Myślę że jest tu subtelna różnica - rozkładasz całość i patrzysz, co samo przykuwa uwagę. Nie wybierasz. To bardziej podobne do skanowania niż do selekcji. Chociaż rozumiem wątpliwość Teodozji, bo granica między 'ta karta przyciągnęła mój wzrok' a 'ja wybrałam tę kartę' jest bardzo cienka i może być tylko złudzeniem.
Wracam do tego co mówiła Teodozja o czytaniu dla innych, bo mnie to bardziej interesuje niż kwestia statystyczna. Kiedy robię rozkład dla kogoś i mam poczucie, że w tej konkretnej sesji brakuje mi czegoś - jakiegoś głosu z talii - to zaczynam od sprawdzenia czy dobrze postawiłam pytanie. Może nie karta jest 'ukryta', a pytanie jest za szerokie albo za wąskie.
Dla mnie sygnałem jest to, że rozkład mówi kilka rzeczy jednocześnie i żadna nie wynika z drugiej. Jakby każda karta odpowiadała na inne pytanie. Wtedy zazwyczaj wracam do klienta i proszę żeby sprecyzował co tak naprawdę chce wiedzieć.
Tylko że klienci nie zawsze mówią prawdę, bo mogą się wstydzić albo nie chcieć przyznać. Więc ten feedback nie jest zawsze wiarygodny, nie?
Wracając chwilę do kwestii kart 'rzadko wychodzących' - wspomniałam wcześniej o dzienniku, ale nie powiedziałam jednej rzeczy: są karty, które wychodziły rzadziej w konkretnych okresach mojego życia, a potem nagle zaczęły wychodzić bardzo często. I to dopiero był sygnał, nie sama rzadkość.
Przepraszam, że wchodzę z boku, bo nie znam się na tarocie tak jak wy - ale czy ten dziennik to po prostu notatnik, gdzie zapisujesz co wyszło w każdym rozkładzie? Czy jest jakaś specjalna forma? Pytam bo brzmi to bardzo sensownie nawet z zewnątrz.
To znaczy, że karta może rzadziej wychodzić po prostu dlatego, że jest... gładsza albo bardziej zużyta? Nigdy o tym nie myślałam. To trochę rozbrajające jak się tak pomyśli.
Myślę, że jedno nie wyklucza drugiego. Mechanika wyjaśnia część przypadków - zużyta karta, złe tasowanie, za mało kart w rozkładzie. Ale to nie znaczy, że wzorce obserwowane przez długi czas i w różnych warunkach też mają wyłącznie mechaniczne wyjaśnienie. Pytanie jest o skalę i czas obserwacji.
Nie da sie skrócić, bo chodzi o wzorzec w twoim życiu, nie tylko w kartach. A zycie sie nie da przyspieszyć. Przynajmniej w tym sensie.
Przepraszam za wtrącenie, ale nie rozumiem jednej rzeczy - czy wy traktujecie tę 'rzadkość' jako informację samą w sobie, czy dopiero pojawienie się takiej karty po przerwie jest znaczące? Bo to brzmi jak dwie różne rzeczy.
Mam jedno zastrzeżenie do tego kierunku rozmowy - czy nie mylimy tu reakcji emocjonalnej na niespodziankę z reakcją na znaczenie karty? Bo to, że coś pojawia się rzadko, samo w sobie wywołuje zaskoczenie. A zaskoczenie łatwo odczytać jako 'to musi być ważne'. Skąd wiemy, że to nie jest po prostu efekt niespodzianki?
Tylko czy 'wzorzec bez emocji' to nadal jest tarot, czy już statystyka? Serio pytam, bo mam wrażenie, że część wartości tych kart tkwi właśnie w tym, że to nie jest zimna analiza. Jak bardzo można to odchudzić z odczuć zanim straci sens?
