ten odruch żołądkowy to nie jest sygnał że nie możesz robić rozkładów. Ja go miałam przez rok. Ale coś ci powiem - jak wyciągnęłam Wieżę po raz pierwszy i nie zemdlałam, to zrozumiałam że to byłam tylko moja wyobraźnia, nie karta. Czy robiłeś już jakikolwiek rozkład sam, jeden, jakikolwiek, czy ciągle odkładasz?
nie brzmi głupio. Brzmi jak ktoś kto traktuje to poważnie, może za poważnie. Mam pytanie - czego konkretnie się boisz? Że wyciągniesz złą kartę i się dowiesz czegoś czego nie chcesz wiedzieć czy że wyciągniesz dobrą kartę i sobie wmówisz że wszystko będzie dobrze?
To jest bardzo dobre pytanie Norberta i chcę się przy nim zatrzymać bo dotyczy tez mnie. Ja z kolei boję się tego drugiego - że wyciągnę coś pozytywnego i się naciągnę sama na nadzieję która potem okaże się fałszywa. Czy to jest częsty strach przy kartach?
Ale jak można to ocenić obiektywnie skoro interpretacja i tak jest subiektywna? oj to trochę błędne koło. Pytasz czy wybrałabyś tę interpretację w innym nastroju ale skąd wiesz jak byś się zachowała?!
Notatki to dobry pomysł, nie pomyślałem o tym. eh ale wracając do pytania Norberta - chyba bardziej boję się tej pierwszej wersji. Że wyciągnę coś złego i to mi potwierdzi że wszystko się sypie. Wiem że tak nie działa, ale tak to czuję.
A co by się stało gdyby karta potwierdziła że coś się sypie? serio pytam, bez złośliwości. Bo zastanawiam się czy ta wiedza byłaby tak straszna, czy może jednak wolelibyśmy wiedzieć.
o Hierofancie - bo pytałeś. Ciągnęłam go na pytanie o to co łączy mnie i mojego partnera. i moja pierwsza reakcja była "co to w ogóle znaczy, jaka tradycja, jakie zasady, skąd" :). A po kilku dniach dotarło do mnie że my faktycznie prowadzimy nasz związek bardzo według pewnych wyobrażeń o tym jak związek powinien wyglądać. Nie według tego czego oboje potrzebujemy. To był cios, ale dobry cios.
Ważna różnica jest taka, że jeśli to ty sama do tego doszłaś, to możesz to powtórzyć bez kart. Możesz usiąść i pomyśleć. Jeśli naprawdę potrzebujesz zewnętrznego obrazu żeby myśleć - to w porządku ale warto wiedzieć że karta jest wtedy pretekstem, nie źródłem. I wracając do Bolka - właśnie dlatego rozkład dla par ma sens nawet solo. Nie jako wróżba, tylko jako pretekst do myślenia o relacji
To co Norbert mówi o pretekście bardzo mi pomaga. Zawsze miałam poczucie że używam tarota "zamiast" myślenia, a tu wychodzi że można go używać "żeby" myśleć. To chyba zmienia wszystko w tym jak do tego podchodzę. Bolek, myślisz że gdybyś miał to nastawienie - karta jako pretekst, nie wyrok - to byś miał mniej strachu przed Wieżą??
Ciągłe odkładanie też jest informacja, tak :). I to dosyć konkretna. Ale nie musisz od razu robić pełnego rozkładu dla par. Czy próbowałeś kiedyś wyciągnąć jedną kartę, bez pytania, bez rozkładu, po prostu żeby zobaczyć co wychodzi? Czasem tak zaczyna się oswajanie. Jedna karta. Żadnych oczekiwań.
Dobra :D. spróbuję. Jedna karta, bez pytania. Jutro.
Trzymam kciuki. I mam prośbę - napisz potem co wyciągnąłeś, nawet jeśli będzie to tylko jedno zdanie. Ciekawa jestem bardziej tego co poczujesz, niż co ci wyjdzie.
Mnie też zastanawia to co Eremitka mówiła wczesniej o tej jednej karcie bez pytania. Czy to w ogóle ma sens metodologicznie? Bo jeśli nie ma pytania, to jak wiadomo czego szukać w interpretacji?
Ale nie boisz się że wtedy projektujesz totalnie co chcesz? Przynajmniej pytanie daje jakiś kontekst. Bez pytania to można w każdej karcie zobaczyć cokolwiek.
Mam inne zdanie. no dobra brak pytania to nie jest brak kontekstu - twój aktualny stan emocjonalny jest kontekstem. Tylko że jest nieuświadomiony. i tu jest pułapka, bo możesz myśleć że "po prostu patrzysz" na kartę, a tak naprawde interpretujesz ją przez bardzo konkretny filtr, tylko go nie widać.
Ja bym to zapisała zanim spojrzysz na kartę. dosłownie jedno zdanie - jak się czujesz w tej chwili. potem wyciągnij kartę, zapisz pierwszą myśl... Potem porównaj. To jest ćwiczenie ktore mi dało więcej niż pół roku czytania książek o tarocie.
Czytam ten wątek od początku i mam pytanie do Bolka albo do tych co wiedzą więcej - czy rozkład dla par w ogóle wymaga że oboje siedzą przy kartach? Pytam bo jestem w podobnej sytuacji ale nie wyobrażam sobie żeby partner chciał w tym uczestniczyć.
To mnie trochę uspokaja, to co Eremitka mówi. że to jest o mnie, nie o nas jako jakimś bycie zewnętrznym którego muszę prawidłowo zidentyfikować. Dezydery, właśnie to mnie blokowało chyba - myślałem że zrobię błąd i źle odczytam coś co jest poza mną...
Ale to otwiera inne pytanie - jeśli rozkład mówi tylko o tobie, to jaki sens ma rozkład "dla par" a nie po prostu rozkład osobisty? Czy ta etykieta coś zmienia?
Czyli ta pozycja "on w tej relacji" - to jest twoja projekcja na niego, tak? Nie to co on naprawdę myśli czy czuje, tylko to jak ty go postrzegasz. Dobrze rozumiem?
to mnie właśnie uderzyło jak to czytam. że robiłem rozkłady myśląc że czytam "o nas", a teraz wychodzi że czytałem cały czas tylko siebie. Trochę mnie to dezorientuje szczerze mówiąc - czy to znaczy że przez te kilka tygodni nic nie dowiedziałem się o relacji?
