coś z odnowy albo nadziei, niekoniecznie wprost. Albo ciągnę Ksiezyc i pozwalam sobie na niejasność, którą normalnie bym edytowała. Ale to nie jest zasada, to jest coś co wypracowałam przez długi czas. Na poczatku to byl bardziej ten nastrój niż bezpośredni wpływ na treść.
To co Julitka opisuje to jest psychologicznie sensowne. Używamy zewnętrznego symbolu żeby ominąć własnego wewnętrznego cenzora. To nie jest nic magicznego w sensie dosłownym, ale jest skuteczne. Władysławo, wróćmy do ciebie - to poczucie 'że coś zależy ode mnie' o którym mówiłaś na początku. Czy chodzi ci o sprawczość w sensie że chcesz wiedzieć że twoja praca jest twoja, a nie efekt ślepego trafu? Bo to trochę inne pytanie niż to o rytuał.
Kosma, to poczucie że coś zależy ode mnie to chyba sedno. Bo jak ciągnę kartę i ona mówi mi co mam robić albo co się stanie, to znowu jestem na łasce czegoś zewnętrznego. ale jak karta jest lustrem... to ja decyduję co w nim widzę. Czy o to ci chodzilo?
Dokładnie. I to jest właśnie ta różnica między wrozbiarstwem a pracą z karta. Nie 'co się stanie', tylko 'co we mnie jest'. Ale mam pytanie - bo widzę że to ważne dla ciebie to poczucie sprawczości. Czy ono zanika głównie w pracy tworczej, czy tez gdzieś szerzej w życiu?
Wtrącę się, bo Kosma zadał ważne pytanie, ale chcę dodać coś do tej rozmowy o lustrze. To piękna metafora, ale lustro też można ogladac wybiórczo. Patrzysz w kartę i widzisz to, co akurat chcesz zobaczyć albo czego się boisz. Czy to nie jest problem? Jak odróżnić wgląd od projekcji? 😉
A moze właśnie to jest punkt? Nie chodzi o to, żeby karta powiedziała ci coś nowego z zewnątrz, tylko żeby wydobyła na wierzch to, co już wiesz, ale zagłuszyłaś. To nie jest echo komory jesli to co słyszysz w tym echu jest czymś, od czego uciekałaś.
Z mojego doświadczenia - wlasnie wtedy kiedy karta mnie uwiera, coś ze mną nie gra, mam ochote ja odlozyc i wyciągnąć następną - to jest wgląd. Jak karta mowi to co chce uslyszec od razu, to można się zastanowić czy to nie jest wlasnie ta projekcja o której mówi Hania_W.
Czytam to wszystko i myślę, że mój problem może być właśnie odwrotny niż myślałam. Nie brakuje mi struktury zewnętrznej. Brakuje mi odwagi żeby usiąść z tym co karta wyciąga, zamiast szukać tali, która wyciągnie coś łatwiejszego.
O, to jest ważne co właśnie powiedziałaś. I trochę zmienia pytanie z 'jaką talię wybrać' na 'jak w ogóle z tym siedziec'. Czy cos konkretnego cię blokuje przy siedzeniu z trudną karta? Bo to może być ważniejsze niż sam wybór tali.
Mam wrażenie że ta rozmowa zrobiła bardzo duże koło i wróciła do sedna. Władysławo, pamiętasz swój pierwszy post? Ze szukasz poczucia że coś zależy od ciebie? Właśnie opisałaś mechanizm - unikasz tali która coś wyciągnie, bo to co wyciągnie, zależy od tego co z tym zrobisz. I to jest właśnie ta sprawczość.
Czytam tę rozmowę od dluzszego czasu i mam pytanie ktore pewnie jest naiwne, ale - czy to w ogóle jest tarot jeszcze, jak tak bardzo skupiamy się na psychologii? Czy nie wchodzimy w obszar terapii? Pytam serio, bo sama nie wiem gdzie leży granica.
Mam podobne pytanie co Celestynka. Bo slysze tu o tarocie który nie przepowiada, nie ma magii, jest jak terapia przez obrazki. I zastanawiam sie czy nie ma tu gdzieś miejsca na wymiar który nie jest czysto psychologiczny. Niekoniecznie wróżbiarstwo, ale coś pomiedzy.
Wracając do praktycznego pytania bo trochę odpłynęłam - ktoś wcześniej mówił o rytuale porannym z kartą. Czy to musi być codziennie żeby miało sens? Bo czuję już że muszę zacząć jakoś działać zamiast tylko analizować.
Nie musi być codziennie. U mnie dziala regularnosc, ale definiowana przeze mnie - nie 'każdy dzień' tylko 'przed każdą sesją pisania'. Zaczyna się przed pracą twórczą i od razu ma sens, bo jest zakotwiczone w tym co robię. Może spróbuj tak?
Przed każdą sesją pisania - to ma sens. Ale mam pytanie do Poziomki i do reszty: co zrobić kiedy 'sesja pisania' w ogóle nie zaczyna się od miesięcy? Czy karta może pomóc z samym startem, czy to już zbyt duże oczekiwanie wobec niej?
To nie jest zbyt duże oczekiwanie, to jest inne pytanie. Bo jeśli sesji nie ma od miesięcy, to karta wyciągnięta przed 'sesją która się nie zaczyna' też się nie pojawi. Może najpierw pytanie - co blokuje start? i czy tarot byłby próbą obejścia tej odpowiedzi czy naprawdę jej szukaniem?
Jest taka technika - nie pamiętam skąd to pochodzi, może ze szkoły jungowskiej - że wyciągasz kartę i zadajesz jedno konkretne pytanie: 'co z tego mam zrobić przed wieczorem'. Nie 'co to znaczy', nie 'jaka jest moja sciezka'. Tylko: co zrobic. To bardzo zaweza i paradoksalnie uruchamia 🙂
Ja tak robię, ale nie pytam 'co zrobić przed wieczorem' tylko 'co zabrać do pracy twórczej dzisiaj'. To jedno słowo, obraz, skojarzenie z karty. I to wystarczy żeby zacząć. Nie potrzebuję całej interpretacji - potrzebuję punktu wejścia. Ale przyznam, że zajęło mi trochę czasu żeby przestać oczekiwać 'pełnej odpowiedzi' z każdego losowania.
Eh, Czytam i mam wrażenie że wy mówicie o tarocie trochę jak o notatkach przed pracą. Jedno słowo, jeden obraz, punkt wejścia. A ja myślałam że to zawsze jest jakiś rozbudowany rytuał z interpretacją. Czy to naprawdę działa tak skrótowo? Pytam serio, bo sama nie korzystam z tarota, ale ta wersja wydaje mi się znacznie mniej przytłaczająca xD
To co mowisz jest ważne. Zerkanie do książki przy połowie kart to nie jest wstyd, ale rzeczywiscie moze przerywać ten rytm zanim w ogóle się zacznie. Mam jedno pytanie - czy pamiętasz jaką talię masz? Bo niektore sa bardziej 'mówne' wizualnie niz inne i to naprawde ma znaczenie dla kogoś kto jeszcze buduje relację z kartami.
