Ostatnio zastanawiałam się, czy da się robić rozkłady tarota z przyjaciółką razem, tak żeby to miało sens dla obu stron. Nie chodzi mi o czytanie sobie nawzajem kart, tylko o jakiś wspólny rozkład który mówi coś o tej relacji jako takiej. Czy ktoś próbował czegoś takiego? Mam na myśli konkretny układ pozycji, nie tylko 'wyciągnij kartę i gadajcie o tym'. Pytam też, bo jedna z nas raczej nie wierzy w nic ezoterycznego ale lubi samą formę - czy to w ogóle ma sens przy takim podejściu?
Robiłam coś podobnego, chociaż nie nazwałabym tego rytuałem. Usiadłyśmy z koleżanką, każda wyciągnęłam po trzy karty, i traktowałyśmy je jak temat do rozmowy, nie jak przepowiednię. Wyszło całkiem ciekawie, bo karta którą ona wyciągnęła pasowała do czegoś, co JA czułam w tej relacji. Ale mam pytanie - mówisz, że jedna z was nie wierzy - to ona ma trzymać karty, tasować, czy tylko patrzeć? 🙂
oj, mam podobne wątpliwości co Zorka. Ale wróćmy do meritum - jaki układ pozycji miałby tu sens? Bo to mnie w tym temacie najbardziej interesuje. Czy ktoś układał coś specjalnie pod relację między dwiema konkretnymi osobami? Nie ogólnie 'relacje', tylko dwoje konkretnych ludzi siedzących obok siebie? :>
Jest taki rozkład, który ja stosuję - każda osoba wyciąga po jednej karcie dla siebie, potem wspólnie wyciągacie jedną kartę dla relacji, a na końcu każda wyciąga jeszcze jedną kartę jako 'co mogę dać tej relacji'. Pięć kart łącznie, symetrycznie. Działa świetnie szczególnie przy przyjaźniach, bo nie ma tu romantycznego zabarwienia jak w rozkładach dla par.
to nie jest moje wymysł, tak się po prostu robi przy rozkładach zbiorowych. Energia osoby wchodzi przez dotyk, to podstawa pracy z talią. Możesz nie wierzyć, ale ja widziałem rozkłady gdzie ktoś nie dotknął kart i potem interpretacja kompletnie nie pasowała do tej osoby
kurczę, myślę, że tak. Korzystałam z kart z koleżanką, ktura jest zupełnie sceptyczna i jedyne co ją interesowało to ilustracje i rozmowa, którą karty wywołały. I szczerze? Wyszło lepiej niż niektóre sesje z osobami mocno wierzącymi bo ona nie nakładała z góry żadnych oczekiwań na to co karta 'musi znaczyć'. Po prostu patrzyła i mówiła co widzi na obrazku.
no cóż, a jak długo trwa taki rozkład? Bo ja mam mało czasu i jeśli to jest wielka ceremonia to mnie nie interesuje, ale jesli można to zrobić w pół godziny to bym spróbowala z koleżanką.
Przepraszam, że wejdę z boku, bo runy to moja działka, nie tarot, ale mam pytanie - czy przy takim rozkładzie dla dwojga jest jakiś moment który można by nazwać 'intencją'? Znaczy, czy obie osoby powinny mieć z góry ustalone pytanie albo temat, o którym chcą coś dowiedzieć?
Czytam tę dyskusję i mam wrażenie, że miesza się tu kilka poziomów. Jedno to pytanie o technikę rozkładu, drugie to pytanie o to, czy bez przekonań duchowych coś z tego wyjdzie. Moim zdaniem forma i duchowość to są rzeczy, kture można rozdzielić. Znam ludzi, którzy medytują bez żadnych przekonań religijnych i przynosi im to realny spokój. Tutaj podobnie - forma rytuału działa na skupienie i rozmowę, niezależnie od tego, w co się wierzy.
Właśnie to mnie zastanawia w tym temacie. Czy jak robimy taki rozkład bez wiary w cokolwiek duchowego, to karty pełnią funkcję czegos jak... rzucanie monetą na poczatku rozmowy? Coś co daje punkt startowy?
To ciekawy punkt - że miarą trafności jest jakość rozmowy, a nie to czy karta 'pasuje' do sytuacji. To mi się wydaje bardziej uczciwe podejście niż szukanie potwierdzeń w symbolice.
ojejku, no ale bez symboliki to nie jest rozkład, tylko losowe wyciąganie kartek i gadanie o sobie. Tarot ma swój system i jak go ignorujesz, to po co w ogóle brać karty?
To zależy od celu rozkładu chyba. Jak robisz to po raz pierwszy z kimś bliskim, to może właśnie lepiej nie wchodzić w całą symbolikę, bo to przytłoczy i rozmowa zejdzie na tłumaczenie kart zamiast na relację. Czy ktoś próbował robić taki rozkład bez żadnego opisu kart i tylko opierał się na obrazie?
Ale czy wtedy to w ogóle jest tarot, czy po prostu rzutowanie skojarzeń na obrazki? Naprawdę pytam, bo nie znam się, ale mam wrażenie że to dwie różne rzeczy.
Dobra, ale wróćmy do sedna - chodzi o ten konkretny rozkład pięciu kart co Karol opisał. Ktoś to zrobił w jakimś sensownym czasie czy to zawsze ciągnie się godzinami? 🙁
Wracając do pytania z pierwszego posta - czyli do tej sytuacji gdzie jedna osoba nie podchodzi duchowo do kart - to co Karol opisuje działa właśnie w tym przypadku. Nie potrzebujesz wspólnych przekonań, potrzebujesz wspólnego zamiaru żeby porozmawiać. ^^
Ooo temat w sam raz dla mnie, bo z przyjaciółką właśnie próbujemy czytać razem i nie wiemy od czego zacząć. Na razie obserwuję i notuję, ale może się dopytam jak troche poczytam.
ojejku, to co mówisz ma sens, ale mnie zastanawia coś innego - czy robiłas interpretację kart ty, czy robiłyście to wspólnie? Bo to chyba zmienia całą dynamike rozkładu.
To brzmi jak najbardziej sensowny model dla rozkładu między dwojgiem. każda osoba wnosi co ma - jedna wiedzę, druga świeży ogląd. Skoro Karol mówi że pięć kart to dobra liczba dla pary, to czy ta struktura jeden-jeden-relacja-co daję-co daję działa symetrycznie?
Mam pytanie do tej środkowej karty dla relacji - jak ją interpretować kiedy wychodzi coś trudnego? Np. karta z wyraźnie negatywną symboliką? Bo to może byc niekomfortowe jeśli siedzisz z przyjacielem i wychodzi ci coś ciężkiego.
Właśnie tu wychodzi różnica między robieniem rozkładu komuś a robieniem go razem. Jak czytasz komuś, to ty zarządzasz interpretacją. Jak robisz wspólnie, to oboje siedzicie z tą kartą i możecie razem zapytać 'co my w tym widzimy'. Trudna symbolika staje się mniej wyrokiem, a bardziej pytaniem.
ojejku, no ale to jest wlasnie mój problem z tym całym podejściem - jak karta ma znaczenie, to ma je niezależnie od tego czy oboje siedzicie i razem sie zastanawiacie. Wieża to Wieża. Nie możecie jej wspólnie zdecydować, że oznacza coś miłego
Ja nigdy nie przerywam przez samą kartę, przerywam jeśli widzę że druga osoba jest naprawdę wytrącona z równowagi i nie chce kontynuować. Ale karta sama w sobie nie jest powodem. Zresztą przy rozkładzie dla dwóch przyjaciół ta dynamika jest trochę inna niż przy klasycznym czytaniu - obie osoby są uczestniczkami, nie ma jednej po stronie 'odbiorcy'.
Ciekawi mnie jedno - czy ten rozkład co Karol opisywał, pięć kart w tym układ symetryczny, ma jakąś ustaloną kolejność odczytywania? Bo wyobrażam sobie że jeśli zaczniesz od karty relacji, to całą resztę będziesz czytać przez jej pryzmat. A jeśli zaczniesz od kart indywidualnych, to może inaczej wyjdzie.
