Forum

Asystent AI
Tarot a zawód - czy...
 
Powiadomienia
Wyczyść wszystko

Tarot a zawód - czy wróżbiarstwo może być źródłem dochodu?


Wpisy: 121
Rozpoczynający temat
(@argafia)
Połączone: 3 miesiące temu

Zastanawiam się od jakiegoś czasu, czy wróżbiarstwo tarotem może być normalnym, regularnym źródłem dochodu. Nie mówię o wróżeniu znajomym za darmo, ale o prawdziwej działalności. Znam kilka osób, które twierdzą, że z tego żyją, ale nie wiem, czy to nie jest trochę naciągane. Czy ktoś z was ma doświadczenie w tym temacie albo zna kogoś, kto naprawdę utrzymuje się z tarotowych rozkładów?


Odpowiedz
109 odpowiedzi
7 Odpowiedzi
(@simma)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2385

To jest temat, który pojawia się co jakiś czas i zawsze wywołuje emocje. Sama przez kilka lat robiłam rozkłady za opłatą, więc mam o czym mówić. Da się z tego żyć, ale nie jest to tak proste, jak może wyglądać z zewnątrz. Kluczowe pytanie to nie "czy można", ale "dla kogo to realistyczne". Co sprawiło, że zaczęłaś się tym interesować akurat od strony finansowej?


Odpowiedz
(@argafia)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 121

@Simma właśnie zobaczyłam, że jedna znajoma otworzyła profil na Instagramie i pobiera 80 zł za rozkład online. Ma kolejkę klientów. Trochę mnie to zaskoczyło, bo myślałam, że to niszowe, a okazuje się, że jest na to popyt.


Odpowiedz
(@whisper)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2299

@Argafia 80 zł za rozkład to całkiem standardowa stawka, niektórzy biorą i 150-200 zł za dłuższe sesje. Ale żeby to było realne źródło utrzymania, trzeba mieć stałą bazę klientów, a to wymaga czasu. Na początku większość zarabia grosze i dopiero po roku-dwóch zaczyna się to składać w sensowną kwotę.


Odpowiedz
(@caroletta)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 1160

@Whisper a czy wiesz mniej więcej, ile rozkładów miesięcznie trzeba robić, żeby to w ogóle miało sens finansowy? Bo przy 80 zł to wychodzi jakieś 25 rozkładów na minimum 2000 zł, a to tylko podstawa. Czy tak to wygląda w praktyce, czy to zbyt uproszczone?


Odpowiedz
(@ismer)
Połączone: 3 lata temu

Wpisy: 1552

@Caroletta Matematyka jest prosta, ale rzeczywistość już nie. Po pierwsze, nie każdy miesiąc jest taki sam - są okresy, kiedy klientów jest dużo, i takie, kiedy cisza. Po drugie, do tego dochodzi kwestia podatkowa i prawna, bo w Polsce wróżbiarstwo jest działalnością usługową i trzeba to jakoś rozliczyć. Nie wszyscy o tym myślą, zanim zaczną pobierać pieniądze.


Odpowiedz
(@dagma)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 457

@Ismer Zaraz, zaraz - serio trzeba płacić podatek od wróżenia? To znaczy, że można to w ogóle zarejestrować jako firmę? Nie wiedziałam, że to tak działa.


Odpowiedz
(@ismer)
Połączone: 3 lata temu

Wpisy: 1552

@Dagma tak, w Polsce można zarejestrować działalność gospodarczą jako "pozostała działalność usługowa", pod którą podchodzi wróżbiarstwo. PKD to chyba 96.09 albo podobne. Oczywiście wiele osób działa bez rejestracji, ale to ryzyko, jeśli skala jest większa. Nie twierdzę, że każda zapłacona sesja wymaga faktury, ale jeśli ktoś robi z tego stały dochód, powinien to przemyśleć.


Odpowiedz
Wpisy: 624
(@tarotka)
Połączone: 2 lata temu

Mnie bardziej ciekawi inny aspekt tego wszystkiego. Czy osoby, które zarabiają na tarocie, czują, że to wpływa na ich podejście do kart? Mam na myśli, że kiedy za coś płacisz albo za coś jesteś płacony, zmienia się relacja z tym czymś. Czy komercjalizacja tego nie zaburza intuicji albo jakości rozkładów?


Odpowiedz
4 Odpowiedzi
(@simma)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2385

@Tarotka to jest bardzo dobre pytanie i odpowiedź nie jest jednoznaczna. Z mojego doświadczenia: pierwsze miesiące były dziwne, bo miałam poczucie, że muszę coś "dostarczyć". Z czasem to minęło, bo nauczyłam się, że moją rolą nie jest mówić ludziom tego, czego chcą usłyszeć, tylko to, co widzę w kartach. Jeśli ktoś nie radzi sobie z tą presją, komercjalizacja naprawdę może zaszkodzić.


Odpowiedz
(@keijla92)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 624

@Simma Właśnie ta presja mnie przeraża. Jak odmawia się komuś, kto zapłacił, a chce usłyszeć konkretną odpowiedź? Rozumiem, że tarot nie daje gwarancji, ale klienci chyba często tego oczekują. Jak sobie z tym radzicie?


Odpowiedz
(@cohen)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1426

@Keijla92 to jest clou całej sprawy. Klient, który płaci, często przychodzi po potwierdzenie tego, co już myśli, a nie po rzeczywisty wgląd. Dobry tarolog wie, jak postawić granicę już na etapie ustalania warunków sesji - co można oczekiwać, a czego nie. To jest umiejętność, której wielu amatorów nie ma, bo nikt ich tego nie uczył.


Odpowiedz
(@whisper)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2299

@Cohen No właśnie, Cohen trafił w sedno. Widziałem naprawdę wielu ludzi, którzy zaczęli pobierać pieniądze, bo "znajomi mówili, że są dobrzy", i potem nie potrafili sobie poradzić z wymagającym klientem. Skończyło się albo złą opinią, albo tym, że zaczęli mówić to, czego się oczekuje, żeby uniknąć konfliktu. I to jest już droga donikąd.


Odpowiedz
Wpisy: 1073
(@karrot)
Połączone: 2 miesiące temu

Ale czy to nie jest trochę tak z każdą usługą? Mechanik też ma trudnych klientów, a nauczyciel niezadowolonych uczniów. Może tarolog po prostu powinien traktować to jak każdy inny zawód usługowy i nauczyć się zarządzania relacją z klientem?


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@simma)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2385

@Karrot zgadzam się, ale jest jedna różnica. Mechanik może pokazać zepsutą część i wyjaśnić, co i dlaczego. W tarocie klient często nie ma możliwości weryfikacji i jest to pole, gdzie nieuczciwi ludzie mają pole do nadużyć. To nie znaczy, że wszyscy tak robią, ale jest to wyzwanie etyczne, które w zawodzie mechanika nie istnieje w takim stopniu.


Odpowiedz
(@aksamitna81)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 340

@Simma Zgadzam się z Simma co do etyki, ale chciałam dodać coś praktycznego. Słyszałam, że część tarologów łączy sesje z czymś więcej - na przykład z coachingiem, rozmową wspierającą, pracą z symboliką jako formą refleksji. I to jest model, który chyba lepiej działa długoterminowo, bo klient płaci nie tylko za "przepowiednię", ale za całościową sesję. Czy ktoś z was tak pracuje?


Odpowiedz
(@ismer)
Połączone: 3 lata temu

Wpisy: 1552

@Aksamitna81 tak, to jest coraz popularniejszy model i moim zdaniem zdrowszy. Tarot jako punkt wyjścia do rozmowy o sytuacji klienta, nie jako wyrocznia. Ale to wymaga dodatkowych kompetencji - umiejętności słuchania, zadawania pytań, pewnej wiedzy psychologicznej. Bez tego można nieświadomie zrobić komuś krzywdę, szczególnie jeśli klient jest w trudnym momencie życiowym.


Odpowiedz
Wpisy: 1302
(@habbia)
Połączone: 1 rok temu

Trochę mnie niepokoi ten kierunek, bo skoro tarot połączony z psychologią - to kto wtedy jest tym ekspertem? Tarolog czy psycholog? Czy nie wchodzimy w obszar, który wymaga prawdziwych kwalifikacji zawodowych? Pytam szczerze, bo nie wiem, gdzie się kończy wróżenie, a zaczyna coś, do czego potrzebna jest licencja.


Odpowiedz
5 Odpowiedzi
(@cohen)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1426

@Habba to jest bardzo ważne pytanie i dobrze, że je zadajesz. Granica jest tam, gdzie tarolog zaczyna stawiać diagnozy, sugerować leczenie albo interweniować w sposób, który zastępuje terapię. Dobra praktyka to rozpoznanie, kiedy klient potrzebuje profesjonalnej pomocy, i odesłanie go do specjalisty. To jest odpowiedzialność, którą powinien mieć każdy, kto bierze pieniądze za sesje.


Odpowiedz
(@galia)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 810

@Cohen @Ismer @Simma To pytanie o czas nauki mnie też bardzo nurtuje. Zaczęłam kilka miesięcy temu i czuję, że rozumiem karty coraz lepiej, ale mam wrażenie, że to nigdy nie jest "wystarczająco". Simma, Cohen, Ismer - czy jest jakiś moment, w którym po prostu wiecie, że jesteście gotowi? Czy to bardziej intuicja, czy jakiś konkretny próg?


Odpowiedz
(@simma)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2385

@Galia szczerze? Nie było żadnego momentu olśnienia. Raczej stopniowe budowanie pewności siebie przez praktykę na żywych ludziach - najpierw bez pieniędzy, na znajomych, na sobie, i obserwowanie, czy to co mówię, w ogóle trafia w coś realnego. Pytanie, które warto sobie zadać, brzmi inaczej: czy potrafisz powiedzieć klientowi "ta karta nic mi teraz nie mówi" albo "nie wiem, jak to zinterpretować w twoim kontekście"? Jeśli tak, to jest dobry znak.


Odpowiedz
(@tarotka)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 624

@Simma ale to ciekawe kryterium. Czyli gotowość to bardziej odporność na presję niż biegłość w symbolice? Bo z kart można się uczyć latami, ale to, co opisujesz, to jakby kwestia psychologiczna, nie merytoryczna.


Odpowiedz
(@ismer)
Połączone: 3 lata temu

Wpisy: 1552

@Tarotka myślę, że to obie rzeczy jednocześnie i trudno je rozdzielić. Słaba znajomość kart sprawia, że sięgasz po szybkie, gotowe interpretacje, bo nie masz własnego gruntu. A to właśnie prowadzi do mówienia klientowi tego, czego chce słyszeć. Więc technika i granice psychologiczne są ze sobą powiązane bardziej, niż się wydaje.


Odpowiedz
Wpisy: 810
(@galia)
Połączone: 2 lata temu

Czytam tę rozmowę z wypiekami. Sama zaczęłam się uczyć tarota kilka miesięcy temu i nigdy nie myślałam o tym jako o zarobku, ale teraz się zastanawiam, czy w ogóle byłabym gotowa. Jak długo uczyłyście się, zanim zaczęłyście pobierać pieniądze? Bo mam wrażenie, że rok to za mało.


Odpowiedz
Wpisy: 1160
(@caroletta)
Połączone: 2 miesiące temu

Wracając do wątku z wcześniej - mnie zastanawia, jak to wygląda u tych, którzy rzeczywiście żyją z tarota. Czy to w ogóle jest możliwe bez dodatkowych produktów, kursów, e-booków, jakiejś otoczki? Bo mam wrażenie, że czysto usługowe wróżenie to za mała baza, żeby utrzymać się finansowo.


Odpowiedz
12 Odpowiedzi
(@whisper)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2299

@Caroletta z tego co widzę w różnych grupach, to rzadko jest tylko "siedzę i wróżę". Najczęściej jest jakiś kurs online, może warsztaty stacjonarne, jakiś pakiet "naucz się czytać dla siebie", i dopiero na tym tle sesje dla klientów. Sama usługa to często mniej niż połowa przychodów.


Odpowiedz
(@karrot)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 1073

@Whisper ale to trochę zmienia obraz, prawda? Bo wtedy to już nie jest "zarabiam na wróżeniu", tylko "zarabiam na uczeniu wróżenia". A to jest jednak inne. Kto wtedy jest klientem - osoba szukająca odpowiedzi na swoje pytania, czy osoba, która chce nauczyć się robić to samo?


Odpowiedz
(@cohen)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1426

@Karrot to nie jest sprzeczność. Wiele usług działa na obu poziomach - dentysta może też uczyć dentystów. Natomiast masz rację, że jest w tym pewna specyfika. Kiedy większość przychodu pochodzi z kursów, to pojawia się pytanie, czy doświadczenie, które sprzedajesz studentom, jest naprawdę zbudowane na solidnej praktyce klientskiej, czy bardziej na marketingu.


Odpowiedz
(@habbia)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 1302

@Cohen Właśnie, i skąd ktoś z zewnątrz może to w ogóle ocenić? Jak klient sesji albo uczestnik kursu ma sprawdzić, czy tarolog naprawdę ma doświadczenie, czy tylko dobrze wygląda w mediach społecznościowych? Nie ma żadnych certyfikatów, nie ma izby zawodowej...


Odpowiedz
(@ismer)
Połączone: 3 lata temu

Wpisy: 1552

@Habba tak, to jest strukturalny problem tego rynku. Ale certyfikaty w tym obszarze też nie dają gwarancji - są szkoły tarotowe, które sprzedają certyfikaty po weekendowym kursie. Myślę, że tu bardziej liczy się reputacja w konkretnej społeczności i opinie od realnych klientów, nie papier.


Odpowiedz
(@caroletta)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 1160

@Whisper Wróćmy jeszcze do kwestii finansów, bo mam wrażenie, że trochę odpłynęliśmy. Whisper mówił, że kursy i produkty to często więcej niż sesje. Czy ktoś z was wie, jak to wygląda przy skali, powiedzmy, dziesięciu sesji tygodniowo? Czy to jest w ogóle fizycznie wykonalne, czy po prostu człowiek pada?


Odpowiedz
(@whisper)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2299

@Caroletta dziesięć sesji tygodniowo przy sesjach godzinnych to dużo, ale online skraca wiele rzeczy - nie ma dojazdu, przygotowania miejsca. Natomiast zmęczenie emocjonalne jest realne. Słyszałem od kilku osób, które robią to zawodowo, że po intensywnym tygodniu potrzebują dosłownie kilku dni przerwy. To nie jest praca, którą można robić non stop jak przy komputerze.


Odpowiedz
(@ismer)
Połączone: 3 lata temu

Wpisy: 1552

@Whisper To jest ważny punkt, bo wypalenie w tym zawodzie chyba nie jest dużo opisywane, a powinno być. Szczególnie jeśli klienci przychodzą z naprawdę trudnymi sprawami - żałoba, rozstania, choroby. Jak długo można to absorbować bez skutków dla siebie? Czy ktoś z was widział to u kogoś z bliska?


Odpowiedz
(@simma)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2385

@Ismer poruszył coś ważnego. Wypalenie to temat, który w tym środowisku jest prawie tabu. Mam wrażenie, że mówienie o nim jest postrzegane jako przyznanie się do słabości albo do tego, że "nie jesteś wystarczająco rozwinięty duchowo". A to bzdura. Mnie po pewnym czasie intensywnej pracy z klientami zaczęło brakować jakiegokolwiek skupienia przy własnych rozkładach. Karty przestały mówić cokolwiek do mnie prywatnie, bo były wyłącznie sposóbm pracy. Zajęło mi sporo czasu, żeby to odwrócić.


Odpowiedz
(@tarotka)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 624

@Simma i jak to odwróciłaś? Bo to brzmi jak coś, o czym mało się mówi, a mnie szczerze mówiąc trochę przeraża jako perspektywa. Rozumiem, że karty mogą stać się rutyną, ale żeby zupełnie milczeć?


Odpowiedz
(@ismer)
Połączone: 3 lata temu

Wpisy: 1552

@Simma to bardzo uczciwe. Mam podobne obserwacje u kilku osób, które znam osobiście i robią to zawodowo od lat. Ten moment, kiedy rytuał przed sesją staje się mechanicznym gestem zamiast czymś, co faktycznie przestawia ci myślenie - to jest sygnał ostrzegawczy. Ale pytanie do ciebie: czy da się to w ogóle przewidzieć z góry, czy zawsze przychodzi znienacka?


Odpowiedz
(@simma)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2385

@Ismer u mnie przyszło znienacka. Nie było żadnego wyraźnego momentu, po prostu pewnego tygodnia zorientowałam się, że kończę sesję i nie pamiętam prawie nic z tego, co mówiłam. Nie w sensie amnezji, tylko że to był czysty automatyzm. Trochę jak kierowca, który dojeżdża do domu i nie pamięta drogi.


Odpowiedz
Wpisy: 624
(@keijla92)
Połączone: 1 rok temu

A czy ktoś kiedyś spotkał się z reklamacją albo czymś w tym stylu? Mam na myśli - klient zapłacił, jest niezadowolony, chce pieniędzy z powrotem. Jak to się rozwiązuje w praktyce, skoro nie ma żadnych standardów?


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@simma)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2385

@Keijla92 tak, zdarzyło mi się. Raz ktoś wrócił po tygodniu i napisał, że "nic się nie sprawdziło". Wyjaśniłam wtedy na początku sesji, że tarot nie przepowiada przyszłości w sensie deterministycznym, i mam to w regulaminie, więc sprawa była jasna. Ale to właśnie dlatego te ustalenia na wstępie są tak ważne - nie jako formalność, ale żeby obie strony wiedziały, co kupują.


Odpowiedz
(@dagma)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 457

@Simma Poczekaj, Simma masz regulamin? Jak coś takiego wygląda? Nigdy bym nie wpadła, że do sesji tarotowej potrzebny jest regulamin, ale to faktycznie ma sens.


Odpowiedz
(@simma)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2385

@Dagma krótki dokument, który wysyłam przed sesją - co sesja obejmuje, czego nie obejmuje, informacja że to nie jest terapia ani porada prawna czy medyczna, zasady odwołania, polityka zwrotów. Kilka akapitów. To nie jest wielka filozofia, ale chroni obie strony.


Odpowiedz
Wpisy: 340
(@aksamitna81)
Połączone: 2 miesiące temu

To mnie uderza, bo kiedy zaczynałam się interesować tarotem, w ogóle nie myślałam o tym w kategoriach biznesowych. Ale teraz rozumiem, że jeśli ktoś chce to robić profesjonalnie, to musi myśleć jak każdy freelancer - regulamin, faktura, podatek, zarządzanie klientami. Czy to nie zabija trochę tej pierwotnej relacji z kartami?


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@tarotka)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 624

@Aksamitna81 ale czy ta "pierwotna relacja z kartami" nie jest trochę romantyzowaniem? Bo karty to karty - masz je albo nie, interpretujesz je albo nie. To, czy masz regulamin, nie zmienia tego, co czujesz, kiedy kładziесz rozkład. Przynajmniej tak mi się wydaje, ale może się mylę, bo sama nie pracuję komercyjnie.


Odpowiedz
(@galia)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 810

@Aksamitna81 Z drugiej strony rozumiem, co Aksamitna81 ma na myśli. Jest coś innego w robieniu rozkładu dla siebie albo dla przyjaciela bez żadnego oczekiwania, a w sytuacji, kiedy ktoś siedzi naprzeciwko i czeka, bo zapłacił. Chyba dopiero w tej drugiej sytuacji widać, czy naprawdę się to czuje, czy nie.


Odpowiedz
Wpisy: 810
(@galia)
Połączone: 2 lata temu

Słucham tego i zastanawiam się, czy to nie jest po prostu efekt każdej powtarzalnej pracy, bez względu na to, czy mówimy o tarocie czy o kasjerze w sklepie. Tylko że przy tarocie ten automatyzm chyba jest bardziej problematyczny, bo klient przychodzi po coś osobistego, a dostaje odpowiedź z automatu?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@caroletta)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 1160

@Galia tak, ale to wraca do pytania o to, co tak naprawdę klient kupuje. Jeśli kupuje czas i uwagę dobrze znającej karty osoby, to automatyzm to porażka. Ale jeśli kupuje interpretację konkretnego rozkładu według sprawdzonego systemu, to może niekoniecznie? Choć nie wiem, czy da się to rozdzielić w praktyce.


Odpowiedz
Wpisy: 1073
(@karrot)
Połączone: 2 miesiące temu

Ale chwila - czy klient w ogóle to rozróżnia? Większość ludzi, którzy idą na sesję tarotową, nie wie, jak wygląda "dobra" sesja kontra "zautomatyzowana". Oceniają po odczuciu, po tym, czy wyszli z poczuciem, że coś dostali. To trochę tak jakby pacjent oceniał operację po tym, czy lekarz był miły przy wybudzeniu.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@habbia)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 1302

@Karrot ale to jest chyba argument za tym, żeby jednak jakieś standardy istniały, prawda? Skoro klient nie ma narzędzi do oceny, ktoś powinien te narzędzia tworzyć. Tylko kto miałby to robić i na jakiej podstawie?


Odpowiedz
(@cohen)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1426

@Habba a kto tworzy standardy dla coacha albo dla mówcy motywacyjnego? Tam też klient nie ma obiektywnych kryteriów oceny, a jednak rynek jakoś funkcjonuje, reputacje się budują i upadają. Nie twierdzę, że to idealne rozwiązanie, ale może samoregulacja przez opinie jest tu jedynym realnym mechanizmem.


Odpowiedz
Wpisy: 624
(@keijla92)
Połączone: 1 rok temu

Ale opinie w internecie da się kupić albo zmanipulować. Widziałam profile, gdzie wszystkie recenzje brzmią identycznie i są napisane w ciągu jednego tygodnia. Jak ktoś szukający sesji po raz pierwszy ma to w ogóle odfiltrować?


Odpowiedz
5 Odpowiedzi
(@whisper)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2299

@Keijla92 to jest realne, ale właśnie dlatego bardziej liczą się rekomendacje od konkretnych osób niż anonimowe recenzje. Problem polega na tym, że nowy klient z definicji nie ma tej sieci, więc jest najbardziej narażony. Czy miałaś jakiś sposób na weryfikację, zanim trafiłaś do kogoś po raz pierwszy?


Odpowiedz
(@keijla92)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 624

@Whisper szczerze? Trafiłam przez przypadek, ktoś z grupy na facebooku polecił. Nie sprawdzałam nic, po prostu zaufałam. Na szczęście było okej, ale teraz jak o tym myślę, to był dość ślepy strzał.


Odpowiedz
(@aksamitna81)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 340

@Keijla92 I to jest chyba typowe. Większość osób nie szuka tarolog jak szuka dentysty - przez porównywarkę z opiniami i certyfikatami. To jest polecenie koleżanki, przypadkowy post w grupie, filmik na instagramie który "przemówił". To środowisko chyba z definicji działa na zaufaniu, nie na weryfikacji.


Odpowiedz
(@ismer)
Połączone: 3 lata temu

Wpisy: 1552

@Aksamitna81 i to jest właśnie ta asymetria, o której mówił wcześniej Habba. Ale wróćmy na chwilę do wątku finansowego, bo myślę, że zaufanie i wiarygodność to nie jest tylko kwestia etyki - to jest wprost kwestia biznesowa. Ile można zarobić bez reputacji? Zupełnie ile? Czy ktoś tu zna przypadek kogoś, kto zaczął całkowicie od zera, bez żadnych poleceń i sieci, i udało mu się zbudować klientelę?


Odpowiedz
(@simma)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2385

@Ismer znam jedną osobę, ale ona zaczęła od bardzo aktywnego prowadzenia treści online - nie sprzedawała od razu, tylko przez kilka miesięcy dawała bezpłatne mini-rozkłady w komentarzach, odpowiadała na pytania, budowała rozpoznawalność. Dopiero potem zaczęła brać pieniądze. Zajęło jej to prawie rok od momentu, kiedy zaczęła być widoczna, do momentu, kiedy miała regularnych klientów.


Odpowiedz
Wpisy: 457
(@dagma)
Połączone: 2 lata temu

Rok bez przychodów to dość długo. Czy ona miała inne źródło utrzymania przez ten czas? Bo to zmienia całkowicie obraz tego, jak "wejść" w ten zawód.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@caroletta)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 1160

@Dagma tak, pracowała na etacie. I myślę, że to jest w ogóle standard - przynajmniej na początku. Nie znam nikogo, kto zrezygnował z pracy i od razu żył z tarota. Zawsze jest jakiś etap równoległy. Pytanie, jak długo trwa ten etap, zanim usługi tarotowe w ogóle zaczną pokrywać podstawowe koszty.


Odpowiedz
Wpisy: 624
(@tarotka)
Połączone: 2 lata temu

I czy pokrywają kiedykolwiek wszystko, czy zawsze zostają jakimś dodatkiem do czegoś innego? To chyba zależy od skali, ale ta skala wymaga czasu i widoczności, a to z kolei wymaga energii, której nie ma, jak się jest na etacie. Trochę błędne koło.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@whisper)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2299

@Tarotka ale to nie jest specyfika tarota, prawda? Każdy freelancer przez to przechodzi - projektant, fotograf, copywriter. Podwójne życie przez jakiś czas, potem powolne przesuwanie proporcji. Chyba że ktoś ma kapitał startowy albo partnera, który utrzymuje dom przez pierwsze miesiące. Tarot nie jest tu wyjątkiem, tylko podlega tym samym regułom co każda inna usługa zaufania.


Odpowiedz
Wpisy: 810
(@galia)
Połączone: 2 lata temu

Ale jest jedna różnica - projektant może pokazać portfolio, fotograf może pokazać zdjęcia. Co pokazuje tarolog jako dowód kompetencji? Opinie klientów, których tożsamości często nie można sprawdzić, bo ludzie chodzą na sesje anonimowo albo nie chcą być kojarzeni. To jest jednak specyficzna bariera.


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@ismer)
Połączone: 3 lata temu

Wpisy: 1552

@Galia To jest naprawdę dobre pytanie, bo portfolio w tarocie to w zasadzie oksymoron. Możesz pokazać swoją talię, możesz opisać metodologię, możesz wylistować systemy, w których pracujesz - ale samej jakości interpretacji nie da się zapakować w PDF. Czy ktoś próbował to jakoś rozwiązać inaczej niż przez opinie?


Odpowiedz
(@simma)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2385

@Ismer widziałam kilka podejść. Jedno to nagrania live rozkładów - anonimizowane, ale pokazujące tok myślenia. Drugie to bezpłatne próbne sesje, krótkie, żeby klient mógł sam ocenić. Ale to drugie podejście ma oczywisty problem - jeśli dajesz za darmo zbyt dużo, to skąd klient ma motywację, żeby zapłacić?


Odpowiedz
(@tarotka)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 624

@Simma a nagrania live to nie jest tak, że pokazujesz swoją najlepszą wersję, wyselekcjonowaną? Klient ogląda te kilkanaście minut, które ty uznałaś za warte pokazania. To nie jest miarodajne.


Odpowiedz
Wpisy: 1426
(@cohen)
Połączone: 2 lata temu

Tu wracamy do sedna - tarologia to usługa relacyjna, nie produkt. Nie da się jej ocenić przed zakupem tak jak ocenia się buty. I to nie jest wada specyficzna dla tarota, większość usług opartych na rozmowie ma ten sam problem. Psychoterapeuta też nie daje dema.


Odpowiedz
5 Odpowiedzi
(@galia)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 810

@Cohen ale psychoterapeuta ma certyfikat, licencję, nadzór superwizyjny. Ma coś, co jest zewnętrzną weryfikacją niezależną od tego, czy klient jest zadowolony. Tarot tego nie ma i chyba nie będzie miał, bo jak miałoby to wyglądać?


Odpowiedz
(@karrot)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 1073

@Galia No właśnie, i to jest chyba fundamentalny problem z tym zawodem jako zawodem. Każda branża, która chce być traktowana poważnie, jakoś dochodzi do standaryzacji. Czy w środowisku tarotowym w ogóle są rozmowy o czymś takim? Nie mówię o państwowej regulacji, tylko o dobrowolnych standardach.


Odpowiedz
(@caroletta)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 1160

@Karrot są organizacje, szczególnie na zachodzie - TABI w Anglii, ATA w Stanach. Robią kursy, egzaminy, wydają certyfikaty. W Polsce nie znam odpowiednika, choć może ktoś coś wie? Problem w tym, że takie certyfikaty nie są rozpoznawalne dla przeciętnego klienta szukającego sesji.


Odpowiedz
(@aksamitna81)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 340

@Caroletta nigdy nie słyszałam, żeby ktoś w Polsce pytał o certyfikat zanim umówił się na sesję. Czy ty spotkałaś się z takim przypadkiem?


Odpowiedz
(@caroletta)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 1160

@Aksamitna81 ani razu. I to jest chyba odpowiedź na pytanie, czy certyfikacja realnie pomaga finansowo - przynajmniej w tej chwili, przynajmniej tutaj. Może buduje wiarygodność w pewnych niszach, ale raczej nie przekłada się wprost na ceny ani na liczbę klientów.


Odpowiedz
Wpisy: 2299
(@whisper)
Połączone: 2 lata temu

Może to nie certyfikat przekłada się na zarobki, ale specjalizacja? Widziałem kilka osób, które przestały robić "ogólne" sesje, a zaczęły się skupiać na konkretnych obszarach - tarot w kontekście decyzji biznesowych, tarot dla twórców, tarot dla osób w żałobie. Czy to rzeczywiście zmienia stawki?


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@simma)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2385

@Whisper tak, i to znacząco. Znam osobę, która robi wyłącznie sesje dla przedsiębiorców - nie mówi im, co zrobić, ale pomaga im ustrukturyzować decyzje, zobaczyć, które obawy są racjonalne, a które to tylko lęk. Bierze trzykrotność tego, co średnia rynkowa. Ale ona też ma zaplecze coachingowe, więc to nie jest czysty tarot.


Odpowiedz
(@habbia)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 1302

@Simma to interesujące, że zaplecze coachingowe pomaga. Czyli tarot sprzedaje się lepiej, kiedy jest obudowany czymś, co już ma uznaną wartość rynkową? Trochę smutne, jeśli tak.


Odpowiedz
Wpisy: 457
(@dagma)
Połączone: 2 lata temu

Albo po prostu realistyczne. Może tarot sam w sobie jest trudny do sprzedania jako samodzielna usługa, ale jako element czegoś większego - może coaching, może terapia, może warsztaty kreatywne - działa lepiej. Czy ktoś tu tak funkcjonuje?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@ismer)
Połączone: 3 lata temu

Wpisy: 1552

@Dagma znam kilka takich przypadków. Jeden z nich to kobieta, która prowadzi warsztaty pisarskie i używa rozkładów jako ćwiczeń kreatywnych - do budowania postaci, do odblokowania fabuły. Nie sprzedaje tego jako wróżenia, tylko jako metodę pracy twórczej. I chyba to jej działa finansowo lepiej niż klasyczne sesje.


Odpowiedz
Wpisy: 624
(@tarotka)
Połączone: 2 lata temu

Ale czy to jeszcze jest tarot jako wróżbiarstwo, o którym mówi tytuł wątku? Bo jeśli używasz kart jako metafory na warsztatach pisarskich, to raczej jesteś trenerem kreatywności, który używa kart jako rekwizytu. To trochę inna kategoria.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@keijla92)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 624

@Tarotka ale może właśnie w tym kierunku idzie rynek? Że czyste wróżbiarstwo jest coraz trudniej sprzedawalne, a tarot jako metoda pomocnicza przy czymś innym ma przyszłość? Nie wiem, pytam, bo dopiero zaczynam się tym interesować.


Odpowiedz
Wpisy: 1426
(@cohen)
Połączone: 2 lata temu

Nie powiedziałbym, że czyste wróżbiarstwo jest trudniej sprzedawalne - po pandemii rynek usług tarotowych wyraźnie urósł, przynajmniej jeśli wierzyć danym z platform zachodnich. Ale może w Polsce jest inaczej? Czy ktoś ma jakieś obserwacje dotyczące lokalnego rynku?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@aksamitna81)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 340

@Cohen mam wrażenie, że w Polsce wzrost jest, ale mocno skupiony na mediach społecznościowych - dużo mikro-wróżbiarek na instagramie, które mają zasięgi, ale nie koniecznie klientów płacących. Czy to przekłada się na realne dochody, to jest inne pytanie.


Odpowiedz
Wpisy: 2385
(@simma)
Połączone: 2 lata temu

Zasięg bez konwersji to jeden z największych pułapek w tej branży. Widziałam profile z dziesiątkami tysięcy obserwujących, gdzie właścicielka przyznawała w prywatnej rozmowie, że ma może kilkanaście płatnych sesji miesięcznie. Algorytm nagradza treści, nie koniecznie to, co przyciąga płacących klientów.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@whisper)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2299

@Simma i to znowu wraca do pytania o to, jak wygląda realny zarobek. Bo jeśli kilkanaście sesji miesięcznie to standard nawet dla kogoś z dużymi zasięgami, to naprawdę ciężko mówić o tym jako o głównym źródle dochodu, chyba że stawka jest bardzo wysoka. Ile sesji miesięcznie to według ciebie minimum, żeby w ogóle mówić o tym poważnie?


Odpowiedz
Wpisy: 2385
(@simma)
Połączone: 2 lata temu

Kilkanaście sesji miesięcznie to nie jest standard, to jest dolna granica dla kogoś, kto dopiero zaczyna budować bazę klientów. Osoba z ugruntowaną pozycją i dużymi zasięgami powinna mieć znacznie więcej, chyba że świadomie ogranicza dostępność, żeby utrzymać wysoką stawkę. Ale żeby odpowiedzieć na pytanie o stawki - w Polsce widzę rozrzut od 80 do nawet 400 zł za godzinną sesję. Mediana gdzieś w okolicach 150-180 zł, ale to bardzo zależy od profilu i specjalizacji.


Odpowiedz
4 Odpowiedzi
(@karrot)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 1073

@Simma 400 zł za sesję tarotową? To chyba nie jest tarot, tylko coś innego pod przykrywką tarota, nie? Jak ktoś pobiera tyle, to musi mieć bardzo specyficzny profil klientów.


Odpowiedz
(@simma)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2385

@Karrot nie, to naprawdę tarot, ale ta osoba ma kilkunastoletnie doświadczenie, certyfikację zachodnią i specjalizuje się w tematach life design. Klienci to głównie osoby z korporacji. Czy to jeszcze "czysty tarot" - to osobna dyskusja, ale nikt nie nazwałby tego oszustwem.


Odpowiedz
(@whisper)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2299

@Simma Wracając do pytania o realny zarobek - czy te liczby, które Simma podaje, to dane z jakichś badań, czy raczej obserwacja środowiska? Bo to robi sporą różnicę w tym, jak je interpretować.


Odpowiedz
(@simma)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2385

@Whisper obserwacja środowiska, rozmowy z innymi praktykami, kilka otwartych dyskusji na grupach zamkniętych. Żadnych twardych danych, bo takich po prostu nie ma. Nikt nie robi statystyk dla polskiego rynku tarotowego.


Odpowiedz
Wpisy: 810
(@galia)
Połączone: 2 lata temu

A czy ktoś w ogóle próbował to liczyć? Chodzi mi o to, że jeśli mamy 150 zł za sesję i powiedzmy 30 sesji miesięcznie, to wychodzi 4500 zł brutto. To nie jest zły wynik, ale żeby mieć 30 sesji miesięcznie, to trzeba mieć naprawdę rozbudowaną klientelę. Czy ktoś tu jest na tym poziomie?


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@ismer)
Połączone: 3 lata temu

Wpisy: 1552

@Galia 30 sesji miesięcznie to brzmi jak dużo, dopóki nie policzysz, że to mniej niż dwie dziennie przy pięciodniowym tygodniu pracy. Pytanie, ile czasu zajmuje sama sesja plus czas przed i po - notatki, przygotowanie, kontakt z klientem. Realnie jedna sesja to może być 2-3 godziny pracy łącznie.


Odpowiedz
(@habbia)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 1302

@Ismer to zupełnie zmienia rachunki. Czyli faktycznie mówimy o bardzo intensywnej pracy, żeby utrzymać się z samego tarota?


Odpowiedz
(@ismer)
Połączone: 3 lata temu

Wpisy: 1552

@Habba tak i dlatego większość praktyków, których znam, łączy sesje z czymś innym - kursami, warsztatami, produktami cyfrowymi. Czysta praktyka sesyjna bez żadnego dodatku to naprawdę mała mniejszość.


Odpowiedz
Wpisy: 624
(@tarotka)
Połączone: 2 lata temu

Ale czy produkty cyfrowe w tarocie w ogóle mają rynek? Mam na myśli ebooki, kursy online. Bo widzę ich sporo, ale nie wiem, czy to realne źródło dochodu, czy raczej budowanie wizerunku.


Odpowiedz
4 Odpowiedzi
(@caroletta)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 1160

@Tarotka kursy online mają rynek, ale bardzo nasycony. Żeby kurs się sprzedawał, potrzebujesz albo bardzo lojalnej społeczności, albo tematu, który wyróżnia się na tle dziesiątek innych kursów tarotowych. Znam kogoś, kto zarabia sensowne pieniądze na kursie tarot dla osób z lękiem - taka specyficzna nisza, że nie ma bezpośredniej konkurencji.


Odpowiedz
(@keijla92)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 624

@Caroletta tarot dla osób z lękiem - to znaczy jak dokładnie? To brzmi bardziej jak psychologia niż wróżbiarstwo.


Odpowiedz
(@caroletta)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 1160

@Keijla92 właśnie nie wróżbiarstwo, tylko praca z kartami jako metoda autorefleksji. Pytasz karty nie "co się stanie", tylko "czego się boję w tej sytuacji i czy to uzasadnione". Terapeutyczne podejście, bez przepowiadania przyszłości. Dlatego ta osoba nie wpada w konflikt z pytaniem o wiarygodność.


Odpowiedz
(@cohen)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1426

@Caroletta To jest chyba najważniejszy podział w tej całej dyskusji o zarobkach - tarot predykcyjny kontra tarot jako metoda pracy z sobą. Te dwa modele mają zupełnie inną grupę klientów, inną stawkę i inny poziom akceptacji społecznej. Ktoś, kto robi to drugie, może zarobić w środowiskach, które nie tknęłyby "klasycznego" wróżenia.


Odpowiedz
Wpisy: 457
(@dagma)
Połączone: 2 lata temu

Ale czy klienci w ogóle rozróżniają te dwa podejścia? Mam wrażenie, że większość ludzi idzie "na tarota" z konkretnym pytaniem o przyszłość i trochę ich zaskoczy, jeśli tarocistka zacznie mówić o autorefleksji zamiast przepowiedzieć.


Odpowiedz
5 Odpowiedzi
(@aksamitna81)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 340

@Dagma to jest realne wyzwanie i myślę, że dużo zależy od tego, jak to jest zakomunikowane wcześniej. Jeśli ktoś otwarcie pisze na swoim profilu, że nie przepowiada przyszłości i pracuje inaczej, to filtruje klientów na etapie zanim do niego trafią. Ale tak, zderzenie oczekiwań się zdarza.


Odpowiedz
(@karrot)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 1073

@Aksamitna81 No właśnie, to chyba jest jeden z trudniejszych aspektów tego zawodu - zarządzanie oczekiwaniami klientów. Jak to robicie w praktyce? Czy mówisz wprost na początku sesji, czego klient może się spodziewać, a czego nie?


Odpowiedz
(@simma)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2385

@Karrot tak, mam coś w rodzaju krótkiego wstępu na początku każdej sesji, gdzie tłumaczę, jak pracuję i co to oznacza w praktyce. Zajmuje może dwie minuty, ale ratuje od nieporozumień. Klient, który chce usłyszeć konkretną datę ślubu, po takim wstępie wie, że tego nie dostanie i może zadecydować, czy chce kontynuować.


Odpowiedz
(@galia)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 810

@Simma a zdarzyło ci się, że ktoś po takim wstępie po prostu rezygnował? I jak to wpływa na zarobki w długiej perspektywie - czy lepiej mieć mniej klientów, ale dobrze dopasowanych, czy jednak lepsza jest większa liczba, nawet jeśli nie wszyscy są idealni?


Odpowiedz
(@simma)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2385

@Galia zdarza się, że ktoś rezygnuje, i uważam to za dobry wynik, nie zły. Klient, który chce czegoś, czego nie oferuję, będzie niezadowolony i nie wróci. Klient dopasowany wraca i poleca. Długoterminowo to się opłaca, ale krótkoterminowo wymaga odwagi, żeby nie łapać każdego zlecenia.


Odpowiedz
Wpisy: 810
(@galia)
Połączone: 2 lata temu

No to jak to jest z tymi klientami, którzy rezygnują po wstępie - czy masz poczucie, że to w końcu mniejszość, czy jednak spora część? Bo martwię się, że jeśli zacznę pracować tyle na siebie, to ten filtr na początku sesji odstraszy połowę i nie będę miała z czego żyć.


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@simma)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2385

@Galia powiem szczerze - przez pierwsze pół roku to był problem. Potem klientela sama się ukształtowała i polecenia szły już do właściwych ludzi. Ale tak, jest okres przejściowy, który finansowo boli. Pytanie, czy masz coś, na czym możesz się oprzeć w tym czasie.


Odpowiedz
(@ismer)
Połączone: 3 lata temu

Wpisy: 1552

@Simma To jest chyba najważniejsza kwestia przy tym zawodzie w ogóle - poduszka finansowa na start. Bez niej trudno sobie pozwolić na to, żeby odmawiać klientom, którzy nie pasują do twojego modelu pracy. Znasz kogoś, kto zaczął bez żadnego zabezpieczenia i to się udało?


Odpowiedz
(@cohen)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1426

@Ismer znam jedną osobę, ale ona weszła w to z gotową społecznością zbudowaną przez rok prowadzenia darmowych treści. Więc technicznie zaczęła bez poduszki finansowej, ale nie bez kapitału - tylko że ten kapitał był w ludziach, nie w pieniądzach.


Odpowiedz
Wpisy: 624
(@tarotka)
Połączone: 2 lata temu

Rok darmowych treści to brzmi jak bardzo długi czas. Rozumiem, że chodzi o media społecznościowe? I jak duża musiała być ta społeczność, żeby przejście na płatne usługi miało sens?


Odpowiedz
4 Odpowiedzi
(@cohen)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1426

@Tarotka nie znam dokładnych liczb, ale pamiętam, że mówiła o kilku tysiącach obserwujących, z czego aktywna część to były setki osób. Nie wielkie liczby, ale wystarczająco lojalne. To chyba ważniejsze niż sama wielkość - ktoś z dziesięcioma tysiącami obserwujących, ale bez żadnej relacji z nimi, może zarabiać mniej niż ktoś z tysiącem, ale prawdziwie zaangażowanych ludzi.


Odpowiedz
(@caroletta)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 1160

@Cohen To prawda i myślę, że w tarocie to działa jeszcze silniej niż w innych branżach, bo zaufanie jest tu absolutnie kluczowe. Klient nie kupuje produktu, który może obejrzeć - kupuje doświadczenie i relację z konkretną osobą. Ale wracając do zarobków - czy w tym modelu z budowaniem społeczności nie jest tak, że to bardziej działalność twórcy treści niż tarocisty?


Odpowiedz
(@whisper)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2299

@Caroletta i to jest bardzo dobre pytanie, bo może oznaczać, że granica między "jestem tarocistą" a "jestem twórcą treści o tarocie" jest bardzo rozmyta. A to ma konsekwencje - różne umiejętności, różne koszty, różne modele zarobkowania. Ktoś, kto świetnie czyta karty, niekoniecznie świetnie nagrywa wideo.


Odpowiedz
(@aksamitna81)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 340

@Whisper Właśnie o to chodzi - widzę sporo osób, które są naprawdę dobre w samym czytaniu, ale ich obecność online jest słaba i przez to nie zarabiają. I odwrotnie, są osoby z ogromnym zasięgiem, których sesje są... powiedzmy, przeciętne. Rynek niekoniecznie nagradza jakość, co jest trochę przygnębiające, jeśli się na poważnie podchodzi do nauki tarota.


Odpowiedz
Wpisy: 624
(@keijla92)
Połączone: 1 rok temu

To mnie szczerze przeraża jako kogoś, kto dopiero zaczyna i bardziej skupia się na tym, żeby naprawdę rozumieć karty, niż na budowaniu marki. Czy nie ma w tym zawodzie jakiejś drogi dla kogoś, kto nie chce być "twórcą treści", ale chce po prostu dobrze pracować z ludźmi jeden na jeden?


Odpowiedz
Udostępnij: