Mam pytanie bo czytam tę rozmowę od początku i trochę się gubię. Czy te wszystkie metody - nagrywanie, dziennik reakcji, skanowanie ciała - mają na celu to żeby lepiej czytać karty, czy żeby lepiej siebie słuchać niezależnie od kart?! Bo mam wrażenie że to drugie jest ważniejsze, a karty są tu tylko... pretekstem?
jest jeden układ który stosuję w podobnych sytuacjach. Trzy pozycje: pierwsza - co naprawdę czuję w tej chwili w związku z sytuacją; druga - co chcę żeby było prawdą; trzecia - co mówi moje ciało, nie głowa. Te pozycje są celowo rozdzielone bo zmuszają do rozróżnienia trzech warstw które u ciebie się zlewają :P. Ale ważne: ciągnij karty do każdej pozycji oddzielnie i nie patrz na kolejną zanim nie zapiszesz swojej spontanicznej reakcji na poprzednią
Korzystam z czegoś podobnego i mogę potwierdzić że ta druga pozycja - "co chce żeby było prawdą" - jest najtrudniejsza. Bo żeby ją uczciwie zinterpretować, trzeba przyznać sobie czego się chce. A to właśnie jest to co autorka wątku stara się ominąć w codziennym myśleniu. Lelja, próbowałaś kiedyś rozkładu tylko z jedną kartą i długim siedzeniem z nią zanim zaczniesz interpretować?
I właśnie to jest dla mnie kluczowe w całym wątku. Ta druga pozycja - "co chcę żeby było prawdą" - to nie jest tylko ćwiczenie z uczciwości. To jest moment kiedy musisz przyznać sobie, że w ogóle czegoś chcesz. Bo dopóki udajesz przed sobą że jesteś "otwarta na wszystko", to ta potrzeba działa w tle i fałszuje całą resztę. Lelja, czy jak robisz rozkład to w ogóle stawiasz sobie pytanie czego oczekujesz od tej interpretacji zanim zaczniesz?
Szczerze? nie. To znaczy... nie wprost. Gdzieś z tyłu głowy jest jakieś oczekiwanie ale nie nazywam go przed rozkładem. Może właśnie dlatego ono tak działa - bo jest nienazwane i może sobie po cichu robić swoje.
To jest dobre pytanie. Lęk zazwyczaj ma konkretny cel - chce żebyś coś zrobiła albo nie zrobiła. Intuicja raczej po prostu informuje, bez nacisku... ale to bardzo trudne do rozróżnienia w środku sytuacji. łatwiej widać po czasie.
To samo sobie zadałem jakiś czas temu przy runach. I doszedłem do wniosku że ta historia przez filtr nie jest bezwartościowa - ona pokazuje wzorzec... jak zobaczysz ze X razy przy tej samej tematyce interpretowałaś "na korzyść" i X razy wyszło inaczej, to już jest informacja. Nie o kartach, o sobie.
Mam zapisane niektóre ale nie systematycznie. I teraz mi świta że to co zapisywałam, to głównie interpretacje a nie reakcje. Czyli mam zapis "co wyciągnęłam i co to znaczy", ale nie mam zapisu "co poczułam kiedy to wyciągnęłam".
To jest bardzo częste. eh zapisujemy wynik a nie proces. A przy pracy z intuicją właśnie ten proces jest sednem. Może warto by było zacząć od zera z nowym dziennikiem, który ma inną strukturę? Nie "karta i znaczenie", tylko "karta, pierwsza reakcja ciała, co chciałam żeby znaczyła, co wybrałam jako interpretację".
Na to właśnie wpadłam kiedyś... Zaczęłam tak bardzo analizować analizowanie, że w ogóle przestałam czuć. Myślę że kluczowa jest kolejność - najpierw chwila ciszy i ciała, potem ewentualny zapis. Jak zapis jest przed, to już jest myślenie.
Czytam tę rozmowę od dłuższego czasu i mam jedno pytanie. Skoro tyle warstw może fałszować odczyt, to po co w ogóle używać kart? haha nie prościej byłoby po prostu usiąść z tym pytaniem bez kart?!
Moim zdaniem tarot po prostu łączy nas z energią Wszechświata i karty same wiedzą co nam pokazać. ta cała analiza reakcji ciała to trochę bez sensu bo karty i tak trafiają w to co potrzebujemy zobaczyć niezależnie od naszego ego. Intuicja to tylko kanał przez który Wszechświat nadaje.
i tu wracamy do samego początku tego wątku :(. Lelja napisała że "cos w niej chce się im spodobać". To jest konkretny mechanizm, i żadna filozofia o Wszechświecie tego nie obejdzie. Trzeba jakoś pracować z tym konkretnym wzorcem. Lelja - czy ta potrzeba pojawia się tylko przy rozkładach dotyczących tej relacji, czy generalnie?
czyli to nie jest pytanie do kart, tylko prośba o zgodę... To jest zupełnie coś innego. Jak długo tak pracujesz z tymi konkretnymi relacjami?
właśnie to rozróżnienie - pytanie kontra prośba o zgodę - wydaje mi się kluczowe w tym co opisujesz. Czy jak wyciągasz kartę i jest trudna, to czujesz rozczarowanie czy ulgę?
To jest ten moment kiedy rozkład przestaje być potrzebny, bo odpowiedź już jest :P. pytanie tylko czy Lelja chce z tą odpowiedzią coś zrobić, czy wolałaby jednak żeby karty powiedziały coś innego.
A czy można to jakoś przetestować przed rozkładem? Znaczy - czy jest jakiś sposób żeby sprawdzić czy wchodzę z pytaniem czy z oczekiwaniem, zanim jeszcze wyciągnę kartę?
Czytam tę rozmowę i mam wrażenie że im więcej przygotowania, tym mniej spontaniczności. A nie o to chodzi z intuicją? że ma być właśnie nieplanowana?
Właściwie wróciłam do pytania z własnego posta wcześniej - czy karty są konieczne. I teraz myślę że może chodzi nie o to czy są konieczne, ale o to co Lelja z nimi robi. Bo te same karty można używać jako lustro albo jako wyrocznia. I to chyba jest sedno.
Ale to nie jest powód do smutku, to jest punkt startowy... Pytanie co teraz - czy jest jakiś rozkład który pomógłby przepracować właśnie tę potrzebę podobania sie, a nie kolejny raz pytać o relację z zewnątrz?
Lelja, czy próbowałaś kiedyś zrobić rozkład wyłącznie o sobie, bez żadnego kontekstu relacyjnego? Bez pytania o kogoś drugiego - tylko o to co ty w danym momencie przeżywasz :)? Zastanawiam się czy to by pomogło oddzielić te warstwy.
To co napisałaś na końcu, Lelja, jest dla mnie bardzo ważne. Że bez kogoś drugiego trudno ci sformułować pytanie do kart. Czy zastanawiałaś się kiedyś dlaczego? Bo to brzmi jakbyś miała poczucie, że twoje własne stany wewnętrzne nie są wystarczającym "tematem" dla rozkładu.
Tak, dokładnie tak to czuję. Jakby pytanie o siebie samą było za małe, za błahe. A pytanie o kogoś drugiego - to dopiero jest "prawdziwy" temat... słysząc siebie jak to mówię, trochę mnie to przeraża.
to jest bardzo stary wzorzec i bardzo powszechny, szczególnie u kobiet. ale przerażenie jest tu dobrym sygnałem, nie złym. Znaczy, że coś zostało zobaczone.
Myślę że tu po prostu chodzi o to żeby zacząć robić rozkłady tylko dla siebie, bez żadnej relacji. Jak się to poćwiczy przez jakiś miesiąc to samo przejdzie. Afirmacje też mogą pomóc - codziennie coś w stylu "moje wnętrze jest ważnym źródłem"
Też tak myślę. Poza tym to mnie zastanawia - Lelja kiedy wyobrażasz sobie rozkład tylko o sobie, to jakie pierwsze pytanie ci przychodzi do głowy? Nie o relację, nie o kogoś - co byś chciała wiedzieć?
I tu jest sedno problemu, który opisujesz od początku wątku :P. Pytanie "czy idę w dobrym kierunku" zakłada istnienie zewnętrznego kryterium, które oceni tę drogę. Ktoś lub coś musi powiedzieć - tak, to dobry kierunek. Skąd to kryterium pochodzi? ojej bo jeśli zwykle pochodzi od drugiej osoby, to rozkład bez tej osoby faktycznie traci grunt.
