Szczerze? Nie wiem skąd mi to przyszło, może właśnie dlatego że nie jestem w to za bardzo wciągnięta i nie mam tych wszystkich gotowych schematów w głowie... ale też mam pytanie do was bo jak patrzę na tę dyskusję od początku: czy wy w ogóle rozróżniacie wstyd od winy przy rozkładach?? Bo to chyba nie jest to samo uczucie, a nie wiem czy tarot to rozróżnia.
Ten przepływ między winą a wstydem to jest coś co tarot może dobrze pokazać ale pod warunkiem że mamy to w świadomości zanim usiądziemy do kart. Bo jeśli nie, to możemy rozkład czytać jakby chodziło o czyn, a tak naprawdę pracujemy z tożsamością... I to są zupełnie inne rzeczy. Henryka, jak ty to czujesz u siebie bo zaczęłaś ten wątek czy to co opisujesz bliżej winy czy wstydu?
Fiolkowa zadała mi pytanie, przy którym muszę sie zatrzymać. Myślę że to jest bardziej wstyd. Że nie jestem tą osobą, którą powinnam być. Ale to sobie uświadamiam teraz, po tej rozmowie, a nie wcześniej. Robiłam rozkłady z poczuciem "co zrobiłam", a teraz myślę, że prawdziwe pytanie brzmi zupełnie inaczej.
to co Henryka właśnie powiedziała jest bardzo ważne i myślę, że dużo osób może się w tym odnaleźć. ojej pytanie "co zrobiłam" jest kontrolowalne, można je ograniczyć, przeanalizować. Pytanie "czym jestem" jest znacznie trudniejsze do uniesienia. i podejrzewam że często wybieramy to pierwsze właśnie dlatego, że to drugie boli bardziej :).
Mnie zastanawia co innego. Rozmawiamy o rozkładach jako narzędziach eksploracji, ale co z pozycjami które są trudne do przyjęcia? oj mam na myśli np. pozycję "co musisz zaakceptować". Jeśli ktoś pracuje z winą i wychodzi mu tam karta, której nie chce zobaczyć, to jak się z tym zostaje?
henryka, dziękuję, ze to napisałaś, bo ja też tak robiłam i myślałam, że tylko ja. To kolejne rozkłady żeby "sprawdzić" czy ta karta coś znaczy. Ale jak to w sobie rozpoznać wcześniej, zanim wejdziemy w tę spiralę?
Znam to z własnego doświadczenia i zgadzam się z Elzuchną. Ale mam pytanie: czy można z góry ustalić sobie jakieś zasady, żeby się przed tym zabezpieczyć? Na przykład: jeden rozkład w temacie, i koniec, niezależnie co wyjdzie?
A jak wy w ogóle decydujecie kiedy rozkład jest "zamknięty"? Bo mnie zawsze trochę zastanawia że karta może mieć tyle interpretacji, że nigdy nie wiesz czy już ją "zrozumiałeś" czy możesz ciągnąć dalej.
czytam tę rozmowę i mam wrażenie, że doszliśmy do czegoś ważnego, ale nie wiem czy tarot jest tutaj niezbędny. czy to nie jest po prostu opis procesu, przez który przechodzi każdy kto próbuje się pogodzić z czymś trudnym, niezależnie od kart? Pytam serio bo chcę zrozumieć co karty wnoszą tu konkretnie.
To jest naprawdę dobre rozróżnienie, Glifomistrzu. I szczera odpowiedź jest taka, że bywa i tak i tak. Czasem karta jest lustrem, a czasem jest właśnie zasłoną, którą podnosimy powoli. Myślę, że wina i przebaczenie to jeden z tych obszarów, gdzie częściej zaczynamy od zasłony
Chcę wrócić do tego co Henryka pisała wcześniej, o robieniu kolejnych rozkładów żeby "poprawić" wynik. czy to jest coś specyficznego dla pracy z winą czy robicie to też w innych tematach? bo mi sie wydaje że chodzi o samą nieakceptowalność wyniku, niekoniecznie o winę.
Henryka, to co opisujesz, to poczucie, że nie możesz czekać, to chyba jest właśnie ta spirala od środka... Ja to też znam. Dziękuję, że to powiedziałaś, bo mi trudno samej to było nazwać. Ale jak wy sobie z tym radzicie praktycznie, jak już jesteście w środku tej spirali?
uwielbiam to co Blanka napisała o wyczucia czasu. ale jak to wyczuć :(? Serio pytam bo dla mnie "opaść emocjonalnie" to coś czego nie umiem zmierzyć. Skąd wiem że już jestem gotowa wrócić, a nie że tylko mam złudzenie, że jestem??
Słuchajcie ale wracając do tego co Henryka pisała o pozycji, której nie mogła przyjąć bo to mi chodzi po głowie. Mówisz że to pozycja "co musisz zaakceptować". Czy zdradziłabyś co tam wyszło? Nie musisz, ale zastanawiam się czy to był konkretny archetypowy obraz, czy coś trudniejszego do opisania.
wyszła mi Szóstka Mieczy. i przez kilka dni byłam przekonana, że źle to czytam że to jest karta o ucieczce, a ja przecież nie chcę uciekać, chcę przepracować. Ale teraz rozumiem inaczej. Szóstka Mieczy mówi o przeprawie, nie o ucieczce. Że można odejść od miejsca bólu i to nie jest zdrada procesu.
Henryka, i właśnie o to chodzi. Że ta karta była dobra, tylko ty jej na początku nie chciałaś. Bo "odejść od bólu" brzmiało jak "nie przepracować winy". A to nie jest to samo. Szóstka Mieczy pyta, czy nie mylisz cierpienia z zasługą.
Czytam ten wątek od dłuższego czasu i przyznam sie, że jestem sceptyczna wobec tarota jako takiego ale to co tu piszecie o Szóstce Mieczy i o różnicy między przeprawą a ucieczką, to jest cos, co bym przyjęła nawet bez kart. czy naprawdę potrzebujecie tej warstwy symbolicznej czy to jest bardziej język?
też tak mam, że słowy oszukuję się łatwiej niż kartą... oj karta jest jak zwierciadło co się nie zgadza na twój wygodny opis. I przy winie to szczególnie ważne bo przy winie jesteśmy mistrzami w tłumaczeniu sobie dlaczego tamten inaczej, albo że wszyscy tak mają.
Chalcedonka, i to jest właśnie to. Że oba ekstremy są obroną. surowość to jest kontrola, a łagodność to jest ucieczka. Karta gdzies pośrodku tych dwóch ruchów czeka na przeczytanie ale my rzadko jesteśmy w tym środku. Pytanie do was wszystkich, czy kiedykolwiek udało wam się trafić w ten środek? I jak to w ogóle wyglądało?
Raz mi się udało, myślę. Ale nie w trakcie rozkładu, tylko kilka dni po nim. Siedziałam przy herbacie i nagle zobaczyłam tę Szóstkę Mieczy inaczej, spokojnie, bez walki. I pomyślałam, to jest właśnie to co karta chciała powiedzieć. Ale czy to był środek czy już po prostu zmęczenie?? szczerze nie wiem.
Słuchajcie, jestem sceptyczna i to wiecie ale to co Henryka opisuje, ze zrozumienie przyszło przy herbacie, a nie przy rozkładzie, to mnie zastanawia. Może karta zadziałała jak ziarno ktore kiełkuje później?? Bo jeśli tak, to może moment wróżenia to nie jest ten właściwy moment pracy, tylko punkt startowy??
Mam wrażenie, że zbyt szybko budujemy teorię o opóźnieniu. Henryka opisała jeden przypadek, jeden. Może to był jej sposób i jej karta. Zanim powiemy, że tarot zawsze działa z opóźnieniem przy winie, warto zapytać czy inni mają podobnie, czy to bardziej wyjątek.
Ja mam dziennik od roku i to co Oksanka mówi bardzo mi się zgadza. Przy pisaniu coś odpuszcza. Ale zastanawiam się czy to jest efekt samego pisania, czy samego czasu. To znaczy czy gdybym tylko czekała dwie godziny bez pisania, efekt byłby podobny?
Wchodzę tutaj bo ten wątek o dzienniku mnie ciekawi. Ja karty stosuję rzadziej niż wy, ale z horoskopami mam podobny mechanizm, ze zapis w notatniku sprawia że patrzę na to inaczej niż na ekranie. Czy wy sądzicie, że to jest coś specyficznego dla pracy z winą, czy raczej generalny mechanizm odczytywania symboli?
Nie piszę dużo ale to co Fiolkowa mówi o papierze i realności chce podważyć. Czy nie jest tak, że właśnie ta realność że "zostaje", może być kolejnym obciążeniem przy winie? Że zapisujesz i już nie możesz udawać, że nie wiesz. To brzmi jak pożyteczne ale nie każdy jest gotowy :).
Dla mnie tarot pomógł w gotowości. no dobra nie dał mi jej gotowej, ale powoli ją budował. Przez tygodnie, przez kolejne rozkłady, nawet te złe, te spiralowe. Gdzieś w tym procesie zaczęłam być gotowa. Nie wiem kiedy dokładnie. Ale gdybym nie zaczęła, nawet nieumiejętnie, myślę ze ta gotowość nie przyszłaby sama.
To co Henryka mówi, że zaczęła nieumiejętnie i mimo to dotarła do czegoś, to jest dla mnie ważne. Bo ja ciągle czuję że robię to źle. Że interpretuję przez filtry że spiralizuję że powtarzam rozkłady. I zastanawiam się, czy to, że robię to niedoskonale, to przeszkoda czy może część procesu.
