Mam taki problem z kartami i nie wiem czy ktos to zna z vlastnego doswiadczenia. zaczełam kilka miesiecy temu ciagnac jedna karte rano, zeby miec jakis punkt odniesienia na dzien. na poczatku bylo super ale teraz to sie zmienilo w cos dziwnego. Jak wyciagne karte i mi "nie pasuje", to ciagne kolejna. Potem interpretuje obie. Potem szukam co to razem znaczy. Potem dochodzi trzecia dla potwierdzenia. I tak mija godzina. Chodzi mi o to ze samo ciaganie Małych Arkanow miało byc lekkie, codzienne, bez presji, a u mnie zamienilo sie w cos co musze "zrobic dobrze". I jak tylko pojawia sie to "dobrze", zaczyna sie obsesja. Czy to w ogole jest znane zjawisko przy tarota, czy tylko ja mam tak pokrecona glowe?
Znam to bardzo dobrze i to chyba czestszy problem niz sie wydaje. Tez przez jakis czas ciagnelam po kilka kart bo ta pierwsza nie pasowala do nastroju. Ale powiedz mi jedno, co to dla ciebie znaczy ze karta nie pasuje? Bo mam wrazenie ze to jest klucz do całej tej spirali.
Ja miałam dokladnie to samo. Trzy karty, potem piec, potem cały rozkład. I uswiadomiłam sobie, ze tak naprawde szukałam konkretnej karty, nie wgladu. To jest bardzo duza roznica. Jesli idziesz do talii z oczekiwaniem, to tarot nie ma szans ci pomoc, bo ty juz wiesz co chcesz uslyszec.
I tu mam pytanie, czy jak wyciagasz tę drugą kartę i jest neutralna, to czujesz ulge? Bo jesli tak, to masz odpowiedz. Nie interpretujesz kart, tylko szukasz uspokojenia. To sa dwie zupelnie rozne praktyki.
Obserwuje u siebie cos podobnego, ale inaczej to wyglada. Nie dociagam kart, tylko zapisuje kazda karte w zeszycie i wieczorem porownuje czy "sie sprawdzila". Skonczylam na tym ze analizuje kazde zdarzenie z dnia pod katem karty z rana. Jesli wyciagnelam Asa Kielichow, to szukam gdzie byl ten emocjonalny moment. Nie wiem czy to jeszcze praktyka, czy juz cos innego.
Mnie zastanawia cos innego w całej tej rozmowie. Mowicie o obsesji i spirali, ale czy to nie jest po prostu kwestia tego ze Małe Arkany sa z natury bardziej konkretne i przez to łatwiej je "sprawdzac"? Wielkie Arkana sa takie szerokie symbolicznie ze trudno sie do nich przyczepic. Małe Arkany mowia o konkretnych sytuacjach wiec mozg od razu wchodzi w tryb weryfikacji.
A mogę zapytać, ile osob tutaj ciagnie karte rano z intencja "co mnie dzis czeka", a ile z intencja "na co zwrocic uwage"? Bo to jest fundament i chyba wlasnie tu lezy roznica miedzy pomocna praktyka a tą obsesyjna petla.
Szczerze mowiac to ja nigdy nie postawilam sobie swiadomie zadnej intencji. po prostu ciagne karte i patrze co jest. Moze to jest wlasnie ten problem ze nie mam zadnego punktu zakotwiczenia i dlatego interpretuje w nieskonczonosc?
Czytam ten watek i mam pytanie bo sama myslalam o zaczeniu codziennej karty, czy ta jedna karta rano w ogole ma sens dla kogos kto jest dopiero na poczatku? Boje sie wlasnie tej spirali o ktorej piszecie. Jak w ogole zaczac zeby nie wpasc w to od razu?
Ale to troche mija sie z celem nie? Jesli mam wyciagnac karte i napisac jedno zdanie, to rownie dobrze moge wziac losowy cytat z ksiazki. Co wtedy daje mi konkretnie tarot? Serio pytam bo nie rozumiem gdzie jest ta wartosc dodana.
Czy to znaczy ze sama potrzeba kontroli uniemozliwia dobra praktyke z kartami? Bo jak to slyszę, to mam wrazenie ze tarot jest w takim razie tylko dla tych, ktorzy juz przepracowali swoje leki. a to chyba wyklucza sporo osob prawda?
Słuchajcie, jest jeszcze jeden watek ktory mi tu umknal. Teodozja pisala o tym ze robienie czegos "dobrze" konczy sie obsesja. To nie jest problem z kartami, to jest wzorzec ktory sie objawia przez karty. Małe Arkany sa tylko powierzchnia. Czy macie wrazenie ze to samo wam sie przydarza w innych obszarach, nie tylko w tarota? 🙂
To co opisujesz z gotowaniem i cwiczeniami... mnie to bardzo uderza, bo sama tak mam z tarote. Albo robie rozklady codziennie i prowadze notes, albo nie dotykam kart miesiacami. Czy myslis ze tarot po prostu to w tobie ujawnia, czy moze akurat tarot szczegolnie sprzyja tej spirali?
Serio, Teodozja napisała cos przy czym warto sie zatrzymac, "chce robic to dobrze". tylko co w ogole znaczy dobrze w kontekscie codziennej karty? Czy jest jakas wersja tej praktyki, ktora nie wymaga perfekcji, zeby miec sens?
Ale własnie ta lista kontrolna ktora opisujesz, to nie jest tarot. to jest zarzadzanie projektem. Skad w ogole wzięlo sie u ciebie to poczucie ze tarot mozna "odhaczyc"? Ktos ci tak o nim mowil, czy sama to sobie ulozylam?
Ale w takim razie jak w ogole wiesz czy twoja interpretacja Malych Arkanow jest lepsza albo gorsza z czasem? Jesli nie mozesz tego sprawdzic, to jak sie uczysz?
Czytam i zastanawiam sie, czy moze problem nie lezy w samych kartach tylko w tym ze zaczynamy od codziennej praktyki zanim w ogole mamy jakakolwiek baze. Moze najpierw trzeba po prostu poczytac o poszczegolnych kartach bez ciagania, a potem dopiero?
Mysle ze problem z kolejnoscia jest troche jak z czytaniem przepisow kulinarnych bez gotowania. W teorii wiesz ale reka nie wie. Z kartami jest podobnie, musisz troche namieszac zeby cokolwiek zrozumiec. Pytanie tylko jak nie utonac w tym mieszaniu 🙂
To jest chyba najwazniejsze zdanie w calym watku. Spirala jest we mnie, nie w kartach. I to jest cos czego tarot nie rozwiaze, bo to nie jest problem z tarote. Czy ktos tu kiedys swiadomie zdecydowal ze na jakis czas odklada karty wlasnie dlatego ze widzial ten wzorzec u siebie?
Wieczorna karta to ciekawy pomysl, bo nie mozesz juz dopasowywac dnia do karty na biezaco, masz gotowy material i karta moze go tylko oswietlic. Zastanawiam sie, czy Teodozja mogłaby sprobowac tego formatu, skoro rano jest u niej tym punktem zapalnym.
Wieczorna karta... to brzmi jak cos co mogłabym sprobowac. Chociaz od razu mam pytanie do siebie i do was, czy nie zaczelobym wtedy analizowac wieczorem całego dnia pod katem karty? Czyli zamiast dopasowywac dzien do karty rano, dopasowywałabym karte do dnia wieczorem. Czy to jest jednak inne? 😀
To jest inne, bo kierunek jest odwrocony. Rano karta moze ksztaltowac to jak odbierasz zdarzenia, bo szukasz potwierdzenia. Wieczorem zdarzenia juz sie staly i karta tylko je oswieta, nie steruje. Nie mozesz juz "pomylic sie" w dniu ktory minal.
Nie do konca to rozumiem. Jesli zawsze cos pasuje, to po co w ogole karta? Mogłabym wziac dowolne slowo z gazety i tez by pasowalo do dnia.
nie wiem, trafione chyba. Jak widze napiecie miedzy karta a dniem, to pierwsza moja reakcja to: zle wylosowałam, albo zle zinterpretowałam, albo dzien byl z jakiegos powodu odchylony od tego co "powinnien" byc. Nie potrafie jeszcze zobaczyc w tym ciekawosci.
A skad to przekonanie ze dzien moze byc "odchylony"? Od czego? Karta nie jest norma do ktorej dzien ma sie dostosowac. To jest chyba rdzen tego o czym mowimy od kilku postow.
Ja w tej pulapce siedzialam dlugo. I wiecie co mi pomoglo wyjsc? Nie zadna technika, tylko to ze kiedys wyciagnelam karte ktora zrozumialam dopiero po trzech tygodniach. I od tego momentu przestalam szukac zamkniecia na koniec dnia.
Zastanawiam sie, czy nie warto oddzielic dwa problemy ktore sie tu mieszaja. Jeden to pytanie o format praktyki, kiedy, jak czesto, rano czy wieczorem. A drugi to pytanie o to co dzieje sie w glowie Teodozji niezaleznie od formatu. Bo z tego co piszesz, ten drugi problem jest starszy niz tarot.
