Zaczęłam ostatnio pracować z tarotem trochę inaczej niż zwykle i chciałam poruszyć temat, który chyba rzadko się tutaj pojawia... Mam dużo klientek, które przychodzą z lękiem, niepokojem, czasem nawet z czymś w stylu ataku paniki. I zastanawiam się czy tarot w ogóle jest dobrym miejscem do pracy z takim stanem bo z jednej strony niektóre karty mogą niepokój pogłębiać, z drugiej - mam wrażenie, że dobrze postawione pytanie do kart może naprawdę coś odblokować. Czy ktoś z was ma doświadczenie z tym tematem?? Które karty wam kojarzą się z pracą z lękiem, nie jako zapowiedź czegoś złego, ale jako punkt wyjścia do refleksji?
to ciekawe pytanie bo mam wrażenie że dużo zależy od tego jak ktoś w ogóle traktuje karty. jeśli podchodzi do nich jak do wyroczni, to np. Wieża wyciągnięta podczas sesji o lęku może go tylko nakręcić. Ale jeśli używasz kart bardziej jako lustra, to ta sama Wieża może powiedzieć coś ważnego o tym że lęk jest sygnałem rozpadu czegoś, co i tak nie działało. Zresztą sam Eremita albo Księżyc mogą być świetne do pracy z niepokojem, bo Księżyc szczególnie mówi wprost o tym, co jest nieuświadomione i co straszy. @Zisia Co ty myślisz czy sama to rozróżnienie między wróżbą a lustrem stosujesz w takich sesjach?
Oj właśnie, ja też się zastanawiałam nad małymi arkanami bo jakoś mi umykają przy takich tematach :). Czwórka Mieczy to ta z tym rycerzem co leży na nagrobku? Bo zawsze mi wychodziła jak coś ciężkiego przeżywałam i myślałam że to zły znak a nie żaden odpoczynek 🙂 Skąd wiadomo kiedy to ma być ten sygnał do zatrzymania się a nie do działania?
Czytam tę rozmowę i mam jedno zastrzeżenie do całej tej dyskusji. Tarot nie jest terapią i mam wrażenie, ze czasem na takich forach ta granica się rozmywa. nie mówię że karty nie mogą pomóc, mogą. Ale praca z czyimś lękiem to jednak inna odpowiedzialność niż rozkład na temat związku :). czy wy, używając takich sformułowań jak "praca z klientką", macie jakieś zasady, gdzie kończycie sesję i mówicie: to już poza mój zakres?
Czytam ten wątek i jestem sceptyczna, ale ciekawa jednocześnie. Czy możecie mi wytłumaczyć, jak to właściwie działa od strony praktycznej? Rozumiem, że nie ma tu magii w sensie dosłownym, ale co takiego robisz, kiedy wyciągasz kartę w kontekście lęku? Zadajesz sobie pytanie i co, interpretujesz symbol?? A skąd wiesz, że nie interpretujesz go pod swoje uprzedzenia albo aktualny nastrój?
Właśnie, ta kwestia pytania do kart wydaje mi się kluczowa w całej tej dyskusji. Bo mam wrażenie że lęk często pojawia się właśnie wtedy kiedy pytamy: co będzie? A co jeśli przesunąć pytanie w stronę: czego się tak naprawdę boję? Albo: co ten lęk chroni? Próbował ktoś takich pytań? I czy któraś karta szczególnie dobrze odpowiada na to drugie, to o ochronie?
Mam pytanko bo jestem pewnie najmniej doświadczona tutaj. no czy do takiej pracy z lekiem jest jakiś konkretny rozkład ktory można polecić? Czy sami tworzycie własne? Bo czytam i rozumiem ogólnie ale nie wiem jak to zacząć od praktycznej strony.
Ta Ósemka Mieczy to naprawdę coś. Wyciągałam ją kilka razy w momentach kiedy wiedziałam, że utknęłam we własnej głowie, ale nie potrafiłam wyjść. I za każdym razem to był dobry sygnał do zatrzymania i zapytania: co konkretnie nie pozwala mi się ruszyć? Ale mam pytanie do całej dyskusji - czy ktoś z was celowo unika pewnych kart przy pracy z lękiem? serio czyli ma taką swoją zasadę ze w takim kontekście nie korzysta z pewnych kart albo pytań :(?
Przepraszam że wchodzę ale chciałam zapytać bo mnie to nurtuje - a jak rozpoznać czy już po szczycie tego lęku czy jeszcze w środku? eh bo mi się zdarza ze myślę że już mi lepiej a potem nagle wraca ze zdwojoną siłą i to jest strasznie nieprzyjemne. czy karta może pomóc to ocenić czy to raczej musisz wiedzieć sama z siebie?
Dorzucę tu coś z własnej praktyki. Miałam klientkę, która przychodziła do mnie regularnie właśnie z lękiem i zaczęłyśmy od takiego małego rytuału przed rozkładem: trzy oddechy, jedna minuta ciszy, i dopiero pytanie. I ona mówiła, że te trzy oddechy stały się dla niej samym w sobie sygnałem, że "zaraz będę musiała być ze sobą szczera". to nie karta robiła robotę w tym momencie ;). Karta przychodziła po tym.
Przepraszam, trochę z innej strony, bo jestem bardziej od paranormalnych niż od tarotu ale czytam ten wątek z dużą uwagą. Mam pytanie do praktyczek - czy lęk przy pracy z kartami bywa inny niż "zwykły" lęk? Znaczy, czy zdarzyło wam się że karta wyciągnięta w spokoju nagle wywołała coś, czego się nie spodziewałyście? jakiś rodzaj lęku ktory nie był waszym lękiem?
Wracając do kart w pracy z lękiem, bo trochę odbiegliśmy, chciałam zapytać Zisię o coś konkretnego. Wspominałaś wcześniej że zaczęłaś od jednej karty dziennie z pytaniem "co czuję". Jak długo to robiłaś zanim zaczęłaś widzieć jakiś wzorzec? I czy w ogóle wzorzec się pojawił?
To co Sylweria pisze jest według mnie clou całej tej dyskusji o pracy z lękiem przez karty. Nie chodzi o to czy karta "wie" coś o tobie. Chodzi o to, że ona daje ci punkt odniesienia do rozmowy ze sobą. i w kontekście lęku to jest szczególnie ważne, bo lęk rozlewa się wszędzie i nie ma kształtu. Karta daje mu kształt, przynajmniej tymczasowo. Czy to jest wystarczający argument żeby spróbować?
No właśnie, bo jak czytam że "powinnam być w spokoju" albo "w przejściu" to mam wrażenie że mój dzień jest źle ułożony do wróżenia w ogóle 🙂 Może to jest tez jakiś sygnał, nie wiem.
Eugenka, tu cię rozumiem. kurcze mnie też kiedyś powiedziano żebym ciągnęła karty "w spokoju" i pomyślałam - ale ja spokoju nie mam, po to właśnie sięgam po karty. Jakby mi powiedzieli żebym schudła zanim zacznę ćwiczyć.
tylko że z drugiej strony - jeżeli jesteś w bardzo silnym lęku i ciągniesz kartę, to czy nie interpretujesz jej przez filtr tego lęku? Tzn. czy ta interpretacja jest wtedy w ogóle wiarygodna dla ciebie? Mam na myśli z perspektywy praktycznej, nie metafizycznej.
Naparstnica78 pyta o coś, nad czym długo myślałam. Moja odpowiedź jest taka, że w momencie ciągnięcia rzadko umiem to rozróżnić. oj ale nauczyłam się jednego sygnału: jeśli interpretacja od razu "pasuje" do tego czego sie boję, to zatrzymuję się i pytam siebie czy patrzę na kartę, czy na swój lęk. I często odkrywam, że na lęk.
i co wtedy robisz? Odkładasz kartę, ciągniesz nową czy jednak zostaje z tą samą?
To czekanie z kartą przez noc brzmi dla mnie logicznie, ale mam pytanie do Zisi i innych: czy nie macie tak, że jak karta leży i "czeka", to ten czas jest jeszcze bardziej napięty? Mnie się wydaje że jak bym zostawił coś nierozwiązanego, to lęk by się nakręcał a nie uspokajał.
mam wrażenie, że ta rozmowa o Gwieździe i zakotwiczeniu dotyka czegoś ważnego, o czym nie mówiliśmy wprost. Czy w pracy z lękiem chodzi o to, żeby karta odpowiedziała na pytanie, czy żeby sama obecność kart zmieniała stan? Bo to są dwa zupełnie różne cele.
Ale czy wtedy nie interpretujesz i tak? Tzn. nawet jeśli nie masz pytania, to twój mózg i tak szuka znaczenia w tym co widzi. Jak to faktycznie działa u ciebie? Widzisz kartę i :)... co dokładnie robisz?
Nie rozumiem jednego - jak to jest że mozna sięgnąć po kartę i nie mieć pytania? eh przecież jak po coś sie sięga to ma sie jakiś cel, nie? Przepraszam za literówki, pytam bo naprawdę nie łapie.
