Robiłem coś podobnego, ale nie do snów, tylko do powtarzających się sytuacji w życiu. I mogę powiedzieć, że wzorce w kartach są widoczne, ale interpretacja ich jest trudna, bo zawsze nie wiadomo, czy karta wraca dlatego, że temat wróci, czy dlatego, że masz jakiś utarty schemat ciągnienia. To jest metodologicznie śliskie i myślę, że do snów byłoby jeszcze trudniej, bo materiał jest bardziej ulotny.
Ja prowadziłam dziennik do tego jednego powtarzającego się snu przez jakieś trzy, cztery miesiące. I nie powiem, że zobaczyłam jakiś wyraźny wzorzec w kartach, ale zauważyłam coś innego. Moje opisy snu stawały się bogatsze z czasem. Jakbym patrzyła na niego inaczej przez ten fakt, że karty zadawały mi pytania, na które musiałam odpowiadać.
Przepraszam, że wtrącam się znowu, ale ta rozmowa o jednej karcie jako "soczewce" mnie zatrzymała. Czy to nie jest po prostu losowe? Jedna karta na cały sen, który może być bardzo złożony, to nie za mało?
Słucham tej dyskusji od jakiegoś czasu i mam jedno pytanie, które mnie gryzie. Wszyscy mówicie o interpretowaniu snów przez karty, ale czy ktoś próbował odwrotnie, czyli brać kartę jako punkt wyjścia i sprawdzać, czy sny zaczynają się zmieniać albo odpowiadać na kartę? Pytam, bo to wydaje mi się innym kierunkiem zależności.
Ja próbowałam nagrywać głos zamiast pisać, bo pisanie mnie rozbudzało za bardzo. Ale potem odsłuchanie tego nagrania już w środku dnia brzmiało jak coś zupełnie obcego. Jakby ktoś inny opowiadał swój sen. Nie wiem, czy to lepsza czy gorsza baza do pracy z kartami.
Przepraszam, że znowu wtrącam, ale ta rozmowa o głosie i piśmie mnie zaciekawiła. Czy medium, w jakim zapisujesz sen, zmienia to, jak potem interpretujesz karty? Bo mam wrażenie, że tak, ale nie potrafię tego uzasadnić.
Ale właśnie ta symbolika to jest coś, o czym mało mówiłyśmy w tym wątku. Sen ma swoją symbolikę, karta ma swoją. Czy one w ogóle mówią tym samym językiem? Bo mam wrażenie, że czasem tak, a czasem karta jest tak bardzo "kartowa", że nie ma żadnego połączenia z obrazem ze snu.
Mam wrażenie, że ta dyskusja coraz bardziej zbliża się do pytania, czy tarot i sny to dwie osobne praktyki czy jedna, i wydaje mi się, że odpowiedź zależy od tego, co chcesz z tego wyciągnąć. Jeśli szukasz interpretacji snu, to może to być jedno. Jeśli szukasz inspiracji do pracy z sobą, to może to być zupełnie coś innego i karty są do tego lepsze niż do tego pierwszego.
I chyba właśnie to jest sedno, do którego doszłam po tych kilku miesiącach z dziennikiem. Że nie wiem, czy interpretuję sny przy pomocy kart, czy korzystam ze snów jako pretekstu do pracy z kartami. I przestałam się tym przejmować, bo efekt jest podobny. Chociaż nie wiem, czy to jest odpowiedź na pytanie z tytułu wątku, czy jego ominięcie.
Mam wrażenie, że cała ta dyskusja chodzi wokół jednej nierozwiązanej kwestii: czy tarot wnosi coś do snu jako materiału, czy tylko zmienia to, jak my do niego podchodzimy. I to nie jest akademickie pytanie, bo od odpowiedzi zależy to, jak w ogóle sensownie łączyć te dwie praktyki. Czy ktoś próbował to jakoś rozdzielić w swojej pracy?
Ja bym tu wrócił do podstawowego pytania z tytułu wątku, bo mam wrażenie, że trochę od niego odpłynęliśmy. Czy to w ogóle dwie osobne praktyki? Bo jeśli zakładamy, że nie, to wtedy pytanie o wspólne źródło ma sens. Ale jeśli to są dwie osobne rzeczy, które możemy łączyć według własnego uznania, to może nie musimy udowadniać żadnego metafizycznego połączenia. Wystarczy, że działa dla konkretnej osoby.
