Ostatnio próbuję podejsc do tarota inaczej niż zwykle - nie pytać 'co będzie', tylko 'jak zaplanować'. Ciągnęłam karty przed ważną rozmowa w pracy i zamiast szukać przepowiedni, zapytałam co wziąć pod uwagę, jakie przeszkody mogą się pojawić. Wyszło ciekawie - Szóstka Mieczy i Hierofant. Potraktowalam to jako wskazówkę, żeby trzymac się procedur i nie iść na skróty. Rozmowa poszła lepiej niz się spodziewałam. Zastanawiam się czy ktoś jeszcze tak używa kart - bardziej do planowania niz wróżenia?
Uzywam tarota do planowania od lat i to wg mnie jedna z sensowniejszych metod. Ale mam pytanie do Ciebie - jak układałaś te karty? Ciagnelas losowo czy mialas jakis konkretny układ pod to?
Kurcze, Zawsze myślałem, że tarot to tylko przepowiednia, że karty 'mowia co bedzie' i tyle. ale to co piszesz brzmi jakby można było z nich korzystac jak z jakiegos... nie wiem, narzedzia do myślenia? To chyba trochę inne podejście niż klasyczne wróżenie, nie?
Ale jak to jest z tym planowaniem - czy karty mogą pokazac cos, czego sami nie widzimy? Bo mam wrażenie, ze jak ciągnę karty przed jakas decyzją, to i tak wychodzi to samo co myślałam wczesniej. Tylko ładniej opakowane.
Czytam i zastanawiam się - czy można to robić codziennie? Ciągnienie jednej karty rano jako punkt wyjscia do dnia? Słyszałam że tak robią niektórzy, ale nie wiem czy to nie jest za dużo, bo moze karty 'się zużywają' jeśli ktoś zbyt czesto pyta?
Widzę tu ciekawy wątek. Gustlik, a co z intuicja kontra znaczenia z książki? Bo kiedy zaczynam robić to planowanie o którym pisez Ircia, to czasem karta mówi mi jedno a książka drugie. Czyje zdanie jest ważniejsze?
Przepraszam ze sie wtrącam, bo jestem tu raczej od snów, ale to mnie wciągnęło. Mam pytanie moze głupie - czy to planowanie dotyczy tylko dużych decyzji, czy też małych codziennych rzeczy? Bo nie wiem czy wypada ciągnąć karty przed kazdym spotkaniem.
Ale wracając do tego co mowilam wczesniej - jesli karty tylko potwierdzają to co już wiemy, to czy nie jest tak, że planujemy tak naprawdę sami a karty sa tylko pretekstem? Nie mówię że to złe, tylko zastanawiam się czy to uczciwe podejście do tarota.
Wchodze do tematu, bo jestem sceptyczna wobec tarota w ogóle, ale to podejście planistyczne mnie intryguje - przepraszam, chciałam powiedzieć, że mnie to ciekawi. Brzmi bardziej jak psychologia niż magia. Czy ktoś z was myśli o tym wlasnie w tych kategoriach, czy jednak traktujecie to jako coś mistycznego?
Ja tam nie wiem czy to magia czy psychologia ale to planowanie brzmi super. Ircia, a jak ty ciągnęłaś te karty - wrozylas sobie sama? Bo słyszałam ze lepiej żeby ktoś inny czytał, że sami se nie umiemy 🙂 czy to prawda?
Ja mam inne przeczucie co do tego wszystkiego. Jak ciągnę karty żeby zaplanować coś ważnego, to czasem pojawia się karta której się nie spodziewalam i czuję że to ostrzeżenie, nie wskazowka. Czy wy też tak macie, że karta jakby mówi 'stop' zamiast 'idź'?
A ja właśnie tego nigdy nie robiłam - kart wyjaśniających. Mam pytanie do Gustlika bo zawsze ciągnę jedną kartę i staram się z nią pracować. Czy nie ma ryzyka że ciągając kolejne karty, zaczyna się 'szukać' odpowiedzi którą się chce? Sama siebie chyba bym się w to wciągnęła 🙂
ja mam dokładnie ten problem. Ciągnę jedną, nie podoba mi się, ciągnę drugą 'żeby lepiej zrozumieć', potem trzecią i w końcu mam siedem kart i kompletny chaos. Czy to jest częsty błąd czy tylko ja tak mam?
No to wróćmy do tego planowania, bo mi sie kręci w glowie jedna rzecz - jak planujesz np. trudna rozmowę z szefem i ciągniesz kartę, to co właściwie chcesz wiedzieć? Jak ty, Ircia, formułujesz pytanie? bo podejrzewam że to jest połowa sukcesu.
Masz rację, to jest kluczowe. Ja staram się pytać o cos co moge kontrolować - nie 'czy rozmowa się uda' tylko 'na co mam zwrócić uwagę' albo 'co we mnie może przeszkodzić'. To zmienia całkowicie co karta mi pokazuje. Jak pytam o wynik, to i tak nie wiem co z tym zrobić. Jak pytam o siebie, to mam coś konkretnego.
No dobra, to jest właśnie ten element który mnie przekonuje do tego podejścia. Pytanie o siebie, nie o wynik zewnętrzny - to jest coś co ma sens niezależnie od tego czy w karty wierzysz czy nie. Ale mam pytanie - czy ty naprawdę traktujesz kartę jako odpowiedź, czy bardziej jako impuls do myślenia? 🙂
Sluchajcie, ja rozumiem coraz więcej z tej rozmowy ale mam wrażenie ze mówicie o tarocie jakby kazdy wiedział jak wyglada to ciagniecie i co się z tym robi potem. A ja nie wiem - co robisz z karta po jej wyciagnieciu? Siedzisz i patrzysz? Piszesz? Medytujesz?
Właśnie tak - notatnik to podstawa jeśli chodzi o planowanie, nie tylko o ćwiczenie pamięci. Piszę kartę, datę, pytanie i pierwsze skojarzenie. Potem po kilku dniach wracam i sprawdzam czy coś z tego miało sens. Bez notatek gubiłabym się po tygodniu.
A czy mozna to robić w zwykłym zeszycie czy jakiś specjalyn dziennik tarota jest potrzebny? Pytam bo widziałam że sprzedają takie gotowe, z rubrykami i wszystkim, ale nie wiem czy to koniecznosc czy tylko gadżet.
Mnie też to wyhamowało kiedyś z takim dziennikiem - za dużo obowiązków naraz i rzuciłam po tygodniu. A zwykły zeszyt mam od dawna i jakoś idzie. Wracam do pytania Telesforka sprzed chwili - czy ktoś miał tak że karta wyjaśniająca dawała zupełnie odwrotny obraz niż pierwsza karta? 😀
